Perfekcyjny perfekcjonizm Anthei
Artykuł był czytany 6523 razy
Jeżeli ktoś nie zna programu Anthei Turner powinien go poznać. Mówię to ja. Młoda, niedoświadczona przez życie i dość optymistycznie do niego nastawiona dziewczyna. Nie jestem feministką. Uważam, że sprzątanie jest żadną ujmą dla kobiety.
Nie lubię sprzątać. Odkurzanie to jedna z większych kar, jakimi można mnie obarczyć. Ścieranie kurzu to pestka przy porządkach w szafie czy szufladach. Dawniej moje szeroko pojęte sprzątanie polegało na wyrzuceniu wszystkiego na środek pokoju i układaniu jeszcze raz. Pojemność szuflad w tym czasie musiała się bardzo zmniejszać, bo nigdy nie mogłam ułożyć moich rzeczy z powrotem. Śmieci, które wrzucałam do kosza trudno było zauważyć bez szkła powiększającego. Wychodziłam z założenia, że miliony chomików nie mogą się mylić. Moja szafa przypominała pobojowisko po bitwie i tylko T. cichcem robiła tam jaki taki porządek, po czym wracałam ja i udawałam, że wcale jej tam nie widziałam. Dyplomatycznie pominę moje wątpliwe umiejętności kulinarne, chociaż dumna jestem z ciast, jakie robię. Rację mają jednak ci, którzy twierdzą, że ciastkami rodziny nie nakarmię.
Anthea Turner niewątpliwie jest szaloną osobą. Jej dom nie przypomina normalnego domu, co nie zmienia faktu, że mogłabym tam mieszkać. W przeciwieństwie do domów uczestniczek jej programu. Sama czasami wątpię w to, że to możliwe, aby mieszkać w takim bałaganie.
- Oni na pewno przesadzają. Dorzucają im coś i robią taki magiel, żeby program był ciekawszy - powiada R.
Nie wiem jednak czy można temu wierzyć. Skoro istnieje ktoś taki jak Anthea, to na pewno istnieje też jej przeciwieństwo. I to skrajność, i to skrajność.
Jej program oglądam już bardzo długo. Stał się bodźcem do uporządkowania szuflad. Idąc za jedną ze złotych myśli Anthei, która brzmi "Jeśli masz wątpliwości, wyrzuć" pozbyłam się połowy rzeczy zalegających mój pokój. Od tamtej pory nie mam problemu z przepełnionymi szufladami, jest w nich taki sam porządek jak wtedy, kiedy skończyłam w nich sprzątać. A nie było to wcale tak niedawno. Ubrania także doczekały się swojej kolejności. Nieco pod przymusem T. posegregowałam je (ale nie kolorystycznie). Oddzielnie te zimowe, oddzielnie letnie. W szafie najpierw spodnie, potem żakiety, potem bluzki, które powinny wisieć. Problem z odkurzaniem niestety pozostał, podobnie jak ścieranie kurzy. To po prostu muszę robić raz na jakiś czas, ale nie drażni mnie zawartość szuflad, która wysypuje się przy każdym otwieraniu czy tracenie czasu na znalezienie odpowiedniego ubrania.
Domestic wisdom to moja ulubiona część programu Anthei. Oprócz sposobu na czyszczenie brylantów znalazłam tam masę przydatnych sztuczek. Na pewno wszyscy to wiedzą, ale ja dopiero po obejrzeniu jednego z odcinków dowiedziałam się, że plamy z czerwonego wina wywabia się solą. Miałam niedawno okazję się o tym przekonać na własne oczy. Poznałam sposób na przyrządzanie jajek w koszulkach. Wiem, że do zmywarki można wrzucić zużytą cytrynę, że moje wieloletnie zmywanie naczyń w temperaturze czterdziestu stopni jest właściwe, bo właśnie w takiej wodzie powinno się to robić.
- Chcę umyć kafelki w łazience i obramowanie wanny. Ta twoja Anthea ma na to jakiś sposób? - zapytał mnie któregoś dnia R.
Oczywiście, że tak. Wystarczy zmieszać sodę oczyszczoną z wodą lub octem i rozłożyć to na wszystkie brudne miejsca. R. mnie posłuchał i co się okazało? Że moje oglądanie "Perfekcyjnej Pani Domu" nie idzie na marne. Działa!
- A znasz jakiś ciekawy sposób na pozbycie się kamienia z prysznica? Znudziła mi się moja metoda.
- Weź torebkę, nalej tam octu i wody, włóż prysznic i zostaw tak na noc.
Praktyczna wiedza jest bardzo cenna.
Oczywiście mam świadomość tego, że niektórzy znają te wszystkie sposoby, bo dom prowadzą od lat. Ja tego nie robię, a każda poznana przeze mnie nowa sztuczka na utrzymanie porządku jest na wagę złota. Znam parę tricków na otworzenie szampana, na zrobienie perfekcyjnej zasmażki czy omleta, umiem udekorować stół, żeby nie wyglądał tandetnie i pstrokato. Wiem, co zrobić, gdy kwiaty zaczną opadać w wazonie. Wiem, jak ładnie złożyć ręcznik, żeby nie wystawały z niego końce. Wiem, co trzeba dodać do wody, żeby po umyciu okien nie pozostały na nich brzydkie smugi. Poznałam zbawczą rolę koszyków i pudełek. I dobrze mi z tą wiedzą. Nawet pomimo szyderczego uśmiechu T. i wielu innych.
I rację ma Anthea mówiąc, że aby mieć idealnie wysprzątany dom nie trzeba spędzać z mopem i ścierką całego dnia.
- Trzeba mieć system.
To prawda! Trzeba tak sobie wszystko poukładać, żeby na sprzątanie poświęcać minimum swojego wolnego czasu przy jednoczesnym ogólnym porządku w całym domu. No i nie można doprowadzić do stanu, w którym lenistwo bierze nad nami górę, bo wtedy równia pochyła w kierunku narastania bałaganu i zbędnych rzeczy.
I nie chodzi o to, żeby mieć taki dom, jak Anthea. Żeby było jak w muzeum, czysto i sterylnie. Ten program jest po to, żeby pomóc nam wybrać różne ciekawe rozwiązania i przenieść je do swojego domu. Nie musimy być perfekcyjni w stu procentach, przecież nie o to chodzi. Ale to tak jak z tym cudem. Niektórzy zbyt dosłownie traktują tricki słowne, które jedynie mają nam coś unaocznić i przybliżyć.
Taki los.
Dodaj Komentarz
RSS komentarzyKomentarze: 3
Na poczatku chetnie to ogladalam , wspolczulam tym ktorzy zmienili swoje domy w takie oazy balaganu , a teraz .... teraz zastanawiam sie czy prowadzaca ten program ma jakies realne zycie , z realnymi ludzmi ? Chyba nie .... powinna sprzedawac bilety do swojego domu jak do muzeum . Moze sie myle , ale nie wyobrazam sobie , ze z nia moglyby mieszkac np: male dzieci i pies :)
nie oglądałem tego programu i po tym co napisałaś nie obejrze... :/
ja tez to ogladalam i sciagnelam od niej pare pomyslow :D ale anglicy to wogole maja tendencje do zycia w balaganie u nas zdarza sie to rzadziej u nich mnostwo jest tak zapuszczonych domow w srodku jak i na ogrodkach :>

















