Styl Życia / Inne
„Powiem Wam, co życie nasze kolorów pozbawia”
Artykuł był czytany 1350 razy
Jakie jest imię złoczyńcy, który z Polaka czyni ponuraka? Czy problemy każdego z nas są największe? Skąd wziąć optymizm? Czy on w ogóle istnieje?
A wszystko, co złe to – P E S Y M I Z M
On niszczy każdą twórczą myśl.
On pozbawia wiary w lepsze jutro.
On zabija radość.
On gasi każdą iskierkę nadziei.
On zamienia wszystkie marzenia, wyobrażenia i piękne chwile w szarą rzeczywistość. On gubi uśmiech na twarzy, cudowną myśl w głowie, wspaniały blask w oczach.
On pozbawia mieszkańców Ziemi tego, co najważniejsze – radości życia.
Co niewinną istotę do płaczu pociąga? Pesymizm.
Co kolejnej to osobie energię odbiera? Pesymizm.
Co w otchłań szarej egzystencji rzuca? Pesymizm.
Co życie wegetacją sprawia? Pesymizm.
Co nie jednego do czynu samobójczego pociąga? Pesymizm.
Co Tobie, jemu i jej ukochaną wiarę odbiera? Pesymizm.
Co bezwzględnie resztki nadziei z serca wydziera? Pesymizm.
Co umęczoną duszę do reszty rozdziera? Pesymizm.
Co Ci z życia piekło czyni?
Tak jest: pesymizm naszych kochanych rodaków zamęcza, rozpacz już każdy kąt bierze we władanie, a krótkie życie ucieka gubiąc strzępki radości.
Walczmy z pustą połową szklanki!!
Wyobraź sobie (a może już kiedyś to zauważyłeś): masz fatalny dzień, jedziesz autobusem MPK, w odbiciu okna widzisz swoją skwaszoną minę i wtedy rozglądasz się, dookoła ludzie i wiesz, że nie każdy musi mieć akurat dzisiaj zły dzień i szukasz… Szukasz. Jakiejś bezinteresownej iskierki, bo w życiu tak już jest - instynkt samozachowawczy sprawia, że nie zamykasz się od razu we własnej monadzie, lecz poszukujesz ratunku małego, wręcz prozaicznego, na który w innych chwilach nawet nie zwrócisz uwagi. Szukasz… W końcu po syzyfowej pracy wewnątrz, patrzysz na wsiadających i… dalej nic. Wyglądasz przez szybę na chodnik i … znowu nic, może nawet gorzej, bo stwierdzasz, iż kolejna osoba ma coraz to gorszą minę. Tak i w końcu to staje się śmieszne, niestety gorzko śmieszne. Próbujesz uśmiechać się do przechodniów, bo może nie masz najgorzej, bo Ty będziesz tą inną osobą wyróżniającą się w tłumie, a może ktoś również szuka uśmiechu i pomożesz? Czasem po długich poszukiwaniach osiągasz cel, czyli ktoś odwzajemni uśmiech tak po prostu, jednak większość patrzy jak na wariata i zero reakcji.
Wniosek obserwacyjny jest taki: najczęściej uśmiech odwzajemniają obcokrajowcy, później osoby płci odmiennej i reszta…To oczywiście nie reguła, ale wynik własnej obserwacji. Czyżby potwierdzenie stereotypu Polaka, który wygląda jak na pogrzebie. Co najgorsze, ja też w tym często uczestniczę, część wielkiego szarego tłumu? Apeluję sama do siebie i do innych o zwykły, bezinteresowny uśmiech. Pobijmy stereotyp, ten jeden na dobry początek...
Nie licytujmy się ilością bolących części ciała, ilością problemów, obowiązków, złych doświadczeń, a co najważniejsze tym, że JA to na pewno mam najgorzej, a ludzie dookoła nigdy nie nudzą się, nie płaczą, nie czują się samotni i nie mają takich problemów, jakie mam JA. Bo najwięcej problemów to się właśnie ma przez to swoje wygórowane JA, jak lekko jest nie myśleć o sobie.
Uśmiechnij się bezinteresownie do osoby na ulicy (jak z ołówkiem w zębach wg psychologii jest o wiele weselej, tak z uśmiechem na twarzy zawsze lżej, bo trzeba się uśmiechnąć i iść dalej - tak łatwiej ), z przygarbionej snującej się osoby wystarczy „połknąć kij” i zamiast w szary chodnik, spojrzeć w niebo, nie przytaknij lub nie próbuj przelicytować znajomego który narzeka, a wtedy, nawet jeśli masz o wiele cięższy problem to zamiast kogoś nim obarczać, spróbujesz mu pomóc. To sprawi, iż czarodziejska gumka do mazania zetrze część Twojego problemu, bo nigdy on nie jest tak duży jak to nam się wydaje.
Może taka jest droga do O P T Y M I Z M U. Bo czym on właściwie jest oprócz tego, że tą pełną połówką szklanki? Może to mieszanka uśmiechu mimo wszystko, szczypta „olewacza” problemu, dwa listki nadziei i wiary, łyżeczka empatii, a może optymista to osoba tak doświadczona życiem (w pewnym sensie zrezygnowana: „będzie, co będzie”), że problemy, które dla innych są górą lodową, dla niej to mała kra na oceanie? Bardzo mało jest pośród nas osób, które nadają sobie imię Optymista. Jednak, czy jest ono zarezerwowane tylko dla nich? Myślę, że nie, po prostu istnieją różne rodzaje optymizmu, a ważne jest to, byśmy znaleźli swój własny, bo nie warto chodzić ze skwaszoną miną i bez przerwy narzekać - to w niczym nie pomoże.
