Styl Życia / Hobby i czas wolny
Ideologicznie
Artykuł był czytany 987 razy
W przeszłości, żeby stać się ideologiem trzeba było stworzyć jakąś wspaniałą teorię, niesamowite dzieło, zachwycającą tezę. Dzisiaj też tak jest. Ale przecież nie musimy trzymać się sztywnych zasad.
Każdy z nas ma swoje teorie. Wśród naukowców wszelkie hipotezy czy tezy mają dużo poważniejszy wymiar, jednak wśród zwykłych obywateli spotkać można prawdziwe perełki ideologiczne. Jedna z moich teorii zakłada, że jeżeli jesteś zapracowanym i zmęczonym człowiekiem, a przed Tobą jeszcze dużo pracy - dostosuj posiłek do ulubionego programu. Oczywiście teoria ta upada w dużych korporacjach, międzynarodowych firmach, ministerstwach czy urzędach. Trudno bowiem wyjść w trakcie pracy na posiłek przed telewizorem. Co innego gdy na myśli mamy przemęczonych uczniów (tak, tak, oni naprawdę istnieją) czy osoby o tak zwanym wolnym zawodzie, który z powodzeniem uprawiają w domu. Ileż zyskujemy wtedy czasu! Każdy musi coś jeść i każdy powinien robić sobie przerwę w pracy. Jedzenie nie jest przerwą samą w sobie. Skupiasz się wtedy na jedzeniu, a nie na odpoczynku i kto wie, czy po zjedzeniu nie będziesz czuć się jeszcze gorzej niż przed! Można zatem odseparować te dwie czynności, a potem połączyć je w jedno. Niezły paradoks, prawda? Jedzenie dobrego posiłku przy oglądaniu ulubionego programu czy czytaniu książki, gazety bądź słuchaniu radia to wspaniały odpoczynek. Jesteś zarówno najedzony, jak i wypoczęty w stopniu wystarczającym, aby wrócić do pracy. Teoria powyższa jest skomplikowana i zdaję sobie z tego sprawę, że jej opatentowanie jest nierealne. R. mówi, że to nie jest normalne i jest to niezaprzeczalny przejaw pewnego intelektualnego defektu. Puszczam to mimo uszu, bo każdy odkrywca i ideolog (nawet ten początkujący) zawsze spotyka się ze społecznym niezadowoleniem i brakiem akceptacji.
Jestem także współautorką teorii o bezpiecznym przechodzeniu przez ulicę. Zakłada ona, że aby dostać się na drugą stronę jak najszybciej należy wejść na ulicę bez większego zainteresowania jadącymi samochodami. Oczywiście istnieje tu pewna luka. Możesz dyskretnie zerknąć zbliżając się do przejścia czy nie nadjeżdża jakiś większy pojazd, ale nigdy nie pozwól, aby samochody były górą. Przecież nie można czekać w nieskończoność aż jakiś kulturalny kierowca się zatrzyma! Jako autorzy, ja oraz osobniczka K., jak przystało na prawdziwych myślicieli i twórców wielkich teorii opracowałyśmy cztery wyjątki. Nigdy nie przechodź przez ulicę jeżeli nadjeżdża:
a) żuk
b) autobus, trolejbus, tramwaj, metro (nie wiem czy są tacy desperaci, żeby ścigać się z metrem?)
c) fiat 126p
d) TIR
Jeżeli chodzi o przypadki a, b oraz d, jako piesi nie mamy na co się rzucić, gdy zajdzie taka konieczność. Pojazdy te nie posiadają typowej maski, jaką mają inne samochody. W przypadku fiata 126p sytuacja przedstawia się tak, że gdyby jakimś cudem kierowca okazał sprytniejszy, wstyd, żeby maluch zrobił Ci krzywdę.
