Styl Życia / Hobby i czas wolny
Skowronek
Artykuł był czytany 723 razySezon 1964. Prawie 8 milionów sprzedanych samochodów. Większość w drogich wersjach luksusowych i sportowych. 70 procent ma silniki V8. Debiutuje szybki Pontiac GTO. Błyskawiczny sukces odnosi Ford Mustang. Motoryzacja w Stanach przeżywa złoty wiek. Nawet wozy średniej klasy imponują rozmiarami i bogatym wyposażeniem.
Bogaty Szwajcar zamawia kabriolet Buick Skylark. Buick w koncernie General Motors zajmuje miejsce tuż za ekskluzywnym Cadillakiem. Skylark po polsku znaczy skowronek. Na Starym Kontynencie dorównuje Mercedesom. Kupiony w alpejskim kraju egzemplarz ma wszystko, co powinien. Elektryczne silniczki podnoszą i opuszczają szyby dach oraz ustawiają fotele, automatyczną przekładnię. Ośmiocylindrowy silnik o pojemności 4.9 litra, rozwijał moc 210 koni mechanicznych.
Rok 2001. Po fatalnym 2000, gdy sprzedano niespełna 480 tys. aut, nadchodzi jeszcze gorszy okres. Motoryzacja w Polsce jest w dołku.
Na niektóre samochody popyt jest zawsze. Robert Dudzik sprowadza Buicka ze Szwajcarii. Wóz ma odrestaurowaną blacharkę i zrobioną mechanikę. Nad Wisłą dostaje nowy lakier i skórzaną tapicerkę. Przez 35 lat przejechał 126 tys. km. Na "setkę" pali 15-20 litrów benzyny. Przy spokojnej jeździe nawet 14.
Wszędzie budzi sensację. Paru kierowców spowodowałoby wypadek, tak się zapatrzyli. Na jednym z Pikników Country w Mrągowie „Skowronek” dostaje od Korneliusza Pacudy specjalną nagrodę, lisią kitę.
W 2007 roku „Skowronka” kupuje pasjonat z Warszawy – Tomasz Rechnio i postanawia doprowadzić auto do stanu fabrycznego. Całe szczęście auto w momencie kupna jest w dobrym stanie – w powierzchniach chromowanych można się przeglądać. Ale to co jest dobre, zawsze może być jeszcze lepsze. Na pierwszy ogień idzie mechanika – kompletny remont silnika i wymiana wszelkich elementów napędowych oraz pomp pochłania górę pieniędzy ale przynosi zamierzony efekt, auto odpala i jeździ jak nowe. W następnej kolejności auto otrzymuje nowy winylowy dach. W kolejce czeka wizualne dopieszczanie w postaci nowego lakieru i nowych kół. Te prace planowane są na 2010 rok.
Wsiadamy do auta. Drzwi zamykają się siłą rozpędu. Tomek przekręca kluczyk, auto odpala od pierwszego obrotu rozrusznika. Daleko za nami, z podwójnych rur wydechowych dobywa się basowe, równe buczenie. Auto odbija od krawężnika. Przyspieszamy. Maska leciutko się unosi. Płyniemy nad nierównościami ulicy Puławskiej w Warszawie. Ten, kto powiedział, że "amerykan" to koszmar w ruchu miejskim, chyba nigdy nie jeździł wozem większym od przecinka. Zza kierownicy widać wyraźnie, gdzie Buick się zaczyna, i gdzie kończy. Doskonałe wspomaganie kierownicy i mały promień skrętu pozwalają zawracać prawie w miejscu. Wewnątrz panuje niepowtarzalne uczucie komfortu. Pasażerowie z tyłu zapadają się głęboko w miękkiej kanapie i rozkoszują się płynięciem nad nierównościami polskich dróg.
Pogoda sprzyja, postanawiamy kontynuować jazdę bez dachu. Procedura zdjęcia dachu trwa niecałe 20 sekund i ze strony kierowcy ogranicza się jedynie do odbezpieczenia dwóch rygli i przekręcenia gałki. Resztą zajmuje się perfekcyjnie działający hydrauliczny system opuszczania dachu. Rozpędzamy się. Z przodu i z tyłu praktycznie nie odczuwa się podmuchów wiatru. Dopiero po przekroczeniu 50 km/h z tyłu pojawiają się pierwsze podmuchy. Kierowca i pasażer z przodu są uprzywilejowani – mogą podróżować bez dachu praktycznie przy każdej prędkości.
W rozmowie dowiadujemy się o dalszych planach co do renowacji auta. Już na dzień dzisiejszy stan auta jest bardzo dobry, lecz Tomkowi to nie wystarcza. Wiadomo, że tego typu samochody pochłaniają masę pieniędzy, więc pomysłem jest pozwolenie aby auto zarobiło na siebie. Dlatego w ostatnim czasie „Skowronek” zaczyna zarabiać na siebie jako auto do ślubu i cieszy się niemałym powodzeniem. Wiele osób marzy o tym aby w piękny letni dzień podjechać pod kościół odkrytym klasycznym kabrioletem i „Skowronek” te marzenia spełnia.
