Styl Życia / Hobby i czas wolny
My i nasze zakupy... a dokładniej sposób na wszystko
Artykuł był czytany 2041 razyZakupy powoli stają się sposobem na wszystko - spotkania z rodziną i przyjaciółmi. No i oczywiście, co najważniejsze, są sposobem na nasze kompleksy.
Zastanawia mnie jedna rzecz. Podobno jesteśmy dość inteligentnym krajem. Podobno sporo kupujemy elektroniki i ogólnie robimy coraz więcej zakupów. Można z tego wywnioskować, że mamy co robić w domu. Tymczasem niektórzy wolą spędzić wolny czas w shopping mall’u.
Średni Polski zarobek, z tego co pamiętam, wynosi teraz 2,5 tys. zł brutto. Nie sugeruje on nam więc za dużego wysiłku i stresu. Większość odsiaduje swoje godziny, po czym równo z wybiciem godziny końca pracy zamykają drzwi od drugiej strony. Później idzie do domu. Robi obiad. I... idzie na zakupy. To tam ten jakże wielki stres wyniesiony z pracy znajduje swe ujście. To tam się relaksują. Tutaj docieramy do problemu, który chcę poruszyć. Mianowicie odpoczywania w markecie.
Ludzie „wyłączając mózgi” zastawiają całe przejście w wąskich „uliczkach” wózkami skutecznie uniemożliwiając przejście. Jeśli idą, robią to z godnością – wolno i środkiem. Nie sposób ich wyminąć. Są tak uniesieni faktem, że otacza ich wielość różnych produktów, że nie słyszą próśb o ustąpienie drogi. Najgorsze jest to, że w sklepach myślą nieliczni. Nie widziałem już dawno osoby, która stanęłaby tak, by nie przeszkadzać. Oczywiście zakupy robić musimy. Na ogół w sklepach spotykamy się wszyscy w piątek „po robocie”. Pytanie jest tylko takie, czemu chodzimy do nich tak często i robimy to na zasadzie „chodzenia bez celu”? Jak coś nam „wpadnie w oko” wrzucamy to do koszyka. Spędzamy tam całe popołudnie i wieczór. Często zakupy spożywcze są powodem do spotkania rodzinnego albo ze znajomymi.
Zgadzam się z tym, co piszą inni. Również i moim zdaniem Polacy kupują masowo i wybierają się tak często i na tak długie zakupy z powodu kompleksów. W końcu jeszcze nie dawno wchodząc do sklepu oglądaliśmy puste półki, albo stojące na nich produkty tylko dla wybranych. To też jest powodem kupowania na zapas. Cały hurt cukru, wody mineralnej itd. w większości wózków. Tylko z powodu, że jutro mogą wrócić „kartki”, albo inny interesujący system. Czy to tutaj leży problem? Czy to również jest tylko dla pokazania sobie, że się do czegoś doszło? Że Polska nie leży w Azji, tylko w wielkiej Europie zachodniej? Za pewne tak. Pytanie tylko, czy i po jakim czasie to zacznie zanikać... Podsumowując...czy musimy postępować na tyle idiotycznie? Czy zakupy spożywcze muszą być sposobem na życie? Może lepiej iść do lepszej pracy i zamiast wybierania spośród 10 rodzajów bułek wybierania, wybierać ciuchy, komputery czy jeszcze coś innego? Na szczęście część narodu wyjechała do innych krajów. Może przywiozą ze sobą (jeśli wrócą) tyle chęci, pieniędzy i umiejętności, by ten kraj rozwinął się, choćby jak Hiszpania?
Średni Polski zarobek, z tego co pamiętam, wynosi teraz 2,5 tys. zł brutto. Nie sugeruje on nam więc za dużego wysiłku i stresu. Większość odsiaduje swoje godziny, po czym równo z wybiciem godziny końca pracy zamykają drzwi od drugiej strony. Później idzie do domu. Robi obiad. I... idzie na zakupy. To tam ten jakże wielki stres wyniesiony z pracy znajduje swe ujście. To tam się relaksują. Tutaj docieramy do problemu, który chcę poruszyć. Mianowicie odpoczywania w markecie.
Ludzie „wyłączając mózgi” zastawiają całe przejście w wąskich „uliczkach” wózkami skutecznie uniemożliwiając przejście. Jeśli idą, robią to z godnością – wolno i środkiem. Nie sposób ich wyminąć. Są tak uniesieni faktem, że otacza ich wielość różnych produktów, że nie słyszą próśb o ustąpienie drogi. Najgorsze jest to, że w sklepach myślą nieliczni. Nie widziałem już dawno osoby, która stanęłaby tak, by nie przeszkadzać. Oczywiście zakupy robić musimy. Na ogół w sklepach spotykamy się wszyscy w piątek „po robocie”. Pytanie jest tylko takie, czemu chodzimy do nich tak często i robimy to na zasadzie „chodzenia bez celu”? Jak coś nam „wpadnie w oko” wrzucamy to do koszyka. Spędzamy tam całe popołudnie i wieczór. Często zakupy spożywcze są powodem do spotkania rodzinnego albo ze znajomymi.
Zgadzam się z tym, co piszą inni. Również i moim zdaniem Polacy kupują masowo i wybierają się tak często i na tak długie zakupy z powodu kompleksów. W końcu jeszcze nie dawno wchodząc do sklepu oglądaliśmy puste półki, albo stojące na nich produkty tylko dla wybranych. To też jest powodem kupowania na zapas. Cały hurt cukru, wody mineralnej itd. w większości wózków. Tylko z powodu, że jutro mogą wrócić „kartki”, albo inny interesujący system. Czy to tutaj leży problem? Czy to również jest tylko dla pokazania sobie, że się do czegoś doszło? Że Polska nie leży w Azji, tylko w wielkiej Europie zachodniej? Za pewne tak. Pytanie tylko, czy i po jakim czasie to zacznie zanikać... Podsumowując...czy musimy postępować na tyle idiotycznie? Czy zakupy spożywcze muszą być sposobem na życie? Może lepiej iść do lepszej pracy i zamiast wybierania spośród 10 rodzajów bułek wybierania, wybierać ciuchy, komputery czy jeszcze coś innego? Na szczęście część narodu wyjechała do innych krajów. Może przywiozą ze sobą (jeśli wrócą) tyle chęci, pieniędzy i umiejętności, by ten kraj rozwinął się, choćby jak Hiszpania?














