iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Styl Życia / Inne
+ - 1

Hollywodzka komercja, czyli... atak klonów?

06 04 2007 Anna Kalska Artykuł był czytany 2491 razy
Źródło: Google
Źródło: Google

Rodzimy się jako niepowtarzalny oryginał, umieramy jako czyjaś kopia. Tak dzieje się coraz częściej. W XXI wieku coraz więcej osób zapomina o własnej tożsamości. Chcą być tacy, jak celebrities. Czy to oby na pewno dobrze?

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych

Gala MTV Europe Music Awards (lub każda inna). Z długiej jak południk Greenwich limuzyny wysiada Paris Hilton, Lindsay Lohan lub inne temu podobne cudo. Macha swoją odzianą w diamenty ("Za sto tysięcy!" - krzyczy do rozwrzeszczanego tłumu) ręką w stronę fanów, naśladowców i prześladowców, a następnie spacerowym krokiem przechadza się w tę i z powrotem po czerwonej wykładzinie na chodniku. I po co ta checa? Zaraz, jeszcze chwilka i wyjaśnię. A właściwie chyba nie potrafię...

Wydaje mi się, że po nic. Co, oglądając transmisję z gali, myśli przeciętna kobieta? Są trzy grupy. Pierwsza pieje przed telewizorem "jaka ona piekna i utalentowana i nie wiadomo co jeszcze" (miejmy nadzieję, iż zna chociaż jedną - udaną, czy nie - płytę lub jakąkolwiek inną produkcję danej artystki). Taka Paris na przykład będzie jej bogiem, nauczycielem życia, źródłem kojącym duszę i oczywiście głównym dyktatorem mody - chociaż właściwie nie ma na sobie prawie nic. Druga grupa nie może na takową dziewczynkę hasającą po wykładzinie patrzeć, ponieważ zbiera jej się na łzy. "I kolejna dieta nieudana! A ta Paris to taka piękna jest! Ja też chcę ważyć 40 kg!" No i oczywiście na następny dzień obowiązkowy wypad do miasta, by poszukac odzwierciedlenia sukienusi, którą miałą na sobie panna H. Poszukiwania kończą się fiaskiem z powodu braku rozmiarów ("Niestety, nie mamy większych niż XS" - i to krytyczne spojrzenie pani zza lady). Trzecia grupa to dziewczyny, dla których klony hollywoodzkiej komercji są obojętne. No, może nie do końca. Nie potrafią przejść obojętnie obok rozchichotanej grupy trzynastolatek, które zachwycają się nową fryzurą Kate Moss i że "laska dobrze wygląda" (cóż, przy takiej wadze to dosyć trudne...). Do tej grupy należę ja. Nie moge patrzeć na komercję, która otacza świat. Tu liczy się kasa, kasa i więcej kasy. Bling bling i półnagie tancerki na hiphopowych teledyskach. Pieniądze wydawane na wille, ciuchy od najlepszych projektantów i tym podobne badziewie, bez którego można się obejść. Ktoś może mi powiedzieć "Rany, czego się czepiasz? Ma kasę, to wydaje." No dobrze, ale czy tak bardzo trzeba się z tym obnosić? Czy musimy wiedzieć, jak wyglądał i ile kosztował kolejny ślub pana Wiśniewskiego? Bo przeciez te pieniądze można równie dobrze przeznaczyć na głodujące dzieci, dom, który kupiło się dla siebie, podarować bezdomnemu. Albo kupić dużo mniejszych domów dla bezdomnych i samotnych.

 Zauważmy, ile na świecie jest zła. Jak bardzo gwiazdki nad tym ubolewają. Na każdym kroku bieda, niektórym brakuje na chleb, ale na nowe inplanty czy operację nosa stać wszystkich? Zastanawia mnie też inna rzecz. Na przykład: dlaczego Paris Hilton jest tak znana? Bo nagrała płytę,która okazała się niewypałem, dodam? Nie... dzięki bogatemu tatusiowi i pornofilmowi. A Ola Kwaśniewska? Jakim cudem pani psycholog dostała się do komercyjnej zbitki sławnych i pięknych - "Tańca z Gwiazdami"? Aaa.. No tak, córka byłego prezydenta. Nie wiem, co wyżej wymienione dziewczęta zrobiły, by zabłysnąć. I żeby nie koncentrować się tylko na obu pannach - takich przykładów jest dużo. Na przykład: niedawno usłyszałam rozmowę moich koleżanek. Konwersacja na temat Nicole Richie. Że piękna, bogata, ma styl i ta figura. Przyznam szczerze, że o dokonaniach owej Nicole niewiele wiedziałam. Posiadałam tylko takową informację, że jest to córka muzyka Lionela Richie'go(respect dla Pana! Pan przynajmniej do czegoś doszedł...) i osiągnęła rekordową, masakryczną wręcz wagę 39 kilogramów. Wcięłam się więc do rozmowy, powiedziałam, co myśłałam i czego się dowiedziałam? Ano tego, że jestem zazdrosna! Że zazdroszczę pannie Nicol kasy i mizernej postury! No przepraszam, ale ja jednak mam wyższe ambicje. Chciałabym do czegoś dojść. Są ważniejsze, niematerialne potrzeby. Choćby miłość, przyjaźń, wiara, zaufanie. Tego nie można kupić. Przynajmniej mam taką nadzieję...





