iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Styl Życia / Inne
+ - 2

Bo moje miasto to Białystok, bo moje życie to Białystok

28 01 2007 Anna Kowalska Artykuł był czytany 3269 razy

Z pewnym przerażeniem zauważyłam, jak starannie wymierzony sarkazm stał się synonimem inteligencji. Otrzymanie od społeczeństwa szacunku i podziwu należnego erudytom, wymaga teraz opowiadania dowcipów z wyraźnymi aluzjami do kaczek, parodiowania Krzysztofa Kononowicza i obrzucania drwinami fanek Tokio Hotel, bowiem te właśnie rzeczy są utożsamiane z kiczem i głupotą, a rolą i powołaniem pseudoerudytów XXI w., jest wyśmiewanie i krytykowanie ich. Odnoszę wrażenie, że w środowisku młodych ludzi, nastolatków wyrażających się w świecie internetowych dzienników, wykształciła się nowa subkultura: elita intelektualna, jak sami lubią się określać.

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych
Mieliśmy modę na metali kontemplujących pocięte nadgarstki i odnajdujących swoją emocjonalność między wersami tekstów Evanescence. Przechodziliśmy etap fascynacji skate`ami z przedrostkiem pseudo, których horyzonty zamykały się na Jeden Osiem L, a ich manifestem odrębności, było nazywanie kobiet „suczkami”. W wieku czternastu, piętnastu, szesnastu lat, musieliśmy się zdeklarować, czy chcemy należeć do „generacji NIC”, „pokolenia JPII” czy „1200 brutto/CV”. Rolą pseudoerudytów jest odrzucenie wszystkich tych wariantów. Skrytykowanie wszelkich indywidualności, żeby uwypuklić swoją „oryginalność”.

Bycie trendi nie jest jazzy. W modzie jest bycie inteligentnym, czyli bezmyślnie krytykującym „Gazetę Wyborczą” i powielającym slogany. Znającym na pamięć przemówienie najsłynniejszego kandydata na prezydenta Białegostoku i teksty piosenek Blog 27, potrzebne, żeby mieć argumenty przemawiające na ich niekorzyść i upokarzające ich fanów i sympatyków ich twórczości. Aby kogoś obrazić, nie trzeba mnożyć synonimów dla standardowego „idioty”. Nazwanie kogoś zwolennikiem muzyki techno, czytającym na dokładkę „Bravo”, to najcelniejsza obelga. W jednym zdaniu zamyka pogardę dla czytelników określonego czasopisma i amatorów określonego artysty, nie pozostawiając miejsca na cień polemiki. W tym przypadku o gustach się nie dyskutuje. Gusty się gnoi i krytykuje, zachowując przy tym pozę pełną urojonej wyższości. Społeczeństwo pseudoerudytów nie ma innych przykładów na kicz i tandetę, niż teledyski emitowane na MTV. Powiedzieć, że lubi się kolor różowy i nie zna się obrazów Magritte, to znaczy strzelić sobie samobójczą w kontekście towarzyskim bramkę i zostać zapisanym w pamięci zebranych jako komercyjny śmieć, ulegający chwytom mediów.

Kampania „Tiszert dla wolności” wystartowała w 2004 roku. Jej celem miało być pobudzenie dyskusji na temat tolerancji i praw grup mniejszościowych. Obok nadruków „Jestem lesbijką”, „Jestem żydem” czy „Mam spiralę”, pojawiła się koszulka, która wywołała prawdziwą burzę: „Nie płakałem po Papieżu”, przerwała narodową histerię, związaną ze śmiercią Jana Pawła II. To wydarzenie poza naturalną żałobą, wywarło nacisk na młodych ludzi, którzy niezależnie od własnego spojrzenia na tę sprawę, musieli brać udział w marszach, pochodach i mszach, wmawiając sobie, że tak powinni. Przerwanie tej pętli, dzięki odważnemu „Nie płakałem po Papieżu”, sprowokowało lawinę wydarzeń. Zwolnieni z obowiązku metafizycznego biczowania się po śmierci Karola Wojtyły, pseudoerudyci uzmysłowili sobie, że Kościół jest kolejną instytucją, którą można drwinami zrównać z jądrem ziemi. Nie jest tajemnicą, że religia katolicka sprzeciwia się eutanazji, aborcji, metodom antykoncepcyjnym innym niż zawodny, małżeński kalendarzyk, nie odnosi się też entuzjastycznie do mniejszości homoseksualnych. Pseudoerudyci uznali, że ten brak tolerancji zasługuje na potępienie i rozpoczęli swoją krucjatę. Najpierw uogólnili wyznawców katolicyzmu do moherowych beretów, a potem w obieg ruszył manifest akceptacji dla wszystkich... oprócz katolików, pardon, słuchaczy Radia Maryja. „Nie płakałem po Papieżu” urosło do rangi mantry, zaś sprzeciw i głośne przyznanie się, że śmierć Jana Pawła II była dla nas ważnym, tragicznym wydarzeniem, to rzucenie rękawicy, którą pseudointeligencja podniesie i swoim płytkim cynizmem, wzmocnionym tysiącem gardeł, wydrwi, stłamsi i sprawi, że będziemy się wstydzić naszej miłości do Głowy Kościoła. Na forum Kampanii pojawił się komentarz: „(Mam) inne propozycje politycznie poprawnych haseł: 1. Tsunami mi wisi 2. Nie obchodzi mnie Holocaust 3. Nie jest mi smutno jak biją dzieci”. To przygnębiające, jak w podkreślaniu swojej indywidualności, nie ma miejsca na szacunek dla uczuć innych ludzi.

