iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Sport / Piłka nożna
+ - 10

Forza Italia, po Puchar!

05 07 2006 xxx xxxx Artykuł był czytany 5039 razy
Źródło:
Źródło:

Włoską piłką musi wstrząsnąć niewyobrażalny skandal, afera korupcyjna sięgająca swoimi mackami najbogatszych i najpotężniejszych, żeby reprezentacja zaczęła grać widowiskowo, efektownie i przede wszystkim skutecznie. Tak było w Hiszpanii w 1982, kiedy zawodnicy w błękitnych koszulkach sięgnęli po Puchar Świata. A że historia lubi się powtarzać, znów mają szansę na triumf w najważniejszej piłkarskiej imprezie globu.

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych

Przed tamtym Mundialem we włoskiej piłce zawrzało. Na kilka miesięcy przed główną imprezą federacja postanowiła zrobić czystkę, doprowadzając do końca śledztwo w sprawie tzw. Czarnego Totka. Do Serie B zdegradowany wówczas został wielki i potężny Milan, a ponad 30 piłkarzy i sędziów zastało skazanych wyrokami za branie łapówek. Sankcje nie ominęły wówczas nawet „Złotego dziecka włoskiej piłki” Paolo Rossiego, któremu jednak ostatecznie zmniejszono dyskwalifikacje, żeby mógł wystąpić w finałowym turnieju.
Teraz futbol w ojczyźnie Dino Zoffa znów zżera widmo korupcji, a ścisła czołówka ligi oskarżana jest o przekupstwa względem piłkarzy, działaczy i sędziów i ustawianie całych kolejek ligowych! W przygotowaniu jest już praktycznie akt oskarżenia dla Juventusu, któremu nie tylko grozi odebranie tytułu wywalczonego w maju, ale karna degradacja do Serie B, a może nawet i C. Głośno mówi się też o tym, że najbliższy sezon Milan miały rozpocząć z bezprecedensowym dorobkiem ujemnych punktów – minus 30! Prokuratura wstrzymuje się z ogłoszeniem werdyktu, nie zostanie on wydany dopóki reprezentacja nie zakończy udziału w Mistrzostwach. A że gra nadspodziewanie dobrze, w Rzymie zamelduje się dopiero po finale imprezy.


Nie da się na Mistrzostwach rozegrać siedmiu meczów na najwyższym poziomie. Tego nie jest w stanie dokonać żadna reprezentacja, nawet przereklamowana i od czterech lat będąca głównym (i jedynym) kandydatem do tytułu Brazylia, która już musiała spakować walizki i po słabiutkim w swoim wykonaniu meczu z Francją rezerwować bilety na najbliższy lot do Rio. Jeszcze w maju, ba, nawet na początku czerwca, nikt chyba nie przypuszczał, że najpiękniejszy, a jednocześnie najbardziej wyrachowany futbol zaprezentują nam reprezentanci z Półwyspu Apenińskiego. Tymczasem to właśnie oni zagrali cztery piękne spotkania: z Ghaną, Czechami, Ukrainą i Niemcami. Patrząc na grę Włochów, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że im bliżej końca turnieju, tym drużyna jest lepiej skonsolidowana, wszystkie tryby zacierają się i zaczynają ze sobą lepiej współpracować. Podopieczni Lippiego zerwali ze swoją naturą, odrzucili sławetne cattenacio i swoją taktykę opierają głównie na świetnej grze w środku pola i doskonałej współpracy drugiej linii z napastnikami. Nie zapominają wszak o obronie, żadnemu z sześciu dotychczasowych rywali nie udało się pokonać Buffona, zaskoczył go jedynie reprezentacyjny kolega (Zaccardo), który strzelił samobójczą bramkę w spotkaniu z Amerykanami.

Malkontenci (bo ci znajdą się zawsze) będą z pewnością umniejszać triumf Włochów: że co za rywali mieli w fazie pucharowej? Że Ukrainę, albo Australię byłaby w stanie pokonać każda drużyna ze światowej czołówki. Być może. Ale żeby trafić na takich przeciwników, trzeba było najpierw awansować z niezwykle silnej i wyrównanej grupy. A z tym Squadra Azzura nie miała większych problemów – z kwitkiem odprawiła drużyny Czech i Ghany, remis przyplątał im się jedynie w spotkaniu ze Stanami Zjednoczonymi, ale można go chyba zrzucić na karb zlekceważenia przeciwnika i nieprzystąpienia do zawodów w pełnej koncentracji.
Włosi mają właściwie wszystko, czego potrzeba drużynie do sięgnięcia po Puchar Świata. Z czwórki napastników każdy przynajmniej raz wpisał się na listę strzelców, selekcjoner ma więc spore pole manewru, bo wydaje się, że każdy z nich jest w wysokiej, stabilnej formie. Spokojem i elegancją w rozgrywaniu akcji imponuje linia pomocy, z genialnym Andreą Pirlo, który przyćmił wszystkie inne gwiazdy i gwiazdeczki tych mistrzostw – jego fenomenalne podanie do Grosso w 119 (!) minucie półfinałowego meczu z Niemcami przejdzie zapewne do historii tej imprezy. Dzielnie wspomaga go nieobliczalny, ale trzymający swoje nerwy na wodzy Totii (decydująca bramka z rzutu karnego w meczu z Australią), tytaniczną pracę na skrzydłach wykonują Camoranesi i Perrotta, a przecież defensywnym pomocnikiem tej drużyny jest „największy walczak świata” – Gattuso .