Osobniczka A. opracowała samodzielnie swoją własną niepodważalną teorię o niskopodłogowych autobusach. Są one oczywiście o niebo lepsze od starszych modeli, których jest na polskich ulicach coraz mniej. Niskopodłogowy autobus jest nowocześniejszy, ma elektroniczną tablicę z numerkiem. W środku są głośniki, przez które ktoś mówi nam, jaki przystanek się zbliża, stoją tzw. "deski do prasowania", ładniejsza jest tapicerka a nawet kierowca wydaje się być milszy dla pasażerów. Aby wejść na pokład tego kosmicznego pojazdu nie musisz podnosić nogi za wysoko, istnieje więc mniejsze prawdopodobieństwo, że się pośliźniesz. Podobnie przy wychodzeniu, jest małe zagrożenie, że wysoki stopień spowoduje groźbę upadku. Sam autobus jedzie szybciej, zdaje się płynąć w powietrzu. Zmieści się więcej osób, więc prawie nigdy nie ma w nim tłoku. Jedzie ciszej i spokojniej. Piesi przystają na chodnikach, by choć przez chwilę przyjrzeć się płynności ruchu tego cudu techniki. Bilet 1,40 zł, czas przejazdu 20 minut, widok zazdroszczących nam par oczu przechodniów - bezcenny. Tak, A. na pewno ma rację.
Osobnik R. lubuje się w tworzeniu ideologicznych wywodów na temat korków i tłumu w sklepach. Korki są zawsze wtedy, gdy ktoś się spóźnia (bez względu na to, czy jest środek nocy, niedziela czy godziny szczytu we czwartek). Korki są zawsze wtedy, gdy akurat staniemy samochodem na światłach i trzeba poczekać trzy minuty na zielone.
- W całym L. dzisiaj takie korki. Tak, tak, w końcu jest 12. grudnia.
Każdy dzień jest dobry na korki, bo przecież każdego dnia są one wszędzie. Korki są zawsze wtedy, kiedy akurat R. chce pojechać na zakupy.
- Nie jedźmy teraz. Teraz są największe korki. Ludzie wracają z pracy. Jadą do sklepów.
Nieważne czy jest dwudziesta druga, niedziela czy środa w południe. Korki są zawsze, kiedy R. zaczyna planować trasę przejazdu.
- Nie pojedziemy tędy, tu zawsze są korki. A już o tej porze to na pewno. Tędy też nie, tam są roboty drogowe, więc cała ulica jest zakorkowana.
Podobnie sprawa przedstawia się z tłumem w sklepach.
- Może pojedziemy do T.?
- O tej porze? Nie dość, że korki to tłum w sklepie. Nie wiesz co się dzieje w T. o tej porze. daj spokój.
Choćby to był wtorek o siedemnastej, to i tak:
- Możemy pojechać, ale na pewno są dzikie tłumy. A jak będziemy stać w korku przez godzinę, to nie miejcie do mnie pretensji.
Można też odwrotnie:
- Jedziemy do R.
- W porządku. Tak, to dobra pora. Na pewno nie ma ludzi, a ulice są puste. Za godzinę się zaczną korki, ludzie będą wracać z pracy i jechać do sklepów, więc musimy się pospieszyć, żeby zdążyć przed korkami.
Kto by przypuszczał, że tworzenie nowych teorii jest takie proste?
Jestem także współautorką teorii o bezpiecznym przechodzeniu przez ulicę. Zakłada ona, że aby dostać się na drugą stronę jak najszybciej należy wejść na ulicę bez większego zainteresowania jadącymi samochodami. Oczywiście istnieje tu pewna luka. Możesz dyskretnie zerknąć zbliżając się do przejścia czy nie nadjeżdża jakiś większy pojazd, ale nigdy nie pozwól, aby samochody były górą. Przecież nie można czekać w nieskończoność aż jakiś kulturalny kierowca się zatrzyma! Jako autorzy, ja oraz osobniczka K., jak przystało na prawdziwych myślicieli i twórców wielkich teorii opracowałyśmy cztery wyjątki. Nigdy nie przechodź przez ulicę jeżeli nadjeżdża:
a) żuk
b) autobus, trolejbus, tramwaj, metro (nie wiem czy są tacy desperaci, żeby ścigać się z metrem?)
c) fiat 126p
d) TIR
Jeżeli chodzi o przypadki a, b oraz d, jako piesi nie mamy na co się rzucić, gdy zajdzie taka konieczność. Pojazdy te nie posiadają typowej maski, jaką mają inne samochody. W przypadku fiata 126p sytuacja przedstawia się tak, że gdyby jakimś cudem kierowca okazał sprytniejszy, wstyd, żeby maluch zrobił Ci krzywdę.
