Dwa nurty w chrześcijaństwie
Artykuł był czytany 5111 razyKażda religia instytucjonalna prędzej czy później stanie się zbiorem nakazów i zakazów, zgodnie z którymi człowiek powinien żyć, jeśli bowiem sprzeciwi się im, czeka go kara. Popełnia bowiem grzech wyrzekając się Boga.
Czego możemy się nauczyć od lewicowego piewcy marksizmu?
Wczoraj udało mi się przeczytać książkę E. Fromma „Psychoanaliza, a religia”, myślę, że za szybko odrzuciłem poglądy tego myśliciela. Kiedyś dawno temu czytałem jego książki i byłem zachwycony jego krytyką wymierzoną w kapitalizm, jego zafascynowaniem Marksem i Freudem i możliwościami rozwoju człowieka, nieskrępowanego ograniczeniami jakie narzuca nam kultura i system gospodarczy. Później kiedy trochę już dojrzałem, odrzuciłem Fromma, a raczej wyrzuciłem go na śmietnik historii. Niesłusznie, bowiem, jeśli oddzieli się jego twórczość, od propagowanej prze niego krytyki kapitalizmu, wciąż pozostanie wiele atrakcyjnych idei, których na śmietnik historii wyrzucać się nie powinno.
Freud – potężny Bóg i pył...
Fromm wiele piszę o chrześcijaństwie, ale jego krytyka, nie jest krytyką totalną, nie naśladuję Freuda, dla którego religia, była tylko i wyłącznie potrzebą słabego człowieka, potrzebą poczucia bezpieczeństwa, poddania się nakazom i zakazom wielkiego i wszechwiedzącego Boga. Taka religia, zdaniem Freuda, była nie tylko niebezpieczna dla ludzkiej integralności i możliwości rozwoju, ale wręcz destrukcyjna. Człowiek wyznający wiarę został całkowicie podporządkowany bogu, którego legitymizacja do pełnienia władzy nie wypływa z jego cnót, ale z tego że jest on istotą potężniejszą od człowieka. Jednym słowem jesteśmy zobowiązani do oddawania czci bogu, ponieważ jest on w stanie nas zniszczyć, czyli nasza wiara jest tak naprawdę jedynie obawą o nasze życie, nasze przekonania są li tylko racjonalizacjami, które wypływają ze strachu wobec potęgi istoty, której nie znamy, ale która jest w stanie nas zgładzić. Człowiek dla Freuda stanowi istotę, zdolną do poznania samego siebie dzięki możliwościom własnego umysłu, sam Freud nie odrzuca etyki wręcz przeciwnie, upatruje w niej istotę prawdziwego człowieczeństwa, a religia, która etykę sobie przywłaszczyła i zdobyła monopol na tłumaczenie ludziom zasad moralnych, stanowi zaprzeczenie ludzkich zdolności do wykoncypowania zasad moralnych bez fundamentu je ustanawiającego w postaci osoby boga. Freud uważa, że ludzie wytworzyli sobie boga, bowiem kierował nimi zwykły strach, strach przed nieznaną naturą, poddanie się istocie potężniejszej było źródłem poczucia bezpieczeństwa, ale jednocześnie utraty wolności.
Dlaczego Adam i Ewa zostali wyrzuceni z raju? Ponieważ złamali zasady ustanowione przez Boga, chcieli tak jak Bóg znać dobro i zło. Jednakże Bóg ustanowił monopol na prawdę, pierwsi ludzie zostali wypędzeni z raju, nie dlatego, że złamali zasady prawa moralnego, ale dlatego, że przeciwstawili się nakazowi boga, nakazowi, którego moc wynikała wyłącznie z tego, że został on nadany przez boga, Od tej pory według Freuda zaczyna się ludzka wędrówka do wolności i samopoznania, do znalezienia prawdy o świecie i uniezależnienia się od Boga.
