Sport / Piłka nożna
Piłkarski poker
Artykuł był czytany 2923 razyPamiętam jak dziś, kiedy pierwszy raz, z uśmiechem na twarzy oglądałem wyśmienitą polską komedię „Piłkarski poker”. Sytuacje przedstawione w filmie wydawały mi się zupełnie absurdalne, bo pokazywały, w jak prosty i otwarty sposób można „ustawiać” wyniki meczy. Teraz mamy zimową przerwę w rozgrywkach Orange Ekstraklasy, a ja postanowiłem podsumować sytuację polskiej piłki. Skupiłem się na zdarzeniach z pierwszej połowy bieżącego sezonu, ale niekoniecznie na zdarzeniach czysto sportowych. Wszyscy kibice, a myślę, że nawet osoby niezainteresowane sportem, doskonale pamiętają, w jaki sposób futbol trafił na pierwsze strony polskich gazet. Niestety - od razu nasuwa się na myśl porównanie z wyżej wymienionym filmem. Oczywiście ma to związek z „aferą Fryzjera”, czyli aresztowanego w czerwcu, w związku z korupcją w polskim futbolu Ryszarda F. (podobno jednego z najbardziej wpływowych działaczy w polskim futbolu). To zatrzymanie spowodowało reakcję łańcuchową. Po zatrzymaniu „Fryzjera” kolejne aresztowania wyrastały jak grzyby po deszczu. Do aresztu trafiali kolejno: działacze, piłkarze, sędziowie. Okazało się, że w sprawę zamieszani są przedstawiciele większości polskich klubów oraz działacze powiązani z Polskim Związkiem Piłki Nożnej. Sprawą zainteresowało się Ministerstwo Sportu, a minister Lipiec wprowadził do związku komisarza. Następnie zdarzenia te zainteresowały Międzynarodową Federację Piłki Nożnej(FIFA), która zagroziła zawieszeniem Polski we wszelkich rozgrywkach międzynarodowych, sprawa wygląda poważnie, ale nasi działacze zachowują spokój.
W naszym kraju wszystko jest możliwe i może dojść do sytuacji, której nie przewidzieli nawet twórcy „Piłkarskiego pokera”. Być może niedługo arbitrów będziemy musieli sprowadzać zza granicy, gdyż wszyscy polscy będą za kratkami. Może się jednak okazać, że sędziowie nie będą wcale potrzebni, bo wszystkie kluby zostaną zdegradowane z pierwszej ligi, a FIFA wykluczy kluby i reprezentację z rozgrywek międzynarodowych. Taki scenariusz jest oczywiście praktycznie nierealny, ale tak samo nierealne wydawały mi się niedawne wydarzenia na polskiej scenie politycznej.Moim zdaniem do poprawy tej sytuacji jest potrzebne prawdziwe trzęsienie ziemi, które raz na zawsze zniszczyłoby układy powstałe jeszcze w zamierzchłych czasach PRL-u. Szkoda tylko, że do takiej sytuacji dochodzi w momencie, kiedy polska reprezentacja wreszcie zaczyna grać na zadowalającym poziomie.
