Sport / Piłka nożna
„Piłka nożna dla kibiców” - czyli z rodziną na mecz
Artykuł był czytany 1947 razy
W życiu każdego kibica kanapowego przychodzi taki moment, kiedy postanawia obejrzeć zmagania swoich ulubionych sportowców na żywo. Ponieważ nadarzyła się okazja - postanowiłem odwiedzić pobliski stadion i dopingować naszych piłkarzy.
Powiedzmy to szczerze: w Polsce jest jeden sport narodowy - piłka nożna. Ostatnio zmienia się to sezonowo a my, zachęceni sukcesami różnych sportowców coraz częściej zasiadamy do oglądania występów innych rodaków: siatkarzy, szczypiornistów czy skoczków narciarskich. Niestety jednak, większość tej widowni jest stricte przypadkowa i do momentu podniesienia wrzawy w prasie o „szansie na medal” ludzie nie zdają sobie w ogóle sprawy że posiadamy innych sportowców niż Adam Małysz czy Artur Boruc.
Popularność piłki nożnej, jako dyscypliny, jest spowodowana wieloma czynnikami. Nie będę ich dokładnie analizował, bo zapewne każdy w meczu odnajduje co innego dla siebie. Jednak optymalny czas trwania meczu (zbliżony do przeciętnego filmu kinowego), jasne zasady i międzynarodowość tej dyscypliny (w Afryce gra się tak samo jak w Azji czy w Europie) powoduje, że przy meczu bawić się mogą zarówno dzieci, dorośli jak i dużo starsi fani sportu z każdego zakątka Ziemi. Liczenie punktów, zasady i forma rozgrywki także nie sprawiają nikomu większych problemów w odróżnieniu np. meczów koszykówki, gdzie sprawa staje się bardziej skomplikowana. Dodatkowo dzieci w polskich szkołach, ze względów ekonomicznych zdecydowanie częściej mają możliwość kopania piłki na szkolnym boisku niż pójścia na skocznię, lodowisko, czy basen. Od małego rodzi to przywiązanie do tej dyscypliny i daje każdemu kto przeszedł przez obowiązkowe minimum edukacji wiedzę z zakresu przebiegu meczu na murawie.
W życiu każdego kibica kanapowego przychodzi więc taki moment, kiedy postanawia obejrzeć zmagania swoich ulubionych sportowców na żywo. Może to być związane z jego wiekiem, potrzebami bądź po prostu - okolicznościami. Czasem zdarza się tak, że reprezentacja rozgrywa mecz na pobliskim stadionie, bilety są tanie, a my mamy akurat wolny wieczór. Wtedy zamiast iść po raz kolejny ze znajomymi do pubu, postanawiamy wybrać się bezpośrednio na trybuny i dopingować „naszych” z szalikiem w ręku w tłumie kibiców.
Dla mnie taki moment nastąpił wczoraj, kiedy towarzyski mecz Polska - Bułgaria, odbywał się na oddalonym kilka przecznic od mojego domu stadionie Polonii, bilety były po 40 zł, a razem z dziewczyną nie mieliśmy innych planów. Decyzja była szybka - jesteśmy już prawie po studiach a nigdy nie byliśmy na meczu „na żywo”, czas więc to nadrobić.
Teraz - po meczu (na szczęście wygranym) i po całej nocy burzliwej dyskusji, możemy stwierdzić, że nasze uczucia wobec tamtego wieczoru są bardzo mieszane, z lekką przewagą tych negatywnych a ja postanowiłem się podzielić swoimi przemyśleniami z Wami. Przykre jest to, że w piłka nożna w takiej formie jakiej mieliśmy okazję ją oglądać jest żenująca. Nie chodzi tu o sam sport, o formę piłkarzy czy o naszego selekcjonera - w końcu wygraliśmy. To co zadecydowało o naszej opinii znajduje się „między wierszami” całej imprezy.
