Styl Życia / Inne
Nasza klasa po dziesięciu latach
Artykuł był czytany 2427 razyNa jednym z portali społecznościowych zarejestrowała się moja klasa z podstawówki. Z uwagi na okres świąteczny, czas powrotów i tak dalej... padło hasło: spotkajmy się.
Ostatnio trafiłam na kilka ciekawych artykułów poświęconych powyższym portalom, a w konsekwencji spotkaniom po latach. Bo po co istnieją, i czy w ogóle warto spotykać się z ludźmi, z którymi utraciło się kontakt dawno temu. Przecież nie ma sensu siedzieć i nie mieć o czym z nimi rozmawiać, kiedy już skończy się wspominanie co ciekawszych szkolnych historii. Jeszcze więcej było interesujących argumentów, co ogólnie mnie zdziwiło, ponieważ ja byłam jak najbardziej „za”.
Podstawówka.. na szczęście stara, nie skrzywdzono mnie gimnazjami, trzyletnimi liceami, a tym bardziej nowymi maturami. Osiem lat widywałam te same twarze, zmieniały się sympatie i antypatie, wspólnie wyrośliśmy z berka i przesiadywania godzinami na podwórku, odkrywaliśmy Commodore 64 i pierwsze pecety. Dwadzieścia trzy osoby znające się niemal na wylot, a w każdym razie wiedzące czego i po kim można się spodziewać. Różowo nie było (bo nigdy nie jest), ale to był strasznie fajny, jak mawia bohater dziecięcych opowiadań, czas.
Dziesięć lat to całkiem długo. Nie utrzymywałam kontaktu z nikim, w liceum podobnie jak reszta kolegów i koleżanek, zostałam wchłonięta przez nowe środowisko i szczerze mówiąc dałam się wchłonąć. Potem z kolei wyjechałam z rodzinnego miasta na studia i tyle mnie widziano. Dopiero niedawno odnowiłam kontakt z przyjaciółką z podstawówki, taką na śmierć i życie i z zaskoczeniem stwierdziłam, że nasza relacja wygląda niemal tak samo, jak przed laty. Kiedy więc D. wpadła na genialny i uff, niegroźny pomysł, a tych groźnych miewała niemało, przez co notorycznie wpadałyśmy w kłopoty, żeby odszukać naszą klasę, zareagowałam z entuzjazmem.
I cóż, tyle lat! Niedowierzanie i nawet pewne onieśmielenie, malowało się na większości twarzy: bo tamten był chudy, a teraz... a ten, zupełnie na odwrót. Ale tak, uściski, buziaki i jeden wielki śmiech. Wspólnych tematów całe mnóstwo. Na przykład te okna w sali od geografii, co notorycznie wypadały, (ktoś ich specjalnie nie domykał), szaleńcze gonitwy na budowie obok, zakończone jedną złamaną nogą, rzecz jasna. Wycieczki na grzyby, ogniska, i Kraków w siódmej klasie. Sześć wychowawczyń, trzy polonistki i wieczne afery, w które nas wplątywano, gdyż jak tylko ktoś coś wywinął, padało zawsze na VIII „c”. Długo by jeszcze tu przytaczać, wszak mówimy o blisko jednej trzeciej życia dwudziestu trzech osób. A teraźniejszość? Bardzo „życiowa”. Ktoś pracuje w Norwegii, w sklepie, pływa na statkach, jeszcze ktoś w stoczni, albo w redakcji, a inny zwiedził pół świata (i przypuszczalnie powiększył sobie usta). Oczywiście nie brak było tych, co zmienili stan cywilny, mają dzieci i niestety także tych, co przeżyli prawdziwe tragedie.
Gdzieś w trakcie dokonaliśmy też weryfikacji zmian, które w nas zaszły w oparciu o albumy ze zdjęciami z podstawówki ułożonymi chronologicznie, począwszy od rozpoczęcia roku w 1989. Długo tak siedzieliśmy, po drodze zmieniając lokal i tocząc „nocne Polaków rozmowy”, w końcu coś tam już przeżyliśmy. Patrzyłam na wszystkich, bo faktycznie, trochę się pozmieniali, a jednak trudno było nie dostrzec tych samych gestów, mimiki, a przede wszystkim śmiechu. I było jak przed laty. Prawie.
Podstawówka.. na szczęście stara, nie skrzywdzono mnie gimnazjami, trzyletnimi liceami, a tym bardziej nowymi maturami. Osiem lat widywałam te same twarze, zmieniały się sympatie i antypatie, wspólnie wyrośliśmy z berka i przesiadywania godzinami na podwórku, odkrywaliśmy Commodore 64 i pierwsze pecety. Dwadzieścia trzy osoby znające się niemal na wylot, a w każdym razie wiedzące czego i po kim można się spodziewać. Różowo nie było (bo nigdy nie jest), ale to był strasznie fajny, jak mawia bohater dziecięcych opowiadań, czas.
Dziesięć lat to całkiem długo. Nie utrzymywałam kontaktu z nikim, w liceum podobnie jak reszta kolegów i koleżanek, zostałam wchłonięta przez nowe środowisko i szczerze mówiąc dałam się wchłonąć. Potem z kolei wyjechałam z rodzinnego miasta na studia i tyle mnie widziano. Dopiero niedawno odnowiłam kontakt z przyjaciółką z podstawówki, taką na śmierć i życie i z zaskoczeniem stwierdziłam, że nasza relacja wygląda niemal tak samo, jak przed laty. Kiedy więc D. wpadła na genialny i uff, niegroźny pomysł, a tych groźnych miewała niemało, przez co notorycznie wpadałyśmy w kłopoty, żeby odszukać naszą klasę, zareagowałam z entuzjazmem.
I cóż, tyle lat! Niedowierzanie i nawet pewne onieśmielenie, malowało się na większości twarzy: bo tamten był chudy, a teraz... a ten, zupełnie na odwrót. Ale tak, uściski, buziaki i jeden wielki śmiech. Wspólnych tematów całe mnóstwo. Na przykład te okna w sali od geografii, co notorycznie wypadały, (ktoś ich specjalnie nie domykał), szaleńcze gonitwy na budowie obok, zakończone jedną złamaną nogą, rzecz jasna. Wycieczki na grzyby, ogniska, i Kraków w siódmej klasie. Sześć wychowawczyń, trzy polonistki i wieczne afery, w które nas wplątywano, gdyż jak tylko ktoś coś wywinął, padało zawsze na VIII „c”. Długo by jeszcze tu przytaczać, wszak mówimy o blisko jednej trzeciej życia dwudziestu trzech osób. A teraźniejszość? Bardzo „życiowa”. Ktoś pracuje w Norwegii, w sklepie, pływa na statkach, jeszcze ktoś w stoczni, albo w redakcji, a inny zwiedził pół świata (i przypuszczalnie powiększył sobie usta). Oczywiście nie brak było tych, co zmienili stan cywilny, mają dzieci i niestety także tych, co przeżyli prawdziwe tragedie.
Gdzieś w trakcie dokonaliśmy też weryfikacji zmian, które w nas zaszły w oparciu o albumy ze zdjęciami z podstawówki ułożonymi chronologicznie, począwszy od rozpoczęcia roku w 1989. Długo tak siedzieliśmy, po drodze zmieniając lokal i tocząc „nocne Polaków rozmowy”, w końcu coś tam już przeżyliśmy. Patrzyłam na wszystkich, bo faktycznie, trochę się pozmieniali, a jednak trudno było nie dostrzec tych samych gestów, mimiki, a przede wszystkim śmiechu. I było jak przed laty. Prawie.
Dodaj Komentarz
RSS komentarzyKomentarze: 2
Ciekawe to o powiększonych ustach :)
no bo taaak.. ;D ale wygląda bardzo ładnie.