+ - 1

Artykuł został pozytywnie zrecenzowany przez:

Agnieszka Owczarczak

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 15

1. Jarosław | 13:41 06-04-2007

Dziewczyno! Weź się w garść. Demonizowanie popularności Paris Hilton jest tak samo szkodliwe jak nadmierne poświęcanie uwagi tejże. Generalnie rozumiem twoją "naiwność", sam takową posiadam. Jednak drogą się różnimy. Osobiście uważam, że pisanie o tych "celebrities" źle czy dobrze, tak czy siak, napędza im koniunkturę. Zwyczajnie spróbuj to zignorować. Dla odmiany podrzucę Ci kilka popkulturowych kobiecych przykładów, którym warto poświęcić uwagę: Norah Jones, Frederika Stahl, Tori Amos, Patti Smith, zespół Audrey czy Kayah. Mniej ponurości, więcej radości. P.S. Kate Moss jest git :-) to ona wyrzeźbiła hasło "I rock and roll"!

2. Paweł | 23:07 06-04-2007

Artykul dosc biedny, temat stary i newytlumaczalny dla zwyklych smiertelnikow. Dlaczego ludzie zachwycaja sie slawnymi i bogatymi? Z ciekawosci!
Bo zawsze warto popatrzec co robi ten od nas 1000000000000000 razy bogatszy i "lepszy"*. Nic innego ludzmi nie kieruje tylko ciekawosc. A upodabnianie sie? To juz dalszy etap, nasladownictwo wywolane wiadomo czym, niska samoocena i pragnieniem bycia lepszym niz sie samemu o sobie mysli. Ot wielkie filozofie. Ludzie zawsze tak robili i zawsze beda robic. Chlopi plotkowali o tym co sie dzieje na dworach, kto z kim sypia i jakie fryzury nosi. Taka jest natura ludzka, ciekawosc. Reszta juz zalezy od samopoczucia zainteresowanego/nej.

*lepszy w znaczeniu wazniejszy od innych

3. Anna | 20:00 09-04-2007

Chciałabym coś sprostować...

Chodziło mi tylko o to, że nie należy podążać za stereotypem, ideałem kreowanym przez pseudo-gwiazdy, z których wiele nastolaten niesłusznie bierze przykład, ale należy pozostać sobą.

Owszem, nikt tu nie broni oglądania filmów z Lindsay Lohan, przyznam, że jako aktorka mi także się podoba. Ale czy to znaczy, że musimy być, wyglądać jak ona?

Filipie-racja, każdy z nas chce zyskać w jakiś posób na uznaniu w oczach innych ludzi, ale powinniśmy coś sobą reprezentować. Nie możemy poprzestać na tym, iż będą nas znali tylko dlatego,że "tatuś ma dużo kasy".

A Twój kolega właśnie coś sobą reprezentuje, jest znany, ale od dobrej strony. Czy ktoś go naśladuje? Nie. Czy to dlatego, że nie ma modnych ciuchów? To pytanie pozostawiam bez podpowiedzi...

Kate Moss wylansowała hasło "I rock and roll", ale chodziło mi tu jednak o jej niską wagę, którą bardzo chętnie naśladują nastolatki. Wiem coś o tym-chodze do gimnazjum i zdążyłam się przekonać jak niskie ambicje mają co niektóre dziewczęta. Obchodzą je tylko ubrania, pieniądze i ploteczki o gwiazdach. Chcą być takie jak one i nie zawsze kończy się to dobrze(np. wpadają w anoreksję). Właśnie dlatego napisałam ten artykuł-być może ktoś to zrozumie i zacznie być sobą.

