iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Styl Życia / Hobby i czas wolny
+ - 6

Coś się dzieje

04 07 2006 Marcin Segit Artykuł był czytany 2390 razy

Kraków to ponoć miasto kultury. Mieszkam tu już kilka lat i, szczerze mówiąc, wiele z tej "kultury" nie zauważyłem. Istnieje - to rzecz pewna. Natomiast informacji o różnych wydarzeniach często nie ma żadnej, a i poziom realizacji pozostawia wiele do życzenia.

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych
Gdyby nie sobotni spacer z dziewczyną, na kolejną edycję "Międzynarodowego Festiwalu Orkiestr Wojskowych" nie trafiłbym nigdy. Jest to impreza, na którą wybieram się od kilku lat, z różnym skutkiem. Zazwyczaj bowiem trafiają mi się wówczas rozmaite "sprawy nie cierpiące zwłoki". Tym razem załapałem się na końcówkę.

O tym, że jest to jakiś przegląd orkiestr wojskowych, dowiedziałem się nie z plakatu, ale po wypatrzeniu, na zapleczu ustawionej na Rynku Głównym sceny, perkusisty w galowym mundurze Bundeswehry. Dopiero później dojrzałem planszę z nazwą imprezy, zawieszoną w głębi estrady i skutecznie zasłoniętą przez wianuszek obserwujących występy notabli. Mgliście skojarzyłem całość z plakatem przyklejonym do słupa ogłoszeniowego koło mego domu. Po sprawdzeniu okazało się jednak, że owszem, orkiestry wojskowe na afiszu widniały, ale regionalne. O międzynarodowych występach ani słowa. Plakatu reklamującego festiwal nigdzie zaś nie znalazłem. Może więc dlatego występy oglądała dosłownie garstka osób.

Wieczorem, tego samego dnia, były zaś "Wianki". Główną imprezę zlokalizowano tradycyjnie pod Wawelem. Scena po jednej stronie Wisły, miejsca dla widzów po drugiej. Temu, kto to wymyślił, należą się gratulacje. Estrada oglądana przez rzekę miała rozmiar znaczka pocztowego, a telebimy niewiele pomagały. Miejsca na Bulwarach Wiślanych jest niewiele, a przecież każdy chciałby usiąść naprzeciwko sceny. Właśnie, siedzieć. W tym roku na "Wianki" przybyło około 150 tysięcy ludzi. Kto przyszedł po rozpoczęciu imprezy, miał do wyboru: stać, przepychać się w dowolnie wybranym kierunku lub szukać miejsca siedzącego na trawie, którą błyskawicznie pokryły puste butelki, puszki, papiery, folie i inne odpadki generowane przez tłum. Całości obrazu dopełniali osobnicy uzbrojeni w wielkie, foliowe worki, wędrujący w poprzek tłumu i zbierający porzucone metalowe opakowania po jasnym pełnym celem spieniężenia ich w punkcie skupu złomu. Obecności osób, które z ramienia organizatorów miałyby dbać o czystość, nie stwierdziłem. Tradycja tradycją, ale najwyższy czas przenieść "Wianki" w nadające się do tego miejsce i pomyśleć nad sensowną organizacją imprezy, a zwłaszcza nad zapewnieniem odpowiedniej liczby koszy na śmieci.

W ten sam weekend co powyższe wydarzenia odbywał się także "Małopolski Piknik Lotniczy". Do tej imprezy mam jeszcze większego pecha i nigdy nie udało mi się na nią dotrzeć. Wszelkie plany stawienia się pod krakowskim Muzeum Lotnictwa zawsze brały w łeb. Nie inaczej było i w tym roku, lecz tu nie zawiodła informacja. O dziwo, plakaty pikniku były wyraźnie widoczne... w okolicach Muzeum Lotnictwa. W centrum nie dostrzegłem chyba żadnego. Sens reklamowania tej imprezy w miejscu, nad którym zawracają samoloty w trakcie pokazów jakiś jest - nie każdy pamięta, żeby w sobotni poranek spojrzeć w niebo, a odgłos pracującego silnika lotniczego może pomylić z warkotem kosiarki. Ja mieszkam w pobliżu, więc skojarzyłem fakty. Pytanie tylko, dlaczego inni mają o imprezie nie wiedzieć?

Wszystkie powyższe wydarzenia miały miejsce jednego dnia. Oczywiście było niemożliwością zobaczyć piknik i festiwal w całości, gdyż światłą decyzją organizatorów obie imprezy nakładały się na siebie. Na dodatek szeroko reklamowane "Wianki" zagłuszyły wszystko inne, co tego dnia działo się w Krakowie. Szkoda, bo w porównaniu z poziomem organizacji "Wianków", same orkiestry wojskowe wypadły bardzo sympatycznie i fachowo.

Brak informacji, zła organizacja, upychanie wszystkiego w jednym terminie - może i życie kulturalne w Krakowie kwitnie, ale robi to w tak dziwny sposób, że ciężko je zauważyć. Odkryte zaś albo uniemożliwia korzystanie zeń, albo odstrasza amatorskim przygotowaniem. Na szczęście w sobotni poranek mogłem usiąść przy oknie i patrząc na kołujące nad blokami samoloty powiedzieć do siebie: Coś się jednak dzieje w tym Krakowie. Teraz zaczyna się "Festiwal Kultury Żydowskiej", o dziwo, szeroko reklamowany. Finałowy koncert odbędzie się na ulicy Szerokiej, właściwie placu, który wielkością jest zbliżony do dwóch szkolnych hal sportowych. Będą tłumy, ścisk i kupa śmieci - pełna kultura. Ale dobrze, że coś się dzieje.





