iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Styl Życia / Inne
+ - 4

OLABOGA! NAPISAŁEM CHYBA BLOGA!

22 05 2007 emil grabicz Artykuł był czytany 3240 razy

mój pierwszy blog w życiu

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych
Oj, pękną z trzaskiem wrota życia! Właśnie mam przyjść na świat! Niezaplanowany przez swoich rodziców. Ale i tak miałem farta. Równie dobrze mogłem przyjść na świat w odległej Transylwanii, ale oni, na szczęście dla mnie, nie mieli na to wpływu. Mój moment poczęcia odbył się w zaciszu dwupokojowego mieszkania. Podczas gdy mój starszy brat spał w sąsiednim pokoju, a malutka siostrzyczka w malutkim łóżeczku, mój ojciec dosyć natarczywie namawiał moją matkę na "minutkę" rozkoszy. Matka nie była tym specjalnie zachwycona, ale upór ojca zdawał się pomagać przeznaczeniu, które wymyśliło sobie mnie jako uzupełnienie tej zacnej i typowej mieszczańskiej rodziny, dla której w epoce wczesnego komunizmu, celowo, we wszystkich formularzach wymyślono pokrętną rubrykę - "inteligencja pracująca".
W zasadzie, przy braku szczęścia mogłem z szybkościa 20 km/godz. wylądować na ścianie, razem z milionami moich braci i sióstr, ale dzięki niepohamowanej żądzy mojego ojca trafiłem do malutkiego, ale jakże przytulnego "laboratorium chemicznego" mojej matki. Domyślacie się, że to musiała być macica. Tam, w szalonym wyścigu po "złote runo", które nazywa się życiem, nie dałem cienia szansy milionom braci i sióstr.
Z zazdrością oglądali mój nad podziw żywotny ogonek, dzięki któremu wychlastałem niedoszłe rodzeństwo po malutkich, zdziwionych i zatroskanych twarzyczkach. Byłem zdecydowanie najlepszy i najszybszy.
Natura pomaga słabym. Wiedząc, że jestem lichy pomyślała i za mnie.
Musicie wiedzieć i to, że w momencie zapłodnienia na 100 żeńskich plemników przypada 120 męskich. Tu przynajmniej po raz pierwszy płeć męska jest pierwsza. Nie miałem dużo czasu. Byłem żwawy i pełny wigoru, ale wiedziałem, że sił nie starczy na długo. Spieszyłem się. Wbiłem się w jajo mojej matki z impetem pocisku samosterującego. To nie przypadek. Wszystko czekało już na mnie, a że byłem szybki, to również zasługa Natury, która wyposażyła mnie w cherlawy i mikry chromosom "Y".
Trzy razy lżejszy od doskonałego chromosomu "X" moich niedoszłych sióstr. Ten chuderlawy fenomen, chromosom "Y", będzie jeszcze kiedyś moim utrapieniem, ale o tym potem. Tymczasem borowałem zaciekle komórkę jajową mojej matki jak jakiś wirus. Przypominało to atak pasożyta, który za wszelką cenę chce dostać się do środka obcego organizmu. Z uporem maniaka chciałem skopiować swoje DNA, bezczelnie wykorzystując jej chromosomy. Udało się wreszcie. Uff, co za ulga. Mój "Y", to właściwie taki karzeł wśród ludzkich genomów. Mając zaledwie 60 milionów elementów czym prędzej je uporządkował i stopił się z komórką mojej matki. Porządkowanie identycznych kopii genów przypomina przeglądanie się w lustrze, aż do uzyskania wzorów zgodnych z lustrzanym odbiciem. Chromosom "Y" jest taki oporny i nieporadny, że nie zawsze potrafi usunąć swoje defekty. Nie umie tak kombinować jak silny i zdrowy chromosom "X" mojej matki. Tak powstala tzw. zygota, niesłusznie określana potem przez niektórych rodziców jako zgryzota.
Jajo mojej matki wyposażone we wszystkie potrzebne i odżywcze substancje wymieszało swój materiał genetyczny z genami mojego ojca, który jako dawca spermy otrzepał... ręce, oddając mnie na na koszt mojej matki do tzw. przedżłobka. To, że zostałem przez Naturę powołany do życia jako mężczyzna, to nie tylko dlatego, że byłem szybki i bezczelny.