On niszczy każdą twórczą myśl.
On pozbawia wiary w lepsze jutro.
On zabija radość.
On gasi każdą iskierkę nadziei.
On zamienia wszystkie marzenia, wyobrażenia i piękne chwile w szarą rzeczywistość. On gubi uśmiech na twarzy, cudowną myśl w głowie, wspaniały blask w oczach.
On pozbawia mieszkańców Ziemi tego, co najważniejsze – radości życia.
Co niewinną istotę do płaczu pociąga? Pesymizm.
Co kolejnej to osobie energię odbiera? Pesymizm.
Co w otchłań szarej egzystencji rzuca? Pesymizm.
Co życie wegetacją sprawia? Pesymizm.
Co nie jednego do czynu samobójczego pociąga? Pesymizm.
Co Tobie, jemu i jej ukochaną wiarę odbiera? Pesymizm.
Co bezwzględnie resztki nadziei z serca wydziera? Pesymizm.
Co umęczoną duszę do reszty rozdziera? Pesymizm.
Co Ci z życia piekło czyni?
Tak jest: pesymizm naszych kochanych rodaków zamęcza, rozpacz już każdy kąt bierze we władanie, a krótkie życie ucieka gubiąc strzępki radości.
Walczmy z pustą połową szklanki!!
Wyobraź sobie (a może już kiedyś to zauważyłeś): masz fatalny dzień, jedziesz autobusem MPK, w odbiciu okna widzisz swoją skwaszoną minę i wtedy rozglądasz się, dookoła ludzie i wiesz, że nie każdy musi mieć akurat dzisiaj zły dzień i szukasz… Szukasz. Jakiejś bezinteresownej iskierki, bo w życiu tak już jest - instynkt samozachowawczy sprawia, że nie zamykasz się od razu we własnej monadzie, lecz poszukujesz ratunku małego, wręcz prozaicznego, na który w innych chwilach nawet nie zwrócisz uwagi. Szukasz… W końcu po syzyfowej pracy wewnątrz, patrzysz na wsiadających i… dalej nic. Wyglądasz przez szybę na chodnik i … znowu nic, może nawet gorzej, bo stwierdzasz, iż kolejna osoba ma coraz to gorszą minę. Tak i w końcu to staje się śmieszne, niestety gorzko śmieszne. Próbujesz uśmiechać się do przechodniów, bo może nie masz najgorzej, bo Ty będziesz tą inną osobą wyróżniającą się w tłumie, a może ktoś również szuka uśmiechu i pomożesz? Czasem po długich poszukiwaniach osiągasz cel, czyli ktoś odwzajemni uśmiech tak po prostu, jednak większość patrzy jak na wariata i zero reakcji.
Wniosek obserwacyjny jest taki: najczęściej uśmiech odwzajemniają obcokrajowcy, później osoby płci odmiennej i reszta…To oczywiście nie reguła, ale wynik własnej obserwacji. Czyżby potwierdzenie stereotypu Polaka, który wygląda jak na pogrzebie. Co najgorsze, ja też w tym często uczestniczę, część wielkiego szarego tłumu? Apeluję sama do siebie i do innych o zwykły, bezinteresowny uśmiech. Pobijmy stereotyp, ten jeden na dobry początek...
Nie licytujmy się ilością bolących części ciała, ilością problemów, obowiązków, złych doświadczeń, a co najważniejsze tym, że JA to na pewno mam najgorzej, a ludzie dookoła nigdy nie nudzą się, nie płaczą, nie czują się samotni i nie mają takich problemów, jakie mam JA. Bo najwięcej problemów to się właśnie ma przez to swoje wygórowane JA, jak lekko jest nie myśleć o sobie.
Uśmiechnij się bezinteresownie do osoby na ulicy (jak z ołówkiem w zębach wg psychologii jest o wiele weselej, tak z uśmiechem na twarzy zawsze lżej, bo trzeba się uśmiechnąć i iść dalej - tak łatwiej ), z przygarbionej snującej się osoby wystarczy „połknąć kij” i zamiast w szary chodnik, spojrzeć w niebo, nie przytaknij lub nie próbuj przelicytować znajomego który narzeka, a wtedy, nawet jeśli masz o wiele cięższy problem to zamiast kogoś nim obarczać, spróbujesz mu pomóc. To sprawi, iż czarodziejska gumka do mazania zetrze część Twojego problemu, bo nigdy on nie jest tak duży jak to nam się wydaje.
Może taka jest droga do O P T Y M I Z M U. Bo czym on właściwie jest oprócz tego, że tą pełną połówką szklanki? Może to mieszanka uśmiechu mimo wszystko, szczypta „olewacza” problemu, dwa listki nadziei i wiary, łyżeczka empatii, a może optymista to osoba tak doświadczona życiem (w pewnym sensie zrezygnowana: „będzie, co będzie”), że problemy, które dla innych są górą lodową, dla niej to mała kra na oceanie? Bardzo mało jest pośród nas osób, które nadają sobie imię Optymista. Jednak, czy jest ono zarezerwowane tylko dla nich? Myślę, że nie, po prostu istnieją różne rodzaje optymizmu, a ważne jest to, byśmy znaleźli swój własny, bo nie warto chodzić ze skwaszoną miną i bez przerwy narzekać - to w niczym nie pomoże.