+ - 6

Artykuł został pozytywnie zrecenzowany przez:

Adrian Frączak, Dawid Nerazzurri, Karwasz Sławomir, Aga burza, Jarosław Nazwisko

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 10

1. Jarosław | 23:32 03-07-2006

Troche dziwny, ciezki, aczkolwiek poruszajacy wazna kwestie.

2. Karwasz | 09:12 04-07-2006

mocno obiektywne, mało miejsca na własne myślenie.

3. Aga | 12:06 04-07-2006

Ciekawe spostrzezenia, swobodnie napisane. Zgadzam sie takze z tym, ze slabo u nas z organizacja i reklama mprez kulturalnych. Takze nic o nich nie slychac za granica, a przeciez mamy sie czesto czym pochwalic.

4. Łukasz | 12:23 04-07-2006

Wianki z Janerką i kiepskim występem Marillionu jeszcze rozumiem. Ale orkiestry dęte czy samoloty?! Jeśli taką "kulturą" ma się chwalić Kraków, to dziękuję bardzo. (Nb., trwa właśnie XVI Festiwal Kultury Żydowskiej - on z kolei do kultury się nie zalicza?)

5. Łukasz | 12:52 04-07-2006

Oficjalnie witam na iThink. Ciekawe, czy kiedyś wejdzie tu jakiś program lojalnościowy, bo za ściągnięcie tu ciebie zdecydowanie powinienem dostać jakieś punkty... ;)

Artykuł ciekawy, choć nieco smutny. W sumie nawet mnie naszło, żeby się pod tym kątem rozejrzeć po swoim mieście...

6. | 13:18 04-07-2006

Wydarzenia kulturalne to przeciez nie tylko koncerty w filharmonii ;). Piknik lotniczy w Goraszce to olbrzymia impreza cieszaca sie sporym uznaniem. Orkiestry - festiwal mial miejsce po raz 16. Impreza cykliczna, z pewna tradycja, a do tego dosc widowiskowa.

Takie imprezy tez sa potrzebne. Wiecej, sa one swietna wizytowka miasta. Turystow, dajmy na to, malo interesuje jakis tam Lech Janerka o 21 w scisku i smieciach. Oni chca czegos kolorowego, czegos wesolego, o "normalnej" porze. A to sa imprezy, ktore dobrze wygladaja na zdjeciach, ktore nie sa czyms sztampowym (a wiankowe koncerciki nad woda z fajerwerkami to dla mnie w zasadzie cepeliada, zwlaszcza biorac pod uwage organizacje).

Festiwal Zydowski - jasne, pelna kultura, swietny pomysl, bardzo go lubie. Ale ul. Szeroka pojemnosc ma ograniczona i warto by przeniesc impreze tam, gdzie sa w miare znosne warunki i gdzie zmieszcza sie wszyscy chetni. Kazimierz to miesce zwazane z Zydami, jasne, ale nie zawsze warto poswiecac rozwoj imprezy dla przywiazania do tradycji.

7. | 13:19 04-07-2006

Na razie sie rozgladam. Dzieki za zaproszenie :).

8. Adrian | 22:48 04-07-2006

wart przeczytania

9. Sebastian | 12:26 11-07-2006

Artykuł troszkę trąci malkontenctwem i specyficznym polskim narzekaniem na wszystko. Prawdą jest, że imprez plenerowych w Krakowie jest ostatnio naprawdę sporo i często one się na siebie nakładają, ale nie uważam tego za wadę, a wręcz przeciwnie- każdy może znaleźć coś dla siebie. Kiedyś była tu pustynia i gdy pojawiała sie jakaś oaza wszyscy o niej mówili i była głośno reklamowana, choć czasami tylko poprzez pocztę pantoflową. Teraz mamy setki afiszy (które wzajemnie się zaklejają), kilka rozgłośni radiowych, czy regionalną telewizję i w szumie informacji trudniej się odnaleźć. My ich po prostu nie słyszymy. Mnie jednak uderza coś innego w tych plenerowych spendach: ich kiczowatość, masowość, a wśród widzów brak kultury. Byłem na tegorocznych wiankach i prócz śmieci, słabej widoczności i pijanych nastolatków musiałem znosić napierający tłum i melanż "aromatów" piwa, potu i dymu papierosowego. Nie chcę jednak narzekać bo wianki to wszak impreza masowa i dla wszystkich i jako takowa wpisuje sie w koloryt miasta, ja jednak wybieram coś bardziej kameralnego, np.: spacer uliczkami Kazimierza.

10. | 21:00 11-07-2006

Owszem, narzekam - pisze, co mnie boli. Typowo polskie? A pewnie, sam to zwalczam. Czasem jednak nie da sie sprawy poruszyc bez narzekania.

Ale, Szanowny Kolego, ja nie narzekam na masowosc. Spedow, co prawda, nie lubie za bardzo, ale nie mam nic przeciwko. Co mnie natomiast zasmuca, to poziom oprganizacji i dostepnosc informacji o imprezach - lub, jak to zauwazyles, nawet jej nadmiar.

Imprezy masowe - niech beda. Sa potrzebne. Nie kazdego interesuje n-ty spacer po Kazimierzu. Ja lubie miec wybor - kameralnie lub w tlumie. Ale niech obie rzeczy beda przygotowane na poziomie. A spacer po Kazimierzu polacozny ze slalomem miedzy psimi odchodami do przyjemnosci nie nalezy. Jak i brodzenie w smieciach na jakims "spedzie". Dyskomfort ten sam.