iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Styl Życia / Inne
+ - 14

45 minut pijanego "tatusia"

06 04 2007 Adam Marek Artykuł był czytany 19875 razy

Myślę od dwóch dni o tym co się stało. Cały czas wierzę, że postąpiłem właściwie. Chcę opowiedzieć, poddać pod osąd swoją decyzję. Nie boję się krytyki, boję się śmierci wrażliwości...

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych

Chciałbym napisać ten artykuł ze spokojem, z iście profesjonalnym podejściem dziennikarza relacjonującego jakieś wydarzenie. Niestety, moje wewnętrzne przeżycia biorą górę nad ładem i harmonią, która zazwyczaj panuje w mojej głowie, kiedy zasiadam do pisania...

4-go kwietnia tegoż roku, byłem razem z moimi uczniami na zawodach szachowych w jednym z siemianowickich domów kultury. W trakcie zawodów, wraz z dwiema podopiecznymi udałem się do sklepu spożywczego, aby kupić oranżady. Gdy byliśmy mniej więcej w połowie drogi, zobaczyliśmy na ławce mężczyznę, który w jednej ręce trzymał puszkę piwa, a drugą trzymał się ławki, żeby się nie przewrócić. Obok niego siedziała mała, kilkuletnia dziewczynka w brudnej, czerwonej kurteczce. Po krótkiej chwili mężczyzna wstał i zataczając się "wrzucił" dziecko na "barana". Widząc, co się dzieje, zdecydowałem się zadzwonić na policję i poprosić o pomoc. Gdy wybierałem numer alarmowy, "tatuś" - pozwolę sobie pisać to określenie w cudzysłowiu - rozpoczął wędrówkę w górę, po schodach, udając się do budynku biblioteki miejskiej. Dziewczynka nie była trzymana, sama łapała tatę rączkami, jak tylko potrafiła. Drżącym głosem poinformowałem o zdarzeniu policję. Dyżurny policjant stwierdził lakonicznie: "przyjąłem zgłoszenie". Zdecydowaliśmy się poczekać przed budynkiem biblioteki, aż do momentu przyjazdu radiowozu.

Mija kilka minut. "Tatuś" wychodzi z biblioteki i cudem schodzi ze schodów nie zabijając przy tym siebie i dziecka. Muszę przyznać, że miałem dylemat, bijąc się z pytaniem: "Co teraz?". Postanowiliśmy z moimi uczennicami, że pójdziemy za "tatusiem" i zrobimy wszystko, aby małej nie stała się krzywda. Zadzwoniłem po raz drugi na policję z zapytaniem, dlaczego jeszcze nikt nie przyjechał ( "przecież minęło ponad 10 minut, a komisariat znajduje się 500 metrów od miejsca, gdzie w tej chwili się znajduję" ). Policjant odpowiedział mi na to, że niestety jest tylko jeden radiowóz, który jedzie właśnie z Chorzowa, ale to potrwa jeszcze kilka minut. Zapytałem, czy nie mógłby podesłać patrolu straży miejskiej. Odpowiedź była krótka - "też są zajęci". Nie pozostało nam więc nic innego, jak dalej "bawić się" w detektywów i iść kilka kroków za "tatusiem", tak aby nie widział, że za nim idziemy. Widząc coraz mniej pewne kroki "taty", poprosiłem przechodzącego obok mężczyznę, aby pomógł mi zainterweniować i odebrać dziecko. "To nie moja sprawa! Ja się nie będę wtrącał!" - tylko zacytuję słowa tegoż Pana i pozostawię je bez komentarza.

