Pasterka (a)polityczna
Artykuł był czytany 1538 razyLubię Pasterki. Od lat na nie chodzę bo i atmosfera świąteczna i kolędowanie i Msza inna niż wszystkie pozostałe w całym roku. Ta Pasterka była wyjątkowa... szczególna... emocjonalna.
Tegoroczne Święta spędzałam z rodziną w byłym mieście wojewódzkim na Mazowszu. Święta jak Święta. Wieczór wigilijny... życzenia ... opłatek... tradycyjne potrawy w ilości oczywiście dwunastu. Radość dzieci z prezentów i obowiązkowo Mikołaj z wacianą brodą. Noc oczywiście pasterska. Obiecałam teściowej, że zawiozę ją do Kościoła - bo droga dość daleka i mróz całkiem dokuczliwy, zresztą sama uwielbiam pasterki, więc przymusu nie było. Nocne kolędowanie w blasku światełek choinkowych, podniosła atmosfera, to coś dla czego warto pójść spać nieco później.
W tym roku pasterka w tym Kościele była bardziej odświętna niż zawsze. Zaproszono fantastyczny zespół, który grał i śpiewał wspaniałe kolędy. Nogi tupały w rytmie, serce naprawdę się radowało, że narodził się Pan... A potem przyszedł czas na kazanie. Proboszcz wszedł na ambonę, aby uświetnić i wyróżnić to nabożeństwo. Widać go było z najdalszego zakątka Kościoła. Mówił o dzieciątku, które się narodziło, przynosząc radość i odkupienie.... Ludzie słuchali z uwagą. Ja też. Ale słowo za słowem ... lawina słów... Ksiądz dziwnie zboczył z tematu. Teraz już z coraz bardziej ogarniającym mnie zdziwieniem słuchałam o rządzących, o tym, że poparcie dla PO rośnie w niezrozumiały sposób... że to my katolicy zagłosowaliśmy na partię, która chce zniszczyć znane radio, rodzinę tego radia i patriotyzm. Usłyszałam, że jestem grzesznikiem, bo głosowałam na partię, która dziką agresją niszczy wszystko co dobre. Ba, służy szatanowi. Serce biło mi szybciej i szybciej. Zamiast miłości i radości zapanowała we mnie dzika złość. Zupełnie nie rozumiałam tych słów, które nadal wypowiadał ksiądz. Przyszłam tu posłuchać o narodzinach Pana o radości i szczęściu. Przyszłam posłuchać o miłości. Nic z tego.
To nie fair, pomyślałam. To nie fair, przecież nie mam możliwości polemiki, obrony, przedstawienia swoich racji. Nikt nie ma. Słowa księdza są jedyne prawdziwe i słuszne. A przecież głosowałam na spokój, tolerancję, wyważone słowa i mądrą politykę. Czy przez to służę szatanowi? To prawda, nie pałam miłością do znanego radia, ani znanego ojca... Mam do tego prawo. Mam argumenty. Uważam, że Kościół i Państwo to dwie różne sprawy. Rozdzielne. Chcę tak myśleć i chcę w to wierzyć. I jeszcze bardziej się cieszę, że ta "szatańska" partia wygrała. A na przyszłoroczną Pasterkę pójdę do swojego Kościoła. Mamy w parafi bardzo mądrego księdza. Na szczęście.














