„Społeczeństwo informacyjne na serio”
Artykuł był czytany 8314 razy„Społeczeństwo informacyjne” to termin, który juz dawno zagościł w powszechnym słownictwie, jednak dopiero obecnie zaczyna nabierać prawdziwego znaczenia. Pojęcie to, kiedyś stworzone chyba na wyrost, stanowiło dobry sposób na zbijanie kapitału politycznego. Obietnice budowy prawdziwego społeczeństwa informacyjnego, opartego na nowoczesnych technologiach informacyjnych były bowiem stałym punktem wszystkich kampanii wyborczych. Dzisiaj, kiedy internet staje się coraz bardziej powszechnym zjawiskiem, społeczeństwo informacyjne tworzy się „samo”, poza plecami polityków, a czasem nawet wbrew ich woli.
Nie będzie dla nikogo zaskakującym stwierdzenie, że aktywność społeczna współczesnych ludzi, za sprawą technologii informacyjnych, głównie jednak internetu, w coraz większym stopniu „wirtualizuje” się, innymi słowy, jest przenoszona w wirtualną przestrzeń, czyli internet. Z badań GUS wynika, iż w 2005 roku 30 % gospodarstw domowych posiadało dostęp do nternetu, w tym 16 % do internetu szerokopasmowego. Badania obejmowały ogół społeczeństwa, jednak wydaje się oczywiste, że w miastach, szczególnie tych dużych, dostęp do internetu jest znacznie większy aniżeli na wsiach. Zatem zjawisko „wirtualizacji” życia społecznego widoczne jest przede wszystkim w dużych ośrodkach miejskich.
Wspomniana „wirtualizacja” jest chyba najciekawszym i najtrafniej oddającym istotę pojęcia „społeczeństwa informacyjnego” słowem. To nie łączność telefoniczna, radiowa, czy satelitarna wyróżnia społeczeństwo informacyjne od tradycyjnych modeli społeczeństw, ale łączność internetowa. Ponieważ tego rodzaju łączność, poza tym, że zapewnia możliwość takiej komunikacji, jak ma to miejsce w przypadku łączności telefonicznej, radiowej czy satelitarnej, pozwala także tworzyć wirtualne mikrospołeczności, których funkcjonowanie opiera się na dostępie do pewnego typu ściśle określonych informacji. Tego rodzaju wirtualne społeczności są istotą, sednem „społeczeństwa informacyjnego na serio”, bowiem tworzą społeczeństwo tak długo, jak długo informacja, na której się opierają jest dla nich istotna. Kiedy informacja staje się nieaktualna, mało istotna społeczeństwo to upada i przestaje istnieć.
Przede wszystkim komunikacja
Podstawą interakcji społecznych jest komunikacja, zarówna bezpośrednia, jak i pośrednia (przy pomocy różnego rodzaju łączy). To dzięki zdolności komunikowania się człowiek poznaje otaczający go świat, przyjmuje pewne wzorce zachowań, uczestniczy w pewnych obyczajach i obrzędach. Zdolność i wola komunikowania się jest zatem jedną z cech definicyjnych każdego społeczeństwa, inaczej mówiąc, jesteśmy społeczeństwem wtedy, gdy chcemy i potrafimy się ze sobą komunikować.
Te same badania GUS wskazują, iż największy procent użytkowników sieci (30%) wykorzystuje internet właśnie w celu komunikacji. Znacznie mniej, bo już tylko 18% użytkowników używa internetu do poszukiwania informacji o towarach i usługach, 13% czyta i pobiera z internetu czasopisma, a 12% używa internetu do grania i pobierania gier. Pozostałe wykorzystywane funkcje internetu to m.in.: korzystanie z serwisów poświęconych turystyce (6%), słuchacie radia i oglądanie telewizji (6%), korzystanie z usług bankowych (6%), szukanie pracy (5%), kupowanie i zamawianie towarów i usług (5%).
Wyraźna chęć do podejmowania wzajemnej komunikacji pomiędzy użytkownikami internetu może więc być uznana za zalążek „społeczeństwa informacyjnego na serio”.
Ludzie - widma
Podobnie jak w rzeczywistości, komunikacja przez internet wzmacnia więzi pomiędzy osobami uczestniczącymi w niej. Czas spędzany w wirtualnym środowisku mimo woli buduje różnego rodzaju więzi międzyludzkie. Skrajnym tego przykładem (oczywiście w sensie pozytywnym) są małżeństwa osób, które poznały się właśnie przez internet. I nie byłoby w tym nic zaskakującego, gdyby nie to, że dzieje się to pomiędzy osobami, które swojego wyglądu, sposobu poruszania się, mówienia itp. mogą się tylko domyślać. Jedyne co o sobie wiedzą, to „nick” i kilka ogólnych informacji zamieszczonych w indywidualnym profilu.
Mogłoby się wydawać, że taki stan rzeczy przeszkadza w nawiązywaniu szczerych, przyjacielskich kontaktów. Jakże zwierzyć się „obcej” osobie ze swoich problemów, zmartwień czy trosk, które nierzadko są dla nas wstydliwe, a czasem nawet kompromitujące. Przecież niewiadomo kim jest ta osoba i czy można liczyć na jej dyskrecję. Otóż w rzeczywistości, a raczej w wirtualnej rzeczywistości ta „dalekość” paradoksalnie staje się źródłem bliskości. W dalekości, nierealności, fikcyjności uczestników komunikacji tkwi fenomen „społeczeństwa informacyjnego na serio”. Właśnie te cechy członków „społeczeństwa informacyjnego na serio”, poprzez swoją odmienność względem cech rzeczywistych osób, staja się tak interesujące i wręcz wciągające.
