iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Styl Życia / Inne
+ - 8

"Kod Da Vinci" - Moze to jednak prawda?

29 09 2006 Marian Niewiadomski Artykuł był czytany 2998 razy

Zarówno ekranizacja powieści Dana Browna, jak i sama książka spotkała sie z ogromnym sprzeciwem polskiego duchowieństwa. Ja w swoim artykule spróbuje rozważyć kwestię człowieczeństwa Jezusa... i słuszność ostrej reakcji Kościoła

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych
Pierwsze emocje po wejściu "Kodu" na ekrany kin juz dawno opadły. Sam "Kod Da Vinci" w Polsce ukazał przede wszystkim konserwatywnośc duchownych, którzy niemal ogłosili treści zawarte w filmie herezją. Ja, mimo, że jestem katolikiem, nie wykluczam, że Chrystus mógł wieść normalne życie... "To skandal, że ktoś sobie ubzdurał, że Maria Magdalena była żoną Zbawiciela!" - usłyszalem na niedzielnej Mszy Świętej, kilka dni po obejrzeniu przeze mnie "Kodu Da Vinci". Czemu Jezus nie mógł mieć żony??? Nie był przecież żydowskim duchownym i nie ślubował celibatu. Wychowywał się w normalnej rodzinie i związek kobiety z mężczyzna był dla niego czyms normalnym. Uczył się zawodu od Św. Józefa, co napewno miało mu umożliwić start w dorosłe zycie, a co za tym idzie - założenie i utrzymanie rodziny. Ogromny sprzeciw duchowieństwa zapewne był wywołany również ukazaniem Opus Dei w "niezbyt korzystnym" świetle. Nie powinno to jednak dziwic Kościoła; w końcu OD jest bardzo zagadkową i tajemniczą organiacją. Niewielu "zwykłych" ludzi wie cokolwiek o tym właśnie stowarzyszeniu, a duchowni sami nic o tym nie mówią co jest bardzo zagadkowe... Na sam koniec pozostawiłem moim zdaniem wątek, który wywołał jeszcze wiekszy zgrzyt, niż rzekome małzeństwo Marii Magdaleny i Jezusa. Mianowicie chodzi o żyjących potomków Jezusa... Tu według mnie zarzuty Kościoła są zupełnie bezpodstawne. Zakon Syjonu mający ponoć ochraniać prapraprawnuków Jezusa był przeciez organizacja zajmująca sie przez 1 rok organizacją mieszkań dla ubogich. Jego Wielki Mistrz co prawda kilkadziesiat lat temu we Francji wywołał ogromne zamieszanie, ogłaszając sie potomkiem Chrystusa. Okazał się on jednak zwykłym oszustem, ponieważ w jego domu znaleziono np. dokumenty potwierdzajace, że był... królem Francji. Krótko mówiąc - znowu nesłuszne poretensje duchownych. Podsumowując: wystarczył jeden film, aby ukazać zacofanie i zaściankowość polskiego Koscioła. Nie wiem jak cała sprawa została przyjęta w innych krajach, ale zapewne również niezbyt przychylnie. na tem,at Człowieczeństwa Chrystusa nie bede robił jakiegoś "konkretnego zakończenia", ponieważ ta kwestia to... indywidualna sprawa każdego wierzącego. Warto jednak przyjrzec się "Ostatniej Wieczerzy" i zastanowić się czy może przypadkiem ta jedna "ponadprogramowa" ręka z nożem nie należy np. do Św. Jakuba, a obok Jezusa siedzi ktoś zupełnie inny niz myslelismy do tej pory...





+ - 8

Artykuł został pozytywnie zrecenzowany przez:

Mariusz G..., Dawid Nerazzurri, Małgorzata Matlak

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 8

1. Dawid | 19:20 14-08-2006

Artykuł jest moim zdaniem OK. Bez względu na swoje poglądy na tą sprawę uważam, że ostatnie zdanie może rozwścieczyć przeciwników Dana Browna :D

2. Małgorzata | 09:00 29-09-2006

artykuł w porządku, nie narzuca czytelnikowi zdania autora a jednocześnie konkretnie je pokazuje

3. Sebastian | 10:20 29-09-2006

Religia, podobnie jak i wojsko jest zaściankowa i konserwatywna- żołnierz ma wykonywać rozkazy, wierzący ma wierzyć. Nie można głosować i zmieniać dogmatów zależnie od naszego widzimisię bo religia zamieniła by się w kabaret. Albo się wierzy, albo nie, kościół nikogo do niczego nie zmusza.
P.S.: Ja osobiście nie chodzę do kościoła, ale to mnie nie zwalnia od logicznego myślenia na temat instytucji, która przetrwała tyle lat dzieki swemu konserwatyzmowi. Można być pacyfistą, ale nie można negować zasad jakie są w wojsku.

4. Joanna | 12:08 29-09-2006

boi się tego, że ludzie w końcu zdadzą sobie sprawę z tego, że Chrystus był człowiekiem, który odkrył swoją boskość, a nie bogiem, który zstąpił na ziemię. Ergo - każdy z nas może swą boskość odkryć i wykorzystać, bo każdy z nas jest częścią Boga. O tym mówią wszyscy najwięksi mistrzowie duchowi.
Przecież to podważa potrzebę istnienia kościoła i pośredników w kontakcie z Bogiem...

A artykuł spoko, może tylko odrobinę chaotyczny.
pozdrawiam
Asia

5. Marta | 15:24 30-09-2006

Kiepsciutki, naiwniutki artykul. Podobnie jak film i ksiazka, o ktorej mowa.

6. tomek | 08:50 24-10-2006

Ogólnie, bez szerszej analizy, spokojny i wywazony, dobry byłby z tego[po przerobkach] abstrakt dłuższego textu - mozna by poszaleć w analizie tematycznych obruszeń i 'złości' kościoła, ich głównych punktów, przyczyn, skutków, przejawów, etc. Brawo dla Autora za Ruch!

7. Mateusz | 21:53 10-01-2007

Przepraszam Cię już na samym początku, ale czytając Twój tekst nie mogłem się powstrzymać od delikatnego, ale jednak – śmiechu. Nie myśl, że jestem jakimś, jak ty to nazywasz „zacofanym” reprezentantem Kościoła. Jeśli tłumaczysz stanie na straży wiary – zaściankowością to czym w takim wypadku jest wiara. Może to zbiór legend, które można w zależności od indywidualnych upodobań – zniekształcać, dopowiadać co kilka lat nowe „fakty”, a poziom intelektualny osób myślących po staremu zrównać z poziomem średnio bystrego szympansa. Takie zdanie byłoby może w pewnym stopniu uzasadnione w wypadku ateistów, ale to, że nie wierzą w Boga nie predestynuje ich do wyśmiewania się z osób wierzących. Całkowicie zatrważające jest natomiast podejście niektórych pseudo-chrześcijan, którzy książkę (i film) opartą na bujnej fantazji Brown'a biorą za mogące posiadać wartość historyczną, czy też religijną dzieło, dowodząc tym samym, że nie są godni nazywać siebie chrześcijanami tylko takimi „nie wiadomo co” („kwestie indywidualne wierzącego” dotyczą sumienia i jego wrażliwości na czynione przez nas zło, a nie prawd wiary zawartych w religii katolickiej). Myślenie w stylu: „co by było gdyby...” jest strzeleniem sobie samobójczej bramki przez racjonalnie i „nowocześnie” patrzących na świat ludzi. Nakłanianie przez Kościół do nieczytania książki i nieoglądania filmu można porównać z zakazywaniem dzieciom, czegoś co może im wyrządzić krzywdę (chociaż nie musi). Dlatego jeśli ktoś traktuje tę opowieść jako ciekawą i inteligentnie przemyślaną (ale nic poza tym), to moim zdaniem bez żadnych wyrzutów sumienia może ją „odkodować” samodzielnie. Wielki szacunek dla Sebastiana (wcześniejszy komentarz) który jak sam pisze nie chodzi do kościoła to jednak rozumie lepiej władzę Kościelną niż niejeden chrześcijanin. Zakończę jak ostatnio w rozmowie z moimi przyjaciółmi ateistami „Mam prawo myśleć to co myślę, byle by to było w miarę spójne i logiczne, a co do wiary wolę być naiwny myśląć spójnie i logicznie, ale być za to szczęśliwym.”. Pozdrawiam i polecam sie na przyszłość :)

8. marzena | 15:23 13-05-2010

W gruncie rzeczy celibat jest grzechem,bo doprowadza do wynaturzeń,które objawiają się w molestowaniu nieletnich,ułatwiają szerzenie homoseksualizmu,pchają niektórych w alkoholizm,a tych bardziej uczciwych wpędzają w choroby serca,miażdżycę,nadciśnienie i wiele innych.Kto powie,że to kłamstwo???Wszak Bóg stworzył ludzi do współżycia w parze...kto przeczytał całe Pismo Św.,wie dobrze,o co chodzi...