iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Styl Życia / Hobby i czas wolny
+ - 2

Sztywne zasady

11 12 2007 Agata Wojcieszczuk Artykuł był czytany 1322 razy
Źródło: www.bronx.go3.pl
Źródło: www.bronx.go3.pl

Każdy z nas ma jakieś zasady. Nawet jeśli ich w praktyce nie ma, to przecież można błysnąć gdzieś w towarzystwie, że się takowe posiada. I że są sztywne i nie do złamania. Słyszycie ten pomruk podziwu?

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych
Ja go słyszę, dlatego mam taką jedną "dość sztywną" zasadę. Czasami  mówię o niej głośno, bo zasada ta jest w naszych czasach bardzo modna. Istnieje społeczna konieczność posiadania takiej zasady, która stawia jej wyznawców nieco wyżej od pozostałych. Wyższość owa jest jednak tylko pozorna. Po pierwsze dlatego, że jej trwałe przestrzeganie pozbawia wielu tematów do konwersacji na poziomie, po drugie dlatego, że prawie nikt jej nie przestrzega, bez względu na to, czy ją wyznaje czy nie.

Ja "z zasady" nie oglądam seriali.

A zwłaszcza tego, który jest emitowany codziennie przed dwudziestą na słoneczku. Skoro, że jako człowiek inteligentny, zawsze staram się uzasadniać swoje poglądy, muszę nadmienić, że serial ten jest pozbawiony jakiegokolwiek sensu, a aktorzy w nim grający zapomnieli wszystkiego, czego się nauczyli w szkole. Moja krytyka również jest niestety pozbawiona sensu, bo wyznacza granicę mojej niekonsekwencji.

Poniedziałek, wieczór, osobnik T., osobnik R. i ja.

Uparcie tkwię w pokoju najbardziej oddalonym od telewizora. Szybko jednak znajduję usprawiedliwienie dla przejścia do pomieszczenia, w którym ten cud techniki stoi.
- Nudzi mi się, idę do was.
Niedbale rzucam się na łóżko. Moja ostentacja ma na celu niewerbalne przekazanie moich intencji: "Przyszłam, ale będę czytać gazetę, obok której się położyłam. To, że jest włączony telewizor w niczym mi nie przeszkadza"
- Daj głośniej, bo muszę nasłuchiwać.
Przerzucam strony, miętoszę ulotki z pizzerii, przekładam poduszkę, siadam przy stoliku, piję herbatę, drapię się, piszę sms-a. Serial nie obchodzi mnie wcale. Mam tysiąc o wiele ciekawszych zajęć.
- Dlaczego ona jest jeszcze nieubrana, skoro on już jest w marynarce?
Rzucam pytanie w kosmos, chociaż nie interesuje mnie przecież ten powód. Pragnę jedynie przerwać tę okropną ciszę. Skończyła się gazeta, jednak nie znalazłam w niej nic, co można czytać przy włączonym telewizorze.
- Może poćwiczysz? Miałaś poćwiczyć wieczorem? - osobnik R. zdradza oznaki niezadowolenia, że siedzę tuż obok. Nie rozumiem tego, bo nawet się nie odzywam. Szeleszczące wcześniej strony nie mogły zagłuszać bohaterów. Mojej obecności nawet nie da sie wyczuć.
- Ale on jest beznadziejny. Strzeliłabym go raz a dobrze, to by się inaczej odzywał.
Mordercze spojrzenie ze strony T., która nie rozumie, że przecież nie chcę przeszkadzać, tylko wyraziłam swoje zdanie o przypadkowej scenie, którą akurat widziałam. Kapituluję. Kładę się tyłem i czytam. Coś mi się jednak nie zgadza w słuchowisku i muszę tylko raz zerknąć na obraz.
- A gdzie on jest, że ona tak rozpacza? Mogliby już skończyć ten wątek i dać tego faceta od dziewczynki z ładnym głosem.
R. przytakuje.
- Zaczną jakiś fajny wątek i nie kończą. Nie wiem po co to oglądać, tu nie ma nic ciekawego.
Reklama.
- Zrób mi herbaty. - lubię ten tryb przypuszczający u R.
Z kuchni słyszę, że zrobiło się podejrzanie cicho.
- Daj głośniej.
A. Reklamy się skończyły. Wracam z herbatą. W serialu kogoś szukają, nie wiem kogo dokładnie, ale co mnie to obchodzi. Wiadomo, że i tak nie znajdą go w tym odcinku.
- Matko, znowu go będą szukać przez sto lat. Zobaczę w streszczeniu.
Przeglądam streszczenie z nudów. Wzdycham parę razy dla podkreślenia mojego lekceważącego stosunku do zaginionego bohatera i idiotycznej fabuły, która karze czekać widzom nie wiadomo ile, żeby znaleźć jednego człowieka, który wcale tak daleko odejść nie mógł.
Zerkam na zegarek. Serial się kończy. Czuję zbliżające się napięcie, ale moje odczucia okazują się mylne. Odcinek kończy się tak jak przewidywałam, że mógłby się skończyć, gdybym oglądała ten serial i wiedziała o co chodzi.
- To strasznie głupi serial. Dobrze, że ja go nie oglądam.




+ - 2

Artykuł został pozytywnie zrecenzowany przez:

Tomasz Albecki

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 2

1. Anita | 20:26 12-12-2007

a ja nie uwierze , ze jest ktos kto ma telewizor i nigdy nie widzial "mody na sukces"

2. Agata | 21:20 12-12-2007

ja też nie;) chociaż w tym to akurat na serio się nie orientuje;) ta rodzina mnie przeraża...