To zasługa pewnego genu. Amerykański bioolog molekularny, niejaki Dawid Page, sądził, że już go odkrył w zaciszu Withhead Institut w Cambrigde. Starał się bardzo tajemniczo go nazwać. To DP 1007- -esencja męskości. Pierwsze litery to inicjały jego odkrywcy, a potem jak łatwo się domyślić, niezrównany i nieśmiertelny, pierwszy agent Jej Królewskiej Mości- 007. Uosobienie odwagi, pomysłowości i seksu. Taki właśnie miałem być i ja. Jednak dwa lata potem okazało się, że gen odpowiedzialny za to, czy będę chodził w spodniach, czy w spódnicy, tak naprawdę odkryli dwaj brytyjscy naukowcy bezlitośnie wykorzystując prace Pag'a.
Niestety, do siódmego tygodnia od daty mojego poczęcia, nie było żadnych oznak i charakterystycznych cech mojej płci. Nie martwiłem się jednak przedwcześnie. Tę "brudną robotę" wykona za mnie mój gen przeznaczenia.
To sex determining of the chromosom - SRY. Cholera! Ten seks będzie mi towarzyszył prawie aż do śmierci. Ten "tajemniczy brunet w jednym bucie" - SRY, w parę godzin (!) zamieni mnie w mężczyznę! Prawda, że to brzmi jak bajka? Proteiny SRY ustawią zwrotnicę tego fenomenalnego "tramwaju zwanego pożądaniem" nie w kierunku na Saską... "Kępę", lecz na... "Pała (c)" Kultury!
Na domiar wszystkiego po drodze agitują do tego niesamowicie skomplikowanego i arcytrudnego przeobrażenia odpowiednie komórki, przez co aktywują lawinę sygnałów molekularnych, które kończą dzieło, a w zasadzie "działo", bo w 12 tygodniu życia w rejonie moich genitaliów formuje się coś, co w dużym uproszczeniu przypomina szwedzkie działo samobieżne Bandkanone-1. W 20 tygodniu mojego życia właściwie to, co jest najważniejsze dla mężczyzny, Natura już wykonała. Reszta należy do mnie. Wyobraźcie sobie, że mam już mały "woreczek" i malutkiego peniska. Do kroćset! Nie mogę na niego patrzeć! Wiem, wiem, te cholerne męskie kompleksy. To wszystko jest takie małe, bo i ja jestem jeszcze malutki. Muszę być cierpliwy. Jeżeli będę podobny do mojego taty nie tylko z twarzy, to wcale nie będę taki "ostatni".
Otóż, z tego małego, skórzanego mieszka, który przypomina indiański woreczek do przechowywania talizmanów, sączy się wysokowydajna, niesamowicie skuteczna super-substancja. To TESTOSTERON. Mój duch seksu, moja siła i mój "zmysł" pożądania. Moja zguba i mój... kat zarazem. Ale coś za coś. Jeżeli mam być mężczyzną takim, jak oczekują tego kobiety, niestety muszę za to zapłacić. Kobiety, zresztą, całe życie bedą mnie niemało kosztować. Muszę się powoli do tego przyzwyczajać. Jeszcze do tego wrócę w czasie, kiedy już będę pewny, że mój penis nie służy tylko do oddawania moczu. A więc ten niesamowity hormon wytłoczył mi w moich malutkich jeszcze organach płciowych przewód nasieniowy, odpowiednie gruczoły i coś, co pozwoli mi produkować spermę przez wiele, wiele lat na życzenie, potem przez lata na rozkaz, a już całkiem, całkiem potem, w czasie, kiedy listonosz zaczyna przynosić "pensję" do domu, będę mógł już tylko powspominać, że coś takiego mam jeszcze w sobie, ponieważ już nikt nie będzie chciał uruchomić tej lokomotywy życia. Bo i po co?
No cóż, Rosjanie urodzeni we Francji mówią na to po prostu c'est la żizń.