Jakby tego było mało-afery nie są jedyną plagą w polskiej piłce(i w sporcie w ogóle). U nas cały system jest w pewnym sensie chory. Może zacznę od lekarzy. To oni są odpowiedzialni za kontrolę zdrowia sportowców, już od ich najmłodszych lat. W minionych miesiącach kilku piłkarzy w wieku ok. 16 lat straciło życie na polskich boiskach. Ktoś powie-nieszczęśliwy wypadek. Ktoś inny zapyta-kto jest temu winny?. Oczywiście okazuje się, że lekarze wypisywali karty zdrowia nie przeprowadzając czasem nawet najprostszych, najbardziej podstawowych badań. Byli to ludzie, którzy w młodości przysięgali chronić ludzkie życie. Dlaczego teraz, w zamian za marne pieniądze narażali młodych ludzi na szwank? Może zapomnieli o przysiędze hipokratesa? Ciekawe, że nie zapomnieli o napełnianiu swoich kieszeni gotówką. Niektórzy winili nawet młodych piłkarzy, twierdząc, że to oni powinni od razu interweniować i sami dopilnować, aby badania zostały przeprowadzone. Oni-młodzi „głodni gry” ludzie, którzy oddaliby wszystko w zamian za sportową karierę. Takie podejście pozostawię bez komentarza. Niedawno usłyszałem kolejną ciekawą wieść-w Polsce nie ma młodych graczy, którzy mają talent dający im aspiracje do gry w Ekstraklasie. To nic, że w ostatnich latach już nawet piętnastoletni zawodnicy są zapraszani na testy do Anglii, Niemiec, Holandii itd. W końcu polska piłka nożna jest tak potężna, że Ci ludzie mogą szukać szczęścia „najwyżej” za granicą(i znajdują). Bardzo ciekawe są też decyzje działaczy i prezesów w polskich klubach. Przykładem szczytowej głupoty są niestety pewne posunięcia zarządu Lecha Poznań, klubu, któremu kibicuję z całego serca. Ostatnio klub zaliczył zastrzyk gotówki, więc…zaczął pozbywać się piłkarzy. Najbardziej błyskotliwym pomysłem było pozbycie się Arkadiusza Malarza-bramkarza „Kolejorza”, który „nie spełniał oczekiwań zarządu”. Piłkarz ten, gdy nie zdobył uznania w oczach naszych działaczy-rozpoczął poszukiwania nowego klubu i trafił do greckiego zespołu-AÓ Xanthi. Wydarzenia te miały miejsce przed bieżącym sezonem, a o Malarzu już jest w Grecji głośno. Tam pobił rekord ligi, nie wpuszczając bramki przez ponad 600 minut. Teraz ”biją się” o niego czołowe greckie kluby, które są skłonne zapłacić za transfer MILION EURO. Niewiarygodne jest, jak bramkarz, który w Polsce faktycznie kilkukrotnie skompromitował się w oczach kibiców, mógł w tak krótkim czasie zabłysnąć w Europie. Może sekret kryje się w przygotowaniu, w relacjach trener-zawodnik? Niestety w Polsce nie osiągnąłby nic, widocznie nie ma w rodzinie żadnego wpływowego działacza i nie jest spokrewniony ze sponsorem żadnego klubu.
Takich absurdalnych sytuacji jest o wiele więcej, ale książkę na ten temat napiszę najwcześniej za kilka lat. Miejmy nadzieję, że wtedy młodzi ludzie będą patrzeć na opisy tego typu sytuacji z niedowierzaniem, a my będziemy mogli powiedzieć z ironicznym uśmiechem na twarzy: „ Tak kiedyś było naprawdę”.
P.S
Wiem, że artykuł jest nieaktualny, ale zamieszczam go, aby usłyszeć jakieś opinie. Napisałem go jakiś czas temu i jestem ciekaw, co należy jeszcze poprawić, nad czym popracować(i zdaję sobie sprawę, że może być tego wiele).
W naszym kraju wszystko jest możliwe i może dojść do sytuacji, której nie przewidzieli nawet twórcy „Piłkarskiego pokera”. Być może niedługo arbitrów będziemy musieli sprowadzać zza granicy, gdyż wszyscy polscy będą za kratkami. Może się jednak okazać, że sędziowie nie będą wcale potrzebni, bo wszystkie kluby zostaną zdegradowane z pierwszej ligi, a FIFA wykluczy kluby i reprezentację z rozgrywek międzynarodowych. Taki scenariusz jest oczywiście praktycznie nierealny, ale tak samo nierealne wydawały mi się niedawne wydarzenia na polskiej scenie politycznej.Moim zdaniem do poprawy tej sytuacji jest potrzebne prawdziwe trzęsienie ziemi, które raz na zawsze zniszczyłoby układy powstałe jeszcze w zamierzchłych czasach PRL-u. Szkoda tylko, że do takiej sytuacji dochodzi w momencie, kiedy polska reprezentacja wreszcie zaczyna grać na zadowalającym poziomie.