Stary testament obfituję w różne przykłady potwierdzające powyższą tezę, a mianowicie, Bóg karze ludzie według swojego własnego widzi misie, nic ponadto, ludzie są jedynie marionetkami w rękach potężnego bóstwa, są tylko pyłem, a więc nie pozostaje im nic innego tylko walka o to, by móc się przypodobać się bogu, by w jaki najpełniejszy sposób realizować wolę boga, jakkolwiek nie byłaby ona absurdalna. Bóg nie jest związany prawem, jest udzielnym władcą, targanym prze ludzkie namiętności niczym greccy bogowie z Olimpu.
Człowiek posiada wszystkie możliwe zasoby do tego by móc samemu rozporządzać swoim życiem, ale jeśli w pewnym momencie powierza bogu swoja wolność, sprzedają ją za poczucie bezpieczeństwa, jest zmuszony do przestrzegania zakazów boga inaczej czeka go sroga kara. Czyż Hiob nie był dobry, czyż nie chwalił boga? A jednak Bóg go poniżył zabrał mu wszystko tylko po to, by sprawdzić czy Hiob nadal będzie mu ufał i w nim pokładał nadzieję. Skoro człowiek wyposażył boga w takie przymioty jak nieograniczona mądrość, sprawiedliwość, łaska, siłą, to co pozostało samego człowiekowi? Nic, człowiek sam oddał bogu wszystkie swoje siły i zasoby, teraz prosi go o to, by Bóg mu je zwrócił, by strzegł człowieka, by pokazał mu mądrą drogę. Zapominamy jednak o tym, że człowiek sam i na własne życzenie zrzekł się swoich praw, na rzecz boga. Zdaniem Freuda w tym akcie poddania tkwi ludzka potrzeba masochizmu, potrzeba samoponiżania się w oczach boga, wszak bez tego nie jest możliwe odkupienie.
Bóg-człowiek czyli Jezus
Tak w bardzo dużym skrócie wyglądają tezy Freuda na temat religii, zdania Junga nie będę tutaj przytaczał ponieważ, jest bardziej subtelne i skomplikowane, w każdym bądź razie postrzeganie religii przez Freuda, jest zdaniem Fromma rzeczywiście trafne, ale wyłącznie w przypadku tak zwanych religii autorytarnych, Gdzie Bóg, jest wszystkim, a człowiek jest niczym. Fromm jednak nie poprzestaje na tym, uważa że sama religia dzieli się na dwa najważniejsze nurty, autorytarny oraz humanistyczny. I ten drugi nurt, sam Fromm propaguje jako drogę do poznania siebie i samorealizacji.
W każdej religii znajdziemy elementy, które są podobne do nurtu autorytarnego, oraz elementy podobne do nurtu humanistycznego. Zdaniem Fromma w łonie samego chrześcijaństwa toczy się zażarta walka między tymi nurtami i nie jest jednoznacznie pozwiedzane, ze religia chrześcijańska, jest religią polegającą tylko na podporządkowaniu się.
Fromm często cytuje Jezusa, jego słowa dotyczące dążenia do prawdy, miłości do bliźniego. W tych dwóch elementach znajdujemy bowiem trzon humanistycznego nurtu religii chrześcijańskiej. Człowiek nie jest tutaj tylko zabawką w rękach wielkiego boga, niezadowolonego z czegoś tam, jest istotą stworzoną na podobieństwo tego Boga, w samym Nowym Testamencie, akcenty zostają przeniesione z kary, na miłość, bóg karze owszem, ale jest jednocześnie miłosierny, jest bardziej ludzki, potrafi wybaczać, wysłuchać, poradzić, nie ciska tylko gromami i wstając rano nie zatapia kolejny raz świata w imię tylko sobie znanych motywacji.
