iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Styl Życia / Inne
+ - 4

Dzień Konstytucji

02 05 2007 Marcin Zadroga Artykuł był czytany 4660 razy
Źródło: internet
Źródło: internet

Każdego roku dzień 3 maja wywołuje we mnie uczucie smutku i zażenowania. Kiedy upadł komunizm, miałem cichą nadzieję, że będzie to dzień konstytucji. Dzień przypominający, że konstytucji się nie świętuje, że konstytucję się respektuje.

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych
Zapewne całkowicie niezamierzoną ironią (ale z pewnością całkowicie zamierzonym zawłaszczeniem) jest połączenie tego święta z świętem maryjnym i obchodami kolejnej rocznicy zawierzenia kraju Matce Boskiej.

Oglądając telewizję i czytając prasę odnoszę wrażenie, że nikt nie uświadamia sobie nawet tej ironii. Świętujemy rocznicę konstytucji, która musiała być uchwalona podstępem i która nigdy nie weszła w życie. Czcimy papier, kolejną nieudaną próbę naprawienia państwa konsekwentnie i przez wieki psutego przez awanturników. Jak dzieci powtarzamy z dumą, że była to pierwsza w Europie i druga na świecie konstytucja państwa, nie dodając już (a może nawet nie domyślając się nawet) tego, że inne narody nie musiały używać słowa konstytucja, aby mieć zbiór respektowanych praw, nie dodając już, że samą istotą konstytucji nie jest jej posiadanie, a przestrzeganie, ani tego, że to nie obcy zaborcy pozbawili nas własnego państwa, tylko my sami wyrzekliśmy się ładu, który stanowi, że dany obszar jest państwem, a zaborcy zajęli ziemię niczyją, której nie miał kto bronić.

Dzień konstytucji mógłby być przypomnieniem, że państwo jest organizacją opartą na prawie, że zawierzamy prawu i respektujemy wspólne reguły gry. Przyglądając się temu, jak rok po roku obchodzone jest święto 3 maja, widzimy jak z prawa czyni się pusty symbol, jak demonstracyjnie zmienia się go w dzień flagi i zawierzenia Polski Matce Boskiej.

Żadne inne święto nie uświadamia jak trudno nam zrozumieć ideę państwa. Żadne inne święto nie przypomina lepiej do jakiego stopnia jesteśmy krajem permanentnej rewolucji, jak bardzo nasza historia jest przede wszystkim historią anarchii.

Państwo jest ciągłością. U nas kolejne rządy proponują kolejną zmianę nazwy państwa i kolejną konstytucję. Ponieważ pozornie zaakceptowaliśmy demokrację, więc teraz uprawiamy naszą anarchię całkowicie demokratycznie.

Przez lata wielokrotnie pisałem o dziwnym fenomenie — o tym, że wszystkie badania nieodmiennie wskazują, że w Europie prawa człowieka są najbardziej respektowane w monarchiach konstytucyjnych. Dania, Szwecja, Norwegia, Holandia, Belgia, Wielka Brytania, kraje które nigdy nie były republikami i w których jest największe poszanowanie demokracji. Ten dziwny fenomen w żaden sposób nie świadczy o przewadze monarchii nad republiką. Instytucja monarchii jest w tych krajach zaledwie symbolem ciągłości i poszanowania wspólnych praw. Od czasów reformacji kraje te nie doświadczały krwawych rewolucji społecznych. Podczas gdy w innych państwach warstwy uprzywilejowane pozbawiane były przywilejów przemocą (zaś zwycięscy z reguły szybko wskakiwali w buty swoich wczorajszych prześladowców), w konstytucyjnych monarchiach prawo stopniowo zmuszało warstwy uprzywilejowane do dopuszczenia warstw niższych do swoich przywilejów.

Zdziwiliby się nasi pismacy słysząc, że czasem monarchie konstytucyjne obywają się bez konstytucji, a mimo wszystko ją przestrzegają, nie świętują, a szanują, mają króla lub królową, a poddani są bardziej obywatelami niż w większości republik.

Mieszkańcy katolickich krajów Europy Zachodniej wydają się być bardziej podatni na radykalne idee aniżeli mieszkańcy krajów protestanckich. Kolebką faszyzmu były Włochy, katolickie regiony Niemiec, Austria (ale to protestanci nadali niemieckiemu nazizmowi koszmarną skuteczność). Partia komunistyczna w Hiszpanii demokratycznie zdobyła przed wojną władzę. Po wojnie o demokratycznym zdobyciu władzy mogły zasadnie marzyć partie komunistyczne Francji i Włoch. W krajach protestanckich te radykalne ruchy były zaledwie marginalne. Powiew rewolucji jest nieodmiennie żywszy na ulicach Paryża niż Londynu.