Jakby tego było mało-afery nie są jedyną plagą w polskiej piłce(i w sporcie w ogóle). U nas cały system jest w pewnym sensie chory. Może zacznę od lekarzy. To oni są odpowiedzialni za kontrolę zdrowia sportowców, już od ich najmłodszych lat. W minionych miesiącach kilku piłkarzy w wieku ok. 16 lat straciło życie na polskich boiskach. Ktoś powie-nieszczęśliwy wypadek. Ktoś inny zapyta-kto jest temu winny?. Oczywiście okazuje się, że lekarze wypisywali karty zdrowia nie przeprowadzając czasem nawet najprostszych, najbardziej podstawowych badań. Byli to ludzie, którzy w młodości przysięgali chronić ludzkie życie. Dlaczego teraz, w zamian za marne pieniądze narażali młodych ludzi na szwank? Może zapomnieli o przysiędze hipokratesa? Ciekawe, że nie zapomnieli o napełnianiu swoich kieszeni gotówką. Niektórzy winili nawet młodych piłkarzy, twierdząc, że to oni powinni od razu interweniować i sami dopilnować, aby badania zostały przeprowadzone. Oni-młodzi „głodni gry” ludzie, którzy oddaliby wszystko w zamian za sportową karierę. Takie podejście pozostawię bez komentarza. Niedawno usłyszałem kolejną ciekawą wieść-w Polsce nie ma młodych graczy, którzy mają talent dający im aspiracje do gry w Ekstraklasie. To nic, że w ostatnich latach już nawet piętnastoletni zawodnicy są zapraszani na testy do Anglii, Niemiec, Holandii itd. W końcu polska piłka nożna jest tak potężna, że Ci ludzie mogą szukać szczęścia „najwyżej” za granicą(i znajdują). Bardzo ciekawe są też decyzje działaczy i prezesów w polskich klubach. Przykładem szczytowej głupoty są niestety pewne posunięcia zarządu Lecha Poznań, klubu, któremu kibicuję z całego serca. Ostatnio klub zaliczył zastrzyk gotówki, więc…zaczął pozbywać się piłkarzy. Najbardziej błyskotliwym pomysłem było pozbycie się Arkadiusza Malarza-bramkarza „Kolejorza”, który „nie spełniał oczekiwań zarządu”. Piłkarz ten, gdy nie zdobył uznania w oczach naszych działaczy-rozpoczął poszukiwania nowego klubu i trafił do greckiego zespołu-AÓ Xanthi. Wydarzenia te miały miejsce przed bieżącym sezonem, a o Malarzu już jest w Grecji głośno. Tam pobił rekord ligi, nie wpuszczając bramki przez ponad 600 minut. Teraz ”biją się” o niego czołowe greckie kluby, które są skłonne zapłacić za transfer MILION EURO. Niewiarygodne jest, jak bramkarz, który w Polsce faktycznie kilkukrotnie skompromitował się w oczach kibiców, mógł w tak krótkim czasie zabłysnąć w Europie. Może sekret kryje się w przygotowaniu, w relacjach trener-zawodnik? Niestety w Polsce nie osiągnąłby nic, widocznie nie ma w rodzinie żadnego wpływowego działacza i nie jest spokrewniony ze sponsorem żadnego klubu.
Takich absurdalnych sytuacji jest o wiele więcej, ale książkę na ten temat napiszę najwcześniej za kilka lat. Miejmy nadzieję, że wtedy młodzi ludzie będą patrzeć na opisy tego typu sytuacji z niedowierzaniem, a my będziemy mogli powiedzieć z ironicznym uśmiechem na twarzy: „ Tak kiedyś było naprawdę”.
P.S
Wiem, że artykuł jest nieaktualny, ale zamieszczam go, aby usłyszeć jakieś opinie. Napisałem go jakiś czas temu i jestem ciekaw, co należy jeszcze poprawić, nad czym popracować(i zdaję sobie sprawę, że może być tego wiele).
Dodaj Komentarz
RSS komentarzyKomentarze: 2
Artykuł dość ciekawy. Poruszonych jest kilka kwestii zwracających uwagę na refleksje nad działaniami w naszym kraju. Troszkę zbyt wiele porównań jak dla mnie, ale nie mam większych zastrzeżeń:).
Wylosowało mnie do komentowania piłki nożnej a ja kompletnie nie w temacie :) Pozytyw bo "czegoś" się dowiedziałem ;-)












