Styl Życia / Hobby i czas wolny
Szaleństwo nastoletniej empatii
Artykuł był czytany 1827 razy
Każdy z nas był nastolatkiem. Nasze młode lata przypadały jednak często na zupełnie inne czasy. Współcześni nastolatkowie, ci w dobie Internetu, inaczej przeżywają wiele swoich "problemów" czy fascynacji. Inaczej chociażby ode mnie sprzed lat
Nie łudźmy się, że telewizja jest zaledwie niewielkim dodatkiem do naszego życia. Szczególnie teraz, gdy nastąpił boom serialowy i filmowy. Mnożą się telenowele, mało śmieszne produkcje z nazwą "komedia" gdzieś w tle, filmy o różnorodnym zabarwieniu, programy z udziałem "gwiazd". I tak jak starsza młodzież czy dorośli dostrzegają subtelną granicę pomiędzy tym, co serialowe, a tym, co realne, tak ci młodsi płynnie łączą jedno z drugim.
Jest sobie taki jeden serial. Taki, co mówi się o nim, że jest najbardziej popularny. Taki, co to jest podobno rodzinny i życiowy. Taki, co to świętuje pięćsetny odcinek czy kolejną rocznicę emisji. Taki, co to podtrzymuje jeszcze oglądalność telewizji publicznej w godzinach wieczornych.
- Zobacz, ja to oglądam od pierwszego odcinka. - powiedziałam kiedyś do R.
Przytaknął, ale dalszej konwersacji ze mną prowadzić chyba nie chciał. Wpadłam w monolog:
- Tyle lat. Zobacz, jaka ja byłam mała jak on się zaczynał. Pamiętasz jak przeżywałam czy oni wezmą ślub? Albo że niby mnie to nie interesowało, a tak naprawdę niemalże zmieniałam swoje wydumane plany na takie, żeby być podobną do niej? Ale to było głupie. Przecież jak ja bym była teraz młodsza to... czy ty to sobie w ogóle wyobrażasz? Ja bym chyba oszalała z tym Internetem. Przecież ten serial na pewno ma swoje forum. No mówię Ci, zwariowałabym. Wtedy to się tak nie rozwijało, ale teraz? Szok w trampkach .
R. przytaknął.
Podczas serialu skutecznie wymienialiśmy uwagi na temat beznadziejnych postaci, okropnej gry aktorów i pseudoaktorów, niezrozumiałych wątków, nielogiczności, drewnianych dialogów i mimiki twarzy niektórych, co to uważają, że emocje muszą być wypisane na twarzy.
- Dlaczego ona tak wzdycha? I tak głupio mruży oczy i chwyta się za czoło?
- Gra chorobę, nie widzisz?
Nie minęły dwie minuty, gdy bohaterka odebrała telefon i powiedziała:
- Cześć Tomek, wiesz, mam dla ciebie kurs (ekhm, ekhm). Trochę źle się czuję...
Najbardziej sugestywne były kaszlnięcia i pociąganie zdrowym nosem. Po przyjeździe owego Tomka, którego okrzyknięto już następcą Żebrowskiego (współczuję, Panie Michale takich porównań...) nasza bohaterka czuła się chyba jeszcze gorzej. Mrużyła oczy jeszcze bardziej i wzdychała średnio raz na dziesięć sekund.
- No ładnie, ładnie. Pięknie się załatwiłaś. Już do łóżka!
Teraz mamy pewność. Jest chora.
- Zobaczysz, zaraz jej przywiezie lekarstwa.
Za jakieś trzy sceny nasz bohater Tomek faktycznie przyniósł jej lekarstwa.
- Boże, jakie to przewidywalne...
I tak się toczą losy postaci z tego serialu. Każda jest na swój sposób nienormalna, każda ma poplątane życie, bo przecież ten serial jest życiowy. Według scenarzystów każdy człowiek ma w rodzinie osobę zgwałconą, bez pamięci, z odzyskaną pamięcią, na wózku, z długami, z przeszłością więzienną, po rozwodzie, w trakcie rozwodu, przed rozwodem, w kryzysie, w nałogu alkoholowym, z bratem, który wraca po latach i na dodatek jest bratem od innego ojca niż się do tej pory myślało, z chorobą serca, ze stanem przedzawałowym, czarną owcę, która ma zawsze złe zamiary, plotkarę, trójkąt miłosny, osobę, która jedzie na wojnę, osobę, która wraca z wojny...
- Jeszcze mi brakuje niedoszłego kosmonauty..
Był już taki serial. Tylko, że komediowy.
