Ambiwalencja, czyli malarz, a kolekcjoner
Artykuł był czytany 984 razy
...sztuka poszukująca, to będąca poza potocznym, zaskakująca odbiorcę, uruchamiająca harmonie niekonwencjonalne, niezobligowana zadowalaniem mało otwartych lub pozostających zbyt uparcie, w kręgu starych wzorców.
Ambiwalencja,
Czyli:
Malarz, a kolekcjoner.
Eryk Maler
2010-02-18
Kolekcjoner:
Witam Pana, Dziękuję za odpowiedź. Zapoznałem się możliwie dokładnie z Pana galeriami. Mam mieszane uczucia, coś w tym na pewno jest, z jednej strony widać mocne echo impresjonistów, kolorystów, czasem nawet fowistów, z drugiej użyta kolorystyka ociera się momentami prawie o paletę kiczu. Także zastanawia mnie gigantyczna rozpiętość cen – od 200 zł za prace na aukcjach po 30 tysięcy w galerii internetowej. Niemniej jednak zainteresowały mnie prace z załącznika, jeśli mógłby mi Pan przesłać zdjęcia tych prac w lepszej, jakości z propozycją uczciwych cen. Nie jestem wielkim, majętnym kolekcjonerem, zebrałem ok. 50 prac głównie XX wieku, malarstwa polskiego – kilka nazwisk już uznanych, kilka świeżych – kilka także takich, które uznanie zaczęli zdobywać w czasie, kiedy ja już ich prace miałem. Myślę, że kolekcja jest dość ciekawa, starannie dobieram kolejne prace do niej, aby całokształt kolekcji nabierał wartości (oczywiście nie finansowej) sam w sobie. Z pozdrowieniami, - kolekcjoner.
============
Malarz:
Mieszane uczucia – mam w stosunku do każdego malarstwa. Chcę zastosować, to rewolucyjne podejście impresjonistów, którego jestem kontynuatorem – niech każdy zapłaci tyle ile może zależnie od dnia i pory oraz od tego, kim jest. Coś w tym, moim malarstwie, na pewno jest, i analiza Pana jest i błyskotliwa, i trafna - z pewnego punktu widzenia – i bardzo dziękuję za jej dokonanie. Gigantyczna rozpiętość cen, ma dokonać badania rynku (to poszukiwanie prawdy o nim), ukazać wielość możliwości (malarza - twórcy), uczynić wielość propozycji (dla otwartego klienta), to ryzykowne, zawsze, ale każda opcja jest tu ryzykiem, sprawdziłem, sprawdzam stale, jednak jest tu też pewna ukazana: hierarchia, a jednak: celowego braku - specjalizacji, a te największe ceny są wykrzyknikami i obrazowaniem, możliwego przyszłego znaczenia, wybranych obrazów, Vincent, też nie sprzedawał drogo, miał nawet stałe ceny, a jednak sprzedał tylko jeden obraz, i też jest jego sztuka pozornie: na pograniczu kiczu, a obrazy są dziś nawet inspiracją pejzażów w stylu… smerfy? Smurf-y? Smurfs-y:)
Są okresy, gdy kicz staje się poszukiwany – a jednak zdecydowanie, nie o kicz, tu u mnie, i u Vincenta chodzi, i a jednak:
… to bajkowość jest największą ze sztuk, to prostota - największą z cech, to największą sztukę najtrudniej odróżnić od kiczu – i zapewne doskonale Pan o tym wie, dlatego miło mi się z Panem kolekcjonerem koresponduje. Wartości nie finansowe, o których Pan pisze, to warte zapamiętania określenie i zupełnie właściwie tu przez Pana użyte. Mit, jakoby sztywne ceny w określonym zakresie miały wpływ na to, czy stabilny jest poziom artysty, czy poziom jest osiągnięty, wysoki i stały lub mit jakoby ten poziom miał być stabilny, a granice jego, jakoby: miały być w jakiś sposób racjonalny określone – jest, jak zapewne Pan wie, jest - mitem właśnie, przez systemy wykorzystywanym w dziedzinie mamienia mamony, tak to nazwijmy, doskonale jest wykorzystywać brak zrozumienia sztuki w kreowaniu tejże właśnie, oczywiście, że to genialne i ustabilizowane perpetuum mobile, zła.:) Ostatnio, pewne obrazy Picassa namalowane, jak to określano uprzednio - namalowane przez malarza – jako „tylko dla siebie” i niepromowane uprzednio (odbiegały od kryteriów wtedy uznawanych, jako wysoka jakość) zostały teraz dołączone do pozostałych arcydzieł nobilitowanych od samego początku – jako wyjątkowe, celne i mocno złożone.
