Styl Życia / Inne
Polskie spojrzenie na Amerykanina
Artykuł był czytany 5884 razy
Przyglądając się statystykom, sondażom i książkom na temat przeciętnego Amerykanina widzimy człowieka, który dowiedziawszy się, że będzie miał wyciętą nerkę wpada w panikę.. bo Bóg (Bóg, nie ewolucja) stworzył mu tylko JEDNĄ.
W polskim społeczeństwie trudno nie zauważyć napływów ‘amerykańskiej kultury’, jej obyczajów i mentalności szczególnie na młodych ludzi, zafascynowanych muzyką, kinematografią i sposobem bycia Amerykanów.
Jeszcze 10 lat temu funkcjonował w Polsce stereotyp Amerykanina jako przedsiębiorczego optymisty, o silnym poczuciu indywidualności i odpowiedzialności nad własnym losem. Ten stereotyp nieco uległ zmianie, jednak młodych Amerykanów nadal postrzegamy jako ludzi szczęśliwych, zdrowych, robiących karierę i używających z życia.
Czy aby na pewno sposób w jaki postrzegamy Amerykanów jest zgodny z prawdą? Jeżeli chodzi o amerykański indywidualizm, warto przytoczyć teorię, modną w ostatnich latach w amerykańskich kręgach akademickich, że „Każda pojedyncza jednostka, zanim stanie się niezależna jest tworem jakiejś grupy która determinuje jej tożsamość.” Wielu z nich głosi również, że skoro wszyscy jesteśmy równie „godni sukcesu”, a nie wszyscy go osiągamy w równych stopniu, to o ile nie jest to wynikiem dyskryminacji grupowej, z pewnością jest to wynikiem ułomności jednostki (atrofia motywacji, deficyt uwagi, syndrom pośpiesznych decyzji.. itd.) – więc są to jednostki teoretycznie, według amerykańskiego „terapeutycznego” sposobu myślenia, nadające się do terapii. Gdyby przyjąć taki sposób myślenia można by w oparciu o szacowanie (na podstawie istniejących źródeł) dziennikarza Jima Widnolfa zakwalifikować do terapii aż 77% Amerykanów.
Czy amerykańskie podejście, by każdy najmniejszy problem o podłożu psychologicznym konsultować od razu z psychiatrą daje dobre efekty? W pewnym sensie na pewno tak (obie strony są zadowolone – psychiatra zarabia, a klient odchodzi z poczuciem lekkości i prostoty świata[do następnego błahego problemu]) mimo to uważam, że chodzenie z każdym najmniejszym problemem do psychiatry świadczy o braku samodzielności i o nieumiejętności poradzenia sobie w życiu.
Natomiast stereotyp młodego Amerykanina jako człowieka szczęśliwego, zdrowego żyjącego pełnią życia negują Mary Pipher i William Pollock. Mary Pipher w swojej książce pt „Ocalić Ofelię” pisze: „Tak jak samoloty i statki tajemniczo znikają w Trójkącie Bermudzkim, tak też katastrofie ulega masowo osobowość amerykańskich dziewcząt. Roztrzaskuje się ona i spada.”A William Pollock stwierdza, że Amerykanów nęka emocjonalna pustka i cicha depresja. Zastanówmy się, czy zdrowe (za jeden z przymiotów ‘zdrowego społeczeństwa’ uznaję nie najgorszy stan ogólnej wiedzy o świecie) może być społeczeństwo, w którym rząd federalny nie kontroluje ani nie finansuje systemu oświaty. Poziomem nauczania kieruje zazwyczaj rada szkól lokalnych która w 90% jest finansowana przez władze lokalne i tylko w 10% przez władze federalne.
Trudno się w takim wypadku dziwić wynikom badania Australijskiej telewizji ABC – większość ludzi poproszona o wskazanie na mapie Francji czy Iranu pokazywała.. Australię. Ludzie pytani o to kto wspiera terrorystów i powinien być w związku z tym zaatakowany wymieniali takie państwa jak Francja cz Włochy. Nawet jeżeli chodzi o wielkie osiągnięcia Amerykanów, pytani nie popisali się wiedzą – twierdzili, że pierwsi na księżycu wylądowali Rosjanie. Nie wspominając o takich nowinkach naukowych jak: „meczet to rodzaj zwierzęcia”, „człowiek ma z natury jedną nerkę” a „ludzkość stoczyła już trzy wojny światowe”(!). W stosunku do osiągnięć prestiżowych uniwersytetów w USA, wiedza społeczeństwa pozostaje daleko w tyle. Różne sondaże przeprowadzone w 2005 roku wykazywały, że od 45% do 60% wierzy w to, że Bóg stworzył świat i człowieka w jego obecnej postaci, tak jak opisuje to Biblia. W ciągu ostatnich lat liczba zwolenników tej teorii drastycznie wzrosła. Teraz rację Darwinowi przyznaje średnio tylko co trzeci obywatel USA. Niski poziom wiedzy Amerykanie rekompensują pracowitością. Według sondażu przeprowadzonego w 2006r. Amerykanie są najbardziej pracowitym społeczeństwem – wartość produkcji jednego pracownika wynosiła 63885 USD, o wiele przekraczając wartość produkcji pracownika Irlandii (55986 USD), która zajęła drugie miejsce w sondażu.
