Styl Życia / Inne
Co z tą aseksualnością?
Artykuł był czytany 2613 razyPoniedziałkowy The Guardian sprzed tygodnia umieścił w jednym ze swoich dodatków artykuł nt. aseksualnego małżeństwa młodych ludzi, którzy ‘już od 8śmiu miesięcy są małżeństwem, ale wciąż zachowali status dziewiczy’.
Pierwsza myśl, jak się wydaje zupełnie uzasadniona, że oto nic jednak w tym dziwnego. Ot, po prostu kolejny sposób na życie. Może nawet jeden z tych mniej spektakularnych, bo przecież sąsiedzi w dzień i w nocy nie walą w ściany domagając się wreszcie ciszy u ulegającej huci pary. Zastanawiałam się nawet przez chwilę, czy na pewno warto o tym pisać – daleko ciekawszy byłby temat zaburzeń obsesyjno-kompulsywnych bądź innych radykalnych pomysłów na seks. Filmowo na myśl przychodzą ‘Opowieści o zwyczajnym szaleństwie’ Zelenki i nagle już wszystko jakby wraca do normy. Tymczasem nie wiadomo, czy taka aseksualność to na pewno temat medialny – tu nie chodzi przecież o to, na jakie stać nas dziwactwa. Tu mówi się o BRAKU dziwactw, acz to zapewne kwestia punktu widzenia. Homoseksualność. Biseksualność. Heteroseksualność. A.. Nierobieniu czegoś przyklejono etykietkę. Czy jeśli uwarunkowana biologią odczuwam większy bądź mniejszy popęd seksualny, należałoby mnie okresowo (nomen omen) kwalifikować do którejś z określonych już grup, czy może tworzyć nowe specjalnie dla mnie? Czy jeśli programowo bądź z powodu biologicznych czy mentalnych uwarunkowań nie jem czekolady, nie chodzę w butach na obcasach i nie śpiewam pod prysznicem, można mnie gdzieś zakwalifikować? Będę co nawyżej osobą nie jedzącą czekolady i parę innych jeszcze ‘nie-‘, ale żeby od razu na uniwersytetach badania prowadzić?
No właśnie. Portal www.asexuality.org, jako największy na świecie łącznik dla wspólnoty aseksualnych, próbuje udzielić kilku wskazówek i odpowiedzi na pytanie. Za aseksualną uważa się osobę, która nie odczuwa pociągu fizycznego do żadnej z płci. Aseksualni, jak i inne grupy, pod-grupy, sub-grupy, podzbiory i części zupełnie niewspólne, mają potrzeby emocjonalne, które chcieliby zaspokajać. Nierzadko najszczęśliwsi są we własnym towarzystwie bądź budując bliskie i długotrwałe relacje z przyjaciółmi. Niektórzy aseksualni łatwiej nawiążą intymną relację z partnerem lub będą szukać długotrwałych związków. Aseksualni bowiem pozwalają sobie na okazjonalne ekscesy seksualne, jak i na masturbację, których jednak nie uważa się za powodowane pociągiem seksualnym skierowanym w stronę partnera. Niektórzy nazwaliby to hucią może – w czym jednak zatem różnica? Technicznie wydaje się, że w niczym raczej. Sami aseksualni przyznają, iż ‘seksualnośc bywa płynna, zaś w niektorych przypadkach orientacja seksualna może zmieniać się w czasie. To, czy identyfikujesz się jako seksualny bądź aseksualny, jest tylko kwestią twojego wyboru’. Czy aby na pewno wynika z tego jakiś konkret?
Bohater artykułu w Guardianie przyznaje, że w młodości nieswojo czuł się, gdy rówieśnicy zaczęli interesować się płciowością. Fakt, że na drodze swej napotkał wspomniany powyżej portal pozwolił mu wreszcie na zakwalifikowanie się do jakiejkolwiek grupy – odnalazł własną, upragnioną etykietkę, jak sam zresztą przyznaje. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że to kolejny sposób na utożsamienie się z czymś. Z ideą, z mniejszością, z większością, z brakiem bądź z nadmiarem. Ostentacyjnie wymykamy się schematom, by przy nadarzającej się okazji jednak do nich wrócić.
Powyższe szkicuje tylko temat, który być może jest znacznie szerszy. Zapraszam do konstruktywnej dyskusji, jeśli tylko uważacie ją za uzasadnioną.
No właśnie. Portal www.asexuality.org, jako największy na świecie łącznik dla wspólnoty aseksualnych, próbuje udzielić kilku wskazówek i odpowiedzi na pytanie. Za aseksualną uważa się osobę, która nie odczuwa pociągu fizycznego do żadnej z płci. Aseksualni, jak i inne grupy, pod-grupy, sub-grupy, podzbiory i części zupełnie niewspólne, mają potrzeby emocjonalne, które chcieliby zaspokajać. Nierzadko najszczęśliwsi są we własnym towarzystwie bądź budując bliskie i długotrwałe relacje z przyjaciółmi. Niektórzy aseksualni łatwiej nawiążą intymną relację z partnerem lub będą szukać długotrwałych związków. Aseksualni bowiem pozwalają sobie na okazjonalne ekscesy seksualne, jak i na masturbację, których jednak nie uważa się za powodowane pociągiem seksualnym skierowanym w stronę partnera. Niektórzy nazwaliby to hucią może – w czym jednak zatem różnica? Technicznie wydaje się, że w niczym raczej. Sami aseksualni przyznają, iż ‘seksualnośc bywa płynna, zaś w niektorych przypadkach orientacja seksualna może zmieniać się w czasie. To, czy identyfikujesz się jako seksualny bądź aseksualny, jest tylko kwestią twojego wyboru’. Czy aby na pewno wynika z tego jakiś konkret?
Bohater artykułu w Guardianie przyznaje, że w młodości nieswojo czuł się, gdy rówieśnicy zaczęli interesować się płciowością. Fakt, że na drodze swej napotkał wspomniany powyżej portal pozwolił mu wreszcie na zakwalifikowanie się do jakiejkolwiek grupy – odnalazł własną, upragnioną etykietkę, jak sam zresztą przyznaje. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że to kolejny sposób na utożsamienie się z czymś. Z ideą, z mniejszością, z większością, z brakiem bądź z nadmiarem. Ostentacyjnie wymykamy się schematom, by przy nadarzającej się okazji jednak do nich wrócić.
Powyższe szkicuje tylko temat, który być może jest znacznie szerszy. Zapraszam do konstruktywnej dyskusji, jeśli tylko uważacie ją za uzasadnioną.
Dodaj Komentarz
RSS komentarzyKomentarze: 1
Ja również jestem aseksualistką. Co więcej, opublikowałam już kilka tekstów na temat mojej orientacji seksualnej... Pozdrawiam! :-)














