„Mamo, tato – potrzebuję Cię!”
Artykuł był czytany 4237 razy„W żadnej innej epoce nie potrzebowano tak bardzo rodziców jak obecnie.”
Dzieci, zwłaszcza te starsze, będące w okresie dojrzewania, są bezbronne, narażone na wpływ otoczenia, które wysyła pozytywne i negatywne fale, w zależności od „stacji nadawczej”. Młody człowiek jest wówczas w stanie zawieszenia pomiędzy dorosłością a dziecięctwem. Nierzadko uważa, że wolność to robienie tego, co mu się podoba i neguje pojęcie wolności jako odpowiedzialności za samego siebie i za innych. Stan dojrzewania można porównać do dramatu homara, który w momencie zmiany swej skorupy, przed wytworzeniem nowej, jest całkowicie bezbronny. I tylko od uśmiechu losu zależy, czy mu się powiedzie, czy też nie.
Dziecko ma na szczęście rodziców, którzy w prawidłowo funkcjonującej rodzinie, poprzez rozmowę, spacery, „towarzyszenie” w drodze dorastania, mogą ochronić je przed negatywnymi wpływami i wykształcić swego rodzaju parasol ochronny. Przecież lepiej zapobiegać, niż później leczyć stan chorobowy. Gdyby opisać to bardziej obrazowo, rzec by można, że łatwiej jest razem z dzieckiem ominąć drzwi do świata, w którym wszystko stacza się w dół, niż później te drzwi wyważać i szukać swej pociechy po omacku, wśród poplątanych losów innych młodych ludzi.
Należy przy tym pamiętać, że wychowywać dziecko, to tłumaczyć Mu i zachęcać Go do takich, a nie innych działań. Dziecka nie można przywłaszczyć, nie można Mu wyłącznie i wciąż zakazywać, zabraniać. Trzeba dać Mu swobodę dorastania, tłumacząc co dobre a co złe, a z boku trzymać przygotowaną do pomocy rękę. Samo zabranianie jeszcze nigdy nikogo nie wychowało – jego efektem finalnym, będzie jedynie zniewolone posłuszeństwo, zbudowane na emocjonalnym strachu. A im dziecku bardziej się zakazuje, tym bardziej chce dosięgnąć „zakazanego owocu”.
Inną sprawą jest fakt, że trzeba od dziecka wymagać, żeby mogło się rozwijać i doskonalić. Wymagania muszą być dostosowane do możliwości intelektualnych oraz sprawności ruchowej pociechy. Nie należy się przy tym bać pomyłek. Nie istnieje człowiek, który się nie myli. A gorszą rzeczą jest siedzieć z założonymi rękoma i pozostawić dziecko samemu sobie. Dzieci obserwują dorosłych, a zwłaszcza swoich rodziców. Patrzą na nich, kiedy mówią o wodzie pijąc wódkę. Patrzą na nich, kiedy opowiadają się za światem pokoju, a po chwili obrzucają się wyzwiskami przez błahostkę. Dzieci patrzą na nas, kiedy mówimy jedno, a robimy drugie. Dlatego tak istotne jest wychowanie przez przykład. Jeżeli będziemy co innego mówić, a co innego robić, dziecko zakoduje w sobie ten przekaz i w pewnym momencie zacznie go również stosować. Nie bądźmy obłudni! Nie oczekujmy, że dzieci będą idealne przy nieidealnych dorosłych i jeszcze mniej doskonałym świecie. To tylko nieliczne jednostki potrafią wznieść się ponad otoczenie i mieć silne „ego”. Zdecydowana większość czerpie przykłady z otoczenia, wręcz jest przesiąknięta „obcymi” wzorcami.
Dlatego rodzice powinni zastosować całą gamę uczuć, które można zawrzeć w jednym słowie – Miłość. Pomiędzy Miłością, a całą grupą innych wyrazów w skład której wchodzą m.in. czułość, cierpliwość, szacunek, uśmiech, przebaczenie, możemy wstawić znak równości, gdyż Miłość, zwiera w sobie wiele wyrazów, które nie mogłyby istnieć samodzielnie. Dzieci „otoczone” takimi uczuciami, będą miały łatwiejszą drogę do szczęśliwego życia w dorosłym życiu. Jednak nic nie jest tylko biało-czarne. Zawsze są wyjątki i od wielu czynników zależy przyszłość poszczególnych jednostek.