Spacer trwał kilkanaście minut. Doszliśmy wreszcie do budynku, gdzie jak się domyśliliśmy, mieszkał ów mężczyzna. Zapytaliśmy przechodzącą dziewczynkę, czy zna tego Pana i pod jakim numerem mieszka. Gdy odpowiedziała, że wie, i że ma on trójkę dzieci, po raz trzeci zadzwoniłem na policję i podałem dokładny adres, gdzie się znajdujemy. Tym razem długo nie czekaliśmy. Od trzeciej rozmowy minęło może 3 - 4 minuty (od pierwszego zgłoszenia 25-30 minut ), gdy przyjechał patrol. Po chwili policjanci wynieśli na rękach dziewczynkę i sprowadzili "tatusia". Okazało się, że w domu nikogo więcej nie było - matka dzieci była w pracy. Policjanci zabrali także kilkuletniego syna "tatusia", który w trakcie interwencji wracał do domu i rozpoznał w samochodzie ojca.

Zastanawiam się, czy dobrze postąpiłem, czy dzieci nie zostaną umieszczone gdzieś w placówce opiekuńczej, czy powinienem był się wtrącać, przecież tylu ludzi mijało tego człowieka i nikt nie zareagował... Cały czas wracam jednak myślami do podstawowego argumentu - najważniejsze jest dobro dziecka. Przecież jego ojciec - który notabene nie zasługiwał w tym artykule na takie określanie - nie wywiązywał się ze swojej powinności i narażał je na utratę zdrowia. A może się mylę?
Nurtuje mnie jeszcze jedno poważne pytanie - dlaczego policja przyjechała po blisko 30 minutach? DLACZEGO!?





+ - 14

Artykuł został pozytywnie zrecenzowany przez:

Agnieszka Owczarczak , Rock Ded, Kasia Nowicka, Tomasz Kozak, nikt nikt

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 23

1. Stanisław | 22:40 06-04-2007

Co do pierwszego pytania: Myślę, że jakakolwiek reakcja na to zdarzenie byłaby na miejscu. Skoro najważniejsze jest dobro dziecka (a pijany "tatuś" takowego nie mógł jemu zapewnić) to wezwanie policji było słusznym posunięciem. W placówce dzieci nie zostaną umieszczone bo jest jeszcze matka, nie wiadomo czy też pijąca, a nawet jeśli, to tak szybko dzieci rodzicom nie odbierają. Chyba, że była to któraś z kolei interwencja policji- czego nie wiemy.
Co do drugiego pytania: Opieprzanie sie policji przy tego typu sprawach (z pozoru nieistotnych i mało ważnych, ale tylko z pozoru) jest powszechnie znanym faktem i można to właściwie tłumaczyć jednym- niedbalstwem i lenistwem policji.
Pozdrawiam i daje plusika za aktywność obywatelską i odwagę

2. Paweł | 22:53 06-04-2007

Opieprzanie sie policji to proceder powszechnie znany w kazdych sprawach nawet tych waznych. Najszybciej przjezdzaja tylko do stluczek gdzie moga wyciagnac pare zlotych od laweciarzy, ktorzy dobrze placa za informacje o zdarzeniu.
Co do opisanej sytuacji, musze pochwalic autora za wzorowa postawe obywatelska, ciekawe ilu z nas byloby na cos takiego stac.

3. Tomasz | 13:30 11-04-2007

Jeden radiowóz , mało paliwa a wszyscy najczęściej sa w terenie to popularne w polsce .

