iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Styl Życia / Inne
+ - 2

Piszę, by trafić do serc, do rozumu i… do krzemu

24 05 2007 Andrzej P. Urbański Artykuł był czytany 2038 razy

Używam słowa "piszę" do realizacji tak różnych przedsięwzięć jak: pisanie wiersza, opowiadania, artykułu naukowego oraz programu pod WINDOWS czy serwisu... literackiego. Zastanawiam się, jak do tego u mnie doszło i co różni, a co jest podobne.

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych
Pamiętacie swoją pierwszą przeczytaną książkę, pierwsze napisane słowa? A ja tak. Chyba tuż przed rozpoczęciem podstawówki zacząłem przepisywać literki. Ale cóż to były za hieroglify? Mało, że straszliwie powyginane to… jeszcze jakby lustrzane odbicia. No, geniuszem to ja nie byłem, jak moja ciotka, która nauczyła się sama czytać, a jako logopedka doskonale znała „lustrzankę” jako przejawy dysgrafii.

Ale kiedy już poznaliśmy wszystkie literki posłusznie uległem sugestii wychowawczyni i powędrowałem do biblioteki wypożyczyć książkę. Bibliotekarka musiała się domyślić, że jestem „zielony” i wybrała cienki tomik w szarej okładce. Pamiętam, że nawet dosyć gładko mi poszło, chociaż w tych ponurych czasach odwoływała się do jeszcze bardziej ponurej rzeczywistości powojennych zniszczeń i przeżyć jakiegoś chłopca. Więcej nie pamiętam, ani tytułu ani autora.

Ale to była tylko pierwsza kropelka deszczu, jaki się potem rozszalał. Szybko nabrałem zwyczaju odwiedzania biblioteki publicznej, co drugi dzień oddając i pożyczając kolejne dwie książki. Do tego biblioteka szkolna i spore zasoby książek i czasopism moich rodziców. Czytałem wszystko, co pobudzało moją wyobraźnię. Nie zapomnę, jak w trzeciej klasie studiowałem przedwojenny podręcznik fizyki mojej matki. Do czerwoności rozbudził moją wyobraźnię problem skonstruowania peryskopu do okrętu podwodnego. Chciałem lusterkami wyłożyć całą rurę, a tu się okazało, że wystarczą dwa. Zachwyciło mnie to!

Ale fizyka zaczynała się dopiero w szóstej klasie, a pod koniec czwartej dostałem nowiusieńkie podręczniki do klasy piątej z podręcznikiem historii na czele. Byłem urzeczony zwłaszcza państwem egipskich faraonów. Po wielokrotnej lekturze podręcznika błyszczałem na lekcjach tak, że ten właśnie przedmiot pamiętam jako pierwsze sukcesy. Potem rozpoczęła się fizyka, do której też byłem świetnie przygotowany znacznie bardziej „wciągającym” przedwojennym podręcznikiem niż zapchanym abstrakcyjnymi definicjami współczesnym.

Matematyka była jednak tym, co mnie wkrótce najbardziej wciągnęło. Uwielbiałem rozwiązywać zadania. Wielokrotnie czytałem różne „rozrywki matematyczne” z pokorą znosząc początkową nieumiejętność rozwiązywania wymagających pewnej błyskotliwości zadań, ale stopniowo byłem coraz lepszy.

Kiedyś trafiłem na niby powieść o tym, jak chłopiec zrobił radioodbiornik. Też chciałem umieć to, co mój ojciec, chociaż on tylko naprawiał radioodbiorniki i telewizory. W domu było pełno czasopism radiotechnicznych, nawet z lat trzydziestych. Do końca podstawówki wszystko to dokładnie przestudiowałem.

Już w końcu podstawówki przedmioty humanistyczne poszły w „odstawkę”. Kolega z liceum „odstawił” chemię, bo tranzystorowy magnetofon zainspirował go do zajęcia się elektroniką. Docenił moją wiedzę teoretyczną i pokrewne zainteresowania. Zachęcił do zapisania się do Młodzieżowego Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Zapamiętałem świetne wykłady z elektroniki prowadzone przez pracowników Politechniki oraz pracę redakcyjną nad pierwszym artykułem o nadajniku krótkofalarskim.

Studiować jednak chciałem „Metody numeryczne” na Uniwersytecie, bo na Targach Poznańskich zachwyciły mnie „maszyny” firmy Wang. Dałem się jednak namówić koledze na dzień otwarty na Politechnice, gdzie właśnie otwierano kierunek studiów o dziwnej nazwie „informatyka”. Dopiero jak zobaczyłem laboratoria zapchane całkiem nowoczesnym jak na owe czasy sprzętem, „zajarzyłem” i zorientowawszy się, że przyjmą aż pięćdziesiąt osób podjąłem wyzwanie na trzy miesiące przed maturą.