Dlatego też określanie dzieł, jako ocierające się o paletę kiczu jest zawsze ryzykowne w większym stopniu niż to się wydaje i dotyczy np. takich malarzy - jak słynny i dziś niekwestionowany Matisse.
Z tego też banalnego powodu szereg obrazów Vincenta ukazywanych jest w filmie o nim, z rezerwą z oddala, fragmentami, w specjalnym oświetleniu, ukradkiem, dyskretnie, z odpowiednią muzyką lub z odpowiednią ciszą, to samo dotyczy Picassa, bo zachodzi u producenta filmu i właścicieli obrazów – „silna obawa”, że nie zostaną one właściwie odebrane, przez niestety: niezupełnie rozumiejących istotę sztuki, nawet kolekcjonerów, a w szczególności istotę twórczości: nic nie da się nauczyć i wykończyć w doskonały sposób, gdyż już samo nauczenie generuje i gwarantuje odtwórczość, a wykończenie gwarantuje naśladownictwo (eryk maler) – choćby… samego siebie przez artystę. Stąd twórczość wczesno dziecięca, niema nic wspólnego z kiczem - nauczonym sposobem wyrażania, statystycznie docierającym z racji swego braku komplikacji, do szerokich rzesz. Stąd dokonania Marli Olmstead, małej malarki geniusza, są ważne, a póki nie nauczyła się ona niczego i nie naśladuje ona sama siebie – o ile to możliwe, lub o ile robi to: w jak najmniejszym zakresie, o tyle jest jej sztuka cenna, dla prawdziwych znawców, nieznających kompromisów intelektualnych i szukających w sztuce niezmiennie: świeżości.
Dla mnie najważniejsze jest, czy na sto procent widzę oryginał. Nie to, czy ociera się on o paletę kiczu, i nie to czy jest dokończony.
Obrazy ilustracje:
Eryk Maler - L/Z/M 60x80, 2008- zestaw harmonii żółcieni, czerwieni bieli i szarawych błękitów, plastyki dodająca faktura, nieprzewidywalność mylona z kiczem, nie powtarzalność, a mimo to rytmy zachowane ( w inny sposób) i konstruowane inaczej, niż potocznie, i to nasza wyobraźnia ma wykreować tu treści, zarówno emocjonalne, jak i literackie. Obraz jednak ma tytuł, kto chce, ten wie, zastosujmy tu dyskrecję z filmów o Vincencie.:)
Eryk Maler - Jeleń na Rykowisku 60x80 cm, 2008- zestaw sinawych i brązowawych szarości, celowe zestawienie - przypadkowych konfiguracji i przypadkowych, co chwila - składów farby, bark powtarzalności elementów, a mimo to harmonia rytmów, jest tu ważna, obraz ten ma tytuł, ale to każdy sam powinien zobaczyć tu i to własne odbicie, i ma to być też odbicie jego własnej, wyobraźni.
Kolekcjonerzy, zadajcie sobie pytania i odpowiedzcie szczerze, sobie sami:
- które prace i jakiego malarza zaliczacie do prac „ocierających się o paletę kiczu”, o kicz, o miernotę, brak pracowitości, lenistwo, niestaranność, niepoważny stosunek do sztuki i nie pomińcie pytania - czy na pewno macie, wtedy, rację - na zawsze.
Czym kierujecie się przy wyborze obrazu do kolekcji?
I dlaczego odwiedzacie wtedy aukcje?
Czy obrazy oprawiacie w ramy?
W jakim zakresie jesteście zainteresowani popierać systemy, sieci zamknięte dla, wielu, np. oficjalne renomowane galerie, z którymi walczył Vincent, czy nawet wtedy, gdy one powiedzą, że „czarne jest białe”, to jednak poprzecie je?
Zastanówcie się czemu uważacie, że Vincent odniósł sukces, w walce z systemami, nie sprzedając nic, będąc uznanym za wyrzutka, i umierając by nie przedłużać ciężaru, jaki stanowił dla społeczeństwa, a czemu nie uważacie, że sukces odniósł - tylko system, przejmując jego dzieła po jego śmierci, i kontynuując nadal „kompleksową i sztucznie kreowaną, politykę niedostępności”.:)
Czy rozumiecie ambiwalencję, wynikającą z wzajemnego zaprzeczania się, walki o prawdę i walki o sukces finansowy?