Powiało trochę smutkiem? Nie będzie jednak tak źle. Nie mam co prawda takiej dużej głowy jak Stefan Żeromski z pomnika w kieleckim parku, ale też nie małą i nie od parady. Kiedy pomyślę, że naukowcy, oczywiście mężczyźni, obliczyli, że cały męski swiat "produkuje" codziennie tyle spermy, ile wody płynie w Tamizie na odcinku jednego kilometra, gdzieś pomiędzy Oxfordem a Windsorem - mam wrażenie, że też jestem światu na coś potrzebny!
Moja mała, kilkumililitrowa dzienna "daweczka" też tam popłynie. I co, humorek się poprawił? "Do stu beczek zjełczałego tranu". Chyba się wyszczerzyłem zbyt triumfalnie. Trochę skromności nie zaszkodzi. Przyjdą nieuchronnie czasy, że nie co dzień będę "zasilał" tę "Tamizę życia". Potem dzień zastąpi tydzień, a nawet i miesiąc. Nie mogę marnować czasu! Dziewczyny, bądźcie dla mnie dobre nie tylko na wiosnę, bo "chłop potęgą jest i basta!" Jeden zdrowy mężczyzna, nasycony życiem i seksem jak ciasto ponczem, teoretycznie, "za jednym zamachem", jednorazową "daweczką" jest w stanie zapłodnić połowę kobiet w Europie. To jest technicznie jednak niemożliwe. A szkoda.
Byłyby w całej Europie książki telefoniczne tylko z dwoma nazwiskami: Grabicz i np. Smith. Wszystko stałoby się prostsze, a integracja Europy prawie doskonała. Mężczyzna - to brzmi dumnie! Dobra. Wracamy na Ziemię. Zawiedzeni? Kto wysoko fruwa, musi umieć miękko lądować!
Aktywny okres w moim życiu, w którym będę korzystał z dobrodziejstw testosteronu, będzie bardzo długi, ale nigdy mi się nie znudzi. To tak jak z chlebem. Obrzydnie szynka, kiełbasa, ser żółty, czy nawet krwista kiszka.
Chleb nie znudzi się nigdy, bo to symbol codzienności. Takim symbolem codzienności dla mężczyzny jest również seks. Najsilniejszy ze wszystkich popędów, bo tak chciała Natura. I bardzo dobrze, że chciała. Tu niczego nie trzeba zmieniać. Trzeba się nauczyć umiejętnie nim kierować i korzystać z niego. I tak w 20 tygodniu od mojego poczęcia, moje przeobrażenie płciowe dobiegło końca. Mieszkam teraz aktualnie w brzuchu mojej mamy i bujam się na pępowinie jak leniwiec jakiś i nawet nie zdaję sobie sprawy z tego, co dzieje się na zewnątrz. I tak w cudownej atmosferze przyjaznych i ciepłych wód płodowych mojej matki wysmażyłem dla was mojego pierwszego w życiu bloga! Przyjdę na świat w 40 tygodniu mojego życia. Muszę się zaczaić na odpowiedni dzień moich urodzin. Najlepiej gdyby to była niedziela! A teraz zupełnie serio, jak tak łapię się moimi malutkimi rączkami za tę moją dużą główkę, to wcale bym się nie zdziwił, jakby dali mi na drugie Stefan!
A niech to szlag...




+ - 4

Artykuł został pozytywnie zrecenzowany przez:

Agnieszka Owczarczak , Artur Rumpel

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 6

1. Artur | 14:14 22-05-2007

Ciekawy, niebanalny tekst

2. Hanka | 20:55 23-05-2007

Cudne! Po prostu cudne! Może to niezbyt hojny komentarz, w porównaniu z "obfitością" autora, ale na razie łapię powietrze, bom się zachłysnęła.

3. Monika | 18:41 26-05-2007

Jakby powiedziec... prawie genialne :) Bardzo ciekawy pomysl, ale jak dla mnie za duzo tu biologii :P ale gratuluje pomyslu :D

4. Paul | 12:22 01-07-2007

I właśnie ta biologia dodaje temu opowiadaniu bardzo wiele. Ogólnie bardzo mi się podobało, a fragmenty o chromosomach na pewno pomogłyby licealistom zapamiętać te nudne jak flaki z olejem książkowe etapy powstawania zygoty. Pozdrawiam:]

5. Paweł | 15:29 07-09-2007

Zapraszam na mojego bloga:
http://www.GosiaAndrzejewicz.prv.pl