Styl Życia / Inne
1. Karolina Smoderek – teraz rzadko organizowane są takie bale przebierańców dla młodzieży czy dorosłych, a jeżeli, już to przebranie musi być w określonej tematyce, więc nie zastanawiałam się jak bym była przebrana, ale myślę, że byłoby to coś ładnego i niepowtarzalnego. Teraz w sklepach jest spory wybór gotowych przebrań, można iść nawet dzień przed balem, coś wybrać i nie trzeba martwić się o materiał czy o uszycie.
Będąc dzieckiem nie miałam nigdy problemu ze strojem, moja mama jest krawcową, wiec wymyślałyśmy, za co będę przebrana w danym roku, mama kupowała materiał
i szyła. Stroje, które najbardziej pamiętam to królewna śnieżka z ogromną czapą
i welonem na głowie, i Pocahontas. Myślę, że na te wybory głównie miały wpływ wówczas popularne bajki.
2. Piotr Ryżek – myślę, że może za jakieś zwierzę bym się przebrał, na przykład za tura albo byka, byłbym wielki i dziki jak on – ze śmiechem mówi pan Piotr - i dodaje – jak ja byłem młody to, nie organizowano na wsiach takich bali przebierańców, ale parokrotnie byłem na weselu za tak zwanego „maszka”, albo chodziłem przebrany za jednego z kolędników, czasem to był strój właśnie jakiegoś zwierzęcia, czasem zwykłego chłopa, ale zasada jest jedna, aby była przy tym dobra zabawa i można by się pośmiać. Uważam, że stroje wykonane własnoręcznie może nie są tak eleganckie jak te kupione czy z wypożyczalni, ale na pewno im bardziej strój prosty i swojski, tym bardziej efektowny, bo nie chodzi o to, aby ubrać gotowe przebranie, ale żeby samemu tak je wykonać, aby wszyscy od razu wiedzieli jaką postać przedstawia.
3. Żaneta Szwarc – teraz nie wiem, za co bym się przebrała, musiałabym pomyśleć, dopracować wszelkie szczegóły, bo przebierając się jednocześnie wcielamy się w inną osobę, na parę godzin zakładamy dosłownie i w przenośni maskę, jesteśmy kimś innym i to jest fajne, ale żeby strój dobrze prezentował się trzeba w pewien sposób utożsamiać się z nim. W dzieciństwie bardzo chętnie chodziłam na bale przebierańców, pamiętam przebranie Charliego Chaplina, wtedy byłam komikiem, a kiedy indziej dystyngowaną potężną Królową Boną z tymi wszystkimi koralikami i fiszbinami. Stroje zawsze były szyte metodą kombinowana np. ze starej sukienki babci albo z garnituru dziadka i to też miało swój urok, te przymiarki i ta cała otoczka balu, na który czekało się z utęsknieniem, kolejna zaletą takiego stroju był fakt, że był on jedyny i niepowtarzalny, teraz w sklepach owszem są przebrania ale co to za frajda kiedy na jednym balu spotkają się 4 identyczne wróżki czy księżniczki?
4. Sebastian Markuszewski – ja bym się przebrał za króla z piękną królową u boku, no i oczywiści z koroną na głowie i berłem w ręku, wiadomo król ma władzę i rządzi, na pewno nie chciałbym być żadnym z bohaterem filmowym w stylu Batmana. Nie podobają mi się kostiumy robione własnoręcznie, krótko mówiąc kombinowane z nie wiadomo czego, bo najczęściej nie oddają w pełni postaci, którą maja przedstawiać, dlatego ja poszedłbym do wypożyczalni po taki strój albo po prostu bym go kupił, a w dzieciństwie raczej nie chodziłem na bale przebierańców, może właśnie dla tego, że nie było wtedy gotowych strojów, a te robione nie podobały mi się?
5. Iwona Bona – poszłabym chętnie na taki bal w przebraniu ślicznej księżniczki, w dzieciństwie też bardzo lubiłam przebierać się za księżniczkę, wróżkę itp. wtedy czułam się niepowtarzalnie i wyjątkowo, najczęściej te stroje były przerabiane np. z sukni ślubnej starszej siostry, a dodatki z resztek materiału, krepy czy brystolu, myślę, że najfajniejsze są przebrania ręcznie wykonane i w dodatku niepowtarzalne np. kiedyś mojego syna przebrałam za pajączka czy za biedronkę i tak nie był ubrany nikt, a tych rycerzy, spidermanów i Robin Hodów była cała sala i to przeważnie takich samych, bo kupionych.
Ankieta karnawałowa
Artykuł był czytany 2383 razy
Za co by się Pani, Pan przebrała/ przebrał idąc na bal karnawałowy? Czy strój byłby kupiony czy raczej zrobiony? Oto kilka z wielu pytań, jakie zadałam uczestnikom mojej ankiety...