Od pierwszych chwil czuje się atmosferę agresji i niebezpieczeństwa. Setki policjantów, psy obronne, armatki wodne i wozy opancerzone to tylko cześć „atrakcji” które można podziwiać idąc na stadion. Już sam ten widok nie nastraja pozytywnie a już na pewno nie sprzyja przyjaznej atmosferze oglądania meczu. Na szczęście jednak policję zostawiamy szybko w tyle i jako kolejna przeszkoda jawi się samo wejście na stadion.
Nie wiem jak jest na innych stadionach, ale to co prezentuje Polonia jest poniżej wszelkiej krytyki. Ponad 2 tysiące kibiców, a na trybuny wejście jest przez dwie bramki. DWIE! Każda osoba ma sprawdzany bilet, jest przeszukiwana. Procedura sama w sobie godna pochwalenia, ale zdecydowanie stanowiąca „wąskie gardło” całej imprezy, gdyż odbywa się to pojedynczo. W efekcie - tłum złych, rozwścieczonych, zdenerwowanych napierających na bramkę kibiców po raz kolejny potęguje poczucie agresji i rodzi wrogość. Setki ludzi krzyczących bardzo obraźliwe hasła pod adresem ochroniarzy, organizatorów i policji również nie sprzyjają serdecznej atmosferze.
Z drugiej jednak strony - tłum, którego częścią byłem i ja, miał absolutne prawo do pretensji. Na trybunę weszliśmy 12 minut po rozpoczęciu meczu, ominął nas hymn oraz prezentacja piłkarzy. Wszechobecny chaos, brak jakiejkolwiek swobody w poruszaniu się daje poczucie uczestniczenia w imprezie źle zorganizowanej, nieprzemyślanej wręcz „odwalonej”. A przypomnijmy że to nie jest był mecz ligowy, tylko międzynarodowy! Reprezentacyjny!
Sam mecz można było oglądać w miarę komfortowych warunkach, choć obelgi, wyzwiska i barbarzyńskie przekleństwa towarzyszyły nam przez ponad 90 minut. Nie jestem zagorzałym fanem żadnej z Warszawskich drużyn, dlatego nie widzę żadnej przyjemności w skandowaniu obraźliwych haseł, obrzucania się mięsem i byciem częścią tej społeczności. Niestety, tak jak wszyscy obecni - nie miałem wyboru. Zastanawiam się tylko jak czuli się rodzice dzieci, którzy chcieli sprawić swoim pociechom przyjemność a w trakcie trwania meczu musieli wstydzić się za rodaków.
Mecz opuściliśmy 3 minuty przed końcem spotkania aby uniknąć kolejnych „wąskich gardeł” przy wypuszczaniu kibiców ze stadionu. Nie żałuję tych ostatnich minut, bo dzięki temu mieliśmy chociaż odrobinę komfortu i przyjemności ze spędzenia tego sportowego wieczoru. Jestem jednak pewien, że moja stopa długo nie stanie na żadnym z Warszawskich stadionów.
Podsumowując - ciężko mi pogodzić się z myślą, że Polacy na meczach prezentują tak denny poziom kultury osobistej. Szkoda, że podczas sportowych zmagań towarzyszą nam tak fatalne emocje. Wstyd - bo wstyd patrzeć na młodych ludzi, którzy zachowują się jak bydło a nazywają siebie kibicami, polakami i patriotami. Strach - bo ciężko być spokojnym kiedy z trybun słyszy się „Jak znajdziemy, zabijemy” a w powietrzu unosi się zapach bójki. Zażenowanie - kiedy zdajemy sobie sprawę, że "chcąc-nie chcąc" jesteśmy częścią tej społeczności. Złość - kiedy mimo pozytywnego nastawienia i pro-sportowych idei jest się traktowanym jak śmieć i nie można wysłuchać w cywilizowanych warunkach własnego hymnu.
Na koniec, zasłyszana wymiana zdań w kolejce przed bramką na stadion:
Matka: Nie pchajcie się, ja tu z dziećmi przyszłam!
Kibic: Na mecz z dziećmi? Poje*#ło?