Bóg w religiach lub nurtach humanistycznych w szczególności w obrębie mistycyzmu jest bogiem , który nie tylko karze, karze bardzo rzadko, ale jest miłosierny, jest dobry, stanowi dla człowieka, drogowskaz życia, poszukiwań samego siebie. Bóg w obrębie humanizmu stanowi pewien ideał do którego istota ludzka powinna dążyć, używając słów Fromma, „ jest symbolem wyższej ludzkiej jaźni”. Wiara w takiego humanistycznego boga nie polega tylko na wyrażaniu czci i bojaźni, ale przede wszystkim na radości, na afirmacji boskiego dzieła stworzenia, na wypełnieniu boskiego planu, polegającego na tym, że Bóg chce byśmy byli szczęśliwi, a jednocześnie moralni. W obrębie tego nurtu nacisk kładziony jest na możliwości samopoznania człowieka, wyposażonego wszak przez boga w wolna wolę i umysł, nacisk kładziony jest na poszukiwanie prawdy i patrzenie na życie z dystansem, na możliwości człowieka, a nie na jego wewnętrzne zło i ograniczenia, miłosierdzie, nie poczucie winy i kara są kluczem do zrozumienia boskich zmierzeń.
W religiach o nastawieniu autorytarnym po popełnieniu grzechu, człowiek musi odczuwać poczucie winy, musi przepraszać Boga, leżeć krzyżem etc., w nurcie humanistycznym musi dążyć do naprawy swej szkody, poprzez czynienie dobra w miejsce zła którego się dopuścił.
Dwa strumienie
Myślę, że stąd wynika problem z chrześcijaństwem, ponieważ te dwa nurty są obecne na równych prawach w łonie samej religii i choć nurt autorytarny w postaci moherowych beretów, pałaców arcybiskupich i wszechogarniającego grzechu jest być może dominujący, to nie należy zapominać o tym, że mistyczna strona religii nie jest heretycką bajką, ale drugą stroną medalu, stroną którą często trudno dostrzec w poczynaniach hierarchii kościelnej, ale za to jak łatwo zobaczyć w postępowaniu samego Jezusa Chrystusa.
Jezus jest moim zdaniem emanacją humanistycznego nurtu religii chrześcijańskiej, wszak sam siebie skazuje na śmierć za ludzkie grzechy, staję się człowiekiem i ginie na krzyżu. Naucza ludzi, z nimi je posiłki z nimi przebywa z nimi rozmawia. Sama postać Jezusa jako wcielonego boga jest już dla sygnałem tego, że Bóg zmienia swe srogie oblicze, doświadcza ciężaru jaki spada na bezbronnego człowieka, sam stając się po części człowiekiem. Jezus mówi nam, że świat jest pięknym miejscem stworzonym przez boga, po to by człowiek mógł być szczęśliwy, by mógł chwalić boga czyniąc dobro i przede wszystkim miłość.
Miłość
Miłość Boga do ludzi, a nie kara za grzechy jest przesłaniem Jezusa, moim skromnym zdaniem właśnie w osobie Jezusa realizuje się doniosłość i wielkość chrześcijaństwa. W „Hymnie do miłości” sama miłość zostaje podniesiona do rangi wartości, która jest najważniejszą wartością w życiu człowieka, bowiem miłość jest miłością do świata stworzonego przez miłosiernego i dobrego Boga, a miłość człowieka do człowieka i poszanowanie ludzkiej godności jest wspaniałym przesłaniem chrześcijaństwa. Amen.
Dodaj Komentarz
RSS komentarzyKomentarze: 8
Nie tylko o chrzescijanstwie ale o kazdej rzeczy i zjawisku mozna mowic na rozne sposoby i z roznych punktow widzenia. To w jaki sposob zjawisko postrzegamy nie zmienia natury tego zjawiska ale okresla zaledwie punkt widzenia, wartosci i swiatopoglad postrzegajacego. Spostrzezenie, ze w chrzescijanstwie mozna dopatrywac się pozytywnych aspektów nie ma w sobie zadnych wartosci, ktore moglyby wzbogacic nasza wiedze o swiecie. (Zdaniem wielu osob polityka III rzeszy miala rowniez wiele pozytywnych aspektow dla kultury Niemiec i trudno odmówić im racji jeśli z kulturą Niemiec wiążemy takie kwestie jak rozwój niemieckich korporacji).