Krzysztof Kononowicz stał się postacią kultową, dzięki serwisowi youtube i osobie, która wystawiła go do wyborów, świadomie narażając go na śmieszność: Adamowi Czeczetkowiczowi, cynikowi, jak usłyszał o sobie od prowadzących program „Talk2Show”. Kandydat na prezydenta Białegostoku, nie jest osobą w pełni sprawną umysłowo, ale ludziom, którzy cytują jego wypowiedzi i ćwiczą na nich ciętość swojego języka, to absolutnie nie przeszkadza. „Wszystko zlikwiduję!”, „A kierowcy też będą przez policję surowo karani za alkohol, za papierosy, za wszystko”, „Żeby nie było bandyctwa, żeby nie było złodziejstwa, żeby nie było niczego”, to najlepsze i najśmieszniejsze dowcipy ostatnich tygodni. Każdy, szanujący się pseudoerudyta wykorzysta je w swoim felietonie, wpisie na bloga, czy poście na forum, domyślnymi salwami śmiechu puszczanymi z taśmy pomiędzy każdym kolejnym przytykiem zaznaczając swoją wyższość i ponadprzeciętną inteligencję.

Bójmy się kindernaśladowców Kuby Wojewódzkiego, pozbawionych taktu i umiaru, ale wyposażonych w zasób słownictwa wystarczający, żeby celnie formułować swoją wyuczoną i trenowaną podłość. Bójmy się też cynizmu i potrzeby indywidualizmu tak wielkiej, żeby przesłoniła nam te autorytety, które nie chciały być cytowane i pokazywane w telewizji, ale ich celem i marzeniem było proste i skromne... bycie dobrym człowiekiem.

„Krytykować może jedynie ten, kto posiada serce gotowe do udzielenia pomocy” (W. Penn)




+ - 2

Artykuł został pozytywnie zrecenzowany przez:

Agnieszka Owczarczak

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 3

1. Marta | 11:37 29-01-2007

Artykuł jest wprawdzie ciekawy, porusza konkretny problem i zawiera merytoryczna wartość argumentacyjną, uważam jednak, że przeczytałam tekst o "nie palącym" problemie. Opisane zjawiska są rzeczywistością sprzed kilku (Kononowicz) lub kilkunstu miesięcy (reakcje JPII) i chociaż autorka prezentuje gro przykładów, wydają się już być zinterpretowanymi przez opinię publiczną - nie zaskakują, nie pobudzają mnie do nowych refleksji, a jedynie nasuwają słyszane już, nieinspirujące pogadanki. Gubię rachubę między tym, czy sednem jest krytyka zdefiniowanej przez panią Joannę 'elity inteligenckiej' czy ogólny proces, dający podstawę istnienia tej grupie. Tekst ma charakter moralizatorski - przypomina o wartościach konstruktywnie zadanej krytyki - czy uświadamia o wytworzeniu się nowej grupy? Myślę, że gdyby zredukować ilość przykładów na rzecz komentarzy, uniknęlibyśmy chaosu.
Z drugiej strony przedmiot rozważań został trafnie wysublimowany z procesów socjologicznych, które są nasza rzeczywistością, praca zyskuje też dzięku wartkiej puencie i ciekawym terminom, których autorka nie szczędzi - pseudoerudycja, kindernaśladowcy...

2. Marta | 11:37 29-01-2007

Artykuł jest wprawdzie ciekawy, porusza konkretny problem i zawiera merytoryczna wartość argumentacyjną, uważam jednak, że przeczytałam tekst o "nie palącym" problemie. Opisane zjawiska są rzeczywistością sprzed kilku (Kononowicz) lub kilkunstu miesięcy (reakcje JPII) i chociaż autorka prezentuje gro przykładów, wydają się już być zinterpretowanymi przez opinię publiczną - nie zaskakują, nie pobudzają mnie do nowych refleksji, a jedynie nasuwają słyszane już, nieinspirujące pogadanki. Gubię rachubę między tym, czy sednem jest krytyka zdefiniowanej przez panią Joannę 'elity inteligenckiej' czy ogólny proces, dający podstawę istnienia tej grupie. Tekst ma charakter moralizatorski - przypomina o wartościach konstruktywnie zadanej krytyki - czy uświadamia o wytworzeniu się nowej grupy? Myślę, że gdyby zredukować ilość przykładów na rzecz komentarzy, uniknęlibyśmy chaosu.
Z drugiej strony przedmiot rozważań został trafnie wysublimowany z procesów socjologicznych, które są nasza rzeczywistością, praca zyskuje też dzięku wartkiej puencie i ciekawym terminom, których autorka nie szczędzi - pseudoerudycja, kindernaśladowcy...

3. Piotr | 09:14 06-02-2007

Tekst porusza ważne tematy, jednak sama jego konstrukcja nie potrafi porwać czytelnika.