Skoro 10 minut wcześniej ten sam kibic skandował „Piłka nożna dla kibiców”, to pozostaje jedynie z żalem i smutkiem patrzeć na to co się dzieje na rodzimych stadionach. Najlepiej z kanapy, przed telewizorem.
Popularność piłki nożnej, jako dyscypliny, jest spowodowana wieloma czynnikami. Nie będę ich dokładnie analizował, bo zapewne każdy w meczu odnajduje co innego dla siebie. Jednak optymalny czas trwania meczu (zbliżony do przeciętnego filmu kinowego), jasne zasady i międzynarodowość tej dyscypliny (w Afryce gra się tak samo jak w Azji czy w Europie) powoduje, że przy meczu bawić się mogą zarówno dzieci, dorośli jak i dużo starsi fani sportu z każdego zakątka Ziemi. Liczenie punktów, zasady i forma rozgrywki także nie sprawiają nikomu większych problemów w odróżnieniu np. meczów koszykówki, gdzie sprawa staje się bardziej skomplikowana. Dodatkowo dzieci w polskich szkołach, ze względów ekonomicznych zdecydowanie częściej mają możliwość kopania piłki na szkolnym boisku niż pójścia na skocznię, lodowisko, czy basen. Od małego rodzi to przywiązanie do tej dyscypliny i daje każdemu kto przeszedł przez obowiązkowe minimum edukacji wiedzę z zakresu przebiegu meczu na murawie.
W życiu każdego kibica kanapowego przychodzi więc taki moment, kiedy postanawia obejrzeć zmagania swoich ulubionych sportowców na żywo. Może to być związane z jego wiekiem, potrzebami bądź po prostu - okolicznościami. Czasem zdarza się tak, że reprezentacja rozgrywa mecz na pobliskim stadionie, bilety są tanie, a my mamy akurat wolny wieczór. Wtedy zamiast iść po raz kolejny ze znajomymi do pubu, postanawiamy wybrać się bezpośrednio na trybuny i dopingować „naszych” z szalikiem w ręku w tłumie kibiców.
Dla mnie taki moment nastąpił wczoraj, kiedy towarzyski mecz Polska - Bułgaria, odbywał się na oddalonym kilka przecznic od mojego domu stadionie Polonii, bilety były po 40 zł, a razem z dziewczyną nie mieliśmy innych planów. Decyzja była szybka - jesteśmy już prawie po studiach a nigdy nie byliśmy na meczu „na żywo”, czas więc to nadrobić.
Teraz - po meczu (na szczęście wygranym) i po całej nocy burzliwej dyskusji, możemy stwierdzić, że nasze uczucia wobec tamtego wieczoru są bardzo mieszane, z lekką przewagą tych negatywnych a ja postanowiłem się podzielić swoimi przemyśleniami z Wami. Przykre jest to, że w piłka nożna w takiej formie jakiej mieliśmy okazję ją oglądać jest żenująca. Nie chodzi tu o sam sport, o formę piłkarzy czy o naszego selekcjonera - w końcu wygraliśmy. To co zadecydowało o naszej opinii znajduje się „między wierszami” całej imprezy.
Od pierwszych chwil czuje się atmosferę agresji i niebezpieczeństwa. Setki policjantów, psy obronne, armatki wodne i wozy opancerzone to tylko cześć „atrakcji” które można podziwiać idąc na stadion. Już sam ten widok nie nastraja pozytywnie a już na pewno nie sprzyja przyjaznej atmosferze oglądania meczu. Na szczęście jednak policję zostawiamy szybko w tyle i jako kolejna przeszkoda jawi się samo wejście na stadion.
