Styl Życia / Inne
Buntuję się. Słusznie?
Artykuł był czytany 6148 razySłysząc o buntującej się młodzieży, nie zastanawiamy się co tak naprawdę czyni poprzez bunt, ani czy czyni to słusznie. Zwykle samo słowo "bunt" od razu ma dla nas negatywne znaczenie. A przecież bunt może być słuszny.
Słowo „bunt” towarzyszy nam od dzieciństwa. Kiedy jako dzieci rozeźleni rzucaliśmy w kąt zabawką, gdy mama nie chciała się z nami bawić nieraz słyszeliśmy „nie buntuj się”. Kiedy podrośliśmy, słuchaliśmy jak babcia narzeka na grupkę „zbuntowanej młodzieży” która wymalowała graffiti na nowo pomalowanych blokach. Teraz wyraz „buntować się” możemy usłyszeć niejednokrotnie w wiadomościach chociażby przy dość niedawnym problemie: „lekarze zbuntowali się z powodu niskich pensji”.
Czytając powyższe przykłady łatwo zauważyć, że słowo „bunt” nie ma jednoznacznej definicji i można je rozumieć na wiele sposobów. Mnie ciekawi sposób w jaki Roberta Merton, twórca definicji ról społecznych, wyjaśnia „bunt”. Według niego „bunt jest sposobem przystosowania jednostki, poprzez odrzucenie celów społecznych grupy oraz społecznie uznawanych środków realizacji celów społecznych oraz zastąpienie ich własnymi celami i środkami osiągania ich”.
Najprościej można podzielić bunt na dobry i zły. Pojawia się pytanie kiedy możemy powiedzieć, że bunt jest dobry, a kiedy że zły? Czy istnieją jakieś ściśle określone kryteria klasyfikujące bunt do kategorii „dobry – zły”? Na te pytania, poruszając problematykę słuszności buntu, starali się odpowiedzieć poeci i pisarze od początków rodzenia się literatury. Jedną z najwcześniejszych wzmianek o buncie i poruszania problematyki jego słuszności jest „Antygona” Sofoklesa. Antygona pochowała swojego brata, pomimo zakazu Kreona i mimo tego, że wiedziała o czekającej ją za to śmierci. W części IV „Dziadów” Adama Mickiewicza obserwujemy bunt przeciw nieszczęśliwej miłości na przykładzie Gustawa który nie mogąc pogodzić się z brakiem wzajemności uczuć kobiety, którą pokochał dopuszcza się do samobójstwa. Stefan Żeromski w „Przedwiośniu” ukazuje bunt Cezarego Baryki, który po wyjeździe ojca na front czuje się nieskrępowany i wolny, buntuje się przeciwko matce i nie słucha jej próśb i nakazów.
Moim zdaniem, bunt możemy określić jako słuszny, kiedy nie wyrządza krzywdy niewinnym ludziom. Młodzi ludzie, w dzisiejszych czasach buntują się przeciwko rozmaitym rzeczom. Są tacy, którzy buntują się przeciwko niehumanitarnemu traktowaniu i zabijaniu zwierząt, których mięso ma powędrować potem na półki sklepowe, albo z których futra mają być uszyte piękne damskie futra. Robią to w nieszkodliwy sposób – nie kupują mięsa, nie jedzą go. Organizują demonstracje i protesty. W moim przekonaniu nie ma w tym nic złego – demonstrują swoje przekonania, nie robiąc krzywdy innym. Inni buntują się przeciw eutanazji, aborcji albo przeciwko strasznemu traktowaniu dzieci w afrykańskich i azjatyckich sierocińcach. Czy oni swoimi demonstracjami i petycjami wyrządzają komukolwiek krzywdę? Bunt jest potrzebny, by zachować zdrowie demokracji. Spróbujmy sobie wyobrazić państwo demokratycznym, w którym każdy co prawda, wyraża swoje zdanie, w otoczeniu bliskich, w rozmowach z pojedynczymi ludźmi, ale w ten sposób nie da się zmienić mankamentów państwa. Natomiast podczas gdy zbiera się większa grupa ludzi, ich głos zaczyna być zauważalny, być może nagłaśniany przez media, skłania to władze państwa do zajęcia się problemem na jaki zwracają uwagę demonstrujący.
