Styl Życia / Inne
Cywilizacja śmierci
Artykuł był czytany 7285 razy"Historycznie rzecz biorąc, wartość życia noworodka zdeterminowana jest przez podaż i popyt, oraz przez panującą na danym etapie historycznym postawę wobec śmierci.
W okresach wysokiej rozrodczości i wysokiej śmiertelności niemowląt panował fatalizm: "Bóg tak chciał", "może tak i lepiej". Kiedy niemowlęta zaczęły przychodzić na świat w mniej szybkim tempie i kiedy rozwój medycyny, higieny i możliwości właściwego odżywiania podważyły ten fatalizm, życie dziecka stało się cenniejsze” - tak powiedział przez laty angielski historyk Lionel Rose.
Autorstwo terminu „cywilizacja śmierci”, przypada natomiast Janowi Pawłowi II i jest interpretacją słów Jezusa Chrystusa, które potępiają aborcję, eutanazję, antykoncepcję, samobójstwo, morderstwo, ludobójstwo, homoseksualizm, transseksualizm, biseksualizm oraz pedofilię. Porzucenie encyklopedycznego modelu rodziny, który jest częścią zanikającej zgodnie z opinią przedstawicieli kościoła katolickiego cywilizacji życia, ma doprowadzić społeczeństwo początkowo do zniszczenia przez hedonizm, a w następstwie do samozagłady. W kontrowersyjnym sporze o aborcję, zarówno strona zwolenników, jak i przeciwników nazywa aborcję złem. Z tą tylko różnicą, że Ci pierwsi określają to mianem mniejszego zła. Problem usuwania ciąży, sprowadza się właściwie do pytania o to, w którym momencie tak naprawdę zaczyna się życie, i czy jest to chwila poczęcia, czy moment porodu: pierwszego oddechu i pierwszego krzyku. Zgodnie z żydowskim Talmudem, płód nie jest osobą i jest całkowicie pozbawiony praw. Platon akceptował aborcję głosząc, że duszę człowiek otrzymuje dopiero w momencie narodzin. Arystoteles wprowadził teorię, zgodnie z którą, ciążę usunąć można do momentu, w którym płód nie porusza się wyczuwalnie dla matki. Asyryjczycy z kolei nabijali na pal kobiety, które dopuściły się aborcji, natomiast Martin Luter mówił, że: „Jeśli zmęczą się, a nawet umrą podczas noszenia w sobie dziecka, nie ma to znaczenia. Niech umierają w owocności - dlatego tu są”.
Tymczasem zarówno dzieciobójstwo, jak i porzucanie niemowląt, są znane ludzkości od zarania dziejów. Ot, banalny przykład Romulusa i Remusa czy Mojżesza. Historia dzieciobójstwa, to historia dzieci nieślubnych. Pod koniec XVIII wieku co czwarte dziecko nie dożywało swoich narodzin. W czasach wiktoriańskich z kolei, tak bardzo trudno było wykryć umyślne zabicie swojego dziecka, że sytuacje „przypadkowego” otrucia alkoholem, syropem na kaszel, czy przyduszeniem przez śpiącą, pijaną matkę, nie były wystarczającym powodem do otrzymania wyroku skazującego. „Świadomie przeprowadzona rzeź nieślubnych dzieci bezpośrednio po porodzie pozostawiała tylko niewiele z nich przy życiu po ukończeniu pierwszego roku życia”, pisze dalej Lionel Rose.
XX wiek i pontyfikat Jana Pawła II przyniósł rozszerzenie pojęcia cywilizacja śmierci. To już nie jest tylko kwestia aborcji, ale również związków homoseksualnych, które ze swojej natury wykluczają posiadanie potomstwa. Kościół potępia również pęd za karierą, który opóźnia proces założenia rodziny i posiadania dzieci, które i tak często tworzą model rodzinny typu dwa plus jeden, podczas gdy kobieta podczas całego swojego okresu rozrodczego może urodzić ich kilkanaścioro. Kościół Katolicki przeciwstawia się również antykoncepcji, jako kolejnemu czynnikowi kształtującemu cywilizację śmierci, ale zadajmy sobie pytanie, czy nie byłoby to rozsądne, dać możliwość skorzystania z tego dobrobytu kobietom Etiopii i Somalii? Czyżby Kościół był zdania, że jest to zło tak samo straszne, czy równe obrazowi matki patrzącej na swoje dzieci konające z głodu? Czy zabicie plemnika jest takim samym okrucieństwem, jak zabicie człowieka, czy jest to tylko moralne usprawiedliwienie w obliczu wyrzutów sumienia?
XX wieczna Brazylia to środowisko bezpańskich dzieci, które kradną, mordują i żyją na śmietnikach. W prawach demografii chodzi o to, aby ludzie w okresie produkcyjnym utrzymywali dzieci i emerytów, stąd konieczność stabilizacji przyrostu naturalnego na optymalnym poziomie jest oczywisty. Tyle tylko, że nie każde państwo może sobie pozwolić na utrzymanie setek tysięcy dzieci, podczas kiedy ich rodzice ledwo wiążą koniec z końcem i nie mogą sobie na nie pozwolić. Osławione w Polsce becikowe, dla matek świadomych kosztów utrzymania dziecka ma mniej więcej taką samą wartość, jak podwyżka rzędu dwudziestu złotych dla nauczycieli. A pomimo całej radości płynącej z posiadania dziecka, jest to jednak przede wszystkim ogromna odpowiedzialność, wiążąca się z całym pasmem ograniczeń. A wyrzucane nam w twarz pytanie „co jeszcze musisz kupić, zanim zdecydujesz się na dziecko?”, skwitujmy komentarzem o teoretycznie chrześcijańskim zrozumieniu i tolerancji, które już dawno przerodziły się w bezkompromisowy fanatyzm.