Czy decyduje o tym religia jako taka, czy historia? Reformacja obniżyła poziom radykalizmu społecznego dopuszczając do władzy mieszczaństwo, nobilitując pozycję społeczną opartą na pieniądzu, ograniczając przywileje z racji urodzenia i umożliwiając ruchliwość społeczną.

W samej religii kryją się jednak przekazy kodujące zachowania społeczne. Podczas gdy protestantyzm akcentował od początku równość wobec Boga i równość wobec prawa, katolicyzm podtrzymywał wiarę w boski ład społeczny, wzywał do pogodzenia się z przypisaniem, podkreślał i podkreśla znaczenie bliżej nieokreślonych „praw naturalnych" i dyskretnie przekazuje pogardę dla prawa stanowionego.

Historia i przekazywane przez religię wartości mieszają się tu w sposób uniemożliwiający ich rozdzielenie. Niewiara i nieufność wobec instytucji państwa spowodowana jest z jednej strony wydłużanym w nieskończoność feudalnym przypisaniem, przekonaniem, że państwo jest „aparatem ucisku i wyzysku" oraz przekonaniem, że sprawiedliwość można sobie wywalczyć tylko siłą lub podstępem, na ulicy, demonstracjami lub z bronią w ręku, przy pomocy blokad lub zamachów. Pojęcia prawa i sprawiedliwości wydają się tu być oddzielone od instytucji prawa stanowionego. Prawo połączone jest silniej z mglistym odczuciem tego, co sprawiedliwe aniżeli z literą prawa, która mało kogo interesuje, a sprawiedliwość jest raczej rozumiana jako sprawiedliwość dziejowa, aniżeli jako równe traktowanie wobec istniejącego i obowiązującego prawa.

Każdego roku przed dniem 3 maja zastanawiam się, czy pojawi się kontrpropozycja obchodzenia tego święta ze strony lewicy. Oczywiście jest to naiwne oczekiwanie. Nasza lewica ma za sobą stulecia tej samej tradycji co prawica. Ponownie spójrzmy na kontekst kulturowy. Kraje protestanckie wykształciły socjaldemokrację, kraje katolickie ruchy socjalistyczne charakteryzujące się krzykliwością, znacznie niższym poszanowaniem prawa i niską skutecznością.

Jest to zupełnie zrozumiałe - w krajach protestanckich lewica rodziła się w tradycji, w której istniały doświadczenia pokojowych zwycięstw w ramach istniejącego ładu prawnego. W krajach katolickich mieliśmy do czynienia z tradycją rewolucji zmieniających cały ład prawny, zrywającej ciągłość państwa i dyktującej budowę wszystkiego od zera.

Gilotyna, nowy kalendarz, nowa konstytucja, nowy świat i... stary Bóg. Próbowano się przy okazji rewolucji pozbyć również Boga, ale okazało się, że Bóg to tylko mentalność (w tym przypadku mentalność anarchisty niewierzącego w akceptowane przez wszystkich prawo) i że nie daje się go pozbyć ani zmienić przy pomocy trybunałów ludowych.

Przed, w czasie i po tym święcie szukałem uporczywie śladów świadomości tego, że konstytucja nie jest tylko pustym symbolem państwowości, że to konstytucja jest tym co nas łączy, umową i prawem znajdującym się ponad wszelkimi partyjnymi podziałami, ponad różnicami światopoglądowymi, ponad partykularnymi interesami.

W monarchiach konstytucyjnych nikt nie ma wątpliwości, że ta śmieszna i mało sensowna instytucja monarchii jest całkowicie wyłączona z partyjnych rozgrywek i sporów. Jest anachroniczna i kosztowna, niektórzy chcieliby się jej pozbyć, wielu, być może nawet większość, ma kłopoty z uzasadnieniem jej funkcjonalności, a jednak większość mieszkańców tych krajów nie zgadza się na jej likwidację z obawy przed utratą poczucia ciągłości. Czasem rezygnują z religii, czasem zmieniają wyznanie, często zmieniają swoje sympatie polityczne, a przecież ani na moment nie mają poczucia zagrożenia swojej integralności. Mają zdumiewające poczucie pewności, że nie muszą odwoływać się do rewolucji, żeby walczyć o swoje prawa.

Córy brytyjskiego systemu, Stany Zjednoczone, Australia, Nowa Zelandia czy Kanada porzuciły monarchię zachowując nabożny stosunek do ustawy naczelnej, gwarantującej ciągłość i spójność praw.