Niedługo potem kupiłem program studiów i pierwszy podręcznik programowania wydany jako zajęcia fakultatywne do liceum. Nie wiedziałem, że kilku przyszłych kolegów ze studiów już poznawało programowanie z praktycznej strony. Kiedy tylko po rozpoczęciu studiów zorientowałem się w tym, natychmiast skorzystałem z okazji, że można było uruchamiać własne programy na politechnicznym komputerze i napisałem swój pierwszy program. Aż wstyd przyznać, że zajmował się rozwiązywaniem trójkąta, czyli liczeniem brakujących w danych wartości kątów i boków. Pamiętam, ile było emocji z tygodniowym czekaniem na wyniki, a właściwie listę błędów. Byłem świetnie na to przygotowany psychicznie.

Niedługo później powróciłem też do pisania artykułów pracując w studenckim Kole Naukowym Informatyki. Pamiętam, że nasz opiekun był mile zaskoczony, że tak dobrze umiałem się wypowiedzieć. Jeszcze przed skończeniem studiów napisałem dwa artykuły na konferencje, a praca dyplomowa to był prawdziwy chrzest bojowy. Jeszcze w czasie studiów dokładnie rozpoznałem system programowania w Pascalu, który przybył do nas z Londynu i Belfastu. A po podjęciu pracy na uczelni byłem zachęcany, by napisać podręcznik do Pascala. Ja jednak wolałem pisać artykuły naukowe.

Dopiero, kiedy zacząłem własnym dzieciom czytać bajki i opowiadania, naszła mnie chęć, by w tak lekkiej formie napisać coś o informatyce. I zaczęło się tworzenie kolejnych opowiadanek: o pomagających sobie komputerach, o dzieciach z całego świata komunikujących się przez Internet (był rok 1994), o ginącym państwie z powszechnym kopiowaniem i destrukcyjnym oddziaływaniu przemocy w grach komputerowych.

Pewnym przełomem był pierwszy wierszyk o składowych komputera, który wraz z opowiadaniem o tacie programiście trafił właściwie bez mojego udziału do elementarza. Innym były wierszyki o inwestowaniu na giełdzie i napisany dla córeczki udającej się do szpitala na operację.

Ale ja właściwie nie o tym chciałem pisać. Zastanawiam się tylko, jak różne są to „pisania” wprost dla ludzi i dla komputera. Pisząc do drugiego człowieka nie mamy nawet pewności, czy przeczyta, czy zrozumie, czy wywrze to na nim jakieś wrażenie. Nawet jeśli, to nigdy nie jesteśmy w stanie całkowicie kogoś odmienić. Natomiast pisząc instrukcje dla komputera faktycznie kreujemy pewien automat o wybranych przez nas własnościach.

Ale można też na programowanie spojrzeć jako na akt wobec drugiego człowieka – użytkownika programu. Stopień niepewności, jak w określonej sytuacji zachowa się nasz program, jest bez porównania większy niż jak odebrana zostanie nasza ksiażka.

Pamiętam, jak mnie męczyło, gdy w programie, który już był w sprzedaży, znajdowałem błędy. Teraz, tworząc serwis literacki, jest chociaż szansa, że ktoś mi zwróci uwagę na błąd i szybko go poprawię. Nawet lubię te interakcje, a już przepadam za tym, jak użytkownicy mi piszą, gdy czegoś im brakuje. Chociaż te wypowiedzi, a zwłaszcza konkretne propozycje ulepszeń bywają naiwne, zawsze staram się wyciągnąć konstruktywne wnioski i jakoś spełnić ich oczekiwania, chociaż często nie wprost.




+ - 2

Artykuł został pozytywnie zrecenzowany przez:

Agnieszka Owczarczak

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 3

1. Andrzej P. | 20:56 25-05-2007

Aby język giętki potrafił wyraźić to co pomyśli głowa.

A mnie się to w tym zwierzeniu zupełnie nie udało.

Głupio mi ......

2. emil | 15:58 02-06-2007

nie martw się Andrzeju, udało ci się dużo więcej niż chciałeś napisać. Zrobiłeś to, co ludziom przychodzi z taką trudnością. Otworzyłeś kawałek siebie, i to nie tylko na własny pożytek. Zaimponowałeś mi tym, jak można zainteresowania politechniczne skutecznie pogodzić z humanistycznymi.
Te dwie dziedziny najczęściej się wykluczają. Ty potrafiłeś zmusić je do współpracy.
Co z tego wyszło? Wyrafinowany i profesjonalny pasjonat informatyki i komputerów z liryczną duszą człowieka wrażliwego, pełnego refleksji,
szukającego klucza do sukcesu w dzieciństwie, konsekwentnym i ciekawskim wszystkiego co się "rusza".
No i to, że piszesz jeszcze bajki dla dzieci, żeby przedłużyć im ten fantastyczny, magiczny świat myślenia
dziecięcego. Fajnie, że jesteś i piszesz! Dzięki!

3. Andrzej P. | 21:59 07-06-2007

Dzięki serdeczne Emilu. Tak życzliwie napisane :)