Obrona – gdzie się nie obejrzysz, to prawdziwy profesor. Początkowo parę stoperów tworzyli Cannavaro i Nesta. Wskutek kontuzji tego drugiego, do składu wskoczył Materazzi i spisuje się nadspodziewanie dobrze. Skrajni, boczni obrońcy to właściwie na chwilę obecną mistrzowie gatunku: bezbłędni w obronie, kiedy tylko nadarza się okazja, wspomagający atak – nie można od nich wymagać niczego więcej. No i między słupkami wirtuoz bramkarskich rękawic. Jedna puszczona (i to kuriozalna, samobójcza) bramka w siedmiu meczach mówi sama za siebie. Ale to nie wszystko. Buffon niezwykle pewnie wyłapuje wszystko, co leci w kierunku jego bramki – strzały z bliska i zza pola karnego, doskonale oblicza lot piłki przy dośrodkowaniach, w szeregi defensywne wprowadza, tak bardzo pożądany prze obrońców, spokój. Godnym konkurentem do miana pierwszego bramkarza Mistrzostw był Lehmann, jednak dwie bramki puszczone w bezpośredniej konfrontacji, wobec zerowego konta Buffona, to Włocha stawiają w uprzywilejowanej pozycji.

Oprócz pewniaków, którymi przez cały sezon ligowy zachwycali się dziennikarze i kibice w Europie, Włosi mają też gwiazdę, której blask rozbłysnął na dobrą sprawę dopiero na Mundialu. Po odejściu na piłkarską emeryturę Paolo Maldniego, Lippi poszukiwał na bok obrony zawodnika, który byłby równie solidny w destrukcji co „symbol Milanu”, ale który nie bałby się również pociągnąć akcji do przodu, uskrzydlić atak, kiedy wymaga tego rozwój boiskowych wydarzeń (zawodnik podobny w stylu gry do biegającego po przeciwnym skrzydle Zambrotty). I znalazł takiego w odległym Palermo. Fabio Grosso od pierwszego spotkania z Ghaną był pewniakiem w wyjściowej jedenastce, w sześciu dotychczasowych meczach ani razu, nawet na minutę, nie opuścił placu gry. Za zaufanie jakim obdarzył go selekcjoner odpłaca się fenomenalną grą: nie tylko wystrzega się wpadek w obronie, ale „załatwił” Włochom dwa zwycięstwa – w 92 minucie meczu z Australią, to właśnie on został sfaulowany w polu karnym przeciwnika, a jedenastkę, dającą promocję do 1/4 finału pewnie wykorzystał Totii. To także on zapewnił awans swojej reprezentacji do ścisłego finału, w ostatniej minucie pojedynku z Niemcami popisując się najwyższej klasy uderzeniem po długim słupku. Z gospodarzy turnieju uszło powietrze, a dobił ich jeszcze w doliczonym czasie gry Del Piero.
Squadra Azzura w spotkaniu z Niemcami była lepsza, stworzyła groźniejsze sytuacje, a za to, że nie zapewniła sobie awansu wcześniej i do ostatnich sekund trzymała swoich kibiców w napięciu, może obwiniać głownie Lehmanna, który w nieprawdopodobnych sytuacjach ratował swój zespół z opresji. Nie wiadomo, kto będzie finałowym przeciwnikiem, ale nieważne, czy naprzeciw stanie nieobliczalny Barthez, czy rewelacyjnie dysponowany Ricardo, Włosi będą faworytem spotkania i jeśli zagrają tak, jak z Niemcami, na berlińskim stadionie będą mogli świętować czwarty tytuł mistrzów świata.






+ - 10

Artykuł został pozytywnie zrecenzowany przez:

Maciek Partyka, , Anna Poszepczyńska, Jarek Kownacki, Artur Janik

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 5

1. | 01:56 05-07-2006

Przeczytalem z przyjemnoscia, choc nie lubie futbolu ;).

2. SemiPro | 17:13 05-07-2006

Włosi byli cudowni, szybcy, zrywni, myślący, taktyczni, stratgiczni i kosili trawę!:) Piękny futbol i świetny artykuł. Prawdę powiedziawszy moim faworytem jest Portugalia i Ricardo z rękawicami czy bez:) Ale i tak kibicuje lepszym. Pozdrawiam i życzę udanych przemyśleń co do dzisiejszego półfinału.

3. Marta | 19:32 05-07-2006

Ja sie odezwe jako malkontent: Wlosi na tym mundialu nie zaprezentowali nic poza tchorzostwem (na final od razu wlacze na dogrywke, jesli nie karne) i aktorstwem. Nie zasluguja na final, na niego zaslugiwali Niemcy, ktorzy wlasnie byli rozwijajaca sie druzyna, co zreszta nie tak dawno wykazywal w tym samy miejscu Panski kolega po piorze. Wiem, ilu ludzi, tyle zdan, zwlaszcza gdy w gre wchodza sympatie i antypatie. Niemcy wczoraj zagrali slabo, nie mieli naWlochow pomyslu. A tym ostatnim zwyczajnie wyszla akcja i bylo po ptokach..

4. Sebastian | 13:14 06-07-2006

Jeżeli Wlochy nie zasługują na finał, a zasługują na niego Niemcy to futbol nie jest pięknem...Niemcy mogą sie cieszyćz tego że doszli do półfinału, bo prawdę powiedziawszy bardziej na niego zasługiwała dużo lepsza drużyna argentyńska, ale bład trenera o tym przesądził.Forza Italia!!!

5. Anna | 00:28 13-07-2006

Miłośniczką piłki nożnej nie jestem, ale czyta się dobrze.