Wracając do meritum. Dorośli ludzie, a także ja sama, R. i T. jesteśmy w stanie zobaczyć ten serial, obśmiać go i wrócić do rzeczywistości. Są jednak osoby, które spędzają tę godzinę za przeżywaniu życia bohaterów bardziej niż oni sami je przeżywają. Potem pędzą na wyżej wspomniane forum i przeżywają z innymi to, co wcześniej przeżywali sami dlatego, że przeżywał to dany bohater. Słowa krytyki nie dotrą do nich nigdy, przecież ich ulubiony bohater jest bez wad. Idealizują wszystkich, których lubią. Potępiają tych, których nie cierpią. Tam nie ma dyskusji, tam często jest dyktat i koło wzajemnej adoracji.
- Wiesz, że oni tam popierają siebie we wszystkim? Nawet jak ktoś napiszę totalną bzdurę, ale o bohaterach, których kochają, to prawią mu takie komplementy, że aż mi za nich wstyd. - powiedziałam kiedyś do R. po lekturze jednego z wątków.
- I te czcionki, emotikonki.. Oni by bez nich zginęli, nie umieją wyrazić się słowami. Do tego jakieś obrazki, podpisy, gwiazdki, punkty... Enklawa w Internecie, może nie do końca hermetyczna, bo żeby się wkupić w łaski wystarczy pochwalić jakąś postać poprzedzając jej imię paroma chwytliwymi epitetami. Aha! No i na końcu zaznaczyć, że ktoś z kimś ma być forever, a ktoś z kimś być musi i powinien, a ktoś niech spada skąd przyszedł.
- Taki wiek. Ty też taka byłaś, może nie w takiej skrajnej formie, bo nie miałaś środków, ale przypomnij sobie. - R. daje mi do myślenia.
- Byłam, byłam. Ale ja miałam chyba zdrowe podejście... - spojrzenie R. znad gazety.
- No dobra, nie miałam. Ale wyrosłam z tego dość szybko.
- Oni też wyrosną.
- Ale to jest takie dziwne, wręcz okropne. Jak oni siebie popierają, a jak tylko ktoś napisze coś innego, to zaczynają rzucać argumentami jak małe dzieci. "Nie, bo nie", "Tak, bo tak". Bo przecież ona ma być z nim, a tamten niech wraca do Ameryki.
Urwałam.
- Wkurzają mnie!
- To wkup się w ich łaski i zacznij rozbijać od środka tę siatkę fanów. Uświadom ich.
- A potem napiszę porządną, analityczną pracę o nastoletniej empatii! - zapaliłam się - O tym, że przesadzają, ale może to cecha ich wieku. Że zmieniły się czasy, dlatego są, jacy są. Że potrzebują wzorców i marzeń i może serial im tego dostarcza.
Wkupiłam się. Jestem na etapie utwierdzania ich w przekonaniu, że są fajni i mają rację.
Bo przecież ona ma być z nim, a tamten niech wraca skąd przyszedł.
Prawdziwa akcja zacznie się później. Jestem nastawiona na sukces.
Jest sobie taki jeden serial. Taki, co mówi się o nim, że jest najbardziej popularny. Taki, co to jest podobno rodzinny i życiowy. Taki, co to świętuje pięćsetny odcinek czy kolejną rocznicę emisji. Taki, co to podtrzymuje jeszcze oglądalność telewizji publicznej w godzinach wieczornych.
- Zobacz, ja to oglądam od pierwszego odcinka. - powiedziałam kiedyś do R.
Przytaknął, ale dalszej konwersacji ze mną prowadzić chyba nie chciał. Wpadłam w monolog:
- Tyle lat. Zobacz, jaka ja byłam mała jak on się zaczynał. Pamiętasz jak przeżywałam czy oni wezmą ślub? Albo że niby mnie to nie interesowało, a tak naprawdę niemalże zmieniałam swoje wydumane plany na takie, żeby być podobną do niej? Ale to było głupie. Przecież jak ja bym była teraz młodsza to... czy ty to sobie w ogóle wyobrażasz? Ja bym chyba oszalała z tym Internetem. Przecież ten serial na pewno ma swoje forum. No mówię Ci, zwariowałabym. Wtedy to się tak nie rozwijało, ale teraz? Szok w trampkach .
R. przytaknął.
Podczas serialu skutecznie wymienialiśmy uwagi na temat beznadziejnych postaci, okropnej gry aktorów i pseudoaktorów, niezrozumiałych wątków, nielogiczności, drewnianych dialogów i mimiki twarzy niektórych, co to uważają, że emocje muszą być wypisane na twarzy.
- Dlaczego ona tak wzdycha? I tak głupio mruży oczy i chwyta się za czoło?
- Gra chorobę, nie widzisz?
Nie minęły dwie minuty, gdy bohaterka odebrała telefon i powiedziała:
- Cześć Tomek, wiesz, mam dla ciebie kurs (ekhm, ekhm). Trochę źle się czuję...
Najbardziej sugestywne były kaszlnięcia i pociąganie zdrowym nosem. Po przyjeździe owego Tomka, którego okrzyknięto już następcą Żebrowskiego (współczuję, Panie Michale takich porównań...) nasza bohaterka czuła się chyba jeszcze gorzej. Mrużyła oczy jeszcze bardziej i wzdychała średnio raz na dziesięć sekund.
- No ładnie, ładnie. Pięknie się załatwiłaś. Już do łóżka!
Teraz mamy pewność. Jest chora.
- Zobaczysz, zaraz jej przywiezie lekarstwa.
Za jakieś trzy sceny nasz bohater Tomek faktycznie przyniósł jej lekarstwa.
- Boże, jakie to przewidywalne...
I tak się toczą losy postaci z tego serialu. Każda jest na swój sposób nienormalna, każda ma poplątane życie, bo przecież ten serial jest życiowy. Według scenarzystów każdy człowiek ma w rodzinie osobę zgwałconą, bez pamięci, z odzyskaną pamięcią, na wózku, z długami, z przeszłością więzienną, po rozwodzie, w trakcie rozwodu, przed rozwodem, w kryzysie, w nałogu alkoholowym, z bratem, który wraca po latach i na dodatek jest bratem od innego ojca niż się do tej pory myślało, z chorobą serca, ze stanem przedzawałowym, czarną owcę, która ma zawsze złe zamiary, plotkarę, trójkąt miłosny, osobę, która jedzie na wojnę, osobę, która wraca z wojny...
- Jeszcze mi brakuje niedoszłego kosmonauty..
Był już taki serial. Tylko, że komediowy.
Wracając do meritum. Dorośli ludzie, a także ja sama, R. i T. jesteśmy w stanie zobaczyć ten serial, obśmiać go i wrócić do rzeczywistości. Są jednak osoby, które spędzają tę godzinę za przeżywaniu życia bohaterów bardziej niż oni sami je przeżywają. Potem pędzą na wyżej wspomniane forum i przeżywają z innymi to, co wcześniej przeżywali sami dlatego, że przeżywał to dany bohater. Słowa krytyki nie dotrą do nich nigdy, przecież ich ulubiony bohater jest bez wad. Idealizują wszystkich, których lubią. Potępiają tych, których nie cierpią. Tam nie ma dyskusji, tam często jest dyktat i koło wzajemnej adoracji.
- Wiesz, że oni tam popierają siebie we wszystkim? Nawet jak ktoś napiszę totalną bzdurę, ale o bohaterach, których kochają, to prawią mu takie komplementy, że aż mi za nich wstyd. - powiedziałam kiedyś do R. po lekturze jednego z wątków.
- I te czcionki, emotikonki.. Oni by bez nich zginęli, nie umieją wyrazić się słowami. Do tego jakieś obrazki, podpisy, gwiazdki, punkty... Enklawa w Internecie, może nie do końca hermetyczna, bo żeby się wkupić w łaski wystarczy pochwalić jakąś postać poprzedzając jej imię paroma chwytliwymi epitetami. Aha! No i na końcu zaznaczyć, że ktoś z kimś ma być forever, a ktoś z kimś być musi i powinien, a ktoś niech spada skąd przyszedł.
- Taki wiek. Ty też taka byłaś, może nie w takiej skrajnej formie, bo nie miałaś środków, ale przypomnij sobie. - R. daje mi do myślenia.
- Byłam, byłam. Ale ja miałam chyba zdrowe podejście... - spojrzenie R. znad gazety.
- No dobra, nie miałam. Ale wyrosłam z tego dość szybko.
- Oni też wyrosną.
- Ale to jest takie dziwne, wręcz okropne. Jak oni siebie popierają, a jak tylko ktoś napisze coś innego, to zaczynają rzucać argumentami jak małe dzieci. "Nie, bo nie", "Tak, bo tak". Bo przecież ona ma być z nim, a tamten niech wraca do Ameryki.
Urwałam.
- Wkurzają mnie!
- To wkup się w ich łaski i zacznij rozbijać od środka tę siatkę fanów. Uświadom ich.
- A potem napiszę porządną, analityczną pracę o nastoletniej empatii! - zapaliłam się - O tym, że przesadzają, ale może to cecha ich wieku. Że zmieniły się czasy, dlatego są, jacy są. Że potrzebują wzorców i marzeń i może serial im tego dostarcza.
Wkupiłam się. Jestem na etapie utwierdzania ich w przekonaniu, że są fajni i mają rację.
Bo przecież ona ma być z nim, a tamten niech wraca skąd przyszedł.
Prawdziwa akcja zacznie się później. Jestem nastawiona na sukces.
Dodaj Komentarz
RSS komentarzyKomentarze: 3
sympatyczny artykul :)
a ja lubię seriale
oj świat sie zmienia..














