iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Styl Życia / Dom i ogród
+ - 0

Tata w pracy za granicą, mama w domu z dziećmi

23 03 2009 Magda Potulska Artykuł był czytany 2561 razy
Źródło: Magda Potulska
Źródło: Magda Potulska

Artykuł przedstawia trzy rodziny w których tata pracuje za granicą, a w domu jest tylko gościem.
Na co dzień to mama przejmuje jego obowiązki, zajmuje się dziećmi i zastępuje tatę.

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych
Szef jak rodzina.

Mąż pani Agnieszki już 10 lat pracuje w Niemczech u gospodarza, zaczęło się niewinnie, przez pewien okres nie mógł znaleźć pracy i kolega zaproponował, aby razem z nim wyjechał do pracy na fermę bydlęcą. Za pierwszym razem pojechał na miesiąc i zarobił tyle, że w Polsce musiałby na to pracować kilka miesięcy, tu nie było szans na zatrudnienie, więc zdecydował podjąć legalną pracę na granicą. Maż ma odprowadzane wszystkie składki, ubezpieczenie itp. – mówi pani Agnieszka i dodaje - początki były trudne, ale przez tyle lat zdążyłam się już przyzwyczaić, w ciągu dnia piszemy do siebie smsy, kilka razy w tygodniu rozmawiamy przez telefon, teraz jedna z sieci telefonii komórkowej ma promocję na rozmowy do wszystkich krajów Europu, minuta kosztuje tylko 0,44 zł, więc teraz częściej dzwonię. Rafał jest blisko granicy, w sumie około ośmiu godzin jazdy i właściwie zawsze, kiedy chce, może przyjechać. Pamiętam taką sytuację, tyle co pojechał, to za dwa dni z ważnych powodów rodzinnych musiał przyjechać z powrotem do Polski, szef jest bardzo wyrozumiały i zawsze bez problemów daje mu wolne. W ogóle bardzo zżyliśmy się z rodziną, u której Rafał pracuj, on ma do dyspozycji malutkie mieszkanko na poddaszu więc kiedy jest okazja jeżdżę do niego, pomogę gospodyni opiekować się dziećmi, w domu posprzątam, ogródek wypielę i przy okazji też trochę zarobię. Córka również bardzo chętnie tam jeździ, zobaczy trochę innego świata, ostatni byłyśmy tam przed świętami Bożego Narodzenia, tak pięknych dekoracji świątecznych jeszcze w Polsce nie widziałyśmy. Mąż pani Agnieszki parokrotnie starał się znaleźć pracę bliżej domu, niestety większość pobliskich zakładów nie płaci sporych pensji, chcąc zarobić porównywalną kwotę musiałby znaleźć pracę w firmę w której są wyjazdy na delegacje – znajomy pracuje w takie firmie przyjeżdża raz na miesiąc i tylko na cztery dni – mówi pani Agnieszka i dodaje – tam jest ustalony wyjazd i powrót od którego nie ma odwołania. Nie liczą się takie święta, jak pierwszy i trzeci maj, albo pierwszy
i jedenasty listopad, mój mąż na te święta zawsze jest w domu, ostatnio nawet zrobił mi niespodziankę i przyjechał w weekend na moje urodziny, gdyby chciał mógłby przyjeżdżać co tydzień ale paliwo jest drogie, sam jeździ, więc mu się to nie opłaca. Na razie nie zrezygnuje z pracy u gospodarza, może mało ambitna zajęcie, ale dobrze płatne i pewne, bo krowy zawsze będą chciały jeść i zawsze trzeba będzie je wydoić.

Życie w samochodzie.

Kiedy pani Ewelina poznała swojego przyszłego męża Pawła, on już wtedy jeździł  tirami po całej Polsce, od dziesięciu lat ma trasę po całej Europie, na początku to były Niemcy i Belgia, teraz nawet Francja Hiszpania i Włochy. Im kraj dalej położony, tym dłużej mąż pani Eweliny jest po za domem, najczęściej od kilku dni do dwóch tygodni, na przebieg i czas pobytu pana Pawła w trasie ma wpływ bardzo wiele czynników, poczynając od odległość, ale również  warunki atmosferyczna, sytuacja na drogach, na granicy, termin odbioru albo dostawy, transportu – nigdy tak do końca nie wiem, kiedy mąż wróci i właściwie nigdy nie mogę nic zaplanować, bo wszystko może się zmienić w jednej chwili
– mówi pani Ewelina i dodaje – wystarczy korek na drodze i automatycznie wszystko się opóźnia i przesuwa, już się przyzwyczaiłam do tego i staram się podchodzić z dystansem.
Co nie znaczy, że nie martwię o Pawła, wręcz przeciwnie, bardzo często kiedy słyszę w mediach o wypadku tira, w napięciu słucham gdzie on miał miejsce jeżeli to są okolice,
w których mógł akurat przebywać mąż, dzwonię i sprawdzam czy wszystko w porządku, wystarczy, że usłyszę jego głos, to najważniejsze. Kilka lat temu, dopóki na świat nie przyszła ich córeczka Wiktoria, pani Ewelina często jeździła z mężem w trasy, przekonał się, że nie jest tak jak wydaje się ludziom z zewnątrz i nie mają czego zazdrościć. Trasa zawsze prowadzi głównymi drogami, i autostradami centra miast pozostają z boku, nie ma możliwości, żeby się gdzieś zatrzymać, pozwiedzać obowiązują terminy, jedyne co można to przez szybę podziwiać piękne widoki. – Niektórym osobom wydaję się, że to żadem problem wsiąść w samochód i jechać, parokrotnie byłam w trasie i przekonałam się jak jest naprawdę – mówi pani Ewelina – i dodaje – często tam trzeba czekać po kilka dni na transport, ale nie można tak po prostu zakluczyć samochodu i pójść na zakupy, po powrocie na pewno samochodu by już nie było, w najlepszym wypadku byłby okradziony więc siedzi się w samochodzie na jednym z przydrożnych parkingów i czeka, nie ważne czy to skwar w Hiszpanii czy mroźny środek zimy, tak to właśnie wygląda. Nie wspomnę o tych wszystkich drastycznych przypadkach, kiedy w nocy kierowcy tirów zostali pobici, samochody zdemolowane, a cały transport skradziony, staram się o tym nie myśleć ale wiem, że takie zagrożenie występuje. Kiedy mąż pani Ewelina wraca starą się nadrobić stracony czas i wspólnie spędzić jak najwięcej przyjemnych chwil z córką, ona ma dopiero pięć lat, ale strasznie tęskni i po kilka razy w ciągu dnia pyta kiedy tatuś przyjedzie - w brew pozorom nie siedzimy w domu, jeździmy z Wiktorią do pobliskich centrów rozrywki, nad morze, do zoo. Paweł bardzo lubi jeździć, samochody to jego pasja, nie wyobraża sobie pracować w jakiejś firmie i co dzień wykonywać to samo, nie sądzę, aby chciał zmienić pracę, a ja to zaakceptowałam.

