iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Styl Życia / Inne
+ - 0

PLUTOKRACJA - najdroższa orgia w historii

04 12 2006 zbigniew jankowski *** Artykuł był czytany 9140 razy

Jedną z podstawowych i niekwestionowanych prawd zachodniej kultury i jednocześnie fundamentalnych tez kapitalizmu jest przekonanie, że interes jednostki i egoistyczne postępowanie człowieka ostatecznie służą dobru publicznemu. Dogmat ten jest wielkim skarbem współczesnej filozofii, a wszelkie próby podejmowania polemiki na ten temat skazywane są, niczym herezje, na potępienie i wzgardę. Marzenie o wielkim, nieograniczonym bogactwie i podziw dla niego, stanowią ważną część ideologicznego ekwipunku każdego ambitnego i dobrze wykształconego obywatela Zachodu. Kult „wolnorynkowego” bogactwa ma ciekawą, choć rzadko upublicznianą historię.

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych
W pierwszych dziesięcioleciach istnienia państwa, prawa demokratyczne przysługiwały tylko właścicielom majątków, białym mężczyznom, stanowiącym nie więcej niż 10% społeczeństwa. Członek legislatury New Jersey musiał wykazać się posiadaniem własności co najmniej 1000 funtów. Od senatorów Południowej Karoliny wymagano 7000 funtów (współcześnie odpowiednik miliona dolarów). W stanie Maryland własność 5000 funtów kwalifikowała kandydatów na stanowisko rządowe. Społeczeństwo amerykańskie, określane jako egalitarne i wolne od ekstremów, jakie charakteryzowały arystokratyczną Europę, było mimo wszystko silnie zróżnicowane majątkowo. Do 1700 roku 75% gruntów stanu Nowy Jork było w rękach kilku zaledwie osób. Siedmiu właścicieli ziemskich w Wirginii posiadało majątki o łącznej powierzchni 1,7 miliona akrów. Do roku 1760 niespełna 500 osób z pięciu miast kolonialnych kontrolowało przeważającą część handlu, bankowości, kopalnictwa i wytwórczości całego wschodniego wybrzeża. "Każda społeczność składa się z grupy mniejszości i grupy większości” – pisał twórca amerykańskiego systemu finansowego, Alexander Hamilton – „Pierwsza to bogaci i wysoko urodzeni, drugą tworzą masy społeczne... Lud jest buntowniczy i zmienny, rzadko potrafi poprawnie oceniać i decydować". W takich warunkach powstawała republika Stanów Zjednoczonych Ameryki, nazwana później pierwszą nowożytną demokracją. System polityczny państwa, będący przedmiotem podziwu i głównym tematem mitologii politycznej w Europie, stworzony został przez elitę, dla której demokracja była „złem najgorszym ze wszystkich”, jak wyrażał się o niej jeden z założycieli państwa, późniejszy wiceprezydent, Elbridge Gerry, a Edmund Randolph – pierwszy Minister Sprawiedliwości – podkreślał, że powodem wszystkich problemów państwa były „buntowniczość i szaleństwa demokracji”.(6)

Intencje nowej, porewolucyjnej władzy, dążącej do odtworzenia w USA mechanizmów rządzenia opartych na modelu brytyjskim, z silnymi związkami rządu z klasą przedsiębiorców, spekulantów i bankierów, zakwestionowane zostały przez ugrupowanie polityczne skupione wokół Thomasa Jeffersona, który wygrał wybory prezydenckie w 1800 roku. Propagowanych przez jego republikańsko-demokratyczną partię radykalnych idei, w żadnym wypadku nie należy kojarzyć ze współczesnym republikańskim neoliberalizmem korporacyjno-państwowym. W XVIII w. republikanizm był ideologią egalitarną, oświeceniową i antypaństwową. Zrodził się w silnej opozycji do europejskiej tradycji społeczeństwa opartego na hierarchii i przywilejach. Republikanie rozumieli, że to instytucja państwa deformuje ludzką naturę i świadomość człowieka, i to ona poprzez wojny, opresyjne systemy podatkowe, korupcję i sztucznie ustanowione zasady dystrybucji przywilejów, odpowiedzialna jest za nierówności społeczne i patologie monarchistycznej Europy. Radykalni republikanie w Pensylwanii żądali, aby państwo przeciwdziałało wysokiej koncentracji bogactwa. Głosili, że „nieograniczona akumulacja własności w rękach jednostek jest niebezpieczeństwem dla prawa i zagrożeniem dla powszechnego szczęścia ludzkości; dlatego każdy wolny stan ma prawo przeciwdziałać koncentracji takiej własności”. Noah Webster, „ojciec amerykańskiej nauki i edukacji”, pisał w latach 1780., że „równość pod względem własności... jest samą istotą republiki”.