Czy rozumiecie, że impresjoniści będąc faktyczną rewoltą w myśleniu dokonali tak wielkiego wyłomu w dotychczasowym rozumieniu sztuki i pojęciu rozumienia świata, tak wielkiego, że wielu nie umie tego do dziś właściwie zakwalifikować? I że wolą oni pozostać, w starej konstrukcji myślenia, a ich sukces wolą przypisać stałemu lansowaniu i nobilitacji tzw. (już) staroci, zabytków, którymi się stali? I co najważniejsze, że w ten to sposób krzywdzi się ich – najbardziej?
Czy widzicie, że nadal dzieła ocenia się pod względem pracy w nie włożonej, pod względem tego, czy się podobają (i to najmniejsza zbrodnia)? I co, najgorsza zbrodnia, - pod względem tego, że pasują do ogólnie przyjętej konwencji zasiedlającej najliczniej instytucjonalne galerie i instytucjonalne wystawy?
Czy zauważyliście, że sami kierujecie się takimi mechanizmami?
Kontrastem jest to, co wynika z tej całej polemiki, i jest ona malarstwem przez to, (maluję swoje życie), a ambiwalencja sytuacyjna i niezmienna w czasie - jest tytułem tego artykułu, który wynikł sam, czy rozumiecie, zatem, że artysta prawdziwy, w dzisiejszym świecie, nie może być nigdy szczęśliwy? I to nie, dlatego, że „bo wtedy ma większa wenę”, lecz dlatego, że musi kłamać by mógł kupić materiały, że stale dochodzi u niego w umyśle do walki wewnętrznej, komu ma służyć, dlatego sztuka - nie może być zawodem, profesjonalizm w sztuce nie istnieje, akademie produkują kłamców, o ile oni nie uwolnią się z pod jej wpływów, a akceptacja tego nie mieści się w głowach rzekomo żądających szczęścia. A przecież wszyscy mogą być szczęśliwi jak już napisałem, jednak nie tu i nie teraz, drogi do tego istnieją, ale są stale negowane, artyści o tym mówią, nazywane jest to walką dobra i zła w ich dziełach, symbole są podobne, to niebieski walczy z czerwonym i w gwiezdnych wojnach i w religiach i w najnowszym Avatar, i… Wikipedia:
Ambiwalencja (intencjonalność dwuwartościowa) (łac. ambo - obaj + valens, valentis - mocny, skuteczny) – postawa, charakteryzująca się jednoczesnym występowaniem pozytywnego jak i negatywnego nastawienia do obiektu [np. ciekawość i strach dziecka wobec pojawiającej się w otoczeniu nowej osoby; jednoczesne uczucie miłości do rodzica oraz nienawiści za np. fizyczne (a psychiczne też - e.m.) znęcanie się], głoszeniem całkowicie sprzecznych stwierdzeń (ambisentencja) lub wykonywaniem sprzecznych ze sobą czynności (ambitendencja) bez świadomości ich sprzecznego charakteru. Stanowi jeden z głównych objawów dezintegracji psychicznej w schizofrenii…
Od tego słowa rozpocząłem, to słowo czyni z nas nieszczęśliwych i to nie ulegnie zmianie, mówi się, że komunikacja generuje konflikty, ale to ambiwalentne odczuwanie rodzi konflikty, zarówno wewnętrzne jak i międzyludzkie. A w sztuce brak akceptacji, przy kierowaniu się fałszywymi przesłankami, powoduje schizofrenię u artysty. …Niech mechanizmy nie powodują wami - kolekcjonerami sztuki, sztuki, która musi - przekraczać granice.
Eryk Maler 2010-02-16
To, co się z talentem tworzy powinno wyglądać lekko, tak jakby się to udawało z wielką łatwością – Michał Anioł, poprawmy to, szybko: …to, co się bez trudu tworzy wygląda lekko i jest zrobione bez fałszu, lekko i prawdziwie, gdy - tak - właśnie - jest zrobione… - eryk maler, a sztuka poszukująca, to będąca poza potocznym, zaskakująca odbiorcę, uruchamiająca harmonie niekonwencjonalne, niezobligowana zadowalaniem mało otwartych lub pozostających zbyt uparcie, w kręgu starych wzorców, jeśli istnieje w ogóle jakaś harmonia, to istnieje też wtedy i harmonia chaosu, niepełni niegładkości, nierówności, nie foto odwzorowywania, nie zaspokajania powszechnych, a przez to potocznych tendencji.
(jak zwykle z przeprosinami, za wszystkie błędy w tekstach)
Eryk Maler 2010-05-20
© Eryk Maler – Archive 1987/2010
Duże Fotografie Dzieł Eryka Malera:
http://sites.google.com/site/erykmalerpaintings/home/fotografie-dziel-eryka-malera















