iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Styl Życia / Inne
+ - 3

Jak powstaje rewolucja

18 01 2007 Artur Wójcik Artykuł był czytany 4614 razy
Źródło: Borys Kustodiew: Bolszewik, 1920
Źródło: Borys Kustodiew: Bolszewik, 1920

Czy można się cieszyć, jeśli zatrudnić chce nas tylko Tesco? Raczej nie. Warto jednak pamiętać, że czym większe niezadowolenie społeczne, tym bliżej do rewolucji. Po niej jednak będzie jeszcze gorzej.

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych
Nie wiem i chyba nigdy się nie dowiem, co myśleli Karol Marks i Fryderyk Engels pisząc jedno z najważniejszych swoich dzieł, czyli osławiony „Manifest Partii Komunistycznej”. Ciekawe, czy zdawali sobie sprawę, iż po obaleniu rządów burżuazji („systemu”, „Babilonu”) i zlikwidowaniu klas społecznych, nowy ustrój w państwie stanie się kolejnym zniewalającym wszystkich „matriksem”. Mimo to jednak pisali: „Proletarier aller Länder vereinigt euch!”.

Wydawałoby się, że w Rosji bez caratu nastanie wolność i obywatelska równość. I to na zawsze. Wszyscy wiemy, jakże mylne było takie myślenie i jak daleki miało skutek. Rosja Bolszewików, a następnie czasy Związku Radzieckiego, przyniosły tysiące ludzkich ofiar wśród wrogów politycznych. Byli oni nazywani „wrogami rewolucji”, która miała przynieść poprawę bytu szaremu obywatelowi. Ta rewolucja okazała się tylko kolejną przemianą z cyklu „od wolności do zniewolenia”.

Państwa socjalistyczne i komunistyczne stały się rzekomymi oazami radości i szczęścia. Marksizm zwyciężył, ale z roku na rok coraz więcej ludzi zdawało sobie sprawę, że jest to tylko kolejne kłamstwo, jakie wpaja się społeczeństwu. Systemy socjalistyczne, które mieliśmy okazję podziwiać w drugiej połowie XX wieku, były jedynie nędzną parodią pięknych i utopijnych założeń Marksa i Engelsa. Powstał kolejny w historii ludzkości Babilon, w którym cierpieli przede wszystkim marzący o wolności młodzi ludzie. Ich rówieśnicy z kapitalistycznego świata czuli się jednak równie źle (!), a nastrój społeczny w ich rzeczywistości także pozostawiał wiele do życzenia. Dowodem na to jest chociażby pojawienie w latach 70. subkultury punkowej, która w krótkim czasie zawładnęła całym Zjednoczonym Królestwem. Tak obudziła się fala buntu przeciw systemowi w świecie gospodarki wolnorynkowej.

W latach 70. XX wieku młodzi ludzie z Europy Zachodniej znaleźli się w identycznej sytuacji, co młodzież z demoludów. Jedni i drudzy nie mieli perspektyw na przyszłość, otaczała ich z każdej strony bieda. Choć nie brakowało chleba, państwo skutecznie odbierało radość z życia. Czy można się cieszyć, jeśli zatrudnić chce nas tylko Tesco (Wielka Brytania) lub firma budowlana jako układacza cegieł (Polska)? Zarówno na Zachodzie, jak i na Wschodzie Europy nie było miejsc na uczelniach, pieniędzy na naukę i widoków na poprawę sytuacji... Nic więc dziwnego, iż punk z Londynu trafił do Warszawy, Berlina, Pragi i Sarajewa, a pod koniec lat 80. nawet do Moskwy i Kijowa.

Bunt! Polskie punki tak samo jak nieco wcześniej Bolszewicy mówili o wolności i równości, której zapanował zdecydowany deficyt. Wolny był tylko ten, kto miał pieniądze i nie ważne, czy mieszkał w Ustrzykach Dolnych, czy w Edynburgu. Wielu młodych z tamtych lat podświadomie czuło, że jawne przyłączanie się do wielkich ruchów oporu (takich jak w Polsce „Solidarność”) jest bez sensu i że po ewentualnej rewolucji znów wszystko zamieni się w system. Powstała więc trzecia, subkulturowa siła, niezależna od wszechmogącej władzy i kłamliwej opozycji. Punk w Polsce nie popierał PZPR, ale i nie popierał Wałęsy z Glempem. Był wolny, na przekór wszystkim. Oczywiście byli tacy, którzy wiązali nadzieję z „Solidarnością”, jednak nie stanowili bardzo dużej grupy. Subkultura była całkowicie niepodległa i wolna od politycznych dyskusji.

W latach 80. poprzedniego stulecia niemalże każde państwo socjalistyczne miało liczący się ruch oporu, którego pomimo prób władza nie potrafiła zniszczyć. Socjalizm jednak nie wydawał się do końca taki zły – konstytucje prawie wszystkich demoludów gwarantowały równość obywatelską i szeroko rozumianą wolność, nawet religijną. Gwarantowały też – w przeciwieństwie do „zgniłego” kapitalizmu – pracę, godne życie i pożywienie dla każdego.

W Polsce mówiono wprost: „Socjalizm tak, wypaczenia nie!”, bowiem przez długi czas chodziło wyłącznie o wypaczenia. Niestety, a może i na szczęście, socrealistycznego „raju” nie udało się uratować i po 1989 roku rozpoczęło się powolne wkraczanie demokracji ludowych do świata kapitalizmu. Nastała wolność, ale trwała tylko chwilę. Jak to zwykle po rewolucji.

Dla młodego pokolenia, które urodziło się pod koniec „komuny”, socjalizm i komunizm są tylko suchymi terminami. Choć nie chcę się bawić w antyglobalistę muszę przyznać, że coraz większą władzę przejmują nad społeczeństwem wielkie koncerny, pieniądze, interesy władz i media. Całkowitej wolności nie było i nie ma. Tak liczni w neoliberalizmie monopoliści narzucają nam swoje produkty nie dając możliwości wyboru, oraz doprowadzają do plajty małych producentów i zwykłych ludzi. Najgorsze jest to, że koncerny zniewalają nas nie tyle sobą i swoimi produktami, co reklamami. Gdzie szukać wolności, jeśli nie można na chwilę od nich uciec?

Reklamy otaczają nas z prawej i z lewej. Na bilbordach, na chodniku, na ulotkach... W telewizorze i komputerze. A za niedługo będzie ich jeszcze więcej. Już dziś niektóre firmy planują „zawieszenie” reklam na orbicie okołoziemskiej, dzięki czemu romantyczne, wieczorne niebo będzie gdzieniegdzie przypominać, że nokia conecting people, a coca-cola enjoy. Być może także doczekamy się rodzimego kosmicznego transparentu „Pół Polski kupuje w Biedronce”.

Dlatego właśnie powstają kolejni buntownicy: antyglobaliści, anarchiści, nowa lewica, ale też narodowcy i młodzieżowe ruchy promujące twardy konserwatyzm. Należy się ich bać? Na to pytanie nie można łatwo odpowiedzieć, lecz dopóki istnieją, rządzący Babilonem czują nad sobą bat. Może dzięki nim patrząc dziś, w 2007 roku, na gwiazdy, możemy dostrzec Gwiazdę Polarną zamiast logo General Motors. Zarówno władcy koncernów, jak i władcy państw, boją się tych małych, buntowniczych „anty-systemowych” grupek, które w każdej chwili mogą zacząć rosnąć i w końcu zrobić tyle zamieszania, co wcześniej Bolszewicy.

Wobec tego kochane punki, anarchiści, pacyfiści, antyglobaliści, ekolodzy, a nawet konserwatywni narodowcy, no i przede wszystkim proletariusze wszystkich krajów – łączcie się! Byle nie za szybko. I na pewno róbcie to nieco mądrzej niż koncerny i banki, które coraz bardziej uwielbiają fuzje. Kapitalizm tak, wypaczenia nie.





+ - 3

Artykuł został pozytywnie zrecenzowany przez:

Magdalena Danaj

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 0