iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Styl Życia / Inne
+ - 3

I jak tu wierzyć w kościół? A jak w Kościół?

15 06 2007 Daniel Semper Artykuł był czytany 2473 razy

Mamy XXI. wiek i masę ludzi na świecie, którzy nie wierzą w Boga. Ale czy dziś, w dobie postępu, wolności sumienia i wyboru powinien dziwić fakt, że coraz więcej osób nie idzie w ślady św. Piotra?

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych
Oczywiście, że powinien! Coraz częściej na swojej drodze spotykam miłych i uprzejmych ludzi, którzy jak się potem okazuje "bardzo cenią chrześcijan" - to są słowa jednego z moich znajomych, który ku mojemu zdziwieniu okazał się być niewierzący. I gdzie tu upatrywać przyczyn tego zjawiska? Być może w samym Kościele? Ostatnio słyszy się o, jak ja ich nazywam, duszpasterzach biznesu, którzy to z ojcem R. i ojcem J. na czele zapominają, jak się wydaje, o tym, do czego zostali powołani. A powołani zostali do szerzenia wiary wśród ludzi, do ich nawracania, wskazywania słusznej drogi w życiu. Drogi, która prowadzi do Boga. A jak się okazuje, wielu z nich można zarzucić kapłańską bierność. I tu nasuwa się pytanie - przez kogo lub przez co zostali oni powołani? Bo mnie się wydaje, że nie przez Najwyższego!

Oczywiście, tak samo jak w każdej innej kwestii, nie można wrzucić wszystkich, w tym wypadku księży, do jednego worka i powiedzieć, że żaden z nich nie pełni kapłańskiej posługi. Nie można! A tak niestety się dzieje. Ludziom się wydaje, że skoro jeden jest "taki i owaki" to inni też na pewno tacy są. Niestety takie myślenie przeważa w dzisiejszym społeczeństwie. Nastały czasy, kiedy to jednostka potrafi rzucić cień na całą grupę, która to nieraz przez lata budowała swój nieskazitelny wizerunek. Ale dzięki Bogu ja wystrzegam się takiego podejścia :] A dzieje się tak za sprawą ludzi, których mam przyjemność poznać, ludzi takich jak ks. P****. Jest to człowiek wielkiego serca i szczerze dobrych intencji w każdej sprawie. Co do jego powołania nie mam żadnych wątpliwości. Cieszy mnie myśl, że nie tylko śp. Karol Wojtyła, Papież Jan Paweł II, nazwany po śmierci Wielkim, mógł powiedzieć "Czy to woła mnie Bóg?". Z ks. P****** miałem niewątpliwą przyjemność nie raz rozmawiać, a nawet porozumiewać się za pomocą Internetu. Ale z drugiej strony, nie chcę byście myśleli, że jest on nieskazitelnie "czysty". On sam, jak kiedyś wspomniał, zastanawia się nad sensem istnienia spowiedzi świętej. Czy pośrednictwo kapłana jest naprawdę niezbędne? Czy nie wystarczy uderzyć się w pierś i szczerze żałować za swoje grzechy? W końcu to sam Bóg słucha naszych grzechów i udziela nam przebaczenia. Chodzi jedynie o kwestię przyznania się do winy i świadomości wystąpienia przeciw Niemu...


---
Jestem przekonany, że spowiedź tzw. uszna ma sens tylko wówczas, jeśli jest wynikiem głębokiego nawrócenia i wówczas konfesjonał staje się spotkaniem z samym Bogiem przebaczającym. Człowiek świadomy swoich grzechów, rozumiejący głębię sakramentu, traktuje spowiedź jak spotkanie twarzą w twarz z Jezusem. Wtedy jesteśmy świadkami pojednania i radości wynikającej z faktu przebaczenia. To zaś, co dzieje się w naszym kościele, czyli kartki do spowiedzi to nieudolne namawianie człowieka do czegoś, o czym nie ma pojęcia. Jestem przeciwnikiem takiego traktowania sakramentu, gdyż wówczas jest on narażony na śmieszność, nieszczerość, a przy tym na brak nawrócenia. Sam zastanawiam się nad tym, co w takim razie robić? Jaki ma sens, jeśli ja poprzez przygotowanie do sakramentu bierzmowania przymuszam ludzi do spowiedzi, jaki ma sens, jeśli młodzi ludzi idą do spowiedzi przed ślubem, bo my ich do tego zmusiliśmy kartkami. Sam nie wiem, co w zamian. Chyba zagubiliśmy troszkę poczucie, że to Bóg jest tym, który sprawia w nas chęć porzucenia dawnego człowieka. Zobacz sam, tłumy ludzi do spowiedzi podczas rekolekcji, czy Świąt! A co się zmienia, czy obserwujemy poprawę życia. Spowiedź stała się dla ludzi, nie wszystkich oczywiście, tradycją, że należy, że wypada. A to powinien być sakrament łez człowieka, który poznał Miłosierdzie Boga i w Nim widzi sens. Przykład kobiety, która łzami obmywała Jezusowi stopy i włosami swymi je ocierała, gdyż dla niej był to moment świadomości własnych przewin i radości, że Bóg wszystko wybacza!!! Spowiedź wiec tak! Ale wypływająca z potrzeby nawrócenia, a nie przymusu i tradycji!
---