Nie wiem jak jest na innych stadionach, ale to co prezentuje Polonia jest poniżej wszelkiej krytyki. Ponad 2 tysiące kibiców, a na trybuny wejście jest przez dwie bramki. DWIE! Każda osoba ma sprawdzany bilet, jest przeszukiwana. Procedura sama w sobie godna pochwalenia, ale zdecydowanie stanowiąca „wąskie gardło” całej imprezy, gdyż odbywa się to pojedynczo. W efekcie - tłum złych, rozwścieczonych, zdenerwowanych napierających na bramkę kibiców po raz kolejny potęguje poczucie agresji i rodzi wrogość. Setki ludzi krzyczących bardzo obraźliwe hasła pod adresem ochroniarzy, organizatorów i policji również nie sprzyjają serdecznej atmosferze.
Z drugiej jednak strony - tłum, którego częścią byłem i ja, miał absolutne prawo do pretensji. Na trybunę weszliśmy 12 minut po rozpoczęciu meczu, ominął nas hymn oraz prezentacja piłkarzy. Wszechobecny chaos, brak jakiejkolwiek swobody w poruszaniu się daje poczucie uczestniczenia w imprezie źle zorganizowanej, nieprzemyślanej wręcz „odwalonej”. A przypomnijmy że to nie jest był mecz ligowy, tylko międzynarodowy! Reprezentacyjny!
Sam mecz można było oglądać w miarę komfortowych warunkach, choć obelgi, wyzwiska i barbarzyńskie przekleństwa towarzyszyły nam przez ponad 90 minut. Nie jestem zagorzałym fanem żadnej z Warszawskich drużyn, dlatego nie widzę żadnej przyjemności w skandowaniu obraźliwych haseł, obrzucania się mięsem i byciem częścią tej społeczności. Niestety, tak jak wszyscy obecni - nie miałem wyboru. Zastanawiam się tylko jak czuli się rodzice dzieci, którzy chcieli sprawić swoim pociechom przyjemność a w trakcie trwania meczu musieli wstydzić się za rodaków.
Mecz opuściliśmy 3 minuty przed końcem spotkania aby uniknąć kolejnych „wąskich gardeł” przy wypuszczaniu kibiców ze stadionu. Nie żałuję tych ostatnich minut, bo dzięki temu mieliśmy chociaż odrobinę komfortu i przyjemności ze spędzenia tego sportowego wieczoru. Jestem jednak pewien, że moja stopa długo nie stanie na żadnym z Warszawskich stadionów.
Podsumowując - ciężko mi pogodzić się z myślą, że Polacy na meczach prezentują tak denny poziom kultury osobistej. Szkoda, że podczas sportowych zmagań towarzyszą nam tak fatalne emocje. Wstyd - bo wstyd patrzeć na młodych ludzi, którzy zachowują się jak bydło a nazywają siebie kibicami, polakami i patriotami. Strach - bo ciężko być spokojnym kiedy z trybun słyszy się „Jak znajdziemy, zabijemy” a w powietrzu unosi się zapach bójki. Zażenowanie - kiedy zdajemy sobie sprawę, że "chcąc-nie chcąc" jesteśmy częścią tej społeczności. Złość - kiedy mimo pozytywnego nastawienia i pro-sportowych idei jest się traktowanym jak śmieć i nie można wysłuchać w cywilizowanych warunkach własnego hymnu.
Na koniec, zasłyszana wymiana zdań w kolejce przed bramką na stadion:
Matka: Nie pchajcie się, ja tu z dziećmi przyszłam!
Kibic: Na mecz z dziećmi? Poje*#ło?
Skoro 10 minut wcześniej ten sam kibic skandował „Piłka nożna dla kibiców”, to pozostaje jedynie z żalem i smutkiem patrzeć na to co się dzieje na rodzimych stadionach. Najlepiej z kanapy, przed telewizorem.
Dodaj Komentarz
RSS komentarzyKomentarze: 1
Zdecydowanie popieram, pomimo, że jestem fanem siatkówki- tam sytuacja wygląda zupełnie inaczej (w domyśle: lepiej). Miło się czyta, dobrze zrelacjonowane wydarzenie. Artykuł plami nieco interpunkcja i przymiotnik "warszawskie" pisane z dużej litery. Ogólne wrażenie: pozytywne.