Rzeczywisty dylemat
Coraz więcej czasu spędzamy w internecie. Badania CBOS pokazują, że w III kwartale 2006 roku 17 % Polaków korzystało z internetu codziennie lub prawie codziennie, podczas, gdy w 2002 roku odsetek ten wynosił zaledwie 6%. Niejednokrotnie skłonni jesteśmy zrezygnować z rzeczywistych kontaktów na rzecz kontaktów wirtualnych. Często zaniedbujemy swoją rodzinę, znajomych, przyjaciół właśnie dla spotkań z wirtualnymi przyjaciółmi, z wirtualną „rodziną”.
Taki stan rzeczy oczywiście niesie za sobą pewne zagrożenia, które niekiedy mogą nawet przybrać formę uzależnienia od internetu i niechęć do rzeczywistych kontaktów z drugim człowiekiem. „Elektroniczny świat jest dużo ciekawszy od tego szarego prawdziwego. Żeby się nie rozczarować, rzadko potem decyduję się na spotkanie w rzeczywistości” – na jednej ze stron internetowych wyznaje Michał z Łodzi. Należeć zarówno do wirtualnej, jak i rzeczywistej społeczności nie jest łatwo, bowiem, albo jedną, albo drugą będzie się zaniedbywać. Taka sytuacja stawia człowieka przed poważnym, już nie wirtualnym, a rzeczywistym dylematem. „Społeczeństwo informacyjne na serio” to społeczeństwo rzeczywistych dylematów – jeszcze zbyt wiele łączy nas z fizyczną rzeczywistością, aby z niej zrezygnować i jednocześnie, już zbyt dużo łączy nas z wirtualnym światem, aby uznać go za mało istotny.
Nie jest łatwo przejść obojętnie wobec bodaj największego wynalazku XX wieku, jakim jest internet. Nie sposób również, doświadczywszy jego dobrodziejstw, oprzeć się pokusie dalszego poznawania i zagłębiania się w internet. Wydaje się, że my, społeczeństwa XXI wieku, „społeczeństwa informacyjne na serio”, musimy nauczyć się żyć w tej podwójnej rzeczywistości i godzić ze sobą naszą podwójną świadomość.
Zycie w podwójnej (rzeczywistej i wirtualnej) świadomości nie musi wcale być czymś negatywnym, nie musi być przyczyną dramatu współczesnego człowieka. Ta, nazwijmy to, przypadłość może zostać zaakceptowana przez nas, jak różne inne przypadłości, z którymi przecież żyjemy. Równocześnie, pracując ciągle nad budową „społeczeństwa informacyjnego na serio” możemy uczynić wirtualny świat równie, a może nawet bardziej przyjazny i życzliwy niż ten rzeczywisty.
Artykuł został pozytywnie zrecenzowany przez:
, Jacek Jankowski, Katarzyna Rudnik, Kinga Matałowska, Paweł LipiecDodaj Komentarz
RSS komentarzyKomentarze: 6
Akceptuję, chociaż nie poniósł mnie za bardzo text. Dosyć nużący, ale może to dlatego, że za dużo pustych liczb i informacje nie do końca mnie interesujące... ale ostatecznie, tylko pojedyncze błędy są: no i sprawnie napisane...
Tekst jest napisany w sposób poprawny, to rzeczywiście nie podlega watpliwości. Jest jednak dośc ogólnikowy, a teza dośc idealistyczna. Myślę, ze tworzenie się społeczeństwa informacyjnego napotka się na nieco więcej zagrożeń niz tylko wyobcowanie jednostek, ograniczenie tradycyjnego życia towarzyskiego czy ucieczkę w nieco atrakcyjniejszy, "podrasowany" świat wirtualny. Choć niewątpliwie są to zagadnienia najważniejsze. Podobnie, można by wymienić więcej plusów. Mimo pozornej obszerności więc, zarzuciłabym tekstowi jednak zbytnią ogólnikowość treści.
W zupełności poprawnie. Dość ciekawie :)
accept :]
Pisze Pan: "To nie łączność telefoniczna, radiowa, czy satelitarna wyróżnia społeczeństwo informacyjne od tradycyjnych modeli społeczeństw, ale łączność internetowa". Przy czym należy podkreślić, że internet, jeśli chodzi o infrastrukturę opiera się zarówno na sieci telefonicznej, jak i na przekazie radiowym i satelitarnym. Poza tym nie jest to zupełnie nowe medium, ale właściwie zbiór różnorodnych kanałów komunikacyjnych i nie można powiedzieć, że internet to coś zupełnie innego niż radio lub telewizja. Dzisiejszy internet zawiera w sobie i radio i telewizję i telefonię, wchłania niektóre media, a może po prostu jest tylko nową infrastrukturą informacyjną, która pozwala na wykorzystanie swojej sieci do różnorodnych przekazów. Również inne media upodabniają się do czegoś, co kiedyś można było określić jako wyłącznie internetowe, tzn. funkcjonujące tylko w komputerze podłączonym do sieci informacyjnej. Mianowicie, są to np. czaty w programach telewizyjnych, wyświetlanie wiadomości sms na ekranie, ale i korzystanie z sieci WWW w telefonach komórkowych itp.
Nie odróżniałbym zatem tak wyraźnie starszych mediów od internetu, a raczej traktował internet jako metamedium, zbierające inne media, wnoszące nową jakość, a także przyczyniające się do konwergencji mediów, czyli upodobniania ich do siebie.
Podoba mi się, aczkolwiek liczby, statystyki są wciąż liczbami, oczywiście obrazującymi coś ale warto również rzucic okiem na wszystko co nas otacza.
pozdrawiam ;-)