A skoro ksiądz, Sługa Pański, ma wątpliwości, to czemu zwykły grzesznik miałby we wszystko wierzyć? Ano dlatego, że ów Sługa Pański posiada wiedzę, której my nie posiadamy, ale przede wszystkim nie wyrzeka się Boga, co niestety czyni coraz większa rzesza ludzi.

Duży udział w odstępowaniu społeczeństwa od Boga mają udział również rodzice. Rodzice, którzy wierzą, a ich dzieci niekoniecznie. Większości z dorosłych, wydaje się, że wystarczy zmuszać swoją pociechę od najmłodszych lat do wieczornej modlitwy oraz coniedzielnej mszy świętej, że to właśnie jest idealny "przepis na wyhodowanie chrześcijanina". Ale, jak się okazuje - niestety, każda hodowla potrzebuje odpowiedniej pielęgnacji. W związku z tym mam pytanie, które kieruje do tych, którzy już mają własne dzieci - Jak wy pielęgnujecie w nich wiarę? Jak często rozmawiacie z nimi o Bogu? No właśnie... Może czas najwyższy coś poprawić w ich życiu, i waszym? Pewnie większość pomyśli: "Wariat! Mój syn/moja córka ma już [załóżmy] 16 lat. Nie da się nakłonić nastolatka w tym wieku do zmiany stosunku do Boga!" Na pewno? Oczywiście, sami, drodzy rodzice, nie dacie sobie rady z tym arcytrudnym zadaniem, ale z Bożą pomocą... Kto wie?...

Nie zapominajmy także, że jest kościół i Kościół. W mury nikt wam nie każe wierzyć. Ale do kościoła chodzić trzeba. Nie po to żeby "rzucać na tacę", ale po to by pamiętać, że jest się chrześcijaninem, po to by tworzyć Kościelną wspólnotę ludzi, którzy wierzą w sens istnienia tej instytucji, która jednoczy nas z Bogiem. Na "tacę" nikt wam nie każe rzucać. A jeśli już poczuwacie się do obowiązku, to nie musicie przecież od razu rozbijać swojej świnki skarbonki.
To Bóg pierwszy wyciągnął do nas rękę – nie odrzucajmy tej dłoni!

Hmm... Ale co jeśli osoba, która czyta te słowa okaże się być niewierzącą? Ks. P**** zapewne powiedziałby: "Módl się i proś Boga by Ci to wybaczył" – wybaczy... ;)




+ - 3

Artykuł został pozytywnie zrecenzowany przez:

Magdalena Danaj

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 3

1. Marcin | 14:56 15-06-2007

Uff , jakiś czort mnie muli przy czytaniu ostatnio o Kościele Katolickim.

Osobiście uważam , że Kościół Katolicki jest jak człowiek wybudzony ze śpiączki po 40 latach i ciagle mu się wydaje , że może pouczać innych i nic się nie zmieniło.

Natomiast faktem jest , ze zagubiłem swoją wiarę, bo przestałem się utożsamiać z obnażonymi manipulantami w sutannach i habitach.

PS. Człowiek zgodnie z naszą wiarą jako jedyna istota może mieć przebaczone grzechy , jeśli tylko ukorzy się przed Panem. O jak mi się ciśnie coś na język .....

2. Patrycja | 17:48 15-06-2007

Cóż mogę Ci powiedzieć. Ostatnio bardzo cieżko było mi wierzyć w cokolwiek, szczególnie w Kościół bo w Boga nie zwatpiłam. Ale powiem Ci tak, umarła mi babcia, ciężko pisać o tym, bo babcia była blizsza niż mama. A ksiądz na pogrzebie powiedział: "no być MOZE jest juz JEDNA NOGA W NIEBIE" uwierz jakbym nie była na tabletkach uspokajających dałabym mu w ryj! że się tak brzydko wyrazę. I powiem ci, po tym zdarzeniu ciezko mi wierzyc w ksiezy i w ogole w cokolwiek z nimi zwiazanych. choc mysle ze moze to przejdzie kiedys...

Pozdrawiam autora:)

3. Jakub | 23:50 22-06-2007

Wiara =/= religia.
Podzielam pogląd autora o tym, że każdy stereotyp krzywdzi.