4. Wiesława | 19:00 19-04-2007

Nie chce bronic Policj ani też krytykowaći,ale ten zawód odznacza sie stępieniem wrażliwosci na ludzki,a tym samym i dzieci los.chociaz osobiście znam wspaniałych Policjantów,którzy nigdy nie odmawiają pomocy,ale też wielokrotnie spotkałam sie z faktem,że lekceważa to czego zlekceważyć nie można>Z ich słow wynikało ,że jesli czegós nie zrobią to samo się rozwiaże.Widocznie nie mysłeli,że okażesz się odpowiedzialnym i mądrym cżłowiekiem>jesteś nauczycielem,ja byłam więc wiem,ze dobry nauczyciel jest bardzo wrażliwy na los każdego dziecka.Bądź z siebie dumny,postapiłeś tak jak mało by postąpiło.U nas dla pijaków jest przyzwolenie,to Indyjskie święte krowy.Byłam 22 lata społęcznym kuratorem d/spr nieletnich.Żebyś Ty wiedział co ja widziałam w rodzinach!!Nie zawsze patologicznych.Policja mi pomagała,ale też spotkałam się wielokrotnie z ich obojętnoscią-no bo co się tak przejmujesz,słyszałam.No i częśto sami nie wylewają za kołnierz,niestety.Chociaż bywa,że alkohol jest dla niech preparatem odstresowujacym.A zawód ten jest jednak paskudny>Jeśli chesz zachować cżłowieczeństwo to musisz albo dostać wrzodów żołądka albo zawału.Bo ciagle podejmujesz niepopularne decyzje,a potem rozmysłasz a moze nie trzeba było?Jeszcze raz gratuluję Ci postawy,też bym sie tak zachowała.Twoje uczennice wyciągną dobre wnioski i o to chodzi.Wychowuje sie swoją postawą również.A moze przede wszystkim.Na emeryturze beziesz to wspominał.

5. Kinga | 16:16 05-05-2007

Gratuluję i podziwiam - jako obywatel, człowiek, kobieta i matka. Chciałabym mieć tę pewność, że gdy jestem w pracy na krzywdę mojego dziecka ktoś zareaguje.

6. Rock | 17:48 11-06-2007

Inicjatywa słuszna, ale i tak w ten sposób nie da się zmienić mentalności ludzi i ich braku wyobraźni. Pozostaje tylko nadzieja, że sytuacja gospodarcza będzie się poprawiać, a margines takich ludzi zmniejszał.

7. Dominika | 20:05 11-06-2007

Szkoda wielka,ze niektórym rodzicom tak bardzo nie zalezy na dobru dziecka jak innym, obcym ludziom!Ale niestety cokolwiek byśmy nie robili to uważam,ze dziecko i tak z problemami swych rodziców musi borykać sie samo...wiem cos o tym...gdyby nawet te dzieci trafiły do domu dziecka itp.(co może wydawac sie okrutne) to i tak wyszło to by im na dobre!zostaly by oszczedzone przed ogladaniem i odczuwaniem niektorych przykrych sytuacji...

8. Andrzej | 18:45 19-06-2007

Wybacz mi drogi Adamie Marku, ale Twój artykuł jest odzewem na "medialne zapotrzebowanie" i tak samo jak ono mało jest wartościowy. Chyba, że wyciągniemy zeń zgoła inne wnioski. Przedstawiając tę historię - o ile nie jest wymyślona - usiłujesz "zwrócić uwagę na problem społeczny". Zaprawdę godne to i sprawiedliwe - powiedzą niektórzy. Otóż nie. Wpisujesz się jedynie w ogólną tendencję braku wrażliwości - TAK!!! BRAKU WRAŻLIWOŚCI!!! Stykasz się oto z pewną sytuacją, która wymaga od Ciebie reakcji - pomocy. Nie wiedząc nic - prócz tego co widzisz - o człowieku, jego sytuacji, psychice, wrażliwości i problemach - donosisz na niego. Bo to był taki sam donos, jakie preparowali TW. W kategoriach moralnych niczym się nie różnią, różnią się jedynie technicznie. Żeby sprawa była jasna - nie bronię ani pijanych, ani trzeźwych tatusiów. Bronię człowieka przez duże CZ. Bronię - bo On jest coraz bardziej bezbronny wobec SYSTEMU. A Ty ten właśnie SYSTEM nasłałeś na niego wiedząc o nim - no właśnie... co? A może to typowa czujność aktywisty? Kontrrewolucjoniści przecież nie śpią...

