Brutal-sieć
Artykuł był czytany 3689 razyMały wycinek śląskiej, codziennej rzeczywistości
To, co można prawie każdego dnia spotkać na ulicach śląskich miast, jest przykładem tego, jaka jest nasza rzeczywistość. Nie ma dnia, żeby nie docierały do nas informacje o kolejnych napadach, pobiciach, o agresji dzieci i młodzieży, o niszczeniu mienia i włamaniach. Wystarczy zainteresować się ilością kradzieży węgla z pociągów stojących na bocznicach, lub też zatrzymywanych specjalnie w celu wysypania węgla, a wyłoni się tragiczny obraz. Niecały miesiąc temu doszło do zatrzymania taboru kolejowego na przejeździe kolejowym, przecinającym drogę z Siemianowic do Michałkowic, co spowodowało ogromne korki i opóźnienia w ruchu komunikacji miejskiej ( zob. zdjęcia ). Dlaczego młodzi ludzie sięgają do tak drastycznych i spektakularnych działań? Dlaczego szkoła i rodzice, nie potrafią wspólnie wpłynąć na młode pokolenie i wychować je w duchu poszanowania cudzego mienia i zdrowia? Wydaje się, że odpowiedź jest bardzo złożona.
Rodzina. Kochająca i czuła mama, opiekuńczy, obowiązkowy i jeśli trzeba surowy ojciec? To wizja rodziny, która odchodzi w nicość. Na jej miejscu wyrasta przerażający ( przynajmniej mnie ) obraz rodziny, w której rodzice nie mają pracy i często wpadają w sidła używek i apatii. Można by rzec poddają się i przestają walczyć o lepsze jutro. Dzieci widzą, czują i słyszą. Słyszą... ciągłe awantury, przekleństwa, wyzwiska, wzajemne obarczanie się winą za brak pieniędzy, pracy itp. Widzą obraz nędzy, czasami rękoczyny i upojne libacje. Nierzadko są też ofiarami przemocy. Na nich skupia się agresja rodziców, którzy wyładowują swoje negatywne emocje. Dzieci z takich rodzin czują, że nie ma dla nich przyszłości w środowisku, w którym przyszło im dorastać. W dzisiejszym świecie liczy się dobre wykształcenie, za którym idzie przyzwoita praca i pieniądze, które dają poczucie bezpieczeństwa i zapewniają życie na odpowiednim poziomie. A jeśli ich nie ma? Jeśli rodzice mi ich nie zapewnią? Trzeba je zdobyć, w taki czy inny sposób. Bo przecież „kolega ma nową komórkę”, bo „koleżanka ma nowe spodnie z takimi fajnymi cekinami”. Nie mogę być gorszy, nie chcę być nazywany biedakiem...
Drugi model rodziny przełomu XX i XXI wieku to rodzice, którzy mają pracę i robią wszystko, żeby jej nie stracić. Poświęcają jej wiele godzin. A dzieci? Dzieci są na pierwszym planie, tuż za pracą... Bo rodzice pracują dla tego, żeby mieć pieniądze, za które utrzymają rodzinę i zapewnią m.in. dzieciom lepszą przyszłość. Tylko że bywa tak, że kiedy już tata i mama mają czas dla swoich dzieci, to one są już pełnoletnie, a życie „ukochanych maleństw” nie zawsze potoczyło się zgodnie z marzeniami rodziców. Skąd się biorą chuligani, bandyci, złodzieje, narkomanii? Tylko z rodzin patologicznych? Nie. To są młodzi ludzie, którzy zostali pozostawieni sami sobie. To dzieci, które wracały po szkole do domu, rzucały tornister i wychodziły z „dobrymi”, nieraz starszymi kolegami, postać w klatce, pochodzić po sklepach, gdzie uczyły się nowych, „ciekawych” rzeczy. Owe dzieci nieraz dorabiają się szybciej pieniędzy niż ich rodzice, tylko, że pieniądze te są brudne... Oczywiście nie można generalizować, wszystko zależy w jakie wpadną towarzystwo, z kim będą przebywały i kto będzie miał na nie wpływ...Dużo też zależy od ich silnego, bądź słabego „Ja”, wyuczonej asertywności i własnej utworzonej bądź nie hierarchii wartości.
Są też oczywiście rodzice, którzy dbają o własne dzieci, znajdują czas na wspólne spacery i rozmowy. Jednak jest coraz mniej rodzin, których wzajemne relacje są prawidłowe. Społeczeństwo różnicuje się coraz bardziej. Jest coraz mniej średniaków, a coraz więcej ludzi bardzo bogatych i bardzo biednych. I właśnie na taki obraz rodziny w społeczeństwie nakłada się obraz szkoły.