Najgorsza jest tęsknota
.

Mąż pani Izabeli wyjechał cztery lata temu do legalnej pracy do rzeźni w Niemczech, zostawił ją z trójką malutkich dzieci, najmłodsze z nich miało 4 miesiące, przyjeżdżał co siedem tygodni na tydzień – oj było bardzo ciężko nawet nie chce tego wspominać – mówi pani Izabela i dodaje – niestety to było jedyne wyjście. Krzysztof pracował w jednym z zakładów na terenie gminy, a wiadomo jakie tu są zarobki, żaden bank nie chciał nam udzielić kredytu, było ciężko, ledwie wiązaliśmy koniec z końce, dosłownie każdy grosz się liczył więc kiedy trafiła się okazja wyjazdu za granicę i w dodatku do legalnej pracy wiedzieliśmy, że to dla nas jedyna szansa na lepszy byt. Teraz rodzinie pani Izabeli nie tylko poprawiła się sytuacja materialna ale mąż przyjeżdża na każdy weekend, dzieci podrosły i wszyscy żyją od piątku do piątku to w cale nie znaczy, że jest im łatwo, ale na pewno lepiej niż było.
– Dla mnie bardzo duże znaczenie ma usytuowane mieszkanie w centrum wsi, blisko do sklepów, do szkoły, do lekarza, rano włączam dzieciom bajki i idę do pobliskiego sklepu po zakupy – mówi pani Izabela i dodaje - kiedy musze jechać na przykład do Świecia albo mam do załatwienia sprawy w urzędzie mogę wtedy liczyć na pomoc teściowej, wiem że ona zawsze chętnie zostanie z dziećmi. Na co dzień jestem z nimi sama i jakoś sobie radzę, najtrudniej jest kiedy ja się źle czuję albo zachoruje  któreś z dzieci. Pani Izabela twierdzi, że takie trudne sytuacje uzmysławiają kobiecie, jak jest silna, jak dużo zniesie i że poradzi sobie w każdej sytuacji, a brak mężczyzny u boku w cale nie oznacza końca świata, dzięki takiej sytuacji nauczyła się robić dużo rzeczy, które z reguły wykonywać mężczyzna na przykład bez problemu wymieni butlę z gazem, pomaluję podłogę albo ściany, ale to wcale nie znaczy, że mąż jest jej nie potrzeby – zarówno ja jak i dzieci bardzo tęsknimy za mężem i właśnie ten brak ukochanej osoby najbardziej doskwiera, czasem mamy bardzo wysokie rachunki za telefon, zawsze, kiedy czuję potrzebę porozmawiania z Krzyśkiem albo kiedy dzieci chcą opowiedzieć co robiły wciągu dnia, po porostu dzwonimy. Nie można wszystkiego przeliczać się na pieniądze oczywiście telefony nie zastąpią bezpośredniego kontaktu, jednak w ten sposób uczę dzieci szacunku do ojca i staram się robić wszystko, aby one jak najbardziej był obecny w ich życiu. Dzieciaki wiedzą, że to miejsce przy stole jest taty i bezbłędnie umieją na paluszkach policzyć za ile dni przyjedzie do domu. Pan Krzysztof zawsze z ogromną radością jest witany przez całą gromadkę, żona czeka z jego ulubionym sernikiem na zimno, dzieciaki z rysunkami, on też nie pozostaje dłużny i zawsze ma dla nich prezenty słodycze, ubrania, zabawki. Pani Izabela wspólnie z mężem myślała o przeniesieniu się do Niemiec, czasami tęsknota i samotność obojgu bardzo doskwiera, jednak martwili się głównie o barierę językową i postanowili, że skoro wytrzymali tyle, to gorzej już być nie może, maja marzenie -własny dom z ogródkiem i piaskownicą, to też ich cel w życiu, dzięki niemu łatwiej się żyje, a dni szybciej mijają.




+ - 0

Artykuł nie został jeszcze pozytywnie zrecenzowany.

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 0