Zapytasz: co powinienem zrobić, bo zgadzamy się co do tego, że powinienem? Wiem co ja bym zrobił. Pomógłbym temu człowiekowi dotrzeć do domu. Wypytałbym (jeśli nie jego, to sąsiadów) kogo mogę poprosić o pomoc w zaopiekowaniu się dzieckiem. Jeśli matka miałaby telefon - spróbowałbym skontaktować się z nią. A gdyby to wszystko zawiodło - położyłbym tatusia spać (jeśli był w takim stanie jak piszesz - nie byłoby z tym problemów), zabrałbym dzieciaka na turniej szachowy, a informację o tym wypisał wielkimi bukwami na kartce i przybił do drzwi. Zawiadomienie policji byłoby ostatnią myślą, która przyszłaby mi do głowy. Wiesz dlaczego? BO NIGDY NIE IDĘ NA ŁATWIZNĘ - a Ty poszedłeś. Myślisz, że opisując tę historię jesteś taki "w porządku"? Łechce Twoją próżność, kiedy ci, którzy nabrali się na narrację piszą: "do więzienia z tatusiem!", "odebrać mu prawa rodzicielskie!", "przywrócić karę śmierci!"? Jeśli tak - głębokie współczucie dla Twoich bliskich. Obyś nigdy nie znalazł się w sytuacji, w której SYSTEM zacznie wobec Ciebie zastępować naturalną, międzyludzką więź - ale tylko wtedy zobaczysz jakie to niesprawiedliwe.

Człowiek jest różny. Jest dobry i zły, wesoły i smutny, czarny i biały. Człowiek kocha i nienawidzi, pije i trzeźwieje... I tylko w jednym wypadku nie ma przeciwieństwa - kiedy błądzi, albowiem błądzi zawsze. A teraz zapytaj siebie: czy człowiek, na którego doniosłeś był zły, smutny i czarny? Nienawidził i nie trzeźwiał? Czy błądził? Co zrobiłeś, żeby mu pomóc?

Jeśli zbyt pochopnie Cię oceniłem na podstawie artykułu (o ile jest prawdziwy) - mam nadzieję, że powyższe pytania nie pozwolą Ci zasnąć. Jeśli miałem rację - jestem o Ciebie spokojny, będziesz miał mocny, zdrowy sen.

9. Karina | 12:05 20-06-2007

Andrzeju pewnie miałeś jakieś problemy z ojcostwem skoro w ten sposób piszesz. Współczuję. Ale metoda jaką piszesz też nie jest rozwiązaniem. Gdybyś dziecko sam zabrał im i zaopiekował się, to jeszcze ciebie by podali na policję za porwanie i to ty miałbyś problemy. Nie naszym celem jest rozwiązywanie samemu czyichś problemów, to policja powinna wiedzieć, gdzie taki problem zgłosić. Są z pewnością organizacje pomocy rodzinom, itp. My nie jesteśmy psychologami i nie potrafimy pomagać takim ludziom. Jeśli policja nie chce się zajmować takimi "drobiazgami", to przynajmniej powinni podać numer telefonu do odpowiednich organizacji. Uważam, że w ten sposób pomagamy im, bo sami nie potrafią rozwiązać swoich problemów, skoro ojciec "pije"... Może to być oczywiście jednorazowy wyskok ojca, ale my nie powinniśmy na to obojętnie patrzeć...

10. Andrzej | 13:48 20-06-2007

Droga Karino! Na jakiej podstawie stwierdzasz, że miałem problemy z ojcostwem, skoro Twój instynkt macierzyński podpowiada Ci za chwilę, że nie czujesz się na siłach do rozwiązania problemu opisanego przez Adama? Jeśli Cię to uspokoi... nie miałem problemów, o które mnie podejrzewasz. Zdumiewa mnie natomiast Twoja wiara w instytucje. Podejrzewam, że jesteś dość młodą osobą, dla której wrażliwość, przyjaźń i miłość to tytuły rozdziałów w romansidle dla pensjonarek.

