iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Styl Życia / Inne
+ - 2

Historia o docieraniu do wyznaczonego celu

01 10 2009 Justyna Niezapominajka Artykuł był czytany 861 razy
Źródło: C:Documents and SettingsElinaPulpitmieszkanie.jpg
Źródło: C:Documents and SettingsElinaPulpitmieszkanie.jpg

Moim celem było posiadanie własnego kąta.. Z czym kojarzy mi się własne mieszkanie.. Jest wieczór, w blasku świec widzę dwie lampki czerwonego wina na stole.. Innym razem całe mieszkanie obiega zapach świeżo upieczonego ciasta..

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych

Marzenia - chyba każdy je ma, bynajmniej szczęśliwy ten, który je posiada. Jest tak, ponieważ marzenia dodają nam skrzydeł, dzięki nim mamy siłę, by iść do przodu, każdego dnia na nowo. Nasze pragnienia są niczym wiatr, który napędza nas byśmy mogli lecieć, lecieć, aż dotrzemy do upragnionego celu. Jaka czeka nas droga, by dotrzeć do naszej przystani.. W tym miejscu chciałabym opowiedzieć jak przebiegała moja podróż w dotarciu do mojego celu - własnego mieszkania.

 

A zatem - bardzo wcześnie zaczęłam snuć plany na temat własnych czterech kątów, nie mogłam jednak ich zrealizować, gdyż nie pracowałam, nie miałam zatem własnych pieniędzy itd. Jednak ta sytuacja kiedyś się zmieniła - szczęśliwy zbieg okoliczności sprawił, że założyłam własny biznesik, początkowo nawet byłam negatywnie nastawiona do tego pomysłu zresztą mojego ojca. Nieważne, jednak stało się! (i dobrze). Z perspektywy czasu to był dla mnie przełomowy moment w życiu, moje dotychczasowe życie pękło jak bańka mydlana. Chodzenie po sklepach, strojenie się, spotykanie z przyjaciółmi, relaks, czas dla siebie i swojej miłości - takie życie odeszło daleko.. "Teraz nastał czas pracy"- myślałam. Poza tym ojciec, który stwarzał problemy, chciał rządzić w prowadzonej przez mnie działalności - musiałam być twarda, z młodej dziewczyny, która ledwo skończyła szkołę musiałam stać się w mig dorosłą kobietą.

 

Kiedy nadszedł czas zbierania pierwszych owoców mojej ciężkiej pracy, pomyślałam że tyle trudu kosztowało mnie zarobienie tego grosza, że szkoda go teraz tak wytracać na jakieś głupoty. Pamiętam , jak kiedyś przyrzekałam sobie -  "za pierwszą wypłatę zaszaleję", a tu ujawniła się moja rodząca się na szybkiego dojrzałość. Postanowiłam, że prawie wszystkie pieniądze jakie zarobię, będę odkładać na konto!!

 

I tak mijało sobie moje piękne młode życie, patrzyłam na nie przez okno mojego sklepu siedząc w nim nie raz od 8 do 21, przyglądałam się Mu przy okazji załatwiania różnych spraw w urzędach, bankach... Patrzyłam, jak moje koleżanki chodzą wystrojone, umalowane, przychodziły do mnie do pracy pokazywać mi swoje nowe odzieżowe zdobycze, tymczasem ja odziana w polar, czułam że coś mi ucieka, odchodzi bezpowrotnie moja młodość, uroda. Czasami czułam się gorsza, brzydsza, byłam przecież zbyt zapracowana, by pozwolić sobie na zadbanie o siebie, może nieraz miałam ochotę się wystroić jak za dawnych lat, jednak chęci w końcu odbierało mi zmęczenie. Przecież mogłam to zmienić, to w końcu było moje życie, miałam prawo robić z nim co chciałam, jednak wtedy taka myśl nawet przez moment nie zaświtała do mojej głowy, czułam się jak więzień swojego życia, który dostał wyrok- " masz zapracować na mieszkanie to wtedy będziesz mogła zacząć żyć normalnie". Ten wyrok wydałam sobie sama, tak bardzo pragnęłam własnego m, że mogłam znieść wszystko. Cały dzień pracy, nieważne czy sobota, czy niedziela, kontrole urzędu, beznadziejni klienci niewiedzący czego chcą, włamania drobnych złodziejaszków - znosiłam wszystko, w końcu moja miłość opuściła mnie, później dowiedziałam się, że mój wspaniały chłopak chodził sobie na imprezy, zażywał życia - w przeciwieństwie do mnie. Jednak teraz z perspektywy nie dziwię się mu że tak robił. Kto chciałby być z osobą, która wiecznie nie ma na nic czasu..(nikt!). 

 

Być może wiele straciłam przez cały ten czas, jednak coś zyskałam - dopięłam swego! To przykre, ale po trupach doszłam do upragnionego celu. Uważam, że wykazałam się ogromną determinacja i siłą (sama zastanawiam się skąd ona we mnie?) Teraz jestem szczęśliwa z moim Wspaniałym chłopakiem. Teraz mogę powiedzieć z całą stanowczością - udało się! Nie wiem jak dalej moje losy się potoczą, jednak wiem, że jestem silna i poradzę sobie.    





+ - 2

Artykuł nie został jeszcze pozytywnie zrecenzowany.

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 0