Dostrzeganie, jak piszesz dwoch stron medalu dotyczacych chrzescijanstwa, nie powinno zwalniac nas od odpowiedzialnosci dostrzegania szkod, przemocy i nieszczesc, jakie chrzescijanstwo (a raczej kultura zinstytucjonalnej religii chrzescijanskiej) zrodzilo.
To dyskusja na ten temat (a nie na temat pozytywnych aspektow chrzescijanstwa), w moim odczuciu, powinna byc dla nas priorytetowa, jesli zasada, ze nic nie moze usprawiedliwiac klamstwa i przemocy, ma dla nas wartość najwyższą.
To niezwykle ciekawe, jakie aspekty chrześcijaństwa dostrzegali założyciele Stanów Zjednoczonych. Drugi prezydent państwa, John Adams tak pisał w liście do Thomasa Jeffersona:
“Kabalistycznemu chrześcijaństwu, jakim jest panujący od 1500 lat katolicyzm, zadano śmiertelną ranę, od której potwór w końcu zdechnie, mimo to jego potężne cielsko będzie w stanie wytrzymać jeszcze wieki zanim wykrwawi się do końca”.
James Madison, twórca amerykańskiej konstytucji pisał:
„niewolnictwo religijne zakuwa w kajdany i osłabia umysł, czyniąc go niezdolnym do podejmowania jakichkolwiek szlachetnych przedsięwzięć”.
A przywódca intelektualny amerykańskiej rewolucji, Thomas Pain, twierdził:
że „wszystkie narodowe instytucje kościelne, czy to żydowskie, chrześcijańskie czy islamskie wydają mi się niczym innym niż wytworem człowieka, ustanowionym w celu zastraszenia i zniewolenia ludzkości oraz zmonopolizowania władzy i bogactwa”.
„Z wszystkich systemów religijnych, jakie kiedykolwiek wynaleziono, nie ma drugiego bardziej obraźliwego dla stwórcy, bardziej destruktywnego dla człowieka, bardziej odrażającego dla intelektu i bardziej sprzecznego ze swoją własną logiką niż ten, nazywany chrześcijaństwem”
Tak na temat chrześcijaństwa pisano w Ameryce ponad 200 lat temu.
Co myśli się na temat chrześcijaństwa w Polsce w XXI w. ilustruje powyższy artykuł.
Panie Zbigniewie:
oskarżaniem współczesnych katolików o morderstwa popełnione setki lat temu niczego pan nie wskóra - równie dobrze mógłby pan żądać przeprosin Busha za wycięcie w pień Indian i niewolnictwo. Tym bardziej trudno będzie panu przekonać do swoich racji katolików obwieszczając, że czeka pan, aż ich kościół "zdechnie". To jasne, że kościół, jak każda instytucja, z czasem wynaturza się, jasne jest także, że religia krępuje umysł, ale nie da się zmienić człowieka od tak, chyba, że jest pan żądny terapii szokowej w stylu Rewolucji Francuskiej. Szanując drugiego człowieka i jego prawo do wolności przekonań, można skutecznie wpływać na rozwój ducha i intelektu poprzez wspieranie humanistycznego nurtu chrześcijaństwa.
Panie Macieju,
Doprawdy nie rozumiem Pana komentarza. W żadnym miejscu nie napisałem, że czekam aż kościół "zdechnie". I apelowałbym o branie odpowiedzialności za słowa, które się wypowiada. Jeśli nie potrafimy tego robić, to lepiej nie zabierajmy głosu w dyskusji publicznej.
To, o czym napisałem, to o skrywaniu faktów historycznych i zatajaniu przed ludźmi przemocy, której kościół zawdzięczał przez wieki swe polityczne wpływy. I jest fundamentalna różnica między "nawoływaniem za przemocą" co pan próbuje mi wmówić, a "mówieniem o przemocy" dokonanej przez innych (w tym wypadku kościół) i tajonej przez wieki. Nie wiem, czy potrafi pan tę różnicę dostrzec. Mam obawy, że niestety nie.