Masz rację podejrzewając istnienie organizacji z nazwy przeznaczonych do pomocy rodzinom. W nich także człowiek jest kartką papieru, na której zapisano dane statystyczne - och, jak mi przykro! - jeszcze nie spełniające warunków określonych w odpowiednich przepisach i regulaminach... To jest także część SYSTEMu, o którym pisałem.

Piszesz: "nie jesteśmy psychologami i nie potrafimy pomagać takim ludziom". Naprawdę trzeba być psychologiem, żeby pomagać? A kiedy stajesz psychologiem? Kiedy otrzymasz zaświadczający o tym papier? Bez tego niczego nie potrafisz zrobić? Trzymając odpowiedni papier w dłoni automatycznie uruchomi się w Tobie mechanizm umiejętności niesienia pomocy?

A co do argumentu o porwaniu - wybacz, ale to co mówisz to PiSowska retoryka. Nawet nie chce mi się po raz kolejnych pisać kiedy jest korupcja, a kiedy negocjacje... Gdybym jednak miał stanąć przeciwko takiemu zarzutowi - w sytuacji opisywanej przez Adama! - NIE SCHOWAŁBYM GŁOWY W PIASEK. Bo właśnie tym jest donoszenie do policji i wyręczanie się bliżej nieokreślonymi :organizacjami".

Ponadto - przyjmując Twój tok rozumowania - jak radzili sobie ludzie 200, 300 lat temu bez organizacji pomocy rodzinom?

11. ewa | 14:59 20-06-2007

Andrzej w swoim komentarzu pisze: "A teraz zapytaj siebie: czy człowiek, na którego doniosłeś był zły, smutny i czarny? Nienawidził i nie trzeźwiał? Czy błądził? Co zrobiłeś, żeby mu pomóc?"



Andrzej, to nie takie proste. Alkoholikowi nie mozna pomóc szybko i łatwo, często w ogóle, a dziecku, w tym przypadku, tak. To był trudny wybór, o czym pisze Adam, ale konieczny. Skąd biorą się pytania: "Dlaczego nikt nie zauważał, nie zgłosił, nie zareagował?" - jak juz jest za późno?



Przytoczona interwencja w pośredni sposób pomogła równiez alkoholikowi. Alkoholik tylko ponosząc konsekwencje swojego picia jest w stanie dostrzec swoje uzaleznienie. Oszczedzając tatusia, Adam oddaliłby tylko mozliwość, ze tatuś dostrzeże swoje zachowanie.

Adam postąpił w myśl tzw. twardej miłości.

Jedyne co mi się nie podobało w historii Adama, jest to, że próbował oceniać tatusia. Adam, pomagadjmy, ale nie oceniajmy. Nie nam oceniać :)



Andrzej, nawet jesli historia jest zmyślona, nie zmienia to konieczności ustosunkowania się do podobnych sytuacji.

Ludziom wrażliwym i nie obojętnym na to, co ich otacza jest bardzo cięzko. wygodniej jest nie widzieć. Oto znana modlitwa takiego człowieka:



""Panie, uczyń mnie ślepym na te wizje...

...i głuchym na te krzyki.

Albowiem widzę ginące legiony Armii Boga...

...i słyszę krzyki tysięcy aniołów.

Prowadź mą dłoń, Panie...

...albowiem to co widzę, to zbliżający się koniec Królestwa Niebieskiego."



C.W.LEADBEATER tez pisze o naszej bezradnośc, kiedy chcemy skutecznie pomóc, a nie możemy:

"Człowieka, przed którym otworzyło się widzenie, przytłacza brzemieniem smutek i nędza, zło i żądze świata, tak że w pierwszych dniach posiadania swojej wiedzy, rad by często powtarzać namiętne zaklęcia, zawarte w potężnych wierszach Schillera:



“Dlaczego rzuciłeś mnie w miasto wiecznie ślepych, abym głosił twą wieszczbę, mając otwarte zmysły? Po cóż podnosić zasłonę tam, gdzie grozi bliska ciemność? Tylko niewiedza jest życiem; ta wiedza jest śmiercią. Zabierz, o zabierz tę smutną jasność widzenia; zabierz mi sprzed oczu to okrutne światło! Straszna to rzecz być śmiertelnym naczyniem twojej prawdy!"