My natomiast żyjemy w kraju, w którym każdy wydaje się mieć własną konstytucję, własne wyobrażenia, które prawa ma ochotę respektować, a które prawa powinni respektować inni. Księża nie posiadają się z oburzenia, kiedy oczekuje się od nich respektowania przepisów o ruchu drogowym czy o zgromadzeniach, o podatkach nie mówiąc. Wspominam tu tę grupę zawodową, bo jej stosunek do prawa stanowionego jest często wzorcem dla innych.

Biskupi zawierzają Polskę Matce Boskiej, ale trudno oczekiwać, że nasza królowa (wzorem królowej brytyjskiej) w dorocznym orędziu przypomni nam o obowiązku respektowania konstytucyjnych praw.

Tymczasem, abyśmy mogli żyć w spokoju, ufać, że nikt nie będzie zagrażał naszemu prawu do uprawiania zawodu, nikt nie będzie zagrażał naszej wierze (lub możliwości pozostawania poza kościołem), że nikt nie będzie nas dyskryminował w sądzie, ani odbierał prawa głosu, czy prawa do zrzeszania się, niezbędne jest ponad partyjne prawo i ponad partyjne instytucje stojące na jego straży.

Państwa, które miałoby takie prawo i takie instytucje, nie mieliśmy nigdy, chcieliśmy mieć i dziś świętujemy rocznice dobrych chęci, budujemy pomniki ludziom, którzy chcieli wprowadzić je w życie i kontynuujemy tradycję, która tak często była powodem do twierdzenia przez innych, że Polacy są niezdolni do rządzenia swoim krajem.

3 maja wysłuchaliśmy kazań, przewaliły się hałaśliwe festyny, biskupi radzili na Jasnej Górze nad tezami o błędach i wypaczeniach ojca Rydzyka. By uchwalić oświadczenie chwalące jego dzieło. Mamy zatem ciągłość, chociaż może nie o takiej ciągłości marzyło się kołłątajowskim spiskowcom.




+ - 4

Artykuł został pozytywnie zrecenzowany przez:

Magdalena Danaj

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 5

1. Łukasz | 12:11 03-05-2007

troche zalosne to biadolenie
z jednej strony "źle było zawsze" (oczywiscie z naszej winy), z drugiej źle ze to "źle" zawsze chcielismy zmieniac i dziś takze zmieniamy...

problemem autora jest zrozumienie ze Polacy nie sa idiotami ktorzy kazde prawo, bez wzgledu na to jak zwyrodniale, uznawaliby za swiete

i co u licha mialo to niby znaczyc ze lewica ma stuletnie tradycje ??? :D

2. Łukasz | 12:15 03-05-2007

troche zalosne to biadoleniez jednej strony "źle było zawsze" (oczywiscie z naszej winy), z drugiej źle ze to "źle" zawsze chcielismy zmieniac i dziś takze zmieniamy...problemem autora jest zrozumienie ze Polacy nie sa idiotami ktorzy kazde prawo, bez wzgledu na to jak zwyrodniale, uznawaliby za swietei co u licha mialo to niby znaczyc ze lewica ma stuletnie tradycje ??? :Dnie szanujemy konstytucji?a dlaczegoz bysmy mieli ja szanowac skoro ta przed 97 byla z podpisem stalina, po 97 innego komunisty,nie ma absolutnie zadnej ciaglosci miedzy PRLem a 2RP,a 3RP jest i zawsze pozostanie przechrzszczoną komunądopoki konstytucja 3RP bedzie czcila zbrodniarzy, tak właśnie pozostanie

3. Przemysław | 17:40 03-05-2007

Ten artykuł zmusił mnie do założenia konta i napisania komentarza. Przeczytałem tylko 2 pierwsze akapity tych miernych wypocin i muszę powiedzieć, że autor nie ma za bardzo pojęcia o czym pisze ani co to jest Polska. Piszesz Pan głupoty i żal tego czytać. Pańskie narzekanie jest żałosne a Pańskie umiejętności pisarskie nie idą w parze z rozumem. Wystarczy zacytować jakieś fragmenty tych bzdur (z 2 pierwszych akapitów):

>a zaborcy zajęli ziemię niczyją, której nie miał kto bronić.

-nie obrażaj chłopcze prawdziwych Polaków

>ironią (ale z pewnością całkowicie zamierzonym zawłaszczeniem) jest połączenie tego święta z świętem maryjnym i obchodami kolejnej rocznicy zawierzenia kraju Matce Boskiej.