Do insynuacji jakobym ja nawoływał do jakiejś "terapii szokowej" nawet nie mam zamiaru się odnosić, bo to jakaś koszmarna bzdura, którą wyssał pan sobie z palca... w sposób łudząco przypominający postawę reprezentantów "humanistycznego nurtu chrześcijaństwa".
Szanowny Panie,
Faktycznie, nieco na wyrost założyłem, że w jakimś stopniu utożsamia się Pan z przywołanymi przez siebie cytatami. Nigdzie jednakże nie napisałem, jakoby nawoływał Pan do przemocy. Pozwoli Pan, że rozbuduję nieco myśl, którą w skrócie zawarłem w poprzednim wpisie:
1. Gdybym był katolikiem czułbym się urażony ujmowaniem przyszłych losów kościoła w ten sposób: „potwór w końcu zdechnie, mimo to jego potężne cielsko będzie w stanie wytrzymać jeszcze wieki”. Są chyba jakieś powody, dla których ta wypowiedź znalazła swe miejsce w prywatnym liście, a nie podczas publicznego wystąpienia. Zresztą dopuszcza się Pan pewnej manipulacji: poglądy osób stanowiących wówczas awangardę myśli humanistycznej zderza Pan z wypowiedzią (zresztą zupełnie neutralną) osoby związanej (być może) z nurtem katolickim. Podejrzewam, że gdyby skonfrontować tezy niejednego ówczesnego wolnomyśliciela Polaka z dzisiejszymi poglądami reprezentantów co poniektórych amerykańskich kościołów przepaść byłaby jeszcze większa. Po porostu porównuje Pan przedmioty różnego rodzaju – równie dobrze można mierzyć ze sobą wypowiedzi Platona i konserwatywnego księdza z XXI wieku, różnica czasowa jeszcze większa, ale czego takie porównanie mogłoby dowodzić?
2. „To, o czym napisałem, to o skrywaniu faktów historycznych i zatajaniu przed ludźmi przemocy, której kościół zawdzięczał przez wieki swe polityczne wpływy.” – problem w tym, że w ogóle Pan o tym nie napisał. Ambiwalentną aksjologicznie wypowiedź na ten temat przeczytam chętnie, a jakieś na poły prowokacyjne porównania kościoła z trzecią rzeszą postrzegam w kategorii nonsensownego drażnienia katolików
3. I najważniejsze: powyższy tekst opisuje jakąś sprawę i to w miarę obiektywnie. Dotyczy po prostu jakiegoś zjawiska. Nie rozumiem, dlaczego wysuwa Pan pod adresem autora roszczenia, aby ten pisał, o czymś co odpowiada akurat Panu.
Posługiwanie się kłamstwem i oszczerstwem w obronie symboli kultury chrześcijańskiej a w szczególności katolickiej jest typowym i powszechnie aprobowanym zachowaniem. Pana wypowiedź jest tego najlepszym przykładem. Używa pan dwóch kłamstw (Raz: Wkłada mi pan w usta wypowiedź prezydenta Stanów Zjednoczonych, który mówił o kościele katolickim, że „potwór w końcu zdechnie” oraz rozpoczyna pan spekulację, jakobym ja sugerował jakąś „terapię szokową” w stosunku do kościoła, krótko mówiąc że proponuję przemoc). Nie tylko daje pan w ten sposób świadectwo tego, że rozmowa o kryminalnej historii chrześcijaństwa jest w naszej kulturze z powodów ideologicznych absolutnie nie akceptowalna (gdyż tolerowane jest tylko wznoszenie bałwochwalczych tyrad na jej temat), to daje pan również doskonały przykład tego na czym w istocie chrześcijaństwo zbudowało swoją potęgę: na kreowaniu swoich wrogów i mobilizowaniu wiernych do walki z nimi: na wmawianiu ludziom zagrożenia i przemocy, która skierowana jest rzekomo przeciwko nim. Tworzenie wrogów było przez wieki i jest do dziś zresztą najbardziej charakterystyczną cechą kultury zachodniej. Rozpoczęta w tej dekadzie wojna z terroryzmem jest kontynuacją tej samej polityki podboju i hegemonii, która przez wielu kojarzona jest z pewnością z „humanistycznym nurtem chrześcijaństwa”. Chrześcijanie, którzy żyją w obsesji zagrożeń, nie potrafią o tym nawet dyskutować.