A nieco dalej woła ponownie:



“Daj mi z powrotem mą ślepotę, szczęsną ciemność moich zmysłów, a zabierz swój okropny dar!"



Oczywiście uczucie to przemija, gdyż niebawem wyższy wzrok zaczyna ukazywać uczniowi coś, co leży poza granicą smutku; wnosi on wkrótce w jego duszę przemożną pewność, że cokolwiek by mu ukazywały tu na dole wszelkie widziadła, wszystko niewątpliwie działa dla przyszłego ogólnego dobra. Uświadamia on sobie, że zło i cierpienie istnieją niezależnie od tego, czy je spostrzega, i że przecież dzięki temu, że może je widzieć, jest w stanie pomóc skuteczniej, niż mógłby to uczynić działając po omacku; i tak stopniowo uczy się dźwigać swoją cząstkę ciężkiej karmy świata."







12. Andrzej | 16:51 20-06-2007

Bardzo dziękuję Ewo za Twój komentarz. Myślę, że jesteśmy dość "blisko" w myśleniu o ludziach jako o braciach w niedoli, zamiast postrzegać ich wyłącznie jako ludzi-wilki.

Podobnie oceniam także dyskusję na temat artykułu Adama nawet jeśli jest wymyślony (jest kilka wątpliwości, o które mniejsza - niech aptekarstwo nam nie przyświeca byśmy mogli objąć wzrokiem właściwe piękno i grozę natury...).

Paradoksalnie - także Twoje ściągnięcie mi cugli (za chwilę zacytuję) jest niezwykle bliskie temu, w imię czego postanowiłem napisać pierwszy komentarz.

Teraz cytat: "Alkoholikowi nie mozna pomóc szybko i łatwo, często w ogóle, a dziecku, w tym przypadku, tak. To był trudny wybór, o czym pisze Adam, ale konieczny. Skąd biorą się pytania: Dlaczego nikt nie zauważał, nie zgłosił, nie zareagował? - jak juz jest za późno? Przytoczona interwencja w pośredni sposób pomogła równiez alkoholikowi. Alkoholik tylko ponosząc konsekwencje swojego picia jest w stanie dostrzec swoje uzaleznienie. Oszczedzając tatusia, Adam oddaliłby tylko mozliwość, ze tatuś dostrzeże swoje zachowanie. Adam postąpił w myśl tzw. twardej miłości. Jedyne co mi się nie podobało w historii Adama, jest to, że próbował oceniać tatusia. Adam, pomagadjmy, ale nie oceniajmy. Nie nam oceniać :)"

Zwróć uwagę Ewo, że bawiący się w detektywa Adam zapomniał ustalić czy "tatuś" jest alkoholikiem, czy to sytuacja jest szczególna. Dotarł przecież do miejsca zamieszkania - rozmawiał z dziewczynką, która znała stan rodzinny "tatusia". Tak trudno było ustalić czy pijaństwo było notoryczne, czy nie? Ale Adam tego nie potrzebował, ponieważ z góry założył, że spotkany przez niego człowiek to obraz patologii, o której mówili wczoraj w telewizji...

Jakkolwiek więc zgadzam się (wprawdzie z wyjątkami, ale zgadzam się) z Twoją diagnozą na temat możliwości niesienia pomocy osobom uzależnionym, to nie mogę zgodzić się, że z takim przypadkiem mamy do czynienia. A to dlatego, że NIE MAMY PEWNOŚCI (dowodów).

