iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Styl Życia / Inne
+ - 4

Alkoholowy Weekend

09 06 2007 Patrycja Dera Artykuł był czytany 1836 razy

Moje spostrzeżenia weekendowe po pracy w sklepie spożywczo-monopolowym.

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych
Smutna prawda jest taka, że patrząc na ludzi z mojej dzielnicy, niezbyt bogatej, zbyt jednak biednej, by chcieć osiągnąć coś więcej niż tylko alkoholowe dno, nie widzę dla nikogo tutaj żadnej przyszłości. Skoro już najmłodsze dzieci potrafią pić po sieniach, bramach, klatkach tanie wina w cenie poniżej 4 polskich złotych. Które to dzieci specjalnie, na pokaz, z dumą w lśniących odurzeniem, za dużych jak na niedożywioną twarz oczach, wyciągają paczkę Ronsonów czerwonych i częstują sie nawzajem. Patrząc na takie dzieci, na małych żebraków, którzy potrafią przez bitych osiem godzin stać pod sklepem i prosić ludzi o marne 10 gorszy na gumę kulkę.
O tych starszych w ogóle nie ma co mówić. Od kogoś przecież te małe dzieci uczą się tego wszystkiego. A kto dla nich może być wzorcem, jeśli nie starszy brat, który potrafi kupić na dzień cztery nalewki o smaku wiśni i cytryny i do tego jedną bułkę, żeby jakoś przeżyć i nie umrzeć z głodu. Kto może być wzorcem, skoro już dziewiętnastolatkom tak się trzęsą ręce, że szukając odpowiedniej kwoty do zapłaty nie raz gubią odliczone pieniądze. Jaki świat mają znać ludzie z mojej dzielnicy, skoro nic oprócz pijaństwa się na niej nie dzieje. Sklep prosperuje, bo ludzie kupują codziennie po 10 piw. Bo młodzi chłopcy przychodzą po całe zgrzewki nalewek. I po papierosy. I patrzę na tych ludzi. Niektórzy są dobrze ubrani, owszem, są i tacy. Ale to wcale nie zmienia faktu, że piją. Piją regularnie. Piją codziennie. Piją dużo. I nie myślą wcale, że są w nałogu. Nie wydaje im się niczym złym, że przychodzą do sklepu kilka razy na dzień coraz to bardziej rozbawieni, coraz to bardziej chwiejni, coraz to bardziej śpiący. I zapominają o tym nędznym życiu, w tej nędznej dzielnicy, zapominają o małej wypłacie, o wrednych sąsiadach, o wrzaskach późną porą, bo wtedy już śpią snem, do którego kołysankę zaśpiewał im alkohol. I wydaje im się, że są szczęśliwi.
I nie jestem dumna z tego, że tam pracuję. Nieraz chciałabym powiedzieć tym ludziom, żeby się opamiętali. Że przecież zawsze można żyć inaczej. Że przecież nie zawsze alkohol musi być celem i sensem życia. Ale zdaję sobie ze smutkiem sprawę, że na nic by się to zdało. Tym ludziom nic nie może już pomóc, bo ich oczy w większości przypadków są zrezygnowane i puste. Myślą, że takie właśnie jest ich marne przeznaczenie, że gdyby Bóg chciał, żeby coś osiągnęli, to by ich rzucił w inne miejsce, a nie w taką smutną, szarą, alkoholiczną dzielnicę. Smutne to, ale prawdziwe. I patrzę na to zza drugiej strony lady i zastanawiam się, czemu ten alkohol tak bardzo potrafi dawać szczęście?




+ - 4

Artykuł został pozytywnie zrecenzowany przez:

Agnieszka Owczarczak , maRysia G-kA

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 4

1. maRysia | 18:08 09-06-2007

Alkoholowy Weekend? Co weekend ma do tresci artykulu?
Nie moge powiedziec dlaczego daje szczescie poniewaz do tej pory jeszcze nigdy sie nie upilam. Raczej broniłam sie nogami i rekami i twierdziam,ł ze piwo jest jak cola z woda.
Jednak mieszkam w metropolii-Gdansku i jestem 14 latka. Mam o 6, 8 lat starsze rodzenstwo ktore zabiera mnie se soba na koncerty albo biby a wiec trudno zebym w koncu kiedy cale towarzystwo jest pijane i DOSLOWNIE podtyka mi butelke pod nos-ja sie nie napila. Bo ja niestety mam slaba wole i nie umiem powiedziec :nie
Nie umiem postawic sie w roli sprzedawcy jednak od poczatku kariry alkoholcznej mojego brata ktory mnie nieobchodzil i siostry ktora zawsze uwazalam za odpowiedzalna osobe, myslalam ze widza co robia ze swoim zyciem i to ich sprawa dopoki nie przeszkadzaja innym

2. emil | 23:56 09-06-2007

Patrycjo, wiej z tej dzielnicy szybko jak tylko możesz. Jeszcze nie jest za późno.
Jesteś wartościową dziewczyną i szkoda cię dla tego chorego towarzystwa.
Ja wiem, że nie jest tak łatwo znaleźć nową pracę i miejsce zamieszkania, ale rób coś koniecznie!
Ludzie popełniają poważny błąd myśląc, że już nic nowego nie może się wydarzyć.
"dopóki karty w grze wszystko może się jeszcze zdarzyć. I pamiętaj, sukces to suma podejść.
Nie czekaj na szczęście i licz na siebie. Powodzenia. Trzymam za ciebie kciuki!
Taki smutny plus !

Do Marysi:ciężko nawet wspomóc cię dobrym słowem, ty już jesteś za daleko dziecko...ty możesz jedynie
liczyć na szczęście, a ono jest niezbyt rychliwe w sytuacji gdy ktoś celowo zmierza w odwrotnym kierunku.
życzę ci go jak najwięcej.

3. Klaudyna | 23:23 18-06-2007

Ciężki temat... Mamy czasy, jakie mamy i ludzie odnajdują chwilową radość właśnie np. w alkoholu. Nie jest to ani zdrowe, ani dobre, ani mądre. Jednak o braku perspektyw, o biedzie, o nieudolności ogólnej zapomina się, kiedy sięga się po kolejną flaszkę... Smutne, ale prawdziwe.

4. Magdalena | 03:23 26-01-2008

A mnie troche meczy takie wspolczujaco-protekcjonalne podejscie. Powiedziec jakie to smutne i jak bardzo w serce trafia to kazdy potrafi. Poczuc sie tak fajnie, ze to nie my. Alkohol przynosi zapomnienie, pozwala nie myslec o tym, jak bardzo jestesmy samotni. Zrobic cos dla tych ludzi, dac im cos, wysilic sie... To trudniejsze niz pokiwanie glowka i nawet zgrabne opisanie, jaki to przykry widok.