iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Styl Życia / Hobby i czas wolny
+ - 0

Jak dać se luz

01 01 2008 Vic Kai Artykuł był czytany 1693 razy
Źródło: /Users/wiktor/Desktop/bb94s0246.jpg
Źródło: /Users/wiktor/Desktop/bb94s0246.jpg

Olewam. Nie robię postanowień noworocznych. Nie sprężam się, nie zmieniam. I lepiej na tym wyjdę jeszcze. Jak? Dlaczego?

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych


Dzwoni telefon. Jestem właśnie w delikatesach i szukam nie-słodkiego szampana, ale odbieram wolną ręką, słucham wolnym uchem (bo drugiego użyczam sprzedawcy) i wstępnie zgadzam się na to, co oferuje mi miły głos w słuchawce. Mało tego: parę godzin po tej rozmowie wciąż jestem przekonany, że dobrze postąpiłem, że dodatkowe zajęcie mi się przyda - i że dam radę zrobić wszystko i nie zachorować/zwariować/zbankrutować.

Wracam do domu z szampanem i pełną głową. Pomysły, plany i scenariusze kotłują się, musują i zachodzą na siebie. Wszystko mam oczywiście pod kontrolą, i wszystko będzie się doskonale udawać. Przez długi czas jestem tego pewien.

Ale potem dzieje się coś, co chwieje tą moją wiarą: przypominam sobie wczorajsze plany.
Które są od dzisiejszych skrajnie odmienne.
"Nic to," mówię sobie beztrosko. "Dam radę."

Coraz częściej nie daję jednak rady. Okazuje się, że nie ma na coś czasu, że coś trzeba pozmieniać - albo, że dałem sobie narzucić pomysły innych ludzi, i zapomniałem o swoich. Nadchodzący rok miał być zapewne podobny - bo już mi w głowie buzowało, już wszystkie te pomysły chciałem naraz zrealizować. Efekt byłby do przewidzenia: sporo huku i dymu, mało ciepła, rychły koniec. Jak z fajerwerkami noworocznymi.

Dlatego w oczekiwaniu na nowy rok - po wypiciu szampana i długiej rozmowie z Piękniejszą Połową - postanowiłem:

Daję se luz. Zwalniam. Żadnych wielkich postanowień, żadnych rewolucyjnych projektów. Nie zmienię się "od poniedziałku". Będę cieszył się tym, co jest - bo jest nieźle przecież.

Nie jestem w tym sam. Amerykanie muszą być chyba jeszcze bardziej na to wyczuleni, bo moje dzisiejsze porady właśnie od nich pochodzą. Zatem: jak dać se luz?

Pierwsza odpowiedź pochodzi od guru amerykańskiego marketingu. Seth Godin nie jest powszechnie lubianym człowiekiem - jego ekscentryczny styl bycia nie musi przemawiać do każdego. Przyznam jednak, że cenię jego doświadczenie w przecieraniu szlaków i umiejętność dzielenia się swoją wiedzą. W swojej "Biblii Wolnych Strzelców" napisał coś, co pomaga mi trzymać się raz obranej drogi:

"Jestem jak promień lasera. Rozmaite okazje będą szansą, by się rozproszyć, ale ja nie odstąpię od wyznaczonego celu i planu - dopóki go nie zmienię. A wiem, że plany są po to, by je zmieniać."

Jeśli to brzmi dla ciebie trochę zbyt górnolotnie - pora na konkrety. I to nie od byle kogo. Strona SlowDownNow.org powstała dzięki idei Chrisa Richardsa. Jest on jednym ze zwolenników "powolnego stylu życia". Jego wskazówki pomogą mi w tym roku - mam nadzieję, że tobie też:
    •    Powolna godzina. Jeśli planujesz w pracy każde zadanie, to dlaczego nie zaplanować chwili, w której możesz się odprężyć? W wielu przypadkach wystarczy do tego przerwa na lunch. Potraktuj sprawę poważnie - nie mieszaj przerwy z pracą.
    •    Powolne jedzenie. To nie przypadek, że kultura "fast-food" narodziła się wśród zagonionych Amerykanów. Trudno się również dziwić Włochom, którzy odpowiedzieli na to swoją ideą "slow-food." Jedz powoli. Zmiejszy się ryzyko niestrawności i przejedzenia, a zwiększy przyjemność czerpana z posiłku.
    •    Powolne ćwiczenia. Im wolniej ćwiczysz, tym lepsze efekty osiągniesz - to stwierdzenie staje się oczywiste już po paru wizytach na siłowni. Ale są jeszcze inne zalety powolnych ćwiczeń: dzięki temu łatwiej wyostrzyć uwagę, skupić się - choćby na swoim oddechu.
    •    Jedna rzecz naraz. To będzie dla mnie najtrudniejsze: pozbyć się nawyku "multi-taskingu". Jeśli uda mi się skoncentrować na jednym zadaniu, wykonać je i przejść do kolejnego - będę się chyba czuł o wiele lepiej niż wtedy, gdy gubię się w gąszczu spraw zaczętych, a nie dokończonych.

To nie jest łatwe. Wokół mnie aż roi się od zabieganych, zapracowanych i chorobliwie ambitnych osobników, którzy przy byle okazji mogą mnie swoją postawą zarazić. Ciężko jest być skupionym i wyluzowanym w takich warunkach.
Korzyści są jednak ogromne: może będę mniej pracował, ale na pewno mniej się zestresuję. Może zrobię mniej niż dotychczas - ale będę miał świadomość, że będą to rzeczy zrobione porządnie.

Róbmy swoje, drogi czytelniku - i wszystkiego dobrego w 2008 roku!




+ - 0

Artykuł został pozytywnie zrecenzowany przez:

Tomasz Albecki

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 0