Na koniec b. piękna uwaga - a właściwie przestroga - o tym, żeby nie oceniać (końcówka cytatu z Twojej wypowiedzi). To właśnie od tego zaczynają się wszytkie nieporozumienia. To dlatego pisałem, że człowiek jest różny. Tu jeszcze wyjaśnienie - używając przeciwieństw nie chciałem upraszczać, nie chciałem pomijać gamy kolorów i szarości, która między tymi przeciwieństwami rozpina się. Chodziło mi o ten rodzaj sugestii, dzięki której można dostrzec jak bardzo możemy się mylić w ocenie (ano właśnie) i jak wielką krzywdę możemy wyrządzić drugiemu człowiekowi. Dlatego też napisałem co zrobiłbym na miejscu Adama, bo takie postępowanie w moim przekonaniu "dawało szansę".

13. ewa | 20:57 20-06-2007

Andrzej, nie takie proste zdiagnozować alkoholika, a tym bardziej zrobic to na ulicy w pospiechu. Na ogółuważa się, że jesli czowiek nie panuje nad piciem, jest alkoholikiem. Czyli dopóki planuje picie i pije w odpowiedznim czasie, to po prostu lubi wypić, ale jeśli pije w nieodpowiednich sytuacjach i jednocześnie szkodzi tym sobie lub innym, np. ma isc do pracy, ale zapił, ma pod opieką małe dziecko i napił się, to juz niestety alkohol panuje, a nie on.

W tej sytuacji, wszystko jedno, czy jest zaawansowanym alkoholikiem, czy dopiero zaczyna się jego droga uzależninia, dobry kop jest dla niego ostrzegawczym sygnałem.



Tak więc ja nie mam wątpliwości, że należało interweniować.

Mozna wymyślać jeszcze inne opcje, dlaczego tata kompletnie pijany niósł ulicą córkę "na barana", ale kiedy zagrożone jest dziecko, byłoby to bezzasadne i pokrewne biurokractwu.

A jeśli tata sobie tylko raz w zyciu popił, albo ktoś go "wrobił" w tę opiekę, kiedy własnie się upił, to na pewno od razu tacie dziecka nie odbiorą.

Pamietaj, to dorosła osoba jest odpowiedzialna i ma ponosić konsekwencje swoich decyzji. Konfrontacja z Policją była taką konsekwencją.

14. Lola | 18:15 03-07-2007

Andzej czy jeśli w pierś Twą wbije się zatruta strzała czy będziesz sprawdzał z jakiego kierunku przyleciała, kim jest strzelec i jaki rodzaj trucizny został użyty???

15. Adam | 20:59 19-07-2007

Artykuł "45 minut pijanego tatusia" który napisałem, nie był odzewem na "medialne zapotrzebowanie". O takie zapędy warto raczej podejrzewać pewnych panów z pewnej telewizji, którzy robią sensacje z niczego, aby zarobić jak najwięcej kasy. Być może artykuł był mało wartościowy, jak go podsumowano, ale nie mnie to oceniać. Przedstawiłem w nim fakty, jak również własne odczucia i emocje. Nie było żadnych ubarwień, fabularyzowania itp. Zarzucanie mi, czy domyślanie się, że artykuł był wymyślony, jest przykre dla mnie jako autora tekstu. Zresztą łatwo można było to sprawdzić, dzwoniąc do komendy w Siemianowicach i pytając o takie zdarzenie. Komentujący napisał, iż brak mi wrażliwości, że byłem zwykłym donosicielem, który zamiast pomóc, zadzwonił do organ ścigania niczym TW. Powinienem pomóc temu człowiekowi, położyć go spać, zabrać jego dziecko na turniej szachowy i napisać na kartce gdzie jest. A to co zrobiłem było pójściem na łatwiznę. W dodatku opisałem zdarzenie tylko po to, aby inni mogli połechtać moją próżność. Pozwolę sobie skwitować to bardzo krótko: ZASTANÓW SIĘ CO PISZESZ.
Być może wiele osób postąpiłoby inaczej, ja jednak zadzwoniłem. I uważam, że zrobiłem dobrze. Nie mnie oceniać, czy ktoś upił się pierwszy raz, drugi, czy setny. W danej chwili, w tym miejscu i czasie stwierdziłem, że dziecko jest zagrożone i sytuacja wymaga mojej interwencji.
Epilog natomiast był taki, że tatuś po raz kolejny 7 dni później wyszedł na "spacer" z dzieckiem. Tym razem jednak przewrócił się z dzieckiem na przejściu dla pieszych tuż przed nadjeżdżającym samochodem. Dobrze, że kierowca zdążył się zatrzymać... Po przyjeździe policji ( której ja nie wzywałem, gdyż mnie tam nie było ) okazało się, że tatuś ma ponad 4 promile alkoholu we krwi. Na dowód moich słów - dla Andrzeja link:
http://www.siemianowice.pl/isi/index.php?op=show

