Pojednanie i integracja. Ostateczne zjednoczenie.
Artykuł był czytany 2239 razyWiele mówi się dziś o pojednaniu, o integracji, o konsolidacji. Mówi się o tym w odniesieniu do zjawisk, procesów i ruchów, społeczeństw i kultur, idei i świata rzeczy.
W moim przekonaniu procesy te, pragnienia i wyzwania przede wszystkim dotyczą jednak osób, indywidualnych jednostek oraz wspólnot i grup ludzi. My jesteśmy inicjatorami, twórcami i opiekunami, my, czyli konkretne osoby.
Bez pojednania, bez rozjaśniania mroków narzuconych w przeszłości i stale rozdrapywanych ran w teraźniejszości, bez wyjaśniania zawiłości nie na zasadzie niemiłosiernego rozliczenia i przymusu pełnego zrozumienia sprawy, przeciwnego duchowi dialogu w procesie rozwoju i wzajemnego zaufania, bez przebaczenia, nie można stawać "czystymi" w obliczu przyszłości. Trudniej o wspólne myślenie i wspólne działanie, trudniej o pokój integracji i szacunek wobec tego, czego się nie rozumie lub tego, co rozumie się inaczej. Łatwiej z kolei o relatywizację wszystkiego lub kompromisy w sprawach dotyczących podstawowych wartości życia mojego i twojego. Pojednanie, nie ujednolicenie, zaczyna się w sercu człowieka, w rdzeniu jego egzystencji, w myśli, odczuwaniu i woli, i w relacji osoby do osoby. Skutkuje we wspólnotach i kulturze, w integracji jej wytworów, elementów, zjawisk. Kończy się w zjednoczeniu wszystkiego we wszystkim – tak podpowiada nadzieja i granice ludzkiej wyobraźni.
Czy jednak wszystko, czego doświadczamy w naszym życiu, wszystko, co gromadzi się w doświadczeniu ludzkim w historii, wszystko, co w tym aspekcie możemy ująć pod pojęciami kultury lub cywilizacji, wydaje się zdążać w kierunku ostatecznej dynamicznej i elastycznej integralności? Wydaje się, że to, co stanowi o człowieczeństwie, co buduje istotę każdej ludzkiej osoby, będzie uczestniczyło w tym ostatecznym, pełnym zjednoczeniu. Będzie to, jak można przypuszczać, integralność pełna, samospełniająca wobec wszystkich pojednanych osób, zarówno na płaszczyźnie odrębności i indywidualnego istnienia, jak i wspólnotowości, oraz wobec samej siebie jako ostatecznej zewnętrznej i wewnętrznej jedności. Całe doświadczenie, które będzie uczestniczyło w tym zjednoczeniu ma swoje źródło i w ostatecznym momencie swego rozwoju już nie ponownie, lecz jakby pierwszy i ostatni jednocześnie raz, znajdzie się w tym źródle. Źródło to istnieć będzie nadal właśnie jako początek i koniec, w całym nieskończonym kontekście swego dzieła, czyli tego, co dzięki niemu się we własnym nieograniczonym stopniu rozwinęło. Tym źródłem jest Bóg.
Ogół uznawanych przez człowieka wartości, utrwalanych zachowań i ich rezultatów, twórczość człowieka jako efekt ingerencji w naturę swoją i świata, świadomość człowieka, przenikają się wzajemnie, oczyszczają z nieprawdy, a odkrywa się przed człowiekiem nowy świat, nowe niebo i nowa ziemia. Początkiem i końcem tego procesu oraz wciąż najnowszą kulminacją jest wcielenie Boże w Osobę Jezusa Chrystusa i Obecność Boża w Duchu Świętym. A dzieje się to przy pełnym udziale człowieka, po to by dziać się mogło przy pełnym udziale każdego człowieka. To przenikanie się i ten proces można określić jednym słowem jako działanie miłości. Jest to miłość dziejowa, miłość wewnątrz dziejów człowieka, ludzkiej historii, czyli miłość w sercu każdej istoty ludzkiej, określona w drodze jego wyborów, w relacji wolności. Miłość ta przejawia się jako esencja i treść o nieskończonych formach, jej rdzeniem jest jednak pełnia zaufania, prawda, dobroć i piękno, które z niej samej wypływają. Miłość ta bowiem jest wypełnieniem tego źródła, którym jest Bóg, bo Bóg jest Miłością. Jest życiem relacji, relacji wolności, tylko wtedy bowiem zachowuje swoją nieograniczoność, ograniczając się jednocześnie w wolności sama i stając się po ludzku patrząc bezbronną, co w pełni jej sensu jest najwyższą możliwą siłą i mocą i jest ostatecznym i wiecznym zwycięstwem.
Na koniec krótkie, intymne, nadużywające być może wielkich słów o wielkim znaczeniu, wyznanie, ale jednak z serca i rozumu. Jeśli w taki sposób postępują dzieje człowieka i naszej drogi do jedności, to i tak brakuje temu krótkiemu opisowi wiele, jeżeli nie wszystko. Jest tylko opisem, niedoskonałą myślą człowieka, autora, i nie wypełnia wszystkiego nawet na tę chwilę i nawet choćby tylko dla niego. Nadzieja jednak staje się tutaj świadkiem samego życia i nie pozwala umrzeć choćby najmniejszemu sensowi, który Bóg zrodził w Sobie dla rozpalenia ducha jedności, ku któremu wszyscy i wszystko zdąża. Tak też, zgodnie z tą nadzieją, wszystko we wszystkim w najjaśniejszej prostocie i świetle Stwórcy stanie się ostatecznością wzajemnej miłości.
Dodaj Komentarz
RSS komentarzyKomentarze: 1
A Ja powiem tak :
Ludzie jednoczą się pod wpływem strachu, najczęściej w chwilach słabości , który daje im siłę i szanse na przetrwanie . W takich chwilach często wyrastają bohaterzy i odkurzane są dawno zapomniane ideały. Spraw aby ludzi ogarnął strach lub żądza a oni się zjednoczą. Religia czy ogólnie wiara opiera się na zastraszeniu . Zapytaj wierzącego dlaczego to robi ? Większość odpowie , że ze strachu przed potępieniem.
Wystraszeni , zmanipulowani ludzie są groźni, jeszcze bardziej groźni są zjednoczeni wystraszeni ludzie.
Żądza i Strach :
Krucjaty ( Chrześcijaństwo ) , Holokaust ( Nazizm ) , Wojny plemienne (Ruanda ), Terroryzm ( Irak, Afganistan, Czeczenia ) , Święta Wojna ( Islam ) i WIELE WIELE INNYCH
Tam gdzie ludzie się jednoczą pojawia się przemoc , wynikająca z braku tolerancji i potrzeby narzucania innym swojej woli. Ludzi nie da się nauczyć tolerancji bo wynika ona z poziomu oświecenia , rozwoju cywilizacyjnego i akceptacji odmienności, która jest z góry napiętnowana przez , prawa religijne i społeczne , tradycje i inne normy stworzone przez ludzi dla ludzi.
PLUSIK














