iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Styl Życia / Inne
+ - 0

PLUTOKRACJA - najdroższa orgia w historii

04 12 2006 zbigniew jankowski *** Artykuł był czytany 7182 razy

Jedną z podstawowych i niekwestionowanych prawd zachodniej kultury i jednocześnie fundamentalnych tez kapitalizmu jest przekonanie, że interes jednostki i egoistyczne postępowanie człowieka ostatecznie służą dobru publicznemu. Dogmat ten jest wielkim skarbem współczesnej filozofii, a wszelkie próby podejmowania polemiki na ten temat skazywane są, niczym herezje, na potępienie i wzgardę. Marzenie o wielkim, nieograniczonym bogactwie i podziw dla niego, stanowią ważną część ideologicznego ekwipunku każdego ambitnego i dobrze wykształconego obywatela Zachodu. Kult „wolnorynkowego” bogactwa ma ciekawą, choć rzadko upublicznianą historię.

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych
W latach 1680-1700 nowi bogacze Anglii „wprowadzili teorię wzrostu gospodarczego, która sławiła rywalizację, akceptowała próżność, ambicję i naśladownictwo jako cechy dynamiki nowego rynku”, pisała historyk Joyce Appleby. Adam Smith, który w 1776 r. w dziele „Wealth of Nations” wyjaśniał, jak własne ekonomiczne korzyści mogą w efekcie służyć dobru publicznemu, zdobył wielkie uznanie w ciągu następnych czterech dziesięcioleci w „Wielkiej Brytanii doświadczającej drastycznej polaryzacji bogactwa”, pisze Kevin Phillips w pracy historycznej „Wealth and Democracy. A Political History of the American Rich”. (1) Smith przestrzegał jednak również przed niebezpieczeństwami, które nie interesowały zwykle propagatorów kapitalizmu. Z jego rozprawy wybierali tylko fragmenty służące usprawiedliwianiu własnego postępowania. „Poszerzanie rynku i zmniejszanie konkurencji leży zawsze w interesie handlujących” – pisał Smith – „Wszelkie propozycje zmiany prawa czy wprowadzenia nowych przepisów handlowych, które pochodzą z ich strony, powinny być zawsze rozważane z wielką ostrożnością i nie powinno nigdy wprowadzać się ich w życie bez długiego i uważnego badania, i to nie tylko pełnego skrupulatności, ale przede wszystkim podejrzliwości. Wynika to z charakteru ludzi, których interes nie jest zgodny z interesem publicznym, i których intencją jest podstęp i wykorzystanie społeczeństwa”. (2) Wiodącą ideą Adama Smitha był egalitaryzm, a nie wizja społeczeństwa pasożytniczego.
Czy jego idee urzeczywistniły się, jak zwykli przekonywać nas o tym teolodzy kapitalizmu, można zapytać dziś mieszkańców slumsów w Mexico City czy dzielnic South-Central Los Angeles. Czy nowe prawo handlowe – porozumienie NAFTA – wprowadzono w życie rzeczywiście po „długim i uważnym badaniu”, „pełnym podejrzliwości”, zwracając uwagę na „interes handlujących”, którzy „podstępnie” mogą próbować „wykorzystać społeczeństwo” i działać w sposób prowadzący do „zmniejszenia konkurencji”?

„Powszechna nędza i wysoka koncentracja bogactwa nie mogą współistnieć ze sobą w demokracji”, pisał dwa wieki temu autor Deklaracji Niepodległości, Thomas Jefferson, jakby na przekór współczesnym fanatykom neoliberalizmu upatrującym w bogaceniu się najbogatszych jedyną możliwą drogę rozwoju cywilizacyjnego.(3) „Możemy mieć albo społeczeństwo demokratyczne albo wielką koncentrację bogactwa w rękach małej grupy społecznej. Nie możemy mieć dwóch rzeczy jednocześnie” – artykułował z pełnym szacunkiem dla zdrowego rozsądku sędzia Sądu Najwyższego USA, Louis Brandeis, przed stu laty. (4) Czy zdrowy rozsądek mógł odegrać kluczową rolę w kształtowaniu demokratycznej świadomości i zdominować kulturowe stereotypy i zakłamanie, jakie pozostawiła nam elitarna tradycja „jedynej, prawdziwej wiary”?

Debata na temat bogactwa w demokracji była jednym z tematów politycznego sporu, jaki towarzyszył powstaniu i pierwszym latom istnienia Stanów Zjednoczonych Ameryki. Perspektywa gromadzenia majątków mogących dorównać skali i korupcyjnym możliwościom fortun arystokratycznej Europy była przyczyną obaw dla wielu, jednak również przedmiotem ambicji wąskich, choć najbardziej wpływowych grup nowo powstającego państwa. Federaliści – zwolennicy tradycyjnego porządku – skupieni wokół takich postaci jak Alexander Hamilton, John Adams, George Washington, czy John Jay zainicjowali proces konstrukcji państwa na wzorcach monarchistycznej Europy, gdzie silna władza centralna kierowała gospodarką. Stanowisko, które dziś nazwalibyśmy konserwatyzmem, w najlepszy chyba sposób tłumaczyła maksyma Johna Jaya, pierwszego przewodniczącego Sądu Najwyższego USA, głosząca, że „ludzie, którzy posiadają państwo, powinni nim rządzić”.(5)





+ - 0

Artykuł został pozytywnie zrecenzowany przez:

Magdalena Danaj

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 0