Spójrzcie na ulicę, rozglądnijcie się. Pomiędzy radosnymi spojrzeniami, uśmiechniętymi buźkami, oczami pełnymi życia i pogody, dostrzeżcie tych, których życie nie cieszy, tych, którzy niosą ciężki bagaż, uważając, że każdy następny dzień jest gorszy od poprzedniego. Jest tak wiele osób, które cierpią na „oziębłość psychiczną”, której nauczyły się w swoich zimnych, nieogrzanych Miłością domach.
Mamo, Tato, Twoje dziecko Cię potrzebuje!
Dodaj Komentarz
RSS komentarzyKomentarze: 9
myślę, że o takich rzeczach nie powinno się mówić tylko je realizować... niestety rodziny idealne to rzadkość... artykuł ten przedstawia de facto moją wizję rodziny - aczkolwiek trochę zbyt cukierkową. Mission Impossible - może Cruise da radę...
Chciałem bardzo podziękować za komentarze. To dla mnie istotny dowód, że artykuły są czytane. W przeciwieństwie do ustalonych zasad w portalu iThink, nie mam zapędów do bycia najlepszym we "władaniu piórem", Każdy ma jakieś predyspozycje główne, które są lepiej rozwinięte od innych. Ja jestem nauczycielem i to lubię robić najbardziej - pracować z dziećmi i młodzieżą. Jednak piszę, gdyż chcę zostawić - może w niedoskonały i chwilowo naiwny sposób-coś, co mam w sobie, co nie zawsze można dostrzec w natłoku codziennych spraw. Ale proszę mi wierzyć, to co zawarłem w tym artykule, jest moją wizją świata. Chciałbym, żeby rodzice poświęcali dużo uwagi i czułości swoim dzieciom, gdyż w innym przypadku nasza przyszłość nie wygląda ciekawie. Pozdrawiam. Adam
Artykuł niestety nie wnosi nic nowego i ciekawego ale może ktosto jest całkowitym laikiem w tym temacie i uważa, że dzieci są coraz gorsze wyciągnie odpowiednie wnioski. Dobry wstęp do szerszej dyskusji.
Klejny artykół który musi coś uświadomić rodzicm
Widzę w komentarzach słowa: naiwność, cukierkowy świat, brak realizmu. Tym czasem artykuł pokazuje elementarne ludzką potrzebę miłości - prostymi słowami i z zaangażowaniem w dobrą sprawę. Jakże zagubieni są dzisiejsi ludzie, w których takie słowa wywołują odruch obronny.
Trudno być rodzicem ale i niełatwo o tym pisać! Rodziny się zmieniają-nie wystarczą dobre życzenia- .trzeba spoglądać w głąb
Nie odebrałem tego artykułu jako naiwnego czy też powierzchownego. Po prostu jest to pewien skrót myśli, która powinna rodzicom być znana i stosowana. Nie jest to poradnik, jak to robić, ale przypomnienie tego, co w rodzicielstwie jest ważne, że to my rodzice jesteśmy dla dzieci, a nie one dla nas. One dla nas będą, gdy my będziemy starzy i będziemy potrzebowali ich pomocy. Teraz one potrzebują nas, naszego zaangażowania w ich sprawy, mądrego wskazywania drogi, bo któż jak nie my ma im tę drogę pokazać. Bardzo dobry artykuł.
Nie doczytalem do konca. Ten "parasol" jest wlasnie powodem ulomnosci wielu dzieci, bo stoi na przeszkodzie do samodzielnosci i samoswiadomosci. Trzeba tez zauwazyc problem nadopiekunczosci, ktory generuje kaleki na wielu polach! Mamusia zalatwi wszystko i obroni przed wszystkim, a ojciec czesto nie ma nic do gadania, bo matka polska urodzila i niech nikt sie nie wtraca do jej... niewazne. A po takim wyreczaniu i obronie przed swiatem zewnetrznym taki dzieciak doznaje niewyobrazalnej krzywdy, gdy musi obrac ziemniaki lub odsniezyc przed blokiem. Wyizolowane, wychuchane, komunikujace sie jedynie przez internet/telefon powoli staja sie socjopatami, a przynajmiej maja problem z odnalezieniem sie w doroslym zyciu i spoleczenstwie w sposob zupelnie autonomiczny. Temat rzeka.