Osobniczka A. opracowała samodzielnie swoją własną niepodważalną teorię o niskopodłogowych autobusach. Są one oczywiście o niebo lepsze od starszych modeli, których jest na polskich ulicach coraz mniej. Niskopodłogowy autobus jest nowocześniejszy, ma elektroniczną tablicę z numerkiem. W środku są głośniki, przez które ktoś mówi nam, jaki przystanek się zbliża, stoją tzw. "deski do prasowania", ładniejsza jest tapicerka a nawet kierowca wydaje się być milszy dla pasażerów. Aby wejść na pokład tego kosmicznego pojazdu nie musisz podnosić nogi za wysoko, istnieje więc mniejsze prawdopodobieństwo, że się pośliźniesz. Podobnie przy wychodzeniu, jest małe zagrożenie, że wysoki stopień spowoduje groźbę upadku. Sam autobus jedzie szybciej, zdaje się płynąć w powietrzu. Zmieści się więcej osób, więc prawie nigdy nie ma w nim tłoku. Jedzie ciszej i spokojniej. Piesi przystają na chodnikach, by choć przez chwilę przyjrzeć się płynności ruchu tego cudu techniki. Bilet 1,40 zł, czas przejazdu 20 minut, widok zazdroszczących nam par oczu przechodniów - bezcenny. Tak, A. na pewno ma rację.
Osobnik R. lubuje się w tworzeniu ideologicznych wywodów na temat korków i tłumu w sklepach. Korki są zawsze wtedy, gdy ktoś się spóźnia (bez względu na to, czy jest środek nocy, niedziela czy godziny szczytu we czwartek). Korki są zawsze wtedy, gdy akurat staniemy samochodem na światłach i trzeba poczekać trzy minuty na zielone.
- W całym L. dzisiaj takie korki. Tak, tak, w końcu jest 12. grudnia.
Każdy dzień jest dobry na korki, bo przecież każdego dnia są one wszędzie. Korki są zawsze wtedy, kiedy akurat R. chce pojechać na zakupy.
- Nie jedźmy teraz. Teraz są największe korki. Ludzie wracają z pracy. Jadą do sklepów.
Nieważne czy jest dwudziesta druga, niedziela czy środa w południe. Korki są zawsze, kiedy R. zaczyna planować trasę przejazdu.
- Nie pojedziemy tędy, tu zawsze są korki. A już o tej porze to na pewno. Tędy też nie, tam są roboty drogowe, więc cała ulica jest zakorkowana.
Podobnie sprawa przedstawia się z tłumem w sklepach.
- Może pojedziemy do T.?
- O tej porze? Nie dość, że korki to tłum w sklepie. Nie wiesz co się dzieje w T. o tej porze. daj spokój.
Choćby to był wtorek o siedemnastej, to i tak:
- Możemy pojechać, ale na pewno są dzikie tłumy. A jak będziemy stać w korku przez godzinę, to nie miejcie do mnie pretensji.
Można też odwrotnie:
- Jedziemy do R.
- W porządku. Tak, to dobra pora. Na pewno nie ma ludzi, a ulice są puste. Za godzinę się zaczną korki, ludzie będą wracać z pracy i jechać do sklepów, więc musimy się pospieszyć, żeby zdążyć przed korkami.
Kto by przypuszczał, że tworzenie nowych teorii jest takie proste?














