Zmieniam Swoje Życie
Artykuł był czytany 4190 razyI znowu wakacje. I to cholerne planowanie. Znowu obudzę się rano i pomyślę: Dzisiaj będzie inaczej. W jeden dzień stanę się istną świętą.
Każdego „pierwszego”, każdego poniedziałku, każdego Nowego Roku i co tam jeszcze – co zaliczam do „początków”, moja głowa roi się od ambitnych planów. Będę, zrobię, zmienię. Jestem już na tyle dorosłą dziewczynką, że powinnam już kumać – to nierealne. Czas upływa, a ja stoję w miejscu. Ale nie! Tym razem będzie inaczej! Zmienię Swoje Życie!
I tak sobie siedzę od rana w koszuli nocnej (rozkoszne nicniemuszę) i z niecierpliwością czekam na pierwszego (lipca, jakby ktoś nie wiedział). Będę ćwiczyć pilates przy letniej muzyce, aby za miesiąc zmieścić się w tą nową sukienkę w kwiatki – kupiłam ją właśnie z myślą, że do niej zeszczupleję. I zacznę czytać Szekspira. Najlepiej w oryginale, z pomocą słownika. I zacznę oglądać filmy Almadovara (tak się to pisze?). Aha, i jeszcze wrócę do entomologii, którą miałam w zeszłym semestrze. Nie było czasu na dogłębne wniknięcie w tajniki życia robali. Ale teraz jestem wolna!
Ach tak – odwiedzę znajomych. I napiszę listy, których nie zdążyłam napisać. Muszę też zacząć dbać o paznokcie, tak je zaniedbałam. Peeling dwa razy w tygodniu! I może na solarium zacznę chodzić (fuj!)? I będą mi zazdrościć, że żyję aktywnie. Że wykorzystuję dany mi czas. Że jestem taka.... taka super.
I tak co roku. Też tak macie? A po wakacjach, kiedy po raz kolejny będę miała wyrzuty sumienia, że Znowu W Życiu Mi Nie Wyszło, postanowię sobie: obecność na wszystkich wykładach! Nauka na bieżąco! Aj, życie...
Prawda jest taka, że człowiek lubi się oszukiwać. A takie nadmierne obciążanie swojego umysłu planowaniem, zamiast po prostu wziąć się do roboty, jest zwyczajnym oszczerstwem. Nawet Freud przestrzegał, że zamiast w kółko myśleć, co muszę zrobić, lepiej po prostu zacząć to robić (bo to męczy ponoć).
Ale jak ja lubię te plany! Czuję się taka... taka zorganizowana! Taka błyskotliwa! Ambitna do granic możliwości! No cóż, tak też można sobie to szare życie ubarwiać. A leżenie na łóżku, zajadanie się fasolką szparagową z głową w chmurach jest takie przyjemne! I znów nasuwa mi się cytat z filmu „Chłopaki nie płaczą”: Ty nigdy nie BĘDZIESZ. Przykre. Ale słuszne.
Niniejszym żegnam. Idę zapalić (przecież jest dopiero trzydziesty?).
Artykuł został pozytywnie zrecenzowany przez:
Agnieszka Owczarczak , Karol Kolanko, Piotr Peszko, Dominika FauzakDodaj Komentarz
RSS komentarzyKomentarze: 7
Paulinko!
Ja na prawdę zmieniam..... :)
Przez lata miałam jak ty... kiedyś... w przyszłości... zrobię to , zobaczę :) a teraz mam 25 lat... kilka sukcesow i życiowych wpadek za sobą... przestałam kupowac za małe ciuchy z myślą, że mnie do czegoś zmobilizują....ale wiesz...czasem potrzeba trochę czasu... taka teoria o naczyniach przepełnionych...w końcu niewielki impuls wystarczy by zacząc działać... mówię powaznie! odpocznij z tydzień i do roboty1 albo w podróż.... mi to pomaga zawsze nabrac dystansu!
Pozdrawiam
Marta
Zatem mam jeszcze siedem dni:) Błogie lenistwo... Ale ja też zmienię! Wiem, wiem - małymi kroczkami. Ale chciałoby się tak wszystko od razu! Zachłysnąć się i mobilizować. A prawda jest taka, że jak ma się słomiany zapał i chce się wszystko na raz, to po dwóch dniach się odechciewa i wraca się do punktu wyjścia. Pracować nad sobą, pracować, pracować... !
PS Marta czy Dominika? :) Pozdrawiam!
Po przeczytaniu arta nasuwają mi się tylko jedne słowa : " Mam tak samo jak Tyyyy..."
Ide zapalić ;)
Może i nie wnosi nic nowego ale miło się czytało
Bardzo ciekawy text ;)
Nic na siłę, zobaczysz przyjdzie taki moment , ze zmienisz życie bez planowania, oczywiście o ile to zycie w ogóle wymaga zmian. Bo to co piszesz tchnie optymizmem i taką radością... więc zastanawiam się czy trzeba coś zmieniać. Aha, miło się czytało... pozdrawiam
To się nazywa być skoncentrowanym na celu - obsesyjnie :)














