Styl Życia / Hobby i czas wolny
Efekt Chucka Norrissa, czyli dlaczego nie będzie o nas filmów
Artykuł był czytany 1133 razyZawsze miałem problemy z trzymaniem się postanowień. Rzucanie palenia okazywało się za trudne, nauka niemieckiego - zbyt mozolna. Ostatnio to się zaczyna zmieniać.
Wyobraź sobie taką sytuację: postanawiasz od jutra zabrać się za ćwiczenia. Zapisujesz się do najbardziej ekskluzywnej siłowni, od razu na cały rok. Pierwszego dnia przychodzisz - adrenalina buzuje, motywacji od groma - i jazda, ćwiczysz wszystko co możesz, bite cztery godziny.
Następnego dnia bolą cię wszystkie mięśnie. Nie potrafisz się ruszyć. Mówią, że to cena sukcesu, ale Ciebie to jakoś nie przekonuje...niechętnie wracasz na siłownię. Zapał opada. W końcu okazuje się, że cały początkowy entuzjazm opadł. Kosztowało Cię to sporo pieniędzy i nerwów. Teraz zostało poczucie winy i przeświadczenie, że "nie dasz rady".
Sam tak miałem. I dalej tak mam z wieloma rzeczami. Ale to, nad czym udaje mi się pracować, zaczęło się zupełnie inaczej:
Wyobraź sobie dziesięć pompek dziennie. Tylko tyle. Przez pierwszy tydzień - każdego dnia - robisz dziesięć pompek. W drugim tygodniu - jedenaście. Skoro dziesięć się udało, jedenaście nie powinno być problemem. W trzecim tygodniu - dwanaście...i tak dalej.
Już się domyślam, co powiesz. "To zbyt proste", "Nigdzie w ten sposób nie dotrę", "Nie zobaczę efektów"...to "mentalność Rocky'ego" przemawia przez Ciebie. Kojarzysz na pewno: we wszystkich filmach, cały proces "dochodzenia do siebie", zdobywania kondycji - zdobywania czegokolwiek - trwa najwyżej tyle, co jedna motywująca piosenka. Jest intensywny, bolesny - ale szybki.
Tyle, że Ty nie żyjesz w filmie, prawdopodobnie nie jesteś zawodowym bokserem ani płatnym zabójcą - i masz przed sobą całe życie, a nie jedną scenę walki czy pościgu. Pogódź się z tym: rzeczywistość to małe, żmudne kroki. Ale one dodają się do siebie, i robią wielką różnicę.
Jak to zrobić? Przekładając na polskie realia porady Leo z bloga Zen Habits, można by powiedzieć:
- jedna rzecz naraz. Rzucanie palenia, tracenie wagi i nauka angielskiego naraz - to trochę za dużo nawet dla maksymalnie zmotywowanych ludzi.
- niewiele, ale codziennie. Powiedzmy: dziesięć nowych słówek, dziesięć pompek, dziesięciominutowy spacer.
- ułatwiaj sobie życie. Słuchaj angielskich podcastów w drodze do pracy. Rób ćwiczenia w domu.
- powiedz komuś. Jeśli masz świadków, to motywuje dodatkowo. A może załapią się z Tobą? W kupie raźniej!
- nie przejmuj się, jeśli nie dasz rady. To tylko jeden dzień, tylko 10 pompek. Następnego dnia po prostu zrób swoje.
- nagradzaj się. Jeśli zabierasz się za dietę, może to być coś pysznego do jedzenia. Jeśli oszczędzasz, może kupisz sobie coś fajnego?
To wszystko teoria. Ale sprawdzi się prędzej, niż ambitne plany rodem z filmu "Rocky". Mam nadzieję, że się przyda. Powodzenia!
Następnego dnia bolą cię wszystkie mięśnie. Nie potrafisz się ruszyć. Mówią, że to cena sukcesu, ale Ciebie to jakoś nie przekonuje...niechętnie wracasz na siłownię. Zapał opada. W końcu okazuje się, że cały początkowy entuzjazm opadł. Kosztowało Cię to sporo pieniędzy i nerwów. Teraz zostało poczucie winy i przeświadczenie, że "nie dasz rady".
Sam tak miałem. I dalej tak mam z wieloma rzeczami. Ale to, nad czym udaje mi się pracować, zaczęło się zupełnie inaczej:
Wyobraź sobie dziesięć pompek dziennie. Tylko tyle. Przez pierwszy tydzień - każdego dnia - robisz dziesięć pompek. W drugim tygodniu - jedenaście. Skoro dziesięć się udało, jedenaście nie powinno być problemem. W trzecim tygodniu - dwanaście...i tak dalej.
Już się domyślam, co powiesz. "To zbyt proste", "Nigdzie w ten sposób nie dotrę", "Nie zobaczę efektów"...to "mentalność Rocky'ego" przemawia przez Ciebie. Kojarzysz na pewno: we wszystkich filmach, cały proces "dochodzenia do siebie", zdobywania kondycji - zdobywania czegokolwiek - trwa najwyżej tyle, co jedna motywująca piosenka. Jest intensywny, bolesny - ale szybki.
Tyle, że Ty nie żyjesz w filmie, prawdopodobnie nie jesteś zawodowym bokserem ani płatnym zabójcą - i masz przed sobą całe życie, a nie jedną scenę walki czy pościgu. Pogódź się z tym: rzeczywistość to małe, żmudne kroki. Ale one dodają się do siebie, i robią wielką różnicę.
Jak to zrobić? Przekładając na polskie realia porady Leo z bloga Zen Habits, można by powiedzieć:
- jedna rzecz naraz. Rzucanie palenia, tracenie wagi i nauka angielskiego naraz - to trochę za dużo nawet dla maksymalnie zmotywowanych ludzi.
- niewiele, ale codziennie. Powiedzmy: dziesięć nowych słówek, dziesięć pompek, dziesięciominutowy spacer.
- ułatwiaj sobie życie. Słuchaj angielskich podcastów w drodze do pracy. Rób ćwiczenia w domu.
- powiedz komuś. Jeśli masz świadków, to motywuje dodatkowo. A może załapią się z Tobą? W kupie raźniej!
- nie przejmuj się, jeśli nie dasz rady. To tylko jeden dzień, tylko 10 pompek. Następnego dnia po prostu zrób swoje.
- nagradzaj się. Jeśli zabierasz się za dietę, może to być coś pysznego do jedzenia. Jeśli oszczędzasz, może kupisz sobie coś fajnego?
To wszystko teoria. Ale sprawdzi się prędzej, niż ambitne plany rodem z filmu "Rocky". Mam nadzieję, że się przyda. Powodzenia!
Dodaj Komentarz
RSS komentarzyKomentarze: 2
plus
chuck norris reaktywacja?