1. Karolina Smoderek – teraz rzadko organizowane są takie bale przebierańców dla młodzieży czy dorosłych, a jeżeli, już to przebranie musi być w określonej tematyce, więc nie zastanawiałam się jak bym była przebrana, ale myślę, że byłoby to coś ładnego i niepowtarzalnego. Teraz w sklepach jest spory wybór gotowych przebrań, można iść nawet dzień przed balem, coś wybrać i nie trzeba martwić się o materiał czy o uszycie.
Będąc dzieckiem nie miałam nigdy problemu ze strojem, moja mama jest krawcową, wiec wymyślałyśmy, za co będę przebrana w danym roku, mama kupowała materiał
i szyła. Stroje, które najbardziej pamiętam to królewna śnieżka z ogromną czapą
i welonem na głowie, i Pocahontas. Myślę, że na te wybory głównie miały wpływ wówczas popularne bajki.
2. Piotr Ryżek – myślę, że może za jakieś zwierzę bym się przebrał, na przykład za tura albo byka, byłbym wielki i dziki jak on – ze śmiechem mówi pan Piotr - i dodaje – jak ja byłem młody to, nie organizowano na wsiach takich bali przebierańców, ale parokrotnie byłem na weselu za tak zwanego „maszka”, albo chodziłem przebrany za jednego z kolędników, czasem to był strój właśnie jakiegoś zwierzęcia, czasem zwykłego chłopa, ale zasada jest jedna, aby była przy tym dobra zabawa i można by się pośmiać. Uważam, że stroje wykonane własnoręcznie może nie są tak eleganckie jak te kupione czy z wypożyczalni, ale na pewno im bardziej strój prosty i swojski, tym bardziej efektowny, bo nie chodzi o to, aby ubrać gotowe przebranie, ale żeby samemu tak je wykonać, aby wszyscy od razu wiedzieli jaką postać przedstawia.
3. Żaneta Szwarc – teraz nie wiem, za co bym się przebrała, musiałabym pomyśleć, dopracować wszelkie szczegóły, bo przebierając się jednocześnie wcielamy się w inną osobę, na parę godzin zakładamy dosłownie i w przenośni maskę, jesteśmy kimś innym i to jest fajne, ale żeby strój dobrze prezentował się trzeba w pewien sposób utożsamiać się z nim. W dzieciństwie bardzo chętnie chodziłam na bale przebierańców, pamiętam przebranie Charliego Chaplina, wtedy byłam komikiem, a kiedy indziej dystyngowaną potężną Królową Boną z tymi wszystkimi koralikami i fiszbinami. Stroje zawsze były szyte metodą kombinowana np. ze starej sukienki babci albo z garnituru dziadka i to też miało swój urok, te przymiarki i ta cała otoczka balu, na który czekało się z utęsknieniem, kolejna zaletą takiego stroju był fakt, że był on jedyny i niepowtarzalny, teraz w sklepach owszem są przebrania ale co to za frajda kiedy na jednym balu spotkają się 4 identyczne wróżki czy księżniczki?
4. Sebastian Markuszewski – ja bym się przebrał za króla z piękną królową u boku, no i oczywiści z koroną na głowie i berłem w ręku, wiadomo król ma władzę i rządzi, na pewno nie chciałbym być żadnym z bohaterem filmowym w stylu Batmana. Nie podobają mi się kostiumy robione własnoręcznie, krótko mówiąc kombinowane z nie wiadomo czego, bo najczęściej nie oddają w pełni postaci, którą maja przedstawiać, dlatego ja poszedłbym do wypożyczalni po taki strój albo po prostu bym go kupił, a w dzieciństwie raczej nie chodziłem na bale przebierańców, może właśnie dla tego, że nie było wtedy gotowych strojów, a te robione nie podobały mi się?
5. Iwona Bona – poszłabym chętnie na taki bal w przebraniu ślicznej księżniczki, w dzieciństwie też bardzo lubiłam przebierać się za księżniczkę, wróżkę itp. wtedy czułam się niepowtarzalnie i wyjątkowo, najczęściej te stroje były przerabiane np. z sukni ślubnej starszej siostry, a dodatki z resztek materiału, krepy czy brystolu, myślę, że najfajniejsze są przebrania ręcznie wykonane i w dodatku niepowtarzalne np. kiedyś mojego syna przebrałam za pajączka czy za biedronkę i tak nie był ubrany nikt, a tych rycerzy, spidermanów i Robin Hodów była cała sala i to przeważnie takich samych, bo kupionych.