-święta się nie organizuje po to, żeby zrobić z czegoś ironię, chociaż BYĆ MOŻE byłoby trochę lepiej gdyby te święta były w innych dniach

>Oglądając telewizję i czytając prasę odnoszę wrażenie, że nikt nie uświadamia sobie nawet tej ironii.

- To dobrze, że Pan sobie wszystko uświadamia

>Czcimy papier

- Więcej szacunku chłopcze

>Jak dzieci powtarzamy z dumą, że była to pierwsza w Europie i druga na świecie konstytucja państwa

- Bo jestem z tego bardzo dumny

>nie dodając już (a może nawet nie domyślając się nawet) tego, że inne narody nie musiały używać słowa konstytucja, aby mieć zbiór respektowanych praw, nie dodając już, że samą istotą konstytucji nie jest jej posiadanie, a przestrzeganie

- ale najpierw trzeba tą konstytucję mieć

>ani tego, że to nie obcy zaborcy pozbawili nas własnego państwa, tylko my sami wyrzekliśmy się ładu, który stanowi, że dany obszar jest państwem, a zaborcy zajęli ziemię niczyją

- czy ty jesteś w ogóle Polakiem? To ci wyjaśnię: to właśnie obcy zaborcy pozbawili nas naszego Państwa, bo sami się nie zrzekliśmy



Nie kompromituj się następnym razem. Powodzenia

4. Marcin | 11:08 04-05-2007

Cieszę się, że Cię zmotywowałem Przemku, z rad (może) skorzystam, a teraz na poważnie :)

INTERESUJĘ SIE HISTORIĄ.TO DOBRY WĄTEK.TA KONSTYTUCJA NIC NIE DAŁA.BYŁ TO PAPIER.BEZ ŻADNYCH NASTĘPSTW W RZECZYWISTOŚCI.JAK "POWAŻNIE" POLACY TRAKTOWALI RÓWNOŚĆ WSZYSTKICH STANÓW TO POKAZAŁ PO KILKU LATACH KOŚCIUSZKO.WYDAŁ UNIWERSAŁ POŁANIECKI O ZIEMI DLA CHŁOPÓW, ŻEBY ICH PRZYCIĄGNĄĆ DO POWSTANIA.A POTEM COFNĄŁ TEN DOKUMENT , CZYLI ZROBIŁ CHŁOPÓW W BAMBUKO.TAKI BYŁ TEN NASZ WIELKI GENERAŁ...WŁAŚCIWIE TO PRZEMIANY SPOŁECZNE ROBILI U NAS OBCY.NAPOLEON WPROWADZIŁ TU COŚ Z REWOLUCJI FRANCUSKIEJ-NOWE PRĄDY.CAR ROSYJSKI UWŁASZCZYŁ CHŁOPÓW.PRUSACY WPROWADZILI UCZCIWE PRAWO.POLACY NIE ZROBILI NIC W TYM KIERUNKU.CHŁOP JAKUB SZELA JEST OCENIANY NEGATYWNIE JAKO MORDERCA SZLACHTY.JEDNAK FACET DOBRZE MYŚLAŁ.ON PIERWSZY ZROZUMIAŁ, ŻE WROGIEM LUDU POLSKIEGO NIE SĄ AUSTRIACY CZY ROSJANIE.WRÓG TO POLSKA SZLACHTA I ARYSTOKRACJA.I UDERZYŁ TAM, GDZIE TRZEBA.W TĄ ZACOFANĄ, DUMNĄ, PASOŻYTNICZĄ SZLACHTĘ.

MĘKI POLSKICH DZIECI WE WRZEŚNI TEŻ SĄ PRZEDSTAWIONE FAŁSZYWIE.TAM CHODZIŁO O TO, ŻE PRUSACY CHCIELI WYWALIĆ REELIGIĘ ZE SZKOŁY I WPROWADZIĆ W TO MIEJSCE MATEMATYKĘ I INNE POTRZEBNE I POSTĘPOWE NAUKI. POLACY SIE ZBUNTOWALI, BO KLER ICH PODPUŚCIŁ.ALE TO NIE BYŁ KONFLIKT NARODOWY.BYŁ TO KONFLIKT POSTĘPOWEGO PAŃSTWA PRUSKIEGO Z CIEMNYM KLEREM.

5. Mirosław | 21:19 04-05-2007

Interesująco napisane! Jak dla mnie- bomba. Z wielu spraw nie zdawałem sobie sprawy. Musiałby ten tekst ktoś znany przeczytać i zaopiniować. Tekst wart prasy stołecznej. Może genialny, może przegięty, ale ciekawy!