Autorstwo terminu „cywilizacja śmierci”, przypada natomiast Janowi Pawłowi II i jest interpretacją słów Jezusa Chrystusa, które potępiają aborcję, eutanazję, antykoncepcję, samobójstwo, morderstwo, ludobójstwo, homoseksualizm, transseksualizm, biseksualizm oraz pedofilię. Porzucenie encyklopedycznego modelu rodziny, który jest częścią zanikającej zgodnie z opinią przedstawicieli kościoła katolickiego cywilizacji życia, ma doprowadzić społeczeństwo początkowo do zniszczenia przez hedonizm, a w następstwie do samozagłady. W kontrowersyjnym sporze o aborcję, zarówno strona zwolenników, jak i przeciwników nazywa aborcję złem. Z tą tylko różnicą, że Ci pierwsi określają to mianem mniejszego zła. Problem usuwania ciąży, sprowadza się właściwie do pytania o to, w którym momencie tak naprawdę zaczyna się życie, i czy jest to chwila poczęcia, czy moment porodu: pierwszego oddechu i pierwszego krzyku. Zgodnie z żydowskim Talmudem, płód nie jest osobą i jest całkowicie pozbawiony praw. Platon akceptował aborcję głosząc, że duszę człowiek otrzymuje dopiero w momencie narodzin. Arystoteles wprowadził teorię, zgodnie z którą, ciążę usunąć można do momentu, w którym płód nie porusza się wyczuwalnie dla matki. Asyryjczycy z kolei nabijali na pal kobiety, które dopuściły się aborcji, natomiast Martin Luter mówił, że: „Jeśli zmęczą się, a nawet umrą podczas noszenia w sobie dziecka, nie ma to znaczenia. Niech umierają w owocności - dlatego tu są”.
Tymczasem zarówno dzieciobójstwo, jak i porzucanie niemowląt, są znane ludzkości od zarania dziejów. Ot, banalny przykład Romulusa i Remusa czy Mojżesza. Historia dzieciobójstwa, to historia dzieci nieślubnych. Pod koniec XVIII wieku co czwarte dziecko nie dożywało swoich narodzin. W czasach wiktoriańskich z kolei, tak bardzo trudno było wykryć umyślne zabicie swojego dziecka, że sytuacje „przypadkowego” otrucia alkoholem, syropem na kaszel, czy przyduszeniem przez śpiącą, pijaną matkę, nie były wystarczającym powodem do otrzymania wyroku skazującego. „Świadomie przeprowadzona rzeź nieślubnych dzieci bezpośrednio po porodzie pozostawiała tylko niewiele z nich przy życiu po ukończeniu pierwszego roku życia”, pisze dalej Lionel Rose.
XX wiek i pontyfikat Jana Pawła II przyniósł rozszerzenie pojęcia cywilizacja śmierci. To już nie jest tylko kwestia aborcji, ale również związków homoseksualnych, które ze swojej natury wykluczają posiadanie potomstwa. Kościół potępia również pęd za karierą, który opóźnia proces założenia rodziny i posiadania dzieci, które i tak często tworzą model rodzinny typu dwa plus jeden, podczas gdy kobieta podczas całego swojego okresu rozrodczego może urodzić ich kilkanaścioro. Kościół Katolicki przeciwstawia się również antykoncepcji, jako kolejnemu czynnikowi kształtującemu cywilizację śmierci, ale zadajmy sobie pytanie, czy nie byłoby to rozsądne, dać możliwość skorzystania z tego dobrobytu kobietom Etiopii i Somalii? Czyżby Kościół był zdania, że jest to zło tak samo straszne, czy równe obrazowi matki patrzącej na swoje dzieci konające z głodu? Czy zabicie plemnika jest takim samym okrucieństwem, jak zabicie człowieka, czy jest to tylko moralne usprawiedliwienie w obliczu wyrzutów sumienia?
XX wieczna Brazylia to środowisko bezpańskich dzieci, które kradną, mordują i żyją na śmietnikach. W prawach demografii chodzi o to, aby ludzie w okresie produkcyjnym utrzymywali dzieci i emerytów, stąd konieczność stabilizacji przyrostu naturalnego na optymalnym poziomie jest oczywisty. Tyle tylko, że nie każde państwo może sobie pozwolić na utrzymanie setek tysięcy dzieci, podczas kiedy ich rodzice ledwo wiążą koniec z końcem i nie mogą sobie na nie pozwolić. Osławione w Polsce becikowe, dla matek świadomych kosztów utrzymania dziecka ma mniej więcej taką samą wartość, jak podwyżka rzędu dwudziestu złotych dla nauczycieli. A pomimo całej radości płynącej z posiadania dziecka, jest to jednak przede wszystkim ogromna odpowiedzialność, wiążąca się z całym pasmem ograniczeń. A wyrzucane nam w twarz pytanie „co jeszcze musisz kupić, zanim zdecydujesz się na dziecko?”, skwitujmy komentarzem o teoretycznie chrześcijańskim zrozumieniu i tolerancji, które już dawno przerodziły się w bezkompromisowy fanatyzm.














