Styl Życia / Inne
Puree w proszku, słów kilka o równouprawnieniu
Artykuł był czytany 2357 razyCzy "Deklaracja praw kobiety i obywatelki" miała na celu zagwarantowanie nam zupek w proszku i wyjście z ról kobiecych? Może czas wynaleźć jeszcze "naprawianie domowych usterek instant". W końcu mamy równouprawnienie.
Gdy ponad 150 lat temu rozgrywała się walka o emancypację kobiet, jednym z postulatów było zrównanie kobiet w prawach wyborczych oraz umożliwienie równego dostępu do pracy i wykształcenia. Nie zamierzam rozpisywać się na temat historii. Chciałam zwrócić uwagę na fakt, że w czasach obecnych, gdy możemy się cieszyć pełnią praw obywatelskich, rozumienie „równouprawnienia” przybrało groteskowe, a nawet niebezpieczne kształty.
Gdy Olympia de Gouges w trakcie Rewolucji Francuskiej walcząc o godne traktowanie kobiet publikowała w swoim czasopiśmie „Deklarację praw kobiety i obywatelki” z pewnością nie myślała o tym, że za półtora wieku kobiety będą wpychać w swoje dzieci chińskie zupki naładowane po brzegi substancjami rakotwórczymi oraz – na Boga – puree ziemniaczane w proszku, które możemy teraz znaleźć w każdym sklepie.
Czy to nie zakrawa lekko na komedię, że w dzisiejszych czasach oburzamy się na każdą próbę namówienia nas do pracy kuchni albo do sprzątania? Jeżeli równouprawnienie wygląda w taki sposób, że nie chce nam się obrać paru ziemniaków, ugotować i rozgnieść z dodatkiem masła myślę, że wolałabym wrócić do czasów przez emancypacją. Faktem jest, że nie jest łatwo pogodzić pracę, zwłaszcza intensywną i na wysokim stanowisku z dbaniem o dom i wychowywaniem dzieci. Może bierzemy na siebie za dużo? Chcemy być równe z mężczyznami, ale i tak wykonujemy znacznie więcej pracy. Dlatego wydaje mi się, że mamy niepotrzebnie kompleksy niższości w stosunku do mężczyzn, zwłaszcza gdy zajmujemy mniej prestiżowe stanowiska. Kiedy same docenimy wagę rodzinnych obowiązków – zdrowego gotowania i wychowywania dzieci, docenią ją również mężczyźni. A ma to także inne plusy – zdrowe jedzenie jest znacznie lepsze niż zupki light, utrzymamy dłużej ładną figurę, będziemy mieć lepszy humor, a także kontakt z domownikami. Chcę wyrazić się jasno – nie chodzi mi o to, że my kobiety, nie powinnyśmy zajmować wysokich stanowisk. Jak najbardziej możemy i mamy ku temu predyspozycje. Nawołuję do zachowania zdrowego umiaru, zamiast robienia z siebie tytanek pracy. Po co nam kłótnie w rodzinie, mnożące się problemy i dodatkowe zmarszczki wokół oczu w prezencie?
Teraz, gdy jesteśmy wypoczęte, najedzone zdrowym i tradycyjnym jedzeniem (mam nadzieję, że nikt nie przyrządzał na Wigilię karpia z proszku) z okazji zbliżającego się Nowego Roku może warto zastanowić się nad równowagą i harmonią naszych powinności kobiecych z powinnościami zawodowymi i spróbować zrobić coś by je ze sobą skorelować. Nie ma sensu biec z motyką na słońce, wystarczy zacząć od 2 dni w tygodniu z domowym zdrowym obiadem. Bez konserwantów. Co wy na to?
Gdy Olympia de Gouges w trakcie Rewolucji Francuskiej walcząc o godne traktowanie kobiet publikowała w swoim czasopiśmie „Deklarację praw kobiety i obywatelki” z pewnością nie myślała o tym, że za półtora wieku kobiety będą wpychać w swoje dzieci chińskie zupki naładowane po brzegi substancjami rakotwórczymi oraz – na Boga – puree ziemniaczane w proszku, które możemy teraz znaleźć w każdym sklepie.
Czy to nie zakrawa lekko na komedię, że w dzisiejszych czasach oburzamy się na każdą próbę namówienia nas do pracy kuchni albo do sprzątania? Jeżeli równouprawnienie wygląda w taki sposób, że nie chce nam się obrać paru ziemniaków, ugotować i rozgnieść z dodatkiem masła myślę, że wolałabym wrócić do czasów przez emancypacją. Faktem jest, że nie jest łatwo pogodzić pracę, zwłaszcza intensywną i na wysokim stanowisku z dbaniem o dom i wychowywaniem dzieci. Może bierzemy na siebie za dużo? Chcemy być równe z mężczyznami, ale i tak wykonujemy znacznie więcej pracy. Dlatego wydaje mi się, że mamy niepotrzebnie kompleksy niższości w stosunku do mężczyzn, zwłaszcza gdy zajmujemy mniej prestiżowe stanowiska. Kiedy same docenimy wagę rodzinnych obowiązków – zdrowego gotowania i wychowywania dzieci, docenią ją również mężczyźni. A ma to także inne plusy – zdrowe jedzenie jest znacznie lepsze niż zupki light, utrzymamy dłużej ładną figurę, będziemy mieć lepszy humor, a także kontakt z domownikami. Chcę wyrazić się jasno – nie chodzi mi o to, że my kobiety, nie powinnyśmy zajmować wysokich stanowisk. Jak najbardziej możemy i mamy ku temu predyspozycje. Nawołuję do zachowania zdrowego umiaru, zamiast robienia z siebie tytanek pracy. Po co nam kłótnie w rodzinie, mnożące się problemy i dodatkowe zmarszczki wokół oczu w prezencie?
Teraz, gdy jesteśmy wypoczęte, najedzone zdrowym i tradycyjnