O etyce lekarskiej, zrozpaczonej kobiecie i „antykoncepcji po”
Artykuł był czytany 32254 razyWyobraź sobie, że jesteś w pełni zdrową kobietą, w wieku rozrodczym. Nie masz stałego partnera seksualnego: ale w związku z dobrym zdrowiem, twoje potrzeby seksualne utrzymują się na wysokim poziomie i domagają się zaspokojenia. Od czasu do czasu zdarzy ci się współżyć z mężczyzną. Są to stosunki jednorazowe, w związku z czym antykoncepcja hormonalna nie ma sensu, ale wiadomo, że zabezpieczać się musisz, namawiasz więc swoich partnerów do stosowania prezerwatywy: każdy ginekolog powie ci, że to bardzo dobre wyjście w tej sytuacji. Pewnego dnia jednak, prezerwatywa zawodzi. Wyliczasz sobie dni płodne, wychodzi ci, że idealnie wstrzeliłaś się w okres, gdy zajście w ciążę jest możliwe. Jesteś w stu procentach pewna, że nie chcesz dziecka. W tej sytuacji jedynym lekiem legalnie dostępnym w Polsce, jest Postinor –Duo. I tu, drogi Czytelniku/czko, zaczyna się problem. Bo w niektórych miastach Polski łatwiej jest zdobyć kokainę, niż ów środek antykoncepcyjny.
No, ale wróćmy na chwilę do naszej kobiety z początku artykułu: podejmuje decyzję o zażyciu Postinoru, ale warunkiem niezbędnym dla prawidłowego działania leku jest jego możliwie szybkie przyjęcie, ma na to tylko 72 godziny. Wyobraźmy sobie, że do niebezpiecznego stosunku doszło w piątek: czyli mamy weekend, tu właśnie zaczyna się dramat. Bo Postinor jest lekiem wydawanym tylko na receptę, przy czym mało kto chce go przepisać: mimo, iż jest całkowicie legalny. W Polsce nie przepiszą go w żadnym szpitalu, ponieważ „nie jest to lek ratujący życie”, na oddziale położniczym możemy dostać jedynie ulotkę (sic!), dotyczącą „antykoncepcji po”, gdzie podany jest numer infolinii, gdzie możemy dzwonić przez „24 godziny na dobę” i wypłakiwać się automatycznej sekretarce... w przewody. Lekarz pierwszego kontaktu również „rzekomo” nie może przepisać tego leku, bo nie leży to w granicach jego kompetencji. Gdy rozmawiamy z ginekologami w szpitalach, mówią nam, że jest to zabieg nieetyczny i nie mogą tego zrobić, nie mają pieczątek, płacą podatki... dając zdesperowanej kobiecie do zrozumienia, że etyka nie gra roli w ich prywatnym gabinecie: no ale jest sobota, weekend, praca w szpitalu państwowym... tak więc, nie. NIE, nie, NIE! Czasem nawet podnoszą głos, patrzą na kobietę z pogardą, uśmiechają się pod nosem... słowem, dobrze się bawią cudzą tragedią. Wymagają rozmowy nie w gabinecie, a na korytarzu, często w bezpośredniej obecności całego personelu medycznego, innych pacjentów, woźnych i ludzi całkowicie przypadkowych...
Są też lekarze, którzy rzeczywiście we własnej pracy kierują się swoiście pojmowaną etyką wyrosłą prawdopodobnie z pnia chrześcijańskiego i uważają, że mają pełne prawo decydować o życiu swoich pacjentek: władność ich jest tak szeroka, że często przyjmują zrozpaczone kobiety, przy czym odmawiają im przepisania leku, biorąc jednocześnie opłatę za wizytę. W trakcie której kobieta usłyszała jedynie kazanie umoralniające na temat nienaruszalności ludzkiego życia, opowieści o dwójce dzieci danego lekarza, o wielkim szczęściu wynikającym z ich wychowania, oraz o tym, że nie należy doprowadzać do zabijania raz poczętego życia.
Tyko że trudno mówić o jakimkolwiek życiu w momencie, gdy jeszcze nie doszło do zapłodnienia, lub w dwie godziny po nim. Aborcja, o, tu możemy mówić wręcz o mordzie, bo płód to już ŻYCIE, ale kilka godzin po zapłodnieniu komórka jajowa ulega jedynie intensywnym podziałom i absolutnie NIE możemy jej nazwać płodem, ani nawet embrionem: w tym momencie nazywamy ją blastocystą... a więc czymś stricte biologicznym, organicznym, nie można i nie wolno myśleć o niej w kategoriach filozoficznych, etycznych: bo nikt chyba nie powie, że ta właśnie blastocysta posiada „duszę”? Czy plemnik i komórka razem, to już byt wyższy? W takim razie pojedyncza komórka jajowa i pojedynczy plemnik, to połowa duszy? Tak? Jakże okrutna jest każda z kobiet, która ma odwagę nie współżyć co miesiąc w dzień owulacji: i godzi się na wydalenie tych potencjalnych ludzkich zarodków...
No, ale kobieta z artykułu. Ostatecznie, dociera do lekarza, który w słoneczne niedzielne popołudnie przepisuje jej lek. Przy okazji, daje jej broszurę informacyjną, dotyczącą Postinoru, gdzie przeczytać może następujące informacje-rewelacje: „Do Ciebie należy wybór, czy chcesz czy nie chcesz stosować antykoncepcji. Antykoncepcja po stosunku przy użyciu pigułek Postinor Duo nie powoduje przerwania ciąży, ani nie wywołuje poronienia. Podczas wizyty u lekarza masz prawo wymagać: pełnej informacji na temat najnowszych dostępnych w Polsce metod kontroli urodzeń oraz profilaktyki chorób przenoszonych drogą płciową, skuteczności tych metod, ewentualnych skutków ubocznych lub przeciwwskazań, poszanowania twojej godności przez cały personel medyczny, przestrzegania prawa do poufności i poszanowania prywatności. Pamiętaj, ze to Ty ostatecznie podejmujesz decyzje w sprawie swojego zdrowia, natomiast lekarz powinien ci w tym pomóc. Możesz zmienić lekarza, jeśli uznasz, że nie spełnia twoich oczekiwań” ........... Acha, kobieta czyta jeszcze, że „Postinor-Duo, tak samo, jak wszystkie inne pigułki antykoncepcyjne, można nabywać w aptece wyłącznie na podstawie recept lekarskich. Recepty takie MOGĄ BYĆ WYSTAWIANE NIE TYLKO PRZEZ LEKARZY GINEKOLOGÓW, można się po nie zgłaszać także do swoich LEKARZY RODZINNYCH”.
No cóż, tej kobiecie udało się odpowiednio wcześnie zaradzić tragedii swojej własnej, a także tragedii dziecka (już nie tylko blastocysty), które dorastałoby w rodzinie niepełnej, bez ojca, a być może z ogromnym poczuciem winy, wynikającym z wrażenia, że zniszczyło swojej matce życie swoim przedwczesnym pojawieniem się. Zresztą, co tu dużo gadać, dzieci nieślubne w opinii większości polskiego społeczeństwa to najzwyczajniejsze bękarty, a ich matki... niestety nie przytoczę adekwatnego epitetu, jako że nie godzi się tego robić na publicznym, ogólnodostępnym forum.
Nasz wspaniałomyślny rząd walczy z aborcją i niżem demograficznym. Ale jeżeli nie zapewni kobiecie podstawowego prawa do informacji, rzetelnej opieki medycznej (tzn. ustawowego obowiązku przepisywania leków tego typu przez lekarzy na kategoryczne żądanie pacjentki), oraz odpowiedniej opieki socjalnej w przypadku chęci urodzenia dziecka, to ta walka z góry skazana będzie na przegraną.
Artykuł został pozytywnie zrecenzowany przez:
Staszek Nieważne, , Agnieszka Urbaniak, Ted Baker, Marta TomczakDodaj Komentarz
RSS komentarzyKomentarze: 37
Dobry artykul i mimo, ze nie jestem kobieta to z ciekawoscia go przeczytalem i polecam innym bo warto!!
Ciekawie napisany, interesujący, przekazaujący pewną wiedzę. Jednym słowem- oby takich jak najwięcej:)
Witam choć jestem facetem doceniam artykuł gdyż aż mnie mierzi jak słyszę jak chamsko lekarze traktują kobiety, które nagle potrzebują Postinoru.
Kto im dał prawo decydować co robi kobieta. To jej i tylko jej decyzja. Nieważne czy sypia z facetami sporadycznie czy ma stałego partnera powinna mieć prawo do łyknięcia pigułki w razie wpadki.
Żadna normalna kobieta nie będzie przecież łykać po każdym stosunku bo sobie wykończy organizm.
Takie jak opisane postępowanie lekarzy świadczy jedynie jakim zaściankowym krajem jesteśmy.
Nieważne czy chciane dziecko, nieważne czyje. Kobieta ma rodzić.
A kto jej pokryje koszty wychowania jeśli zostanie samotną matką?
Lekarz?
Napewno nie, umyje ręce i jeszcze stwierdzi, że postępuje wg zasad kościoła.
Wara od naszych osobistych spraw. Lekarstwo jest kobiecie należne jak przysłowiowa zupa psu.
I tak cała sytuacja jest dla wystarczająco stresująca i krępująca żeby jeszcze się płaszczyć przed nadętym lekarzem. A jak się trafi stara panna to już totalna klapa i trzeba szukać dalej.
Artykul jest niezly, dobrze napisany i nie przesadzony. Niestety nie zanosi sie na to, by mialo byc inaczej, jako ze Roman Edukator postanowil dekretem, ze w szkole w ramach "przystosowania do zycia w rodzinie" uczyc sie bedzie tylko o jednej metodzie antykoncepcji. Kalendarzyku...
Dobry artykuł, nareszcie na forum!!! Smutnie musze zgodzić się z przedmówcami - narazie nie zanosi sie na zmiany "etyczne" w naszym Ciemnogrodzie, ale nadzieja w przyszłości. Wydaje mi się, ze powinien powstać serwis 24/7 (organizacje feministyczne mogłyby to wziąć na sztandar), który oferowałby kobietom pomoc w kwestii dostępności Postinoru - obeszlibyśmy w ten sposób "widzimisie" i podłość niektórych lekarzy!
Pozdrawiam
...żeby tworzenie jakichkolwiek organizacji było rzeczą dobrą. To przede wszsytkim rząd, czy izba lekarska, albo inne organizacje powinny postawić sprawę jasno i wprowadzić konkretny przepis, ZMUSZAJĄCY lekarzy do przepisywania leku pacjentkom: jeśli do tego nie dojdzie, nie zmieni się w tej sprawie nic. Bo w tej chwili lek ten jest dozwolony i leży w każdej aptece, ale nie wolno o nim mówić, pisać, ani w żadem sposób polecać go, czy promować (jak rzekomo "zrobił to serwis internetowy Wpadka). Także to lek dosyć, rzekłabym "zabawny"... jak cała polska rzeczywistość... z wyraźnym wskazaniem na cudzysłów :) W kazdym razie, dziękuję za głosy poparcia, umieszczzone pod artykułem.:) Miło, że ktoś jeszcze się ze mną zgadza.:)
...bo to ja daję komórkę jajową, macicę i wszystko, co potrzebne dziecku do życia. Nie nakazuję innym, zeby myśleli jak ja: wyrażam swoje zdanie, bo mam do tego prawo, żyjemy PODOBNO w demokratycznym kraju: to raczej ty rozkazujesz mi co mam robić, rządzisz moim tekstem tak, jak ci się rzewnie podoba: a tego nienawidzę. Jak widzisz, jesteś w odwrocie, bo te komentarze pod spodem - nie kazałam ich tam umieścić - lepiej więc idź sprawdź stan swojego beretu, a nie denerwuj kobiet, o których katordze związanej z ciągłym podejmowaniem decyzji dotyczących macierzyństwa, nie masz zielonego pojęcia...:/
Kilka zarzutów: Po pierwsze mało informacji o leku Postinor, który był kiedyś jeśli dobrze pamiętam środkiem wczesnoporonnym i bardzo szkodliwym, a opieranie się tylko na ulotce producenta jest najzwyczajniej w świecie nieuczciwe.
Po drugie traktowanie lekarza jak maszynę do wypisywania recept jest mało delikatne, to też człowiek i należy szanować jego sumienie i przekonania, a nie traktować go jak urzędnika od wpadek.
Po trzecie, dużo biadolenia nad losem kobiet, a jednocześnie brak zwykłej przyzwoitości w sytuacji gdy może, lub pojawia sie nowe życie. To dla mnie smutne, gdy pokazujesz tylko jedną stronę medalu, stronę w której biedna kobietka na własne życzenie zalicza wpadówkę z bliżej nieznanym facetem, a cały świat rzuca sierotce kłody pod nogi, i nikt nie chce jej pomóc- już mi jej żal. Życie to wielka odpowiedzialność i myślę że dopóki ktoś nie doświadczy rodzicielstwa nie zrozumie tego, bo jest to poza jego zasięgiem.
Artykuł w stylu krzykliwego feminizmu i bardzo jednostronny.
Nie myśl, że jestem dewotem i klerykałem, po prostu mam odmienne zdanie, i myślę że zawsze należy bronić życia, bo inaczej nie będziemy sie różnić od zwierząt a jest to zdanie człowieka, który ma szczęście posiadać synka i wie jak jest to ważne.
Kilka cytatów:
Komórkę jajową od momentu zapłodnienia nazywamy zarodkiem, później, po ośmiu tygodniach płodem, ale nie ulega wątpliwości, że jest to człowiek, mający określony genom, czyli kompletny zestaw chromosomów i genów. [prof. dr hab. n. med. Bogdan Chazan, b. Konsultant krajowy w dziedzinie położnictwa i ginekologii, kierownik Kliniki Ginekologii i Położnictwa Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie]
Najnowsze badania prowadzone przez biologów, embriologów i genetyków mówią jednoznacznie, że nie można wyznaczyć innego początku życia ludzkiego, jak moment zapłodnienia. Implantacja mająca miejsce od siódmego dnia zarodkowego życia człowieka, znajdującego się wówczas w stadium blastocysty, nie może być uważana za początek życia. Najnowsze wydanie encyklopedii PWN wprost definiuje ciążę jako okres od momentu zapłodnienia do wydania płodu na świat
(www.encyklopedia.pwn.pl/13240_1.html).
Środki farmakologiczne nie dopuszczające do implantacji są więc środkami poronnymi, przerywającym ciążę. Miano "antykoncepcyjnych" nadano im na użytek polskiego prawa, w celu ominięcia ustawodawstwa chroniącego życie. Prof. dr hab. Andrzej Staszewski, konsultant województwa mazowieckiego ds. ginekologii i położnictwa, mówi o Postinorze: "Z moralnego punktu widzenia jest to niestety środek wczesnoporonny. A już na pewno nie można powiedzieć, że jest to pigułka antykoncepcyjna" (Polityka, 2003).
Postinor-Duo
Postinor-Duo to wysoka dawka progestagenu - 0,75 mg lewonogestrelu - powodująca spowolnienie transportu zarodka do jamy macicy (Kościelniak, Kaniewski, 2003). Równocześnie oddziałuje na śluzówkę macicy nie dopuszczając do jego zagnieżdżenia (implantacji) zarodka (Pharmindex, 2003). Wczesnoporonne działanie Postinoru pominięte jest w ulotce informacyjnej dołączanej do opakowania, podobnie jak informacja o wszystkich powikłaniach. Slogany reklamowe mówiące: "pigułka dzień po", "antykoncepcja doraźna" lub "antykoncepcja awaryjna" budują pozytywny wizerunek produktu jakim jest Postinor-Duo wśród potencjalnych klientów. przewodniku po lekach na polskim rynku, dostępnym lekarzy i farmaceutów przeczytać można bardziej szczegółową informację o tym środku. W pierwszym zdaniu opisującym jego działanie czytamy "zapobiega wszczepieniu blastocysty"(rozwijającego się zarodka) (Pharmindex, 2003). W ulotce dołączonej przez producenta (Gedeon Richter Ltd.) czytamy: "Przeciwwskazania: ciąża lub podejrzenie ciąży", aczkolwiek powszechnie wiadomo, że właśnie w takich sytuacjach - wczesna ciąża (przed implantacją zarodka w macicy) lub jej podejrzenie - środek ten jest stosowany. Strona www.wpadka.pl w bardziej zawoalowany sposób (nie podając nazwy produktu) sugeruje swoim gościom jak uporać się z "zagrożeniem" ciążą, podając nawet adresy "pomocnych" lekarzy na terenie całej Polski.
Celem producenta jest zwiększanie sprzedaży produktu, co w tym przypadku osiąga się między innymi przez promowanie permisywizmu.
Początek życia człowieka to połączenie dwóch komórek: komórki jajowej kobiety i plemnika mężczyzny. Od tego momentu rozpoczyna się tajemniczy nawet dla lekarzy i naukowców proces formowania tkanek i narządów, który, jak wiadomo, trwa 9 miesięcy, po czym następuje poród dziecka. Jego rozwój i wzrastanie do czasu osiągnięcia pełnej dojrzałości trwa, jak wiadomo, mniej więcej 18-20 lat. [prof. dr hab. n. med. Paweł Januszewicz, dyrektor naczelny Instytutu "Pomnik - Centrum Zdrowia Dziecka" w Warszawie.]
Producenci day after pill (pigułka "dzień po") chcąc zwiększyć zyski uciekają się do świadomej manipulacji w celu zyskania przychylności konsumenta. Przykładem może być tekst w miesięczniku "Pani" zatytułowany "Wyścig z czasem". Już pierwsze zdanie wyraża zakłopotanie specjalistów od marketingu niską sprzedażą Postinoru w Polsce, gdzie sprzedaje się 69 tysięcy opakowań rocznie, a np. we Francji 80 tysięcy miesięcznie (Mandes, 2003). Autorka pisząc o "antykoncepcji awaryjnej" posunęła się do granic absurdu, a przede wszystkim do publikacji nieprawdy: "pigułka po, która nie usuwa ciąży, a jedynie jej zapobiega" i kilka linijek poniżej "duża dawka hormonów jest w stanie spowolnić transport zapłodnionej komórki jajowej (...), niemożliwe będzie wszczepienie się komórki jajowej w ścianę macicy". Zgodnie z obecnym stanem wiedzy, życie ludzkie zaczyna się od poczęcia. Można więc przypisać autorce dezinformowanie zagubionego w szumie informacji czytelnika i świadomą manipulację mającą na celu zwiększenie wąskiego grona "konsumentów" tego preparatu (0,7% kobiet w wieku 15-49 w Polsce stosuje Postinor-Duo - Mandes, 2003), a tym samym i wzrost zysków producenta. Nadmienić należy, że jedynym środkiem, który kryje się pod szeregiem przytoczonych eufemizmów jest Postinor-Duo, artykuł ten jest więc krypto-reklamą mającą na celu zwiększenie sprzedaży, a nie troskę o deklarowane zdrowie i dobro czytelniczek. W numerach miesięczników "Dziewczyna" i "Filipinka" z pierwszej połowy 2004 r. ukazały się podobne do powyższego, ale już sponsorowane teksty promocyjne, w których przemilczane zostało działanie poronne tak zwanej "antykoncepcji po", a zaakcentowano "bezpieczeństwo" i "skuteczność" ochrony przed ciążą. Badania dowiodły jednak, że deklarowane 97% (Mandes 2003) pewności "antykoncepcyjnej" Postinoru jest mitem. W 15% przypadków pomimo zastosowania Postinoru dziecko rozwija się dalej (Van Look, von Hertzen, 1998).
Cytaty pochodzą ze strony: www.life.net.pl
Panski z kolei komentarz momentami jest zwyczajnie szowinistyczny. Przyklad: "na wlasne zyczenie zalicza wpadke z blizej nieznanym mezczyzna". Coz, Pani Kinga nie napisala szczegolow zblizen, wiec nie wiemy, czy to byl nieznajomy, czy raczej zaprzyjazniony. Po drugie, wypadek opisywany nie jest historyjka idiotki, ale kogos, kto podjal stosowne kroki (prezerwatywa), ale one zawiodly. Po trzecie wreszcie, nie "zaliczylA" wpadki, ale raczej "zaliczylisMY", bo do poczecia dziecka trzeba dwojga. I odpowiedzialnosc za nie tez na dwoje spada.
Jezli domaga sie Pan od autorki tekstu obiektywizmu, to niechze Pan sam przywoluje tych, ktorzy obiektywni sa. Pan Chazan do nich na pewno nie nalezy, co pokazala jego dzialanosc jako konsultanta ds. rodziny. Stanowczo blizej mu do Rodziny Radia Maryja...
Oto cytat z w/w artykułu , który według mnie wskazuje na przypaedkowość partnera: "Od czasu do czasu zdarzy ci się współżyć z mężczyzną. Są to stosunki jednorazowe."
Temat, który podjęła Kinga nie jest tematem łatwym. Zapewne dotyka on wielu kobiet, które znajdują się w sytuacji, gdzie wyjście jest tylko jedno ich zdaniem.
Osobiście jestem jednak przeciwny używaniu Postinoru i innych farmaceutyków wczesoporonnych. Jestem pewien, że zupelnie inaczej podchodzą to tego osoby, które już mają dzieci. Ja do nich należę i jęsli spojrzę na małego syna, który ma zaledwie 5 miesięcy nie przemawiają do mnie żadne argumenty za Postinorem. To jest moje zdanie.
Zgadzam sie z Sebastianem, że używanie hasła "antykoncepcja po", to dobry chwyt marketingowy, który zmniejsza wyrzuty sumienia. Jedno jest pewne koncernom farmaceutycznym, ani nie zależy na tym by pomóc kobietom, ani na tym by im nie pomagać. Im zależy na tym by swój produkt wypromować i zarobic. A używanie odpowiedniej gramatyki, słów, pomaga im tylko sprzedawać "lek".
Definicja dziecka/płodu- tak do tematu nie powinno się podchodzić. Dziecko/płód nie jest przedmiotem, który można zdefiniować. To jest ktoś nam bliski i poddawanie się retoryce marketingu, niszczy więzi między ludźmi.
Czy to, że w brzuchu mojej Żony był płód, znaczy że traktujemy go jako "coś", czy raczej traktujemy "Go" jako część rodziny? Dla mnie wybór jest jasny - dziecko jest od tego momentu, od którego łaczą się dwie komórki i od tego momentu wszystko się zmienia, od tego momentu ponosimy odpowiedzialność.
Argumenty, że nie wiem jakie kobieta ponosi wybory - też nie mają sensu. Doskonale o tym wiem. Wiem jakie decyzje podjęła moja Żona. Wiem w jakim momencie swojej koariery była, wiem z czego zrezygnowała. Jednak każdy podejmuje takie decyzje i nie są one łatwe.
Nie usprawiedliwia to jednak tak błąchego podejmowania decyzji o zabawowym seksie. Trochę odpowiedzialności i "ślepoty/głuchoty" na marketing i relywizację panującą dzisiaj. Chyba naiwni tylko wierzą, że seks nie prowadzi do poczecia dziecka. Jeżeli ludzie to będa w stanie zrozumieć to będzie mniej wyborów typu - postinor/czy nie?
Czasami wydaje mi się, że ludzie dłużej się zastanawiają zanim przejdą przez ulicę, niż zanim pójda do łóżka z "nizenajomym/nieznajomą". I dotyczy to obu płci, bo odpowiedzialność jest po każdej ze stron.
bardzo ciekawy artykół na bardzo ważny temat. niestety, wciąż większość lekarzy w Polsce boi się nie tyle wypisaniaa takiej recepty, ale możliwości zostania za to osądzonym przez kolegów lub lotne grupy "obrońców życia". Kobieta w tym systemie prawie się nie liczy. Mam nadzieję, że moje pokolenie lekarzy nie będzie się przejmować i po porządnej! i nie moralizatorskiej!! rozmowie z pacjętką, pomogą jej.
a pan Chazan - no cóż, dinozaur, który nie zauważył, że jego czas już minął.
>traktowanie lekarza jak maszynę do wypisywania recept jest >mało delikatne, to też człowiek i należy szanować jego >sumienie i przekonania, a nie traktować go jak urzędnika >od wpadek.
każdy lekarz jak już wykonuje swój zawód, to powinien przede wszystkim liczyć się z tym, o co prosi go jego pacjent, a nie swoim sumieniem, bo na takiej zasadzie mógłby nie robić niczego poważnego, skoro pacjentka go prosi o receptę, to jego obowiązkiem jest wypisać ją i poinformować o mozliwych skutkach jego zastosowania, po coś chyba na tych ulotkach dołączanych z każdym lekiem są wypisane skutki uboczne,
w takim akurat wypadku sumienie i przekonania powinien zostawić w domu i karmić nimi swoje dzieci i kogo tam jeszcze chce,
jakby kobieta miała zdrowe serce, a chciała lek na jego leczenie, to proszę bardzo, może nie wypisywać, ale akurat w takim wypadku śmiesznym jest powoływanie się na swoje sumienie, biedny lekarz nie przepisze leku, bo mu sumienie nie pozwala i jak on się wytłumaczy przed p. Bogiem za to co zrobił,
>dużo biadolenia nad losem kobiet, a jednocześnie brak >zwykłej przyzwoitości w sytuacji gdy może, lub pojawia sie >nowe życie
biadolenie jest, bo s ku temu powody, u nas w Polsce normalne jest, że kobieta idzie do ginekologa albo lekarza rodzinnego i nie może od niego dostać śr. antykoncepcyjnych, bo biednemu lekarzowi na to sumienie nie pozwala, normalnie śmiech pusty bierze, w jakim oni kraju żyją, jak tak dalej pójdzie, to w każdym gabinecie lekarskim będą wisiały odpowiednie cytaty Biblii, żeby lekarz mógł pokazać pacjentce, dlaczego nie może,
i jeszcze refleksja nad nowym życiem, którym się tak wszyscy zachwycają w dzisijeszym świecie, czy ma sens rodzenie niechcianego dziecka, związek na siłę...
Sam długo próbowałem (tak tak, jestem mężczyzną) zdobyć receptę na Postinor, na wypadek gdyby gumka zawiodła. Kiedyś na sieci znalazłem informację o tej awaryjnej formie zapobiegania niechcianej ciąży i zdecydowałem się zakupić ten medykament.
Prosiłem lekarzy o przepisanie postinoru na mnie przy okazjonalnych wizytach jakie odbywałem w przychodzi. O zgrozo, przez prawie rok (byłem może w tym czasie u lekarza z 6 razy - głownie internista) nie udało mi się -wyprosić- przepisania Postinoru, a moralizatorskie ebaloraty jakimi mnie częstowały internisci (zarówno kobiety jak i mężczyźni) starczyłyby na niejedną homilię w kościele.
W końcu trafiłem do lekarza, który przepisał mi receptę na postinor... ale recepta była wystawiona na moją mamę ;-)
Z mojego doświadczenia, lekarze boją się przepisywać Postinor - nie wiem jakie konsekwencje im grożą, ale dla mnie to idiotyzm.
W.
ps. przez 4 lata jak mam postinor nigdy go nie musiałem używać, ale raz przydał się mojej znajomej, która zadzwoniła do mnie z wielką prośbą
ps2. gratulacje dla autorki - świetny artykuł
Artykuł rzeczywiscie świetny, obnaża dewocję polskich lekarzy i aptekarzy, którzy nie dość, że sądzą, że mają kolejny dobry uczynek na koncie, to jeszcze, że mają prawo decydować o naszym życiu.
Sama kiedyś miałam w związku z kupnem Postimoru rewelacje. Na szczęście mój lekarz sam mi go polecił, za to dopiero w piątej aptece mi go sprzedali! W poprzedniejszych zostałam potraktowana podobnie jak babka z artykułu.
Mimo przydługiego leadu, który miał zachęcić, a działał odwrotnie, przeczytałem artykuł. Ciekawy i zaangażowany, do ostatniego akapitu wydawał mi się beczką miodu, aż... przeczytałem zdanie o zapewnieniu opieki socjalnej.
Cytując Lebowskiego, który pouczał Lebowskiego (sic!) "Niech pan sobie zapamięta - nieroby przegrały! i niech lepiej pan lepiej zrobi to co pańscy rodzice - niech pan się weźmmie do roboty!"
Żadne osłony, parasole czy baldachimy socjalne nie pomogą, jeśli nie weźmiemy się do pracy. W cywiizowanych krajach jest tak, że dzieci mają ci, których na to stać. Nie tylko materialnie. Ale to już ubita ziemia na zupełnie inną dyskusję...
Poza tym co mnie tak uraziło podkreślam: artykuł - bardzo fajny, interesujący i nieobojętny
Twój artykuł przyciągnął mnie do tych stron.Emocjonalny, nieżle napisany ale z tezą nie zgadzam się. Temat antykoncepcji odblokowany przed kilku laty nadal ma się dobrze, ilość i jakość środków coraz lepsza ale wiedza kobiet o samych sobie nadal niepełna.Informacje o postinorze są co najmniej niepełne, tendencyjnie podane.A co najistotniejsze- o ochronie przed ciążą trzeba myśleć chwilę wcześniej- warto posiadać swojego ginekologa i z nim omówić to i zadbać o środki grubo przed randką.A swoją drogą lekarz też człowiek i swoje poczucie odpowiedzialności powinien mieć- zawsze w zgodzie ze swoim sumieniem.
Temat kontrowersyjny. Postinor- duo znany chyba wszystkim kobietom. Prawda, jak zwykle, le
nie zgadzam sie z tym co jest napisane w artykule. Ja nie mialam najmniejszego problemu z otrzymaniem recepty i samego leku!
Dobrze, Anetko, TY nie miałaś: trafiłas, miałaś farta... w mieście, gdzie mieszkam, problem z dostaniem tego środka jest ogromny: a lekarze zachowują się tak, jak to tu opisałam, dlatego to zresztą zrobiłam: przepotężnie mnie wkurzyła ta sytuacja. Więc nie pisz że się nie zgadzasz, bo dyskusji z opisaną sytuacją nie ma: napisz lepiej, ze miałaś inne doświadczenia, co niewątpliwie wzbogaci odbiór artykułu, uświadomi niektórym, że nic nie jest tylko czarne/białe. Bo to, że "ty sie nie zgadzasz" mało mnie - autorkę tekstu - obchodzi, bo miałam zupełnie inne doswiadczenia na tym polu i wiem, co piszę/mowię. Pozdrawiam.
Dla mnie ten artykuł nie dotyczy antykoncepcji, dlatego nie ma dla mnie znaczenia pojawiająca się w komentarzach ocena moralności, rozumienia czym jest aborcja, czy też entuzjazmu związanego z posiadaniem dzieci (sam jestem szczęśliwym ojcem).
Pytanie postawione w artykule jest kto może i w jakich okolicznościach decydować za pacjenta co mu przepisać. Jeżeli lek jest dopuszczony w Polsce i nie ma przepisu zabraniającego jego użycia, to nie rozumiem postawy lekarzy.
Osobiście jestem wrogiem uznaniowości, bo kojarzy się ono z korupcją.
Dobry artykuł, i choć pokazuje głównie jedną stronę problemu, to robi to w sposób jawny, zgodnie z prawami polemiki.
powiem krótko - świetny artykuł :)
Ciekawy artykuł i ciekawe komentarze :) porównując nie wiem co lepsze.
IMHO że się tak ustosunkuję po czasie to cały czas sprawa z antykoncepcją PO wraca do odpowiedzialności PRZED.
Nie wierzę (a trochę lat już mam) że jest taka siła na świecie która ZMUSZA Cię do pójścia do łóżka dobrowolnie*. Zawsze jest to Twój wybór i musicie być świadomi jakie to może mieć konsekwencje - jeżeli nie to jesteście po prostu gówniarzami i dziećmi a dzieci należy uczyć i za dobre nagradzać a za złe karać.
* bez gwałtu.
wreszcie ktoś trafnie opisał tę sytuację, biorąc pod uwagę tak wiele istotnych aspektów. świetne argumenty...czytałam przytakując...zgadzam się ze wszystkim...przedstawiłas bardzo zdrowe podejsice do tej sprawy bez przegiec ani w jedna ani druga strone tylko rozsądnie...za to duzy plus:)
"Jestem pewien, że zupelnie inaczej podchodzą to tego osoby, które już mają dzieci. Ja do nich należę i jęsli spojrzę na małego syna, który ma zaledwie 5 miesięcy nie przemawiają do mnie żadne argumenty za Postinorem. To jest moje zdanie." - Rafał
cóż, mam dziecko, a do problemu podchodzę dokładnie tak samo, jak autorka.
i plusa daję, oczywiście.
Największym przywilejem człowieka jest wolność i samostanowienie. Wiem, że nie będę trendy,
ale nigdy nie stosowałem antykoncepcji ani moje partnerki. Nie wiem po prostu co to jest!
To tak, jakby ktoś ociemniały odczytywał w rękawiczkach język Braille.
Tylko bezpośredni kontakt, bez żadnych gum daje mi pełną radość zbliżenia." Poza tym nie lubię swądu palącej się gumy"! O! Zaś świadomość spiral, spienionych pigułek, czy śmiercionośnej chemii, zabiera mi poczucie wolności i zdecydowanie zmniejsza uczucie rozkoszy, a uświadamia mi jedynie instrumentalne podchodzenie do seksu i nienaturalne traktowanie spraw jak najbardziej naturalnych. Ważne znaczenie ma dla mnie zdrowie partnerki, dla której wszelka ingerencja rozmaitych środków farmakologicznych z pewnością nie jest obojętna, wręcz szkodliwa. Na to nie mogę narazić swojej ukochanej osoby. Wiem co mówię, bo gdybym swoimi doświadczeniami z dziedziny seksu mógł obdzielić pluton wojska, to i tak by jeszcze sporo zostało.
HOWG !
Chętnie dałbym plusa za cenę jaką płacą kobiety żeby zaspokoić siebie i mężczyzn, za podejmowanie decyzji o życiu swojego dziecka, za desperację i martyrologię kobiet, o której mężczyźni nie mają zielonego pojęcia,
ale nie było mnie wtedy na świecie zwanym "ithink".
To jest wlasnie ta demokracja. Miej swoje zdanie pod warunkiem ze jest zgodne ze zdaniem innych. Na takie ryzyko moze pozwolic sobie ten kogo na to stac. W weekend tylko prywatnie. Tam prawie kazdy lekarz wypisze taka recepte. Cos o tym wiem ;) Niema mowy tu o zadnym przerywaniu ciązy bo tej ciąży jeszcze niema!! Zadna rozsadna kobieta nie bierze Postinoru na swoja "zachcianke" bo kazda rozsadna wie ze to nie jest polopiryna lub witamina C. Kazdy lekarz moze wypisac kazda recepte. Jakby sie uprzez cto nawet weterynarz!! Tak wyglada nasza sluzba zdrowia. Bez pretensji do Religi bo niestety ale on niema na to wielkiego wplywu mimo wszystko.
Temat chwytliwy jak zawsze, kiedy mowa o aborcji i ludzkich przekonaniach. Tu nie ma i nie będzie nigdy jednomyślności. Opisywana sytuacja pochodzi od osoby, która starała się zdobyć lek nieobojętny dla organizmu kobiecego i będący w ogólnym tego słowa znaczeniu "bombą hormonalną". Jednym z powikłań jego zażycia (bez głębszego wnikania) są zaburzenie nastroju z głęboką depresją włącznie mogące prowadzić do różnych nawet skrajnych zachowań ( co jeśli skończy się to próbą "S" u dajmy na to chorej psychicznie pacjentki z endogenną depresją ??? Kto poniesie konsekwencje? Autorka artykułu?). Nie podlega również najmniejszej dyskusji, że kobieta powinna poddać się badaniu ginekologicznemu przed przyjęciem preparatu ponieważ taki INTERNISTA, zwłaszcza PRZYGODNY dyżurant nie zna historii pacjentki ani ewentualnych obciążeń mogących stanowić bezwzględne przeciwwskazanie do przyjęcia preparatu CHEMICZNEGO!
Nie wnikam w kwestie moralne i pobudki osób krążących w poszukiwaniu ratunku, ale znakomita większość to są nastolatki!!! Dziewczęta na progu rozwoju, z nieuregulowaną czynnością hormonalną, narażające się na poważne konsekwencje zdrowotne w przyszłości (tak to czasami wystarczy!). Ubawiłam się komentarzem mężczyzny chcącego zdobyć Postinor na zapas. Szczyt bezczelności. Można przecież podwiązać sobie nasieniowody i nie narażać kobiety na stres i zbędne zażywanie świństwa skoro jest się tak zapobiegliwym.
Historia opisana w artykule jest naiwna- tak,tak- i oparta na kruchych podstawach. Jestem bardzo tolerancyjna i wypisuję te chol..ne recepty ponieważ nie zamierzam chować niechcianych dzieci nieodpowiedzialnych ludzi, którzy uprawiają przygodny seks i szkoda im pieniędzy i zachodu aby sensownie zabezpieczyć się przed taką sytuacją stosując regularną antykoncepcję JEST TO NIEZBĘDNĄ KONIECZNOŚCIĄ ZWŁASZCZA WTEDY, KIEDY IDĄ DO ŁÓŻKA OD PRZYPADKU DO PRZYPADKU!!!!. Początek artykułu ma usprawiedliwić autorkę a w/g mnie tylko ją pogrążą. I fakt, przyznaję,... czujemy (my lekarze) momentami coś na kształt politowania z powodu braku edukacji i wyobraźni u pacjentów, dla których zażycie Postinoru nie stanowi żadnego problemu i znajduje się w bezpośredniej bliskości wit.C (mimo końcowego zastrzeżenia)- ale cóż tonący brzytwy się chwyta. Nie widzę przeszkód aby ciążę autorki prowadził w przyszłości weterynarz przy tak zwierzęcym podejściu do kwestii prokreacji. Człowiek musi ponosić konsekwencje własnych działań, a ułatwienia i upowszechnienie stosowania Postinoru może mieć fatalne konsekwencje, BO MOŻE SIĘ WIELU OSOBOM ZDAWAĆ, ŻE JEST TO TAŃSZA I SZYBSZA JEDNORAZOWA ANTYKONCEPCJA. Lekarze ogólni natomiast mają prawo odmówić wypisywania recept na środek ginekologiczny na takiej samej zasadzie na jakiej nie wprowadzają ani antykoncepcji ani leczenia HTZ ponieważ tego nie robi się na pstryknięcie palcami wbrew temu co tutaj miałam wątpliwą przyjemność przeczytać. Niestety ode mnie jest minus za ten artykuł (ale nie wpiszę ci go oficjalnie). Jest tendencyjnym i mało obiektywnym studium sierotki Marysi, co to ją padalce w kitlach poniżyły i zmieszały z błotem prawiąc kazania zupełnie bezpodstawnie i z czystej złośliwości.
Więcej osób z takimi poglądami i może przeforsują ustawę o powszechnym dostępie nie tylko do Postinoru (w ogóle nieszkodliwego) ale też Morfiny, Relanium i całej gamy chemii tak przcież niezbędnej wielu ludziom. Zwłaszcza, że każdy dyżurant w ciągu jednej nocy spędzonej w pracy ma do czynienia z osobami uzależnionymi od różnych preparatów, stosującymi setki metod i forteli mających pomóc im zdobyć to, na czym im zależy...
Reasumując: jakim prawem wszyscy jeżdżą tu po demokracji i wolności jednostki to ja kompletnie nie wiem, ostatecznie wybór leży po stronie pacjenta. I skoro będzie zdeterminowany to na swoim i tak postawi. I nie ma tu nic do rzeczy w jakim gabinecie , państwowym czy prywatnym. Zdecydowanie opowiadam się za odpłatnym traktowaniem takich osób. Dla zasady i ku przestrodze.
Autorce zaś NIEODPŁATNIE radzę zacząc zachowywać się jak kobieta inteligentna i na poziomie tzn. pora dorosnąć i zabezpieczać się przed niechcianą ciążą w sposób jak najbardziej akceptowany przez współczesną medycynę stosując systematyczną antykoncepcję w sytuacji mniej lub bardziej przygodnych kontaktów z płcia przeciwną i powoli proszę przyzwyczajać się do faktu, że nasze usługi wcześniej czy później będą globalnie odpłatne, bo w tym kierunku zdąża cała służba zdrowia. (ostatecznie jeśli nie zajdą żadne zmiany ekonomiczne nas nie będzie w Polsce, ale proszę się nie martwić na Podlasiu urzędują "babki-szeptuchy", które radzą sobie z niejedną przypadłością"). Oficjalne opłaty zniosą podniecający wszystkich temat podwójnej moralności lekarzy i może się okazać, że interniści nadal odmawiać będą współpracy w tym szczególnym przypadku, ale może weterynarze podejdą z większą wyrozumiałością i przepiszą końską dawkę antykoncepcji, bo co to w końcu dla nich za różnica?...
Jajowodów w Polsce podwiązać niestety nie można, bo to i nielegalne i nieodwracalne. No chyba, że u Pani w gabinecie, choć obstawiam, że nie jest Pani żadnym ginekologiem, jeżeli nie wie Pani co legalne, a co nie. Opowiedziana historia nie przydarzyła się autorce. Gdyby autorka nie zdobyła w podobnej do opisywanej sytuacji LEGALNEGO W POLSCE LEKU ANTYKONCEPCYJNEGO, skończyłaby podwieszona pod sufitem jak bożonarodzeniowa, jodłowa choinka: ale zawsze to bez depresji, wywołanej zażyciem Postinoru. O moją antykoncepcję proszę się nie martwić, leczę trądzik hormonami, więc nic złego mi sie nie stanie. A za ton wypowiedzi, chętnie podałabym Panią do sądu. Niech się Pani nauczy czytać, a w drugiej kolejności - pisać. Choć czasem faktycznie milczenie okazuje sie być złotem. Ech... co do weterynarza, raz przepisał mi leki przeciwbólowe. Był miły i wyedukowany, czego w żadnym wypadku nie można powiedzieć o Pani. I powiem jeszcze w sekrecie, ze wolałabym, żeby moją ciążę prowadził mądry i kompetentny weterynarz, niż niedouczona pani ginekolog z chronicznym PMSem: tyle ode mnie,
autorka artykułu :)
ja poprostu tego nigdy nie zrozumiem tysiace argumentow za i przeciw ale dla mnie zawsze byl i bedzie najwazniejszym ze to jest moje cialo i nikomy nic do tego jezeli zechce go oddac troche na inne zycie to tez bedzie tylko moja decyzja nikt mnie nie zmusi zebym je kochala to dlaczego ma mnie zmuszac zebym je rodzila ?? jak ktos kocha bardziej moje dziecko niz ja to jest pedofilem a z tym trzeba walczyc sorry ale zgadzam sie z tym artykulem to tez nie jest sprawa lekarza ani nikogo innego i mozecie mi wmawiac ze jestem morderczynia ale ldaczego facet moze sie poddac kastracji zabraniajac w ten sposob zycia wielu istnieniom ?? i jest jeszcze druga strone nie widze powodu zeby skazywac te dzieci na przykrosci jeszcze przed narodzeniem :P jestem wolnym czlowiekiem i nikomu w ta wolnosc ingerowac nie wolno tym bardziej administracji i rzadowi :P
" A za ton wypowiedzi, chętnie podałabym Panią do sądu. Niech się Pani nauczy czytać, a w drugiej kolejności - pisać. Choć czasem faktycznie milczenie okazuje sie być złotem. Ech... co do weterynarza, raz przepisał mi leki przeciwbólowe. Był miły i wyedukowany, czego w żadnym wypadku nie można powiedzieć o Pani. I powiem jeszcze w sekrecie, ze wolałabym, żeby moją ciążę prowadził mądry i kompetentny weterynarz, niż niedouczona pani ginekolog z chronicznym PMSem: tyle ode mnie,"........
Cóż za elokwencja!!!
Ho-ho!
Zapomniałam o tym artykule, jak zapoimina się o wielu mało istotnych sparawach. Przypadkiem tu wróciłam i proszę, co za porady!
Niestety wygląda,że to Pani ma problem ze zrozumieniem słowa pisanego i myśli,że LEGALNE środki to cukierki. Gdyby tak było, byłyby dostępne w sprzedarzy odręcznej. Na szczęście ktoś mądrzejszy od Pani i lepiej wyedukowany podejmuje w tej kwestii decyzję. Na szczęście, bo podanie jakiegokolwiek preparatu może wywołać skutki uboczne za które osoba wypisująca receptę ponosi osobistą i zawodową odpowiedzialność. Ale tego już Pani zauważyć nie raczy z powodu krótkowzroczności zapewne albo niedouczenia (ale to już szczegół). Zgadzam się,że każdy INDYWIDUALNIE podejmuje decyzje w kwesti rodzić-nie rodzić i chyba to wynika z mojej poprzedniej wypowiedzi. Nie zgadzam się, ze stawianiem nas lekarzy pod ścianą i wymuszanie na każdym recept " bo mi prezerwatywa pękła"...Nie jestem ginekologiem i dzięki Bogu. Mam własną specjalizację, która mnie w pełni satysfakcjonuję. PMS mi nie dokucza, więc złośliwości proszę odłożyć na bok. Może Pani leczyć się u weterynarza, w końcu to też lekarz, a człowiek to też zwierzę.Pani wola.
NIemniej od postinoru (wycofywanego już) jest ginekolog i tam winni udawać się wszyscy zainteresowani i guzik mnie obchodzi czy uzyskają poradę w szpitalu czy w prywatnym gabinecie. To ich sprawa. Nie mają prawa domagać się tego od internisty, chirurga czy laryngologa jeszcze raz to podkreślam. Nic ponadto.
PS. Dyżurując w szpitalu w tzw. NPL-u wielokrotnie byłam świadkiem domagania się o Postinor ciągle tych samych osób. Rozumiem,że nieszczęście może zdarzyć się raz, góra dwa. Ale nie systematycznie co kilka miesięcy czy tygodni - to już gruba przesada. Aborcja to nielegalne przedsięwzięcie a kobiety mimo to podejmują ryzyko wykonania zabiegu. Podwiązanie nasieniowodów może być takąż alternatywą ze strony mężczyzny, który się nie zabezpiecza albo ma żyletkę w penisie i tnie prezerwatywy. Podwiązanie, to zabieg w pełni odwracalny (nie zawsze jednak efektywnie) i legalny w większości krajów Europy jak również w Polsce.
Wiedzy zabrakło???.
Ach nieeee, to ślepota. Ja nie pisałam o jajowodach droga Pani!!! ----->>>>[31. Lukrecja | 23:51 11-10-2007]
"Ubawiłam się komentarzem mężczyzny chcącego zdobyć Postinor na zapas. Szczyt bezczelności. Można przecież podwiązać sobie nasieniowody i nie narażać kobiety na stres i zbędne zażywanie świństwa skoro jest się tak zapobiegliwym."(...)
W tym kontekście Pani odpowiedź ma się nijak do mojej wypowiedzi " 32. Kinga | 15:58 14-10-2007
"Jajowodów w Polsce podwiązać niestety nie można, bo to i nielegalne i nieodwracalne. No chyba, że u Pani w gabinecie, choć obstawiam, że nie jest Pani żadnym ginekologiem, jeżeli nie wie Pani co legalne, a co nie"(...).
Bieda jak kto pisze a czytać nie umie ze zrozumieniem...Bieda...
Na marginesie dla zainteresowanych tematem mężczyzn:
"Mimo to jednak wazektomia nie jest w Polsce popularna – mówi dr Eugeniusz Siwik. – W gabinetach na zachodzie wykonuje się ok. 5 zabiegów podwiązania nasieniowodów dziennie. U nas pięć na miesiąc. Panowie boją się trwałej niepłodności. Warto jednak zaznaczyć, że nawet jeśli chcieliby dziecka po zabiegu i nie zdeponowaliby wcześniej nasienia w banku, jest szansa pozyskania pojedynczej komórki rozrodczej przez nakłucie jądra i pobranie jej bezpośrednio stamtąd.
Wazektomia kosztuje w Polsce ok. 2 tysiące złotych."
http://www.medserwis.pl/nm.asp?p=6176,1,1682,92017
Mocne uderzenia hormonów to zawsze spore ryzyko. Następstwa takich szybkich kuracji (jak i również tych długotrwałych) wyjść mogą dopiero po kilku pokoleniach - jako błędy i uszkodzenia kodu genetycznego.
Witam w końcu ktoś poruszył ten temat. Miałam taka sytuację całkiem niedawno. Ratunku szukałam u swojego lekarza ginekologa i zaczeło sie 1 koszmar w rejestracji wzrok pielegniarek gdy powiedzialam o co chodzi i prosiłam o przyjecie bez kolejki 2 koszmar u lekarza który tłumacząc sie etyka i swoimi zasadami odmówił mi wypisania tabletek 3 koszmar na pogotowiu - odmowa wypisania leku poniewaz mój stan nie zagrażał życiu a leki te nie sa niezbędne do utrzymania mnie przy nim. Łzy i bezradność. 300 000 tys miasto. Nie mogłam tego zrozumieć. 4 koszmar - lekarz prywatny - oczywiście w rejestracji dowiedziłam się że dostane te leki bez problemu ALE wizyta 100 zł + USG 100 zł + tabletki 70 zł - zrezygnowałam nie stać mnie na takie wydatki - jedyny plus - pielęgniarki nie zabijały wzrokiem w takich gabinetach to pewnie normalka . Ratunek znalazłam dopiero w osiedlowej przychodni gdzie wybłagałam wizyte ale w rejestracji nie powiedziałam o co chodzi. skłamałam że mam silne bóle w podbrzuszu a mój lekarz jest na urlopie. Przyjęła mnie ok 55 letnia pani ginekolog myślałam że historia się powtórzy rozplakałam się, powiedziałam o co chodzi i ku mojemu zdziwieniu nie było żadnego problemu z zalożeniem nowej karty,badaniem usg i wypisaniem leku. Kobieta powiedziała mi że gdybym prosiła ją o leki wczesnoporonne nie wypisała by mi ich ale postinor a w moim przypadku escapelle to tabletki które zapobiegają ciąży a nie ja usuwają. Widać było że kobitka ma doświadczenie rozumie inne kobiety i jest dla pacjenta a nie na odwrót - i wszystko na NFZ - udało się.