Z powyższych przytoczonych statystyk, badań, sondaży wynika jasno, że polski stereotyp Amerykanina, jako człowieka zdrowego i szczęśliwego nie jest do końca prawdziwy. Nasuwa się pytanie, czy w naszym chłonięciu „kultury zachodu”, nie przybierzemy w końcu złych proporcji i zatracając polskość spadniemy do poziomu przeciętnego amerykańskiego człowieka, który dowiedziawszy się, że będzie miał wyciętą nerkę wpada w panikę.. bo Bóg (Bóg, nie ewolucja) stworzył mu tylko JEDNĄ.
Jeszcze 10 lat temu funkcjonował w Polsce stereotyp Amerykanina jako przedsiębiorczego optymisty, o silnym poczuciu indywidualności i odpowiedzialności nad własnym losem. Ten stereotyp nieco uległ zmianie, jednak młodych Amerykanów nadal postrzegamy jako ludzi szczęśliwych, zdrowych, robiących karierę i używających z życia.
Czy aby na pewno sposób w jaki postrzegamy Amerykanów jest zgodny z prawdą? Jeżeli chodzi o amerykański indywidualizm, warto przytoczyć teorię, modną w ostatnich latach w amerykańskich kręgach akademickich, że „Każda pojedyncza jednostka, zanim stanie się niezależna jest tworem jakiejś grupy która determinuje jej tożsamość.” Wielu z nich głosi również, że skoro wszyscy jesteśmy równie „godni sukcesu”, a nie wszyscy go osiągamy w równych stopniu, to o ile nie jest to wynikiem dyskryminacji grupowej, z pewnością jest to wynikiem ułomności jednostki (atrofia motywacji, deficyt uwagi, syndrom pośpiesznych decyzji.. itd.) – więc są to jednostki teoretycznie, według amerykańskiego „terapeutycznego” sposobu myślenia, nadające się do terapii. Gdyby przyjąć taki sposób myślenia można by w oparciu o szacowanie (na podstawie istniejących źródeł) dziennikarza Jima Widnolfa zakwalifikować do terapii aż 77% Amerykanów.
Czy amerykańskie podejście, by każdy najmniejszy problem o podłożu psychologicznym konsultować od razu z psychiatrą daje dobre efekty? W pewnym sensie na pewno tak (obie strony są zadowolone – psychiatra zarabia, a klient odchodzi z poczuciem lekkości i prostoty świata[do następnego błahego problemu]) mimo to uważam, że chodzenie z każdym najmniejszym problemem do psychiatry świadczy o braku samodzielności i o nieumiejętności poradzenia sobie w życiu.
Natomiast stereotyp młodego Amerykanina jako człowieka szczęśliwego, zdrowego żyjącego pełnią życia negują Mary Pipher i William Pollock. Mary Pipher w swojej książce pt „Ocalić Ofelię” pisze: „Tak jak samoloty i statki tajemniczo znikają w Trójkącie Bermudzkim, tak też katastrofie ulega masowo osobowość amerykańskich dziewcząt. Roztrzaskuje się ona i spada.”A William Pollock stwierdza, że Amerykanów nęka emocjonalna pustka i cicha depresja. Zastanówmy się, czy zdrowe (za jeden z przymiotów ‘zdrowego społeczeństwa’ uznaję nie najgorszy stan ogólnej wiedzy o świecie) może być społeczeństwo, w którym rząd federalny nie kontroluje ani nie finansuje systemu oświaty. Poziomem nauczania kieruje zazwyczaj rada szkól lokalnych która w 90% jest finansowana przez władze lokalne i tylko w 10% przez władze federalne.
Trudno się w takim wypadku dziwić wynikom badania Australijskiej telewizji ABC – większość ludzi poproszona o wskazanie na mapie Francji czy Iranu pokazywała.. Australię. Ludzie pytani o to kto wspiera terrorystów i powinien być w związku z tym zaatakowany wymieniali takie państwa jak Francja cz Włochy. Nawet jeżeli chodzi o wielkie osiągnięcia Amerykanów, pytani nie popisali się wiedzą – twierdzili, że pierwsi na księżycu wylądowali Rosjanie. Nie wspominając o takich nowinkach naukowych jak: „meczet to rodzaj zwierzęcia”, „człowiek ma z natury jedną nerkę” a „ludzkość stoczyła już trzy wojny światowe”(!). W stosunku do osiągnięć prestiżowych uniwersytetów w USA, wiedza społeczeństwa pozostaje daleko w tyle. Różne sondaże przeprowadzone w 2005 roku wykazywały, że od 45% do 60% wierzy w to, że Bóg stworzył świat i człowieka w jego obecnej postaci, tak jak opisuje to Biblia. W ciągu ostatnich lat liczba zwolenników tej teorii drastycznie wzrosła. Teraz rację Darwinowi przyznaje średnio tylko co trzeci obywatel USA. Niski poziom wiedzy Amerykanie rekompensują pracowitością. Według sondażu przeprowadzonego w 2006r. Amerykanie są najbardziej pracowitym społeczeństwem – wartość produkcji jednego pracownika wynosiła 63885 USD, o wiele przekraczając wartość produkcji pracownika Irlandii (55986 USD), która zajęła drugie miejsce w sondażu.
Z powyższych przytoczonych statystyk, badań, sondaży wynika jasno, że polski stereotyp Amerykanina, jako człowieka zdrowego i szczęśliwego nie jest do końca prawdziwy. Nasuwa się pytanie, czy w naszym chłonięciu „kultury zachodu”, nie przybierzemy w końcu złych proporcji i zatracając polskość spadniemy do poziomu przeciętnego amerykańskiego człowieka, który dowiedziawszy się, że będzie miał wyciętą nerkę wpada w panikę.. bo Bóg (Bóg, nie ewolucja) stworzył mu tylko JEDNĄ.














