Czy jesteśmy świadkami kryzysu istnienia więzi międzyludzkich?
Artykuł był czytany 3748 razy
Czy nie mamy czasem wrażenia, że kiedyś ludzie byli dla siebie milsi i częściej się uśmiechali? Może w dzisiejszym świecie więzi ludzkie straciły na wartości i nie są już nam potrzebne?
Codziennie spotykamy różnych ludzi. Pełno ich wokół nas i tak zawsze będzie. Czy to nam się podoba, czy nie. Człowiek to istota społeczna. Do prawidłowego funkcjonowania potrzebuje obecności innych. Gdy patrzę na zdjęcia z młodości mojej babci widzę szczerze uśmiechnięte twarze młodych ludzi. W tym uśmiechu jest tyle autentyzmu i blasku, że nie mam wątpliwości, że jest on tam nie tylko dlatego, bo do zdjęcia trzeba się zazwyczaj uśmiechnąć.
Dziś spojrzenia jednego człowieka na drugiego są "puste", często złowrogie. Rzadko stać nas na bezinteresowny uśmiech do przypadkowego przechodnia na ulicy. Nie chcemy tego, nie mamy takiej potrzeby. Wydaje nam się to śmieszne i głupie. wzmogło się w nas poczucie niezależności, które przerodziło się w egoizm. Nie jest dziełem przypadku, ze wśród ludzi coraz mniej małżeństw w opozycji do rosnącej liczby tak zwanych "singli".
Trudno być prawdziwym człowiekiem. takim, który zawsze wyciągnie pomocną dłoń, nawet do nieznajomego. Ze świecą dziś trzeba szukać ludzi z przysłowiowym sercem na dłoni. Coraz większym wysiłkiem dla nas jest ustąpienie staruszkom miejsca w autobusach. I nie chodzi tu o wysiłek fizyczny, ale raczej psychiczny. Stereotypowo potępiamy za to młodzież. Ja jednak na własne oczy widziałam, że i zdrowych dorosłych nie stać na taki gest. Kiedyś byłam świadkiem pewnego zdarzenia. Podczas jazdy autobusem przewrócił się człowiek w podeszłym wieku. Wokół siedziało pełno ludzi. Nikt nie podał mu ręki i nie pomógł wstać. Ja ( tu przyznaję się bez bicia ) niestety również. Sama nie wiedziałam dlaczego, przecież jestem dobrym człowiekiem. Pomyślałam wtedy sobie, że tak łatwo w jednej chwili można obnażyć się z człowieczeństwa. Trudniej na długo zatrzymać je przy sobie.
Staruszka opowiadająca swoje życiowe perypetie w pociągu obcym ludziom jest dla nas dziwolągiem. Dlaczego? Coraz częściej mniej ludziom ufamy. Niedługo słowo "zaufanie" stanie się archaizmem. Wyjdzie z użycia, bo zniknie jego desygnat. Boimy się nawzajem siebie. Kobiety nie wychodzą z domu bez gazu w torebce, mężowie wynajmują detektywów, by śledzili ich żony.
Ludzie są po to, aby ich kochać, by z nimi być i im ufać. Wiem, że nie wszystkich da się lubić. Sama mam z tym problemy. Jednak czy naprawdę wszystkie ograniczenia zaistnienia jakiejkolwiek więzi międzyludzkiej są potrzebne? Jak wiele z nich wynika z naszego egoizmu, uporu czy dumy? Czy żyjemy w świecie, gdzie można mówić o kryzysie więzi między ludźmi? Myślę, że coś w tym jest. Sądzę, iż na zakończenie tej refleksji doskonale nadaje się cytat z wiersza księdza Jana Twardowskiego: "Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą". Może warto byłoby pamiętać o tych słowach nie tylko 1 listopada, ale też w dni powszednie.
Dodaj Komentarz
RSS komentarzyKomentarze: 5
ja nie mam takiego wrazenia
"Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą" prawda! plusik
Moim zdaniem Twoje artykuły są troszkę przesłodzone, Jakbyś dodała do nich trochę "charakteru" mogłyby większe wrażenie wywierać. Hmn..mam.na myśli, że czuć z nich, autorke - wrażliwą kobietę. Jak dla mnie - w sumie laika -troche więcej zimnej krwii dobrze zrobiłoby Twojemu pisaniu. Zaznaczam, że jest to tylko subiektywne oczucie. Bez urazy za tą krytykę:)
Artykuł jest niestety zbyt słodki. Życie jest twarde i zawsze takie było. Zdziwienie autorki jest raczej spowodowane kontrastem rzeczywistości z wytworzonym przez media obrazem świata: jest pięknie, słodko, wszyscy się kochają. Lub też odwrotnie: jest źle, wszędzie tylko agresja i apatia. A prawda jak zawsze leży po środku. Mimo wszystko jednak z główną tezą artykułu nie sposób się nie zgodzić: tzw. lewactwo od lat miarowo usiłuje zniszczyć rodzinę i więzy międzyludzkie w ogóle (sprowadzając je wszystkie do seksu), w jednym, oczywistym celu: gdzie nie ma rodziny tam wkracza państwo.
ja sie z tym niezgadzam moim zdaniem wlasnie idziemy w calkowicie przewciwnym kierunku kiedys bylismy strasznie ponurym spoleczenstwem pewnie za sprawa przejsc jakie mamy za soba ale jest coraz przyjemniej :D