Warunkiem szczęścia, wolności i niezależności człowieka, w opinii republikanów, była własność ziemi, ale taka, która przysługiwać powinna każdemu wolnemu obywatelowi państwa. „Powszechna i stosunkowo równomierna dystrybucja własności ziemskiej – deklarował Webster – jest fundamentem narodowej wolności”. Republikański rząd powinien przy tym działać z myślą „o wspólnej korzyści, ochronie i bezpieczeństwie narodu lub społeczności, a nie dla pożytku pojedynczego człowieka, rodziny czy grupy osób, będących jedynie częścią tego społeczeństwa”,(7) albowiem „dobro publiczne nie jest sprzeczne z dobrem jednostki”.(8) Współcześnie w korporacyjnej prasie takie postulaty okrzyknięto by mianem niebezpiecznego lewactwa, a Thomas Jefferson, Benjamin Franklin, George Mason i ponad wszystko Tom Paine sklasyfikowani zostaliby jako „kolejni lewicowi idioci”, by zapożyczyć odrobiny żargonu politycznego z ulubionego tygodnika polskiej inteligencji – inteligencji, która deklaruje bliski, zażyły i nierozerwalny związek z amerykańską tradycją, ale egalitaryzm traktuje raczej jako rodzaj mało znanej choroby, jakkolwiek zakaźnej, to nie będącej w stanie zakłócić równowagi psychicznej polskiego inteligenta.

Procesy ekonomiczne zapoczątkowane przez Alexandra Hamiltona – stworzenie banku narodowego, finansowanie długu narodowego, promowanie przedsięwzięć przemysłowych pod wodzą centralnej władzy państwowej – a więc wbrew przesłaniom płynącym z nauki Adama Smitha – sprawiły, że w pierwszych dziesięcioleciach XIX w „dwa zagrożenia dla republikańskiego społeczeństwa – uzależnienie i nierówność – w coraz większym stopniu zaczynały charakteryzować życie w Ameryce, szczególnie w wielkich miastach wschodniego wybrzeża”.(9)

Rozpoczynał się historyczny proces wielkiej akumulacji dóbr i budowy ostatniego światowego imperium. Najlepiej prosperującymi obywatelami USA w tym czasie byli Stephen Girard z Filadelfii, właściciel statków handlowych i majątku 6 milionów dolarów (1830), John Jacob Astor ze swą największą amerykańską kompanią futrzarską, i nieruchomościami w Nowym Jorku – właściciel połowy Manhattanu, najbogatszy człowiek Ameryki w I połowie XIX w. z majątkiem 20 milionów dolarów oraz holenderski emigrant z Utrechtu, pierwszy magnat kolei żelaznych, Cornelius Vanderbilt, którego syn William w 1890 r. dysponował fortuną 200 milionów dolarów. Intrygujące, jak postrzegał Amerykę podróżujący po niej w roku 1837 Alexis de Tocqueville pisząc, że „nic nie zwróciło mojej uwagi bardziej niż warunki powszechnej równości pomiędzy ludźmi”. Wyrażał jednak obawy, że nowa elita przemysłowa, „jedna z najsurowszych, jakie kiedykolwiek istniały”, przyniesie „trwałą nierówność warunków życia i ukształtuje nową arystokrację”. (10) Słowa te okazały się prorocze.





+ - 0

Artykuł został pozytywnie zrecenzowany przez:

Magdalena Danaj

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 0