Lepsze spodnie, czy sukienka? Sylwestrowy zawrót głowy...
Artykuł był czytany 7851 razySylwestrową noc spędzę w domku w górach. Grono przyjaciół, piwo, wódka, orzeszki i Laysy. Ruski szampan, być może nawet wino do pięciu złotych. Tak to już jest z moimi przyjaciółmi. Kocham te spotkania z nimi. Sami swoi, sami swoi, więc faceci na pewno wyskoczą w gustownych rozciągniętych swetrach i dżinsach. A ja mam zamiar zabrać w tą głuszę, do moich przyjaciół, balową sukienkę. Bo czemu nie?
Tak się już u nas utarło, że balowe suknie zakłada się głównie na studniówki, ogromne bale, i wesela. Kreacje pasujące na imprezę tego typu są dosyć drogie, występuje się w nich tylko jeden raz, potem zalegają w szafach, gdzie szybko niszczeją i w tempie błyskawicznym przestają być modne. Moim zdaniem, każdy czas ma swoją specyfikę, swój urok, smak, zapach, i... prawa, rządzące ubiorem. Inny jest kanon na wieczór, inny na intymne wyjście do kawiarni, na egzamin, rozmowę w sprawie pracy, randkę... no i na Sylwestrową zabawę. Ja będę w tym roku w wyjątkowym miejscu, ostatecznie - gdybym się uparła - mogłabym wystąpić w sweterku z wyhaftowanymi jeleniami: i nie byłoby to żadne faux paux, w końcu góry, kominek i te tanie wina, o których wspomniałam wcześniej, przyjaciele i bez pompy, ale... z drugiej strony, Sylwester. Dżinsy założę jeszcze niejeden raz w trakcie całego roku, a suknia balowa, za którą swego czasu zapłaciłam koszmarne pieniądze, a w której prezentuję się jak księżniczka, leży w szafie i kurzy się, w sposób niezauważalny przechodząc do przeszłości. W tym momencie muszę przyznać się jeszcze do mojego ostatniego odkrycia i poruszyć temat spodni i spódnic.
Całą młodość przechodziłam w tych pierwszych. Były wygodne, bez problemu można było usiąść w nich po turecku, nie krępowały ruchów i pozwalały na ogromną swobodę. W tym roku dosłownie kilka razy założyłam spódnicę - podczas lipcowych upałów, gdy właściwie nie miałam wyboru. Ostatnio stwierdziłam, że to musi się zmienić, bo spódnice i sukienki są po prostu kobiece, no i doskonale maskują moje grube uda i wystającą nadmiernie, okrągła pupę. Sylwester – nawet ten bardzo elegancki - dopuszcza spodnie, jeśli się mienią i połyskują odpowiednio intensywnie. Teoretycznie, można by się pokusić, założyć jakieś super-hiper wystrzałowe, z doskonale się układającej na ciele satyny, w kancik, dołożyć do tego pasek wysadzany sztucznymi kamykami, gorset przeszyty złotą nitką, i już: gotowe. Tylko... po co? Mam świadomość, że wtedy tez byłoby dobrze, elegancko, adekwatnie do czasu, ale pojawia się właśnie ta natrętna myśl, że ZAWSZE chodziłam i chodzę w spodniach, więc może by w te jedna noc – inaczej... zwłaszcza, że mam, jak to niedawno powiedział mi znajomy, nigdy nie pomyślałby, że mogę mieć tam zgrabne nogi, hmm... tak, mężczyźni są wzrokowcami, dlatego nic nie drażni ich zmysłów bardziej, niż smukła, obuta w szpilki mała stópka, wysuwająca się spod długiej do ziemi sukni. I taką też mam zamiar założyć, na tego nieszczęsnego Sylwestra. Rzecz jasna, bez trzymetrowego trenu czy czegoś w tym guście, ale za to z super kobiecym, koronkowym wykończeniem na dole. Bo co, kiedy jeszcze założę coś takiego? Nie wydaje mi się, żeby była inna okazja, aż dopiero za rok. Cóż, życie jest nieprzewidywalne i być może jeszcze w styczniu, czy w lutym... ale nie wiem tego na pewno. A kobietom i kobietkom, bez względu na ich wiek, wagę i ogólne zapatrywania w związku z poruszanym tematem, polecam chodzenie w spódnicach, spódniczkach, sukniach i sukienkach. Szczególnie w tę noc, która podobno ma wpływ na cały następny rok (podobno magiczną moc ma jeszcze wigilijny dzień), nie możemy niczego zaniechać. A nuż okaże się, że ktoś zakocha się w naszych nogach? I płomienny romans, który zawiążemy z naszymi odkrytymi łydkami przerodzi się w coś więcej... albo i nie, ktoś po prostu spojrzy na nas inaczej - jak na prawdziwe kobiety, a nie dobre kumpele; albo skomplementuje nas tak, że jego słowa na długi czas utkwią nam w pamięci, zmienią nasze postrzeganie samych siebie, dowartościują. Wydawałoby się, głupi detal, sukienka, spódnica – a tak dużo potrafi zmienić...
Dodaj Komentarz
RSS komentarzyKomentarze: 5
Sylwester sylwestrem, a ja niedługo mam studniówke... Dziewczyny już mają umówione kosmetyczki, fryzjerki, sukienki szyją... a ja nawet nie mam swojej wizji- to dopiero koszmar... Pozdrawiam:)
WIEM, JUZ WIEM, TOMASZU, MAMY REMONT W DOMU I NIE MOGLAM DOKOPAĆ SIĘ DO SŁOWNIKA FRANCUSKIEGO, BIJĘ SIĘ W PIERŚ I PRZEPRASZAM :( zA "BŁONT" RZECZ JASNA, BO ZA KOMBINACJE - ANI MI SIĘ ŚNI!! KAŻDY BAWI SIE, JAK CHCE. CZEGO TOBIE I SOBIE W NOWYM ROKU ŻYCZĘ... I POZDRAWIAM :P
Sukienki i inne wdzianka poza spodniami, to jest to o czym marzą faceci przez całą jesień i zimę! (oczywiście żeby zobaczyć je na kobietach) I zgadzam się bezsprzecznie że spódniczka lub sukienka pozwala ukryć np grubsze uda, większą pupę itp.
Ja ciągle proszę moją kobietę by częściej zakładała spódniczki, ale słyszę, nie wygodne, że za zimno, że nie praktyczne i wogóle. Do czego to zmierza...
Ciekawy artykuł, osobisty i w tonie "blogowym", ale przyjemny jako felieton sylwestrowy