Reasumując, buntowanie się towarzyszyło ludzkości od samych początków, jest rzeczą naturalną, zakorzenioną w nas głęboko. Nie wyobrażam sobie jakiegokolwiek społeczeństwa w którym nie występowałyby postawy buntu. Tak samo jak nie wyobrażam sobie rządu, który nie zajął by się problemem, który nie podoba się społeczeństwu. Tak więc, jeżeli jest coś co nas bardzo uwiera w naszym kraju, dlaczego by nie poszukać ludzi, którzy podzielają naszą dezaprobatę dla danego faktu i głośno zaprotestować przeciwko temu?
Czytając powyższe przykłady łatwo zauważyć, że słowo „bunt” nie ma jednoznacznej definicji i można je rozumieć na wiele sposobów. Mnie ciekawi sposób w jaki Roberta Merton, twórca definicji ról społecznych, wyjaśnia „bunt”. Według niego „bunt jest sposobem przystosowania jednostki, poprzez odrzucenie celów społecznych grupy oraz społecznie uznawanych środków realizacji celów społecznych oraz zastąpienie ich własnymi celami i środkami osiągania ich”.
Najprościej można podzielić bunt na dobry i zły. Pojawia się pytanie kiedy możemy powiedzieć, że bunt jest dobry, a kiedy że zły? Czy istnieją jakieś ściśle określone kryteria klasyfikujące bunt do kategorii „dobry – zły”? Na te pytania, poruszając problematykę słuszności buntu, starali się odpowiedzieć poeci i pisarze od początków rodzenia się literatury. Jedną z najwcześniejszych wzmianek o buncie i poruszania problematyki jego słuszności jest „Antygona” Sofoklesa. Antygona pochowała swojego brata, pomimo zakazu Kreona i mimo tego, że wiedziała o czekającej ją za to śmierci. W części IV „Dziadów” Adama Mickiewicza obserwujemy bunt przeciw nieszczęśliwej miłości na przykładzie Gustawa który nie mogąc pogodzić się z brakiem wzajemności uczuć kobiety, którą pokochał dopuszcza się do samobójstwa. Stefan Żeromski w „Przedwiośniu” ukazuje bunt Cezarego Baryki, który po wyjeździe ojca na front czuje się nieskrępowany i wolny, buntuje się przeciwko matce i nie słucha jej próśb i nakazów.
Moim zdaniem, bunt możemy określić jako słuszny, kiedy nie wyrządza krzywdy niewinnym ludziom. Młodzi ludzie, w dzisiejszych czasach buntują się przeciwko rozmaitym rzeczom. Są tacy, którzy buntują się przeciwko niehumanitarnemu traktowaniu i zabijaniu zwierząt, których mięso ma powędrować potem na półki sklepowe, albo z których futra mają być uszyte piękne damskie futra. Robią to w nieszkodliwy sposób – nie kupują mięsa, nie jedzą go. Organizują demonstracje i protesty. W moim przekonaniu nie ma w tym nic złego – demonstrują swoje przekonania, nie robiąc krzywdy innym. Inni buntują się przeciw eutanazji, aborcji albo przeciwko strasznemu traktowaniu dzieci w afrykańskich i azjatyckich sierocińcach. Czy oni swoimi demonstracjami i petycjami wyrządzają komukolwiek krzywdę? Bunt jest potrzebny, by zachować zdrowie demokracji. Spróbujmy sobie wyobrazić państwo demokratycznym, w którym każdy co prawda, wyraża swoje zdanie, w otoczeniu bliskich, w rozmowach z pojedynczymi ludźmi, ale w ten sposób nie da się zmienić mankamentów państwa. Natomiast podczas gdy zbiera się większa grupa ludzi, ich głos zaczyna być zauważalny, być może nagłaśniany przez media, skłania to władze państwa do zajęcia się problemem na jaki zwracają uwagę demonstrujący.
Reasumując, buntowanie się towarzyszyło ludzkości od samych początków, jest rzeczą naturalną, zakorzenioną w nas głęboko. Nie wyobrażam sobie jakiegokolwiek społeczeństwa w którym nie występowałyby postawy buntu. Tak samo jak nie wyobrażam sobie rządu, który nie zajął by się problemem, który nie podoba się społeczeństwu. Tak więc, jeżeli jest coś co nas bardzo uwiera w naszym kraju, dlaczego by nie poszukać ludzi, którzy podzielają naszą dezaprobatę dla danego faktu i głośno zaprotestować przeciwko temu?














