Stadionowa agresja
Artykuł był czytany 5963 razyTak czy inaczej magia nowego stadionu podziałała na mnie w sposób na tyle silny, że postanowiłem wybrać się na mecz Kolportera.
Pod stadionem pojawiłem się ponad pół godziny przed meczem. Liczyłem na to, że szybko kupię bilet, wejdę na ten cudowny obiekt i będę rozkoszować się piłkarskim świętem. Z podobnego założenia wychodziło wielu Kielczan, którzy ustawiali się w kolejce po bilety. Widok pod kasami nie przedstawiał się jednak tak tragicznie jak możnaby się spodziewać. 8 stanowisk z biletami i zaledwie kilkadziesiąt osób przede mną nie stwarzało powodów do obaw. Atmosfera od początku wydawała się sympatyczna. Ludzie w żółto-czerwonych szalikach, życzliwi i uśmiechnięci spokojnie wymieniali opinie na temat zbliżającego się spotkania. Wśród tłumu dało się zauważyć sporo kobiet i rodzin z dziećmi. Wszyscy stali w kolejce czekając cierpliwie na bilety. Ci, którzy zaopatrzyli się w wejściówki wcześniej wchodzili już na trybuny.
Zacząłem się niepokoić dopiero wtedy, gdy do meczu zostało 15 minut, a kolejka wciąż przesuwała się bardzo wolno. Odetchnąłem z ulgą usłyszawszy głos stadionowego spikera, który ogłosił, że mecz rozpocznie się z 5 minutowym opóźnieniem. Wszystko wskazywało na to, że jednak uda mi się dostać na stadion jeszcze przed pierwszym gwizdkiem, choć na podziwianie stadionu nie będzie czasu, kiedy piłkarze zaczną grać. W ciągu następnych 10 minut kolejka przesunęła się o jakieś 2 metry. W tym momencie zaczynałem już tracić nadzieję. Razem z innymi kibicami nerwowo wysłuchiwałem spikera, który podawał już składy. Ludzie stali w miejscu albo przesuwali się zaledwie o kilka centymetrów. Spora część tych z samego końca zrezygnowała w trakcie i rozeszła sie do domów. Kiedy sędzia rozpoczął mecz między Koroną a Górnikiem wciąż tkwiliśmy pod kasami. Zaczeły się pierwsze genialne pomysły na obejście skomplikowanej procedury kupna biletu.
- Może sami weźmiemy te wejściówki?
- Po co? Lepiej wejdźmy razem z bramą...
Wszystkie podobne propozycje spotykały się ze sporą dawką śmiechu.
Mecz trwał już od dobrych dwudziestu minut, kiedy usłyszeliśmy okrzyk radości ze stadionu. Korona prowadziła 1:0! Jednak na twarzach ludzi spod kas nie widziałem szczęścia, raczej bezsilność i irytację.
- Kurwa, czemu teraz? Nie mogliby nastrzelać w drugiej połowie?!
Jakiś młody chłopak za mna zapytał:
- Czy bilety na drugą połowę będą tańsze? Będą prawda?
Nie chciałem wyprowadzać dzieciaka z błędu...
Po chwili usłyszeliśmy, że Korona strzeliła drugiego gola. Coraz więcej osób wychodziło z założenia, że należy nam się jakaś zniżka. Minęło kolejne 5 minut, w ciągu których pokonałem w rekordowym tempie chyba ze 3 metry. Łączny czas oczekiwania na upragniony bilet wynosił już godzinę! Zniecierpliwieni kibice zaczęli ubliżać nieudolnym kasjerkom. Przy samych kasach w ruch poszły łokcie. Wielu próbowało się jakoś dopchać, zwyciężał zawsze najsilniejszy. Napierający tłum zaczął zagrażać nie tylko tym, którzy czekali na bilet, ale także tym szczęśliwcom, którzy już kupili i spod kas chcieli się przebić na stadion. Do akcji wkroczyła ochrona, która starała się torować drogę dla wychodzących z kotła. Wśród oczekujących odzywały się różne głosy.
- Przecież to bez sensu, już lepiej jakbym obejrzał w telewizji zamiast tu stał. Idziemy stąd!
Ale z drugiej strony...
- Kurwa, tyle już stoimy, nie można się teraz wycofać!
Wraz z gwizdkiem kończącym pierwszą połowę meczu dostałem się do okienka i poprosiłem bilet.
- Jaki bilet?
- Kurwa, jakikolwiek!
Kiedy już ustaliliśmy moje preferencje podałem imię, nazwisko i numer PESEL. Następnie czekałem całą wieczność, aż pani kasjerka wstuka to na klawiaturze i wydrukuje druczek, niewiele zresztą wiekszy od biletu MZK.
Wreszcie dostałem się na wymarzony stadion!
Ale to jeszcze nie był koniec moich przygód. Musiałem jeszcze odnaleźć sektor (kurwa jakikolwiek)A6. Jako że prosto jak w mordę strzelił znajdował się sektor A3 poszedłem tam licząc na to, że A6 będzie gdzieś obok. Niestety pomyliłem się. W sąsiedztwie A3 były bodjże B2 i C2. Zapytałem najbliższego ochroniarza gdzie jest mój sektor.
- Nie mam pojęcia, napewno nie tutaj.
- No to gdzie?
- Aaaa gdzieś tam.
Poszedłem we wskazanym kierunku i szedłem tak długo aż natknąłem się na kordon policji odgradzający kibiców gości od całej reszty. O dziwo byli bardzo mili i poinformowali mnie, że A6 znajduje się dokładnie naprzeciw miejsca, w którym sie znajduję. Wystarczy, że obejdę pół stadionu dookoła i już będę na miejscu. Przez chwilę zastanawiałem się czy nie zrobić sobie skrótu, przebiegając przez murawę. Za takie zachowanie groził mi dożywotni zakaz stadionowy. Jednak nie robiło to na mnie większego wrażenia. Byłem pewien, że więcej już tu nie przyjdę! Tak czy inaczej poszedłem wreszcie okrężną drogą i szczęśliwie odnalazłem swoje miejsce.
Piłkarze Korony i Górnika wychodzili właśnie na drugą połowę meczu. A ja byłem cholernie wkurzony. Myślę, że gdyby wtedy dać mi do ręki jakiś niebezpieczny przedmiot i jakikolwiek pretekst...
Dodaj Komentarz
RSS komentarzyKomentarze: 3
Mnie osobiście nie dziwi fakt, że stadion został wybudowany poza Warszawą. W stolicy temat stadionu to tylko argument w grze przedwyborczej i zapewne niebawem pojawi się ponownie. Po wyborach jak większość obietnic stadion jako temat znika i zimuje do kolejnych wyborów.
Poza warszawa jak widać mniej się mówi, a więcej się robi :)
Jestem z Radomia i wiem pare rzeczy na temat tego obiektu. Został on zbudowany ze środków Kolportera, który jest głównym sponsorem zespołu z Kielc, także było za co budować... W reszcie kraju już pieniędzy na to nie starcza...
W niedalekiej przyszłości zamierzam zamieścić artykuł o dużych zespołach I ligowych z różych dziedzin sportu i zasadach na jakich działa extraklasa w naszym kraju.
Pozdrawiam, Wieczór
Fajny tekst.Brawo dla autora.












