iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Sport / Siatkówka
+ - 1

Polski Ekspres Spała-Tokio

01 12 2006 Sławomir Tragarz Artykuł był czytany 6744 razy

Jeśli ktoś wygrywa na mistrzostwach siedem spotkań bez straty seta i nie robi to na nikim wrażenia-owszem-zgodzę się. Ale po tym, jak rewelacja turnieju upokarzą "Sborną", a dzień później, zupełnie z rozpędu, demoluje mistrzów olimpijskich "Plavich", nikt nie będzie z nich drwił. Rosjanie srogo zapłacili za swoją pyszałkowatość, przez co pożegnali się z szansami medalowymi. Rewelacją to jest Polska i dziś każdy się zastanawia, czy jest ktoś w stanie zatrzymać rozpędzony "Ekspres Spała-Tokio". Miejmy nadzieję, że nikt.

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych
Sporo krytyki spłynęło na Argentyńczyka, Raula Lozano, który prowadzi biało-czerwonych po ostatnich Mistrzostwach Europy, gdzie Polska zajęła piąte miejsce ( co w przypadku piłkarzy pozostaje nadal w sferze marzeń ). Na Igrzyskach w Atenach również mieliśmy włączyć się w walkę o medale, co zapowiedziano po zdobytych wcześniej tytułach ME i MŚ przez juniorów. Z mistrzów z 1997 roku w reprezentacji występuje zaledwie trzech: Sebastian Świderski, Paweł Zagumny i Piotr Gruszka. O tym że Polska wejdzie na stałe to światowej siatkówki mówiono od lat ale dopiero w meczu z Rosjanami udała się dokonać przełomu i wreszcie po latach wygrać ważny mecz z utytułowanym zespołem.

Apetyt na sukces jest wielki i utrzymuje się od co najmniej 3 lat. Zdobyte tytuły przez juniorów zapowiadały lepsze czasy dla naszej reprezentacji, natomiast seniorzy od 2001 roku weszli do elit światowej siatkówki. Wtedy to będąc gospodarzami turnieju finałowego, mieliśmy udział zapewniony bez konieczności rozgrywania kwalifikacji. W finałowej ósemce uplasowaliśmy się na przedostatniej pozycji. Ale doświadczenie zdobyte w trakcie prestiżowej imprezy zaowocowały rok później, gdzie w kwalifikacjach trzykrotnie pokonaliśmy "canarinhos" ( 3-0 na wyjeździe! ) i z drugiego miejsca awansowaliśmy do finału. Wtedy zajęliśmy piątek miejsce, które przez następne lata było zaporą nie do przejścia. Dopiero pod wodzą Raula Lozano udało się w LŚ zająć 4 miejsce, gdzie było widać jakiś przebłysk w naszej drużynie. Nic więc dziwnego, że w Polsce oczekiwano z wielkim zniecierpliwieniem sukcesu. Do elit należymy bez wątpienia ale na drodze do upragnionego medalu ciągle coś staje na drodze. Zwykle były to reprezentacje Rosji, Serbii ( a kiedyś Jugosławii), Włoch i Brazylii. Zwłaszcza Serbowie zapadli nam w pamięci, kiedy rok temu na ich terenie w meczu półfinałowym przy stanie 2-0 w setach i 22-17 w trzecim, oddaliśmy mecz bez walki. Szok był niesamowity, gdy zwycięstwo było na wyciągnięcie ręki. Dlatego teraz, mimo 7 wygranych z rzędu i znakomitej formy, obawy kibiców znad Wisły były jak najbardziej uzasadnione. A Rosjanie okazywali swoją wyższość na każdym kroku, kpili z biało-czerwonego teamu. Ta psychologiczna wojna wystarczyła im na ugranie dwóch setów. Potem odezwała się tak zwana złość sportowa i Polacy niczym czołg przedzierali się przez rosyjski blok. Kpiny Sbornej uaktywniły w nas złość a zarazem obudziły drzemiący potencjał, i w ostatniej chwili pokonaliśmy rywali. Zawodnicy pokazali szybką i nowoczesną siatkówkę, z którą nie poradzili sobie również Serbowie. Ci, którzy jeszcze w połowie tego roku trzykrotnie nas pokonali w Lidze Światowej. Guma i Świder urządzili sobie 75 minutowy spacerek, podobnie jak wcześniej z Tunezją czy Kanadą. W kraju i nie tylko zaczęły się spekulacje na temat szans wygrania mistrzostw.

Przed zawodnikami spotkanie z Bułgarią, która również rewelacyjnie spisuje się w tym roku. W LŚ pokonali Brazylijczyków w fazie grupowej, ale ostatecznie zajęli 4 miejsce. Rok temu w eliminacjach rozgrywanych na rzeszowskiej hali Podpromie z nami przegrali i przepustek szukali w turnieju w Warnie. Wtedy graliśmy również z Rosją ( przegraliśmy 2-3 ). W 2003 roku juniorzy zagrali z Bułgarią w półfinale MŚ i wygrali po tie- breaku, by zdobyć tytuł mistrzów globu. Miejmy nadzieję, że historia się powtórzy.

Przed mistrzostwami największe obawy mieliśmy co do Piotra Gacka, który nie ma doświadczenia. Jak narazie spisuje się wyśmienicie. Obawialiśmy się, i słusznie, formy psychicznej, która była główną przyczyną naszych niepowodzeń ze światowymi potęgami. Przełomem okazał się trzeci set spotkania z Rosją, który być może okażę się decydującym o ewentualnym sukcesie. Morale zawodników po takim meczu zdecydowanie skoczyło do góry, co pozwoliło im uwierzyć we własne możliwości. Sam Sebastian Świderski nie ukrywa, iż walczyć będą do upadłego o złoty medal. Również w 1974 roku w drodze do tytułu mistrza świata pokonaliśmy Rosję. Dobry prognostyk przed weekendowymi spotkaniami. Kiedyś Brazylijczycy mówili, iż jedynym zespołem, którego się boją, jest Polska. Bali się naszej nieobliczalności. Dziś już potwierdziliśmy nasze aspiracje stania się jedną z siatkarskich potęg, pora potwierdzić naszą nieobliczalność. Ach, jak pięknie było by wygrać finał z Brazylią. Być może już w niedziele, która może zapisać się złotymi zgłoskami w historii polskiej piłki siatkowej.




+ - 1

Artykuł został pozytywnie zrecenzowany przez:

Rafał Janik

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 1

1. Rafal | 09:08 01-12-2006

Życzę Polakom wygranej w mistrzostwach po tylu latach pracy należy im się.Z ostatnich obserwacji reprezentacji piłki noznej i siatkówki widać jak na dłoni, kto był winny za wcześniejsze porażki - trenerzy. Wystarczyło zagraniczych trenerów, bez koneksji, spoza "układu" wsadzić i juz mamy tego efekty.