Sprawiłoby mi wielką radość, gdyby potrafił Pan zrezygnować z szarżowania ultraakademicką nomenklaturą w rodzaju "ambiwalentnych aksjologicznie wypowiedzi" i skupił swą uwagę na banalnie prostych błędach logicznych, które Pan popełnia w imię desperackiej obrony symboli kultury, z którą, choć trudno Panu w to uwierzyć, wcale nie jest Pan zmuszony się solidaryzować choćby dlatego, że doprowadza Pana do fałszywych konkluzji.
Fakt, że założyciele Stanów Zjednoczonych Ameryki byli wrogami instytucji kościoła watykańskiego jest znany i oczywisty. Wykluczenie kościoła z podejmowania decyzji politycznych państwa amerykańskiego było ich największym dziejowym osiągnięciem i chlubą państwa. Przytoczona przeze mnie wypowiedź Johna Adamsa jest tylko jednym z wielu tego świadectw. To że napisana została w liście nie ma najmniejszego znaczenia dla sensu i wagi argumentu. Nazywanie tego „manipulacją” (z mojej strony) jest tylko dowodem ignorancji. Pomijam nawet zarzut że list był „prywatny” (bo jakie miałoby mieć znaczenie dla rozumienia poglądów amerykańskiego polityka). Listy, musi pan wiedzieć, były w epoce oświecenia popularną formą wypowiedzi publicznej, pisaną nie tylko dla adresata ale dla wszystkich, którzy mieli z tym listem związek nie wyłączając tych, którzy je przewozili lub mieli możliwość ich publikacji... listy osób publicznych nie były niczym prywatnym i pisano je z nadzieją, że przeczyta je jak największa liczba osób.
Priceton Univerity jest aktualnie w trakcie przygotowywania publlikacji 20 000 listów Thomasa Jeffersona w 75 tomach, a Harvard zamierza wydać listy rodziny Adamsów w publikacji 150 tomowej. Dzięki tej harvardzkiej „manipulacji” będzie Pan miał okazję dowiedzieć się wiele m.in. na temat chrześcijaństwa i tego, co myśleli o nim założyciele państwa amerykańskiego.
Skoro tak doskonale orientuje się Pan w dominujących w Polsce uczuciach związanych z religią katolicką mógłby Pan się wysilić i zastanowić nad możliwymi reakcjami na Pański wpis. Nie wiem skąd ubrdało się Panu, że przez „terapię szokową” rozumiem nawoływanie do przemocy (dziwne psikusy płata nam nieświadomość, nieprawdaż?), ale to uparte trwanie w błędzie wskazuje na Pańską predyspozycję do – niestety – fanatyzmu objawiającą się w obyczaju wypisywaniu napastliwych w tonie komentarzy oraz przykrym nawyku nieczytania ze zrozumieniem tekstów, do których się Pan odnosi. A wracając do meritum: nie musi mnie Pan przekonywać o szkodliwości religii, ani zbrodniach popełnianych przez Kościół, zdaję sobie z nich sprawę. Pragnę jedynie zauważyć, że może Pan o tym mówić w taki sposób, aby trafić do faktycznie nieprzekonanych. Zresztą w swoim zacietrzewieniu nie dostrzega Pan, że także kościół oraz religia miały swój pozytywny wkład w rozwój ludzkości, a może nawet człowieczeństwa.
a co do kłamstw: "manipulacją" nazwałem porównanie poglądów osób wywodzących się ze środowisk o skrajnie odmiennym umiejscowieniu na mapie społecznej świadomości, a nie to, że zaczerpnął Pan cytaty z listu.














