iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Styl Życia / Inne
+ - 3

Apokalipsa nadejdzie... światłowodem

15 03 2007 Maciej Serweta Artykuł był czytany 3353 razy

Pisałem, groziłem, krzyczałem i ostrzegałem. Słowem oficjalnym, językiem potocznym i jeden Wszechmogący wie, czym jeszcze – w połowie lat 90-ych. No i wykrakałem.

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych
Amerykański instytut Pew przeprowadził badania nad przyswajalnością informacji podawanych przez media. Wynikiem tych badań okazało się, że co czwarty ankietowany poniżej 30 roku życia nie przyswaja informacji w ogóle. A to jest przecież najbardziej aktywna grupa społeczna korzystająca z Internetu. No i doczekaliśmy się. Informacje, które zalewają nas jak woda z oberwania chmury blokują zdolność przyswajania. Jako że bezkrytyczne czerpanie niczym wodę wiadrem z rzeki ze Stanów Zjednoczonych stało się u nas niemal obowiązującą normą, boję się, że i w końcu ta patologia spadnie na nas, jak średniowieczna zaraza na całą Europę.
Pisałem, groziłem, krzyczałem i ostrzegałem, po wyjściu z kina, z premiery filmu Matrix: Skończymy jak ci ludzie, a w najlepszym wypadku dojdzie do paraliżu informacyjnego. Im bardziej doskonałe będą narzędzia teleinformatyczne, tym przepływ informacji będzie szybszy i większy. I w pewnym momencie zawiedzie jeden drobny czynnik. Mianowicie czynnik ludzki. Łudziłem się nadzieją, że mam jeszcze w zapasie jakieś 30 – 40 lat i już tej swoistej apokalipsy nie doczekam. Po czym zadowolony z życia wsiadam w pociąg ICE relacji Hamburg – Monachium, wyciągam z torby laptopa i uruchamiam Internet. ICE pędzi jakieś 300 km/h, a ja się z nim ścigam transmisją danych. Wygrywam. Informacja do Monachium dotarła szybciej niż pociąg. O pociągu, którym jadę – kolejne stacje informują się przy pomocy komputera sprzęgniętego z siecią. Od kilkunastu osób obsługujących te urządzenia zależy bezpieczeństwo. Moje i współpasażerów.
Boję się pomyśleć, co się stanie, kiedy na całym świecie w przeciągu 15 minut zawiodą wszystkie systemy komunikacji. Przestają funkcjonować banki, na kolei, na morzu i w powietrzu zapanuje chaos. Staną elektrownie, komunikacja i Bóg wie, co jeszcze. A to dlatego, że ludzie przestaną przyswajać jakiekolwiek informacje.
Albo odwrotnie. Każdy, kto zna twórczość Stanisława Lema, na pewno czytał opowiadanie, w którym dochodzi do wypadku wielkiego transportowca lądującego na Marsie. Komputer pokładowy z niewyjaśnionych przyczyn przerywa procedurę lądowania i próbuje wzbić pojazd w powietrze. Kończy się to upadkiem na powierzchnię planety, zniszczeniem statku, oraz śmiercią załogi. Jednym z powodów tego zdarzenia była wada komputera, który – mówiąc językiem współczesnej informatyki - został błędnie zaprojektowany i skonfigurowany. Oto komputer pokładowy nagle zapętla się: Pobiera coraz to większe ilości danych z pamięci zewnętrznej. Analiza danych wykazuje przyrost kolejnych niewiadomych. Aby je rozwiązać komputer potrzebuje... kolejnej porcji danych. Tak właśnie stworzyła się pętla, która sparaliżowała prace systemu sterowania. Komputer doskonały? A może błąd programowania? A jeśli tak, to kto jest winny? Człowiek.
W tak zwanych społeczeństwach wysoko rozwiniętych panuje swoisty trend dostosowywania życia, pracy, czasu wolnego czy też zabawy do najnowszych osiągnięć z dziedziny telekomunikacji i informatyki. Czasami dochodzi do absurdalnych sytuacji, kiedy nawet życie prywatne podporządkowujemy komputerowi. Tutaj nasuwa się pytanie: Czy technika ma być narzędziem ułatwiającym życie ludziom, czy też ludzie są tylko dodatkiem obsługującym technikę. A może stoimy już przed sytuacją rodem ze słynnego filmu Matrix, gdzie człowiek pełni rolę baterii energetycznej dla maszyn, które wymknęły się spod kontroli swoich stwórców?
Z teoretycznego punktu widzenia człowiek jest najbardziej niedoskonałym ogniwem w tym łańcuchu zależności. Odbiorca i analityk generowanych przez maszyny danych, jednocześnie obsługujący owe urządzenia, nie jest tak szybki i precyzyjny, jak maszyny, które stworzył. Również z teoretycznego punktu widzenia można postawić śmiałą tezę, że gdy rozwój technologiczny pozwoli na skonstruowanie inteligentnego komputera, mogącego samodzielnie podejmować decyzję – może się okazać, że człowiek, jako ten najbardziej niedoskonały – zostanie przez maszyny wyeliminowany.
Zagrożenie, o którym piszę powyżej, jest trochę wymyślone na siłę. Daleko idące wnioski niekoniecznie muszą zamienić się w rzeczywistość, która nas nieuchronnie czeka. Jak na razie komputer i komórka są tylko bezdusznymi narzędziami. Narzędziami, dzięki którym ilość przepływu danych znacznie wzrosła. A czy te dane niosą za sobą jakąś wartość lub jakość - to już zupełnie inna kwestia. Instytut Pew już dziś informuje. O czym pokornie Państwu donoszę i pod rozwagę poddaję. Już bez krzyku, gróźb i ostrzeżeń.




+ - 3

Artykuł został pozytywnie zrecenzowany przez:

Agnieszka Owczarczak , Tomasz Bar

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 3

1. Paweł | 21:19 15-03-2007

Plus chociaz temat srednio interesujacy, dobra realizacja ale leady to kolega powinien zmienic, troszke mniej od siebie i w bardziej interesujacy sposob.
Co do postawionego w tekscie pytania, odpowiem przewrotnie czlowiek juz jest bateria i dodatkiem do wszechobecnej elektroniki bo przeciez wlasnie na tym zalezy gigantycznym korporacjom produkujacym taki sprzet. Bo czyz czlowiek nie moglby zyc bez komorki? Z drugiej jednak strony to wszystko nas uzupelnia i sprawia ze zycie jest latwiejsze, a tu nasuwa sie pytanie czy ktos jeszcze w natloku wrazen potrafi odnalezc piekno istnienia?

2. Tomasz | 21:08 24-03-2007

To zupełnie nie moja bajka ale autor sie napracował wiec daję plusik.