4. Anna | 20:48 09-04-2007

"Dowiedz się, kim jesteś i bądź sobą"



Dolly Parton

5. Jarosław | 20:33 11-04-2007

Ja tylko jeszcze raz w kwestii Kate Moss i jej "niskiej wagi". Mianowicie: kto właściwie jest odpowiedzialny za to kogo naśladują nastolatki? Czy gwiazdy, celebrities, modellki etc, media, które prezentują zdjęcie retuszowane w programach graficznych czy brak pokazywania innych wzorów przez rodziców i szkołę? Przeca można rozbudzać zainteresowanie w młodych głowach. Problem, że te głowy czasami są zbyt leniwe, żeby samemu coś znaleźć, o zrozumieniu "inności" nie wspominając.

6. Elwira | 15:13 03-05-2007

Zgadza się z opinią wyżej . Nigdy nie rozumiałam tego naśladwnictwa. Moim zdaniem jest to kwestia na która składa się wiele powodów. Przede wszystkim nastolatki co raz bardziej nie akceptują siebie samych. Chcą być kimś innym, kimś kto zjednuje sobie ludzi. I tutaj już pojawia się druga sprawa - dążenie do akceptacji. Ta potrzeba bez której nie sposób żyć ale czy to jest jedyna droga aby ją zaspokoić ? Napewno nie ! Ja osobiście zawsze byłam typem buntowniczki, lubiłam robić wszystko na przekór i na złość innym. Nie cierpiała na tym broń boże moja potrzeba asymilacji, może poprosty trafiałam na właściwe osoby :)

Pozdrawiam :)

7. Kamila | 23:14 30-05-2007

zgadzam się z tym że zarówno pani Hilton jak i Kwaśniewska nie doszłyby do tego co mają bez pomocy znanego nazwiska.. ale co do tego że słyszymy ciągle o to o ślubie Wiśniewskiego to o jego nowym domu to bierze się to z ciekawości ludzi - bo ktoś jednak te ploty kupuje. nie zgadzam się też z tym że gwiazdy wydają pieniądze tylko na siebie są też i takie znane osoby które wspierają różne fundacje.. artykuł trochę tendencyjny, ale brawo za wyrażenie swojego zdania

8. Kamila | 23:15 30-05-2007

zgadzam się z tym że zarówno pani Hilton jak i Kwaśniewska nie doszłyby do tego co mają bez pomocy znanego nazwiska.. ale co do tego że słyszymy ciągle o to o ślubie Wiśniewskiego to o jego nowym domu to bierze się to z ciekawości ludzi - bo ktoś jednak te ploty kupuje. nie zgadzam się też z tym że gwiazdy wydają pieniądze tylko na siebie są też i takie znane osoby które wspierają różne fundacje.. artykuł trochę tendencyjny, ale brawo za wyrażenie swojego zdania

9. Wojciech Michał | 19:13 22-06-2007

w ogóle powiedzmy sobie teak: gówna się nie rusza, bo zaczyna śmierdzieć, nie???

10. Anna | 10:16 29-06-2007

Nie rozumiem, dlaczego wszyscy zauważają tylko to, że napisałam o jakiśtam gwiazdach, co więcej: przyczepiłam się do nich, jakby nie było ciekawszych tematów. Owszem, wspomniałąm też o nich, ale w całym artykule chodziło raczej o to, że najogólniej NALEŻY BYĆ SOBĄ.



Nic więcej do dodania.

11. Bukka | 02:10 10-07-2007

oj, nie zgodze sie... BYC SOBA, dobrze...

ale zeby byc soba, trzeba wiedziec kim sie jest. a zeby sie tego dowiedziec, pasowaloby znalezc moze jakis... autorytet?



i tu sie rodzi problem. zeby autorytetu nie szukac w mass idolach, ale w tych ludziach, ktorzy maja cos do powiedzienia.





nigdy nie zgodze sie z tym, ze wystarczy byc soba i do widzenia.



nie nie nie



nad soba trzeba pracowac.





nie wystarczy tylko byc.



pozdrawiam ;)

12. Anna | 10:51 12-07-2007

Anitko-jak najbardziej zgadzam się: być sobą, pracować nad własnym "Ja", może i znaleść autorytet. Tylko nie wszyscy szukają tam, gdzie trzeba :)

13. Bukka | 17:56 15-11-2007

ale jaja, napisalam Ci komentarz jeszcze Cie nie znajac osobiscie. dziwnie tak...



a Ty od razutak do mnie... Anitko? ^^



Oj, Haniu, Haniu :)