Przejażdżka dobiega końca, ale nikt nie kwapi się aby opuszczać siedzenia. Tomek daje się namówić na jeszcze jedno okrążenie po czym z przykrością musimy się rozstać. Ale od razu umawiamy się na kolejne spotkanie. Oby tylko świeciło słońce to znów będzie nam dane zaznać pełnej rozkoszy jazdy „Skowronkiem”.
Bogaty Szwajcar zamawia kabriolet Buick Skylark. Buick w koncernie General Motors zajmuje miejsce tuż za ekskluzywnym Cadillakiem. Skylark po polsku znaczy skowronek. Na Starym Kontynencie dorównuje Mercedesom. Kupiony w alpejskim kraju egzemplarz ma wszystko, co powinien. Elektryczne silniczki podnoszą i opuszczają szyby dach oraz ustawiają fotele, automatyczną przekładnię. Ośmiocylindrowy silnik o pojemności 4.9 litra, rozwijał moc 210 koni mechanicznych.
Rok 2001. Po fatalnym 2000, gdy sprzedano niespełna 480 tys. aut, nadchodzi jeszcze gorszy okres. Motoryzacja w Polsce jest w dołku.
Na niektóre samochody popyt jest zawsze. Robert Dudzik sprowadza Buicka ze Szwajcarii. Wóz ma odrestaurowaną blacharkę i zrobioną mechanikę. Nad Wisłą dostaje nowy lakier i skórzaną tapicerkę. Przez 35 lat przejechał 126 tys. km. Na "setkę" pali 15-20 litrów benzyny. Przy spokojnej jeździe nawet 14.
Wszędzie budzi sensację. Paru kierowców spowodowałoby wypadek, tak się zapatrzyli. Na jednym z Pikników Country w Mrągowie „Skowronek” dostaje od Korneliusza Pacudy specjalną nagrodę, lisią kitę.
W 2007 roku „Skowronka” kupuje pasjonat z Warszawy – Tomasz Rechnio i postanawia doprowadzić auto do stanu fabrycznego. Całe szczęście auto w momencie kupna jest w dobrym stanie – w powierzchniach chromowanych można się przeglądać. Ale to co jest dobre, zawsze może być jeszcze lepsze. Na pierwszy ogień idzie mechanika – kompletny remont silnika i wymiana wszelkich elementów napędowych oraz pomp pochłania górę pieniędzy ale przynosi zamierzony efekt, auto odpala i jeździ jak nowe. W następnej kolejności auto otrzymuje nowy winylowy dach. W kolejce czeka wizualne dopieszczanie w postaci nowego lakieru i nowych kół. Te prace planowane są na 2010 rok.
Wsiadamy do auta. Drzwi zamykają się siłą rozpędu. Tomek przekręca kluczyk, auto odpala od pierwszego obrotu rozrusznika. Daleko za nami, z podwójnych rur wydechowych dobywa się basowe, równe buczenie. Auto odbija od krawężnika. Przyspieszamy. Maska leciutko się unosi. Płyniemy nad nierównościami ulicy Puławskiej w Warszawie. Ten, kto powiedział, że "amerykan" to koszmar w ruchu miejskim, chyba nigdy nie jeździł wozem większym od przecinka. Zza kierownicy widać wyraźnie, gdzie Buick się zaczyna, i gdzie kończy. Doskonałe wspomaganie kierownicy i mały promień skrętu pozwalają zawracać prawie w miejscu. Wewnątrz panuje niepowtarzalne uczucie komfortu. Pasażerowie z tyłu zapadają się głęboko w miękkiej kanapie i rozkoszują się płynięciem nad nierównościami polskich dróg.
Pogoda sprzyja, postanawiamy kontynuować jazdę bez dachu. Procedura zdjęcia dachu trwa niecałe 20 sekund i ze strony kierowcy ogranicza się jedynie do odbezpieczenia dwóch rygli i przekręcenia gałki. Resztą zajmuje się perfekcyjnie działający hydrauliczny system opuszczania dachu. Rozpędzamy się. Z przodu i z tyłu praktycznie nie odczuwa się podmuchów wiatru. Dopiero po przekroczeniu 50 km/h z tyłu pojawiają się pierwsze podmuchy. Kierowca i pasażer z przodu są uprzywilejowani – mogą podróżować bez dachu praktycznie przy każdej prędkości.
W rozmowie dowiadujemy się o dalszych planach co do renowacji auta. Już na dzień dzisiejszy stan auta jest bardzo dobry, lecz Tomkowi to nie wystarcza. Wiadomo, że tego typu samochody pochłaniają masę pieniędzy, więc pomysłem jest pozwolenie aby auto zarobiło na siebie. Dlatego w ostatnim czasie „Skowronek” zaczyna zarabiać na siebie jako auto do ślubu i cieszy się niemałym powodzeniem. Wiele osób marzy o tym aby w piękny letni dzień podjechać pod kościół odkrytym klasycznym kabrioletem i „Skowronek” te marzenia spełnia.
Przejażdżka dobiega końca, ale nikt nie kwapi się aby opuszczać siedzenia. Tomek daje się namówić na jeszcze jedno okrążenie po czym z przykrością musimy się rozstać. Ale od razu umawiamy się na kolejne spotkanie. Oby tylko świeciło słońce to znów będzie nam dane zaznać pełnej rozkoszy jazdy „Skowronkiem”.

