16. Adam | 21:06 19-07-2007

http://www.siemianowice.pl/isi/index.php?op=show

17. cliqsx | 00:52 28-07-2007

Z całym szacunkiem..ale nie pomyślałeś żeby tak najzwyczajniej w świecie wziąć sprawę w swoje ręce ? Zawsze liczysz na policję i inne państwowe (budżetowe) instytucje ? Nie rozumiem jak można czuć niepokój i cierpliwie czekać na rozwój wydarzeń...Pozdrawiam...CLIQSX

18. Adam | 07:51 01-08-2007

Wziąć sprawy w swoje ręce? Miałem "odbić" dziecko nachlanemu tatusiowi? Spotkałem w życiu wiele różnych sytuacji, pomogłem wielu osobom i w tej jednej, konkretnej sytuacji, kiedy miałem przy sobie dwójkę nastoletnich dzieci pod opieką, zdecydowałem, że lepsza będzie opcja z wezwaniem jak to nazwałeś CLIQSX "instytucji państwowych". Być może, gdyby ktoś inny wówczas zainteresowałby się tym widokiem, wówczas razem odważylibyśmy się zainterweniować. Gdy trzeba podjąć wybór jakiejś opcji, trzeba być do niej przekonanym, ja nie byłem do tej drugiej przekonany. Pozdrawiam. Adam

19. Kasia | 19:30 25-09-2007

Końcówka nieco pretensonalna i wymuszona, ale ogólnie mi się podoba.

20. nikt | 12:12 21-10-2007

Zbyt emocjonalne podejście do kwestii, ale sam cel artykułu słuszny. Pozytyw

21. Tomek | 15:01 27-10-2007

Myślę, że większość osób podeszłoby emocjonalnie w takiej sytuacji. Cieszę się, że komentujący oceniają tekst pozytywnie. To znaczy, że mamy społeczeństwo nie pozbawione empatii...

22. Adam | 21:18 29-10-2007

Dziś z perspektywy czasu patrząc, też uważam, że pisałem tekst pod wpływem emocji. Ale cóż to oznacza ponad to, że jestem człowiekiem, a nie maszyną? Zresztą nawet komputery popełniają błędy. Pozdrawiam

23. Michał | 22:48 26-12-2007

Dobrze zrobiłeś.Nie wyobażam sobie opcji pt" miłosierny samarytanin" bo jest po prostu (jak wynika z mojego doświadczenia) marzeniem- w rzeczywistości mógłbyś dostać w łeb od pijaczka,lub zostać zwyzywanym.Sam kiedyś zrobiłem coś podobnego,na dworcu przy McDonaldzie spał sobie 12 latek.Wybrałem ,choć nie bez wątpliwości ,donos do mundurowych którzy przechwycili chłopca.Do dziś jestem ciekaw co by było gdybym po prostu do niego podszedł i pogadał.