iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Styl Życia / Hobby i czas wolny
+ - 1

Sztuką nazwać sztukę sztuką

17 01 2008 Agata Wojcieszczuk Artykuł był czytany 2461 razy
Źródło: www.lugallery.com
Źródło: www.lugallery.com

Przez dziesiątki lat ludzie tworzą swoje dzieła. Bycie artystą stało się takie proste, przecież to niezły fach i w końcu – wolny zawód.

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych
    Kiedy D. napisała w swoim felietonie o sztuce także i mnie natchnęło. Nie siadłam jednak przy biurku, aby stworzyć kolejne wiekopomne dzieło opisujące losy półki na książki w powojennej warszawskiej rodzinie. Siadłam przy komputerze by podzielić się pewną refleksją, która uparcie prześladuje mnie od kilku długich miesięcy. Otóż: kto wyznacza standardy sztuki? Kto mówi, że to jest złe, a tamto dobre? Czy istnieją uniwersalne wytyczne, którymi podążać powinien wysokiej klasy artysta aby jego dzieło stało się sztuką?

    Spędzając czas w moim (niestety) liceum na lekcjach polskiego często zadawałam sobie te pytania. Notoryczne omawianie wierszy, których każda interpretacja omawiana na przynajmniej trzech płaszczyznach wzbudzała mój szyderczy uśmiech i rzucanie retorycznymi pytaniami w przestrzeń. Autorzy tychże wierszy chyba przewracają się w grobie widząc, jakie bajki opowiadają profesorowie (w liceum to oczywiście bardzo umowne) swoim uczniom.

Moja logika jest prosta, bowiem czy ów autor zostawił jakiś klucz do swojego dzieła? Pewnego rodzaju ściągę, która tłumaczyłaby, że utwór należy analizować w taki, a nie inny sposób, a metafora – dajmy na to - „chichoczący koń sfrunął po przestworzach Pacyfiku” oznacza upadający w Europie komunizm? Otóż, nie zostawił! Pytam się więc, kto wymyślił te wszystkie tłumaczenia, analizy i interpretacje, które czasami są bardziej sztuczne niż wieńce na 1. listopada. Całkiem niedawno upadła moja teoria, mówiąca o tym, że trudno jest napisać prozę o niczym. Mój błąd, można. Można napisać całkiem długi tekst o stole czy ciasteczku i nawet można go wnikliwie analizować rzucając mądrymi słowami. Pytam się więc, czy ma ktoś gwarancję, że autor nie napisał tekstu o stole jedynie z przekory? A może z nudów? A może założył się z kimś, że napisze tekst o stole i to zrobił? Dlaczego narzuca się cudze interpretacje jako te właściwe i odpowiednie? Przecież autor nie dał klucza do analizy swojego, powiedzmy, dzieła? Co innego na przykład opisy przyrody. Jestem w stanie zrozumieć, że ktoś bardzo chciał je zamieścić, więc je napisał. Może pomyślał, że nikt nigdy go nie przebije w opisach i dlatego trzy czwarte książki opisuje płynący z wolna strumyk? Może chciał się w ten sposób zapisać na kartach historii literatury? Może nie trzeba tego łączyć z jego biografią czy aktualnymi wydarzeniami politycznymi na świecie? Istnieją jeszcze opisy przeżyć bohatera, to jest dopiero wyzwanie!


 Rys psychologiczny postaci można być bardzo skomplikowany, ale trzeba go kreska po kresce przekazać czytelnikowi. Czy autor uważał, że skoro jego postać morduje kogoś dla pieniędzy to koniecznie trzeba przedstawić wszelkie pobudki, które nim wtedy kierowały? Na jego miejscu zostawiłabym trochę miejsca wyobraźni, trzeba szanować swoich czytelników i doceniać ich intelekt. Tu jednak także pojawia się pytanie: dlaczego jeden opis przeżyć bohatera jest lepszy od drugiego? Jedna książka jest nawet lekturą, a każda inna o podobnej tematyce jest odrzucana. Przez kogo? Kto mówi, że ten opis jest lepszy od drugiego? Jaką mam pewność, że ten ktoś jest wiarygodny i wie, co robi?


    Dzieła malarskie także pozostawiają wiele miejsca do popisu. Podziwiam Matejkę za „Bitwę pod Grunwaldem”. W końcu obraz niemały i dokładny. Plus za cierpliwość i chęci. Rozumiem nawet van Gogha i jego „Słoneczniki”, pomimo tego, że wielu jest artystów malujących kwiaty. Nie każdy jednak odcina sobie ucho, może to jest jakaś wytyczna dla artystów? Ale nawet moje najszczersze chęci nie pomogą mi w zrozumieniu obrazów, na których widnieją trzy kreski, kółko i trójkąt. I nie zrozumiem ludzi, którzy stojąc przed takim, powiedzmy, dziełem dywagują na wdzięczny temat pt. „co artysta miał na myśli?”

Może on nic nie miał na myśli? Może wstał któregoś dnia i postanowił sprawdzić ludzką naturę. Machnął pędzlem pięć razy i sprzedał obraz za wielkie pieniądze dorabiając do tego nie wiadomo jaką teorię. Pchnął machinę do przodu, a obraz zaczął żyć swoim życiem. Widziałam kiedyś obraz: cały czarny z białym kwadratem na środku (może odwrotnie?). Znalazł się on w podręczniku szkolnym. Ciekawe, że jak uczeń narysuje białą kropkę na niebieskim brystolu to pani nauczycielka tego nie doceni tylko wstawi pałę do dziennika. Chciałabym poznać człowieka, który stwierdził, że ten kwadrat to dzieło. Zapytałabym go, na jakiej podstawie wyciągnął taki wniosek i w jaki sposób ten obraz do niego przemówił.


Bardzo ciekawe są również interpretacje tytułów poszczególnych dzieł. Zresztą niemniej ciekawe niż same tytuły... Tekst literacki o dziewczynce poszukującej swojego miejsca na świecie zatytułować można „Nim słońce wzeszło nad horyzontem”. Książkę o starym samochodzie, który jeździ i rozmawia z przygodnymi przechodniami i pomaga im nieść siatki z zakupami może mieć tytuł „Okopy”. Dowolność jest przerażająca, a późniejsze interpretacje przezabawne. Nikt nie dopuszcza myśli, że autor mógł nazwać swoją powieść jak sam chciał. Dla żartu, z braku laku, bo komuś obiecał, bo nic innego nie przychodziło mu do głowy. Podobnie jest z obrazami. Ten, na którym widnieje kółko z wazonem w środku można zatytułować „Zmierzch dynastii Kapetyngów”. Ileż możliwości do interpretacji zostawia się wtedy następnym pokoleniom! Czy wazon to metafora Francji? Czy koło to symbol sytuacji bez wyjścia? Czy czarne tło to prorocze stwierdzenie upadku Francji w 5212 roku? A obraz przedstawiający dwie kobiety niosące książki do biblioteki to nic innego jak „Liść klonu zaplątany w pajęczynę między bukiem a dębem w podlaskim lesie”. Kto sprytniejszy może dopatrzy się małej kropki w oddali, która z pewnością może symbolizować pająka.


    Pragnę jednak nadmienić, że doceniam i szanuję wszystkich prawdziwych pisarzy i malarzy, którzy pisząc i malując swoje dzieła nie muszą wznosić się na wyżyny absurdu aby być zrozumianym.




+ - 1

Artykuł został pozytywnie zrecenzowany przez:

Tomasz Albecki

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 0