Szkoła. Instytucja, która ma pomóc rodzinie w edukacji i wychowaniu dzieci. O jej poziomie i możliwościach edukacyjnych decydują środki finansowe oraz ( a może przede wszystkim ) kadra pedagogiczna. Nauczyciele w dzisiejszych czasach muszą być zapalonymi pasjonatami swojej pracy. Bez tego nie ma motywacji... Cóż z tego, że nauczyciel ma 18 godzin pracy, gdy dochodzą do tego godziny przygotowywania się do zajęć w kolejnym dniu, sprawdzanie prac pisemnych, wywiadówki, konferencje, uzupełnianie dokumentacji itd. A płaca za pracę jest w porównaniu do innych państw śmiesznie niska. Gdy przychodzi młodemu nauczycielowi po latach studiów przejść do pracy empirycznej, zderzenie się z rzeczywistością jest porównywalne do upadku z pierwszego piętra. Nie zabija, ale poważnie boli... Niedawno do szkoły w której pracuję, przyszła nowa nauczycielka. Już pierwszego dnia, usłyszała od ucznia pierwszej klasy gimnazjum, że jeśli się nie podporządkuje do zasad, to on przyniesie „bejsbola” i ją załatwi. Normalne, prawda? W sąsiednich szkołach jest jeszcze gorzej – pineski podkładane na siedzenia, czy dolewanie do kawy środka przeczyszczającego – to zachowania uczniów pewnej...podstawówki!
Szkoła poza edukacją powinna wychowywać. Jednak żeby tak się stało, powinno się stworzyć projekt programu profilaktycznego, który będzie realizowany na szeroką skalę, ale nie w ramach godzin do dyspozycji wychowawcy ( tzw. GDDW ). Godziny GDDW obecnie są poświęcane na nadrabianie zaległości z przedmiotu, którego wykładowcą jest wychowawca. Do rzadkości należy niestety przeprowadzanie pogadanek nt. zagrożeń płynących z używek, agresji itp. Poddaję ten wątek pod opinię środowiska nauczycielskiego.
Nawet najlepsza szkoła, bez współpracy z rodziną, sądem, policją, poradnią, pedagogiem i psychologiem nie jest w stanie sama wychować. Powinien być stworzony jednolity system, w którym informacja idzie za uczniem. Dziś jest tak, że np. nauczyciele szkoły gimnazjalnej, nie wiedzą nic o uczniu klasy 1, o tym co robił dobrego a co złego w podstawówce. Pod koniec odpowiedniego poziomu edukacji, nauczyciel wychowawca często wypisuje jak najlepsze opinie ( ja je nazywam laurkami ) swoim wychowankom, aby dostali się do wybranych szkół. Często pada przy tym zdanie: „Może wreszcie się go pozbędziemy...”. I pozostawię tę kwestę bez komentarza. Gdyby po jakimkolwiek zdarzeniu, jedna instytucja informowała wszystkie pozostałe, może wówczas uczeń zacząłby się zastanawiać zanim coś zrobi.
Jednak żeby cokolwiek zmienić w naszym kraju ( piszę kraju, gdyż taka sytuacja nie jest zapewne tylko na Śląsku ), trzeba zmian odgórnych. Tacy szarzy, zwykli ludzie jak ja mogą walczyć tylko swoim słowami i opisywać to, co w ich odczuciu jest niedobre. Ale więcej nic...
Zmieniajmy nasz kraj, abyśmy nie wpadli w sieć brutalizacji, niczym mucha w sieć pajęczą. Bo obudzimy się w miejscu, gdzie bez broni będzie strach wyjść na ulicę, a tego chyba nie chcemy?
Artykuł został pozytywnie zrecenzowany przez:
Michał M., Krzysztof Kudłacik, kubas kalka, Ewa O, Michał Samojlik, Piotrek Rybałtowski, Michał OlczakDodaj Komentarz
RSS komentarzyKomentarze: 3
Ja tam nie wierzę w wychowawczą rolę szkoły. Od wychowywania są rodzice, jeśli oni źle wywiązują sie z tego obowiązku to żadna szkoła, psycholog czy ktokolwiek inny nie pomoże. Jeśli chodzi o GDDW (za moich czasów nazywało się chyba inaczej i było raz w tygodniu) i pogadanki o narkotykach, alkoholu, wypadkach drogowych i tego typu rzeczach były po prostu śmieszne. Z tym przynoszeniem bejsbola, podkładaniem pinesek czy zakładaniem kosza na głowę to są przypadki skrajne i na ich podstawie trudno wyciągac daleko idace wnioski.
Ma Pan prawo nie wierzyć, ja wierzę. Rodzina jest od wychowania? A co jeżeli rodzina sobie nie radzi? Prokurator, sąd, dom dziecka lub rodzina zastępcza - to droga rodziny? Wydaje mi się, że lepiej wdrożyć działania profilaktyczne niż egzekucyjne. Szkoła ma uczyć, ale musi też wychowywać! GDDW przynosiłyby skutek, gdyby wychowawcy byli do tego odpowiednio przygotowani. Niestety z tym jest różnie. Wszyscy wiedzą, że na uczelniach o kierunkach przedmiotowych, bardziej stawia się na metodykę przedmiotu, niż przygotowanie do pracy z naprawdę trudną młodzieżą. A co do daleko idących wniosków, to znowu odnoszę się do różnicy środowisk. Na własne oczy widziałem, znam przypadki "skrajnych" według Pana zachowań i to nie z jednej placówki. Ale to nieważne, nawet gdyby zachwania były mniej drastyczne, nie rozwiązuje to problemu patologicznej rodziny. Zapraszam przy okazji na: http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,3350322.html . Miałem przed chwilą przyjemność przeczytać ów artykuł i polecam go Państwu...














