Polski kibic-chuligan czy entuzjasta?
Artykuł był czytany 12036 razy
Jaki jest świat kibiców? Czy słusznie uważa się ich za bandytów i wrzuca wszystkich do jednego,wspólnego worka?
Po wydarzeniach w Krakowie, kiedy kilku młodych ludzi, mieniących się kibicami Cracovii zadźgało nożem młodego wiślaka, reakcja potępiająca ten czyn była jak najbardziej prawidłowa. Podobnie było po demolce starówki przez "fanów" Legii. Przy okazji podłożono jednak całe środowisko kibicowskie w Polsce pod chuliganów i bandytów. Wydaje się,że generalizowanie akurat tej społeczności jest zbyt pochopne. Przyjrzyjmy się bowiem bliżej, jaki jest prawdziwy obraz stadionowych bywalców.
13 maja 2006. Stadion Legii. Mecz z Wisłą Kraków, który nie decyduje już o niczym, bowiem kilka kolejek wcześniej stołeczny klub zapewnił sobie tytuł mistrza kraju. Jest to jednak spotkanie o prestiż, zarówno dla piłkarzy, jak i dla kibiców. Na trybunach już kilka godzin przed meczem gromadzi się tłum. Wraz z pierwszym gwizdkiem sędziego znajduje się na nich grubo ponad 10 tys. fanatyków, jestem jednym z nich. Zasiadam na teoretycznie spokojniejszej trybunie "Krytej". Zastanawiam się, ilu spośród nich przyszło z zamiarem wszczęcia burd? Rozglądam się dookoła. Wokoło mnie uśmiechnięte twarze, ludzie popijają colę, czasem coś mocniejszego, co chwila żywo reagują na boiskowe wydarzenia, zdarzają się oczywiście wulgaryzmy, ale nikt nie przesadza. Gdy przyglądam się dokładniej, konstatuję, iż na trybunie jest bardzo dużo kobiet, co więcej, widzę także kilkuletnie dzieci! Zastanawiam się, ile procent tego co słyszałem w telewizji zgadza się z moją obserwacją. Przerzucam wzrok na drugą stronę boiska. Na "Żylecie" ukazuje się znakomita i pomysłowa choreografia, która słowem uderza przegranego przeciwnika. Doping jest fantastyczny, choć często przerywany wulgarnymi okrzykami. Na boisku co chwila dochodzi do spięć, sytuacja robi się nerwowa, ale nikt nie próbuje wyrażać swoich pretensji w inny sposób niż werbalnie. Spotkanie dobiega końca. Legia przegrywa 1-2 i radość z tytułu jest jakby niepełna. Spiker prosi kibiców, aby po ostatnim gwizdku nie wbiegali na boisko, co przez kilka ostatnich lat było tradycją. Wydaje się to niemożliwe, tym bardziej, że Legia przegrywa. Ale o dziwo! Sędzia kończy mecz, a nawet najbardziej zagorzali kibice z trybuny otwartej nie próbują dostać się na płytę. Jestem w szoku! Impreza kończy się bardzo sympatycznym pokazem sztucznych ogni, śpiewami i w szampańskim nastroju można opuszczać stadion.
Wychodzimy na ulice. Jest tradycją ogólnie przyjętą na świecie, że po wielkich zwycięstwach kibice wylegają na ulice aby świętować sukces swoich ulubieńców. Dzieje się tak w Hiszpanii, we Włoszech i innych cywilizowanych państwach.Dziwne wydawały się więc zapowiedzi policji, że nic nie wie na temat przemarszu kibiców na Stare Miasto, tym bardziej, że na forach internetowych aż o tym huczało. Przemieszczamy się ulicami Warszawy coraz bliżej celu. Radosne śpiewy budzą ludzi, którzy jednak w większości serdecznie nas pozdrawiają. Wraz ze znajomymi postanawiamy udać się po piwo. Gdy dochodzimy do pierwszego spotkanego sklepu, kolejne zaskoczenie. Mimo gigantycznej kolejki nikt nie próbuje się pchać, a tym bardziej kraść złocistego napoju. Pani za ladą wydaje się chyba bardziej szczęśliwa niż kibice, w końcu największy utarg w ciągu roku. Kulturalnie kupujemy browary i popijając udajemy się w stronę kolumny Zygmunta. W coraz lepszym nastroju śpiewamy legijne pieśni, ale nagle dobry nastrój znika. Podjeżdża do nas bowiem policyjny bus, z którego wysiada pięciu uzbrojonych funkcjonariuszy i otacza naszego kolegę. Niemiła sytuacja dobiega końca, gdy spokojnie tłumaczymy, iż nic złego z naszej strony się nie dzieje. Był to jednak pierwszy sygnał świadczący o pogorszeniu sytuacji. Gdy dochodzimy do kolumny na placu jest już coraz mniej ludzi, a mimo to śpiewom i radości nie ma końca. Uczciwie mówiąc coraz więcej ludzi jest po alkoholu, lecz NIKT nie ma zamiaru wszczynać zamieszek. Oddalamy się na 15 min w celu załatwienia potrzeby fizjologicznej i postanawiamy jeszcze na moment wrócić na Starówkę. Gdy dochodzimy od strony Krakowskiego Przedmieścia, czuję się jakoś nieswoju. Tracę wzrok! Na szybko analizuję sytuację i natychmiast dochodzę do wniosku, że rozpylono gaz łzawiący. Nagle spostrzegam sunące w naszą stronę kordony policji. Dopiero teraz w ludziach wokół nas wyzwala się agresja, spotęgowana alkoholem i dochodzi do regularnej bitwy. My postanawiamy szybko się wycofać i wracamy do domu.
Następnego dnia kupuję gazety i czytam to, czego mogłem się spodziewać. Ani słowa o fantastycznej atmosferze na stadionie, ani o tym, że przez większość czasu na Starym Mieście było spokojnie. Wytłuszczonymi literami kibice są przyrównani do bandytów, a komisarz Warszawy postuluje zamknięcie stadionu. Natychmiast konfrontuję to z własnym doświadczeniem. Oczywiste jest, że zachowanie naganne trzeba tępić.Czy jednak akcja policji nie powinna ograniczyć się do zdecydowanej reakcji wobec grupki, podkreślam- grupki osób atakujących sklep monopolowy? Czy warto było wychodzić kordonem w stronę kolumny Zygmunta, gdy wiadomo, iż nawet najspokojniejszy człowiek po alkoholu nie jest w stanie myśleć logicznie i trzeźwo? Niewłaściwie prowadzone akcje tego typu zawsze doprowadzają do rozjuszenia tłumu, nie tylko w przypadku kibiców, ale np protestujących grup zawodowych, partii politycznych itp. Ja w tym przypadku mam poważne zastrzeżenia co do pracy służb prewencyjnych.
Przedstawiłem te wydarzenia, żeby pokazać obraz z trochę innej strony niż ta, którą przedstawia zdecydowana większość mediów i siłą rzeczy jest przyjmowana przez znakomitą część społeczeństwa. Chciałbym uzmysłowić, że w większości przypadków sytuacje uznawane- całkiem słusznie zresztą -za bandyckie są prokurowane przez marginalną część ludzi mających związek ze sportem, którym jest on potrzebny tylko po to, aby mieć alibi dla swoich przestępczych działań, aby mieć jakąś ideę swoich wyczynów. Szkoda, że odbija się to na większości normalnych ludzi, dla których sport jest pasją, którą żyją i z której potrafią się w cywilizowany sposób cieszyć.
Dodaj Komentarz
RSS komentarzyKomentarze: 5
Pozytywna opinia, jednak nie z wszytkimi opiniami autora sie zgadzam. Pamiętaj, ze to co złego się dużo lepiej sprzedaje i wszyscy dużo dłużej pamiętają rozrubę niż super atmosfere.
Wierze, ze sa przyzwoici kibice. Ale ja znam tez inne relacje na temat tego, co sie na stadionie wtedy dzialo. I mam wrazenie, ze albo Pan, albo inni ludzie byliscie na dwoch roznych meczach. I z tego, co widze w moim rodzinnym miescie wynika, ze niestety wiekszosc kibicow to zwykli, prymitywni bandyci w szalikach.
Wśród kibiców jak i wśród pozostałych ludzi są świnie i porządne jednostki
"NOWY DZIEŃ"a stare metody. W ostatnich dniach starego roku na łamach Waszego dziennika za pismidłami niemieckimi straszyliscie Polki, prostytutkami ,które to trząc gicami juz nie mogą doczekac się na naszych chłopców-kiboli. Zamiast dac odpór niemieckiej prasie, ze polskie społeczenstwo nie jest jeszcze tak zboczone jak te zachodnie. W artykule "Niemcy ostrzegają: nadciąga polska horda", "Der Spiegel" przeszedł juz samego siebie, pisząc o nas kibicach jako o chołocie, bandzie złodziejów, rasistów i dilerów, zapominając ze to całe zło idzie odnich z dobrodziejstwem demokracji. Gdy na zachodzie stadiony zamieniały się w pola bitew, u nas srodki masowego przekazu, pokazywały je wyrywkowo lub w cale. Dzisiaj nie uswiadczysz gazety, zeby nie było gołej dupy, afery i jeden Bóg wie co. A pózniej dziwimy się jakie to nam rosnie społeczenstwo, gdzie matki zamiast zajmowac sie domem i wychowywaniem potomstwa, bierze się za politykę, a latoros z nudów i dobrobytu bierze się za narkotyki, pijanstwo czy złodziejstwo, dla szpanu, dla wyzycia się.Moze zamiast przepisywac te bzdury niemieckie i podpuszczac naszych kibiców, lepiej opisywac i pokazywac dobre przykłady kulturalnego dopingu, ktore powinny słuzyc za przykład.Dlaczego prasa tak mało pisała o dobrym zachowaniu Polaków w Korei, gdzie na stadionie wisiały obok siebie flagi i transparenty kibiców nie tolerujących się w Polsce klubów, kultura łagodzi obyczaje.
BYLISMY NAJLEPSI !!!! - NIEMCY'06
JA POWRÓCIŁEM Z TARCZĄ, A WY ???????????????? :o WITAM, Tymczasem jest w Polsce rekordzista, który w tym roku obchodzi jubileusz 50 lecia kibicowania "biało-czerwonym" i na żywo zobaczył 194 mecze. Ponadto od 1978 r. zobaczył 8 Mundiali a na nich 102 mecze. Ciekawostkom jest fakt ze pierwszy i setny mecz w mistrzostwach rozgrywany był z reprezentacja Niemiec. PRAWDA TO CZY FAŁSZ ??????????????????????? W DNIU 14.06.2006r W DORTMUNDZIE PODCZAS 8 M.S. - ZOBACZYŁEM NA ZYWO 100 MECZ W MISTRZOSTWACH SWIATA POMIEDZY REPREZENTACJAMI POLSKI i NIEMIEC. Pierwszy mecz w M.S. oglądałem w dalekim kraju w ARGENTYNIE podczas otwarcia mistrzostw pomiędzy reprezentacja Polski i Niemiec w 1978 roku. W Dortmundzie wypadło mi 100 spotkanie w mistrzostwach Świata w meczu pomiędzy nasza reprezentacja a reprezentacja Niemiec. W meczu tym będę oglądał po raz 16 reprezentacje i Polski i Niemiec podczas ich występów na mistrzostwach w historii ich występów. REKORDZISTA!!!!!!!!!!!!!!! W NIEMCZECH CHCIAŁEM ZOBACZYĆ NA ŻYWO 25 MECZY???????? a udało mi się zobaczyc 4 spotkania, 3 z Polakami i mecz o 3/4 miejsce. REP. NIEMIEC oglądałem 35 razy, 18 w M.S., 11 w M.E. 6 razy z Polską i 1 rep. kobiet w Sydney. JUZ W NIEDŁUGIM CZASIE PORAZ 200 x z BIAŁO-CZERWONYMI, a PONAD 110 w M. SWIATA, ORAZ 60 x w M. EUROPY i 10 w IGRZYSKACH.. 102 mecze w 8 x M. Swiata ( mysle ze to rekord do Ksiegi ) - czy ktos ma wiecej ?? ????????? www.bobo-bobowski.of.pl e-mail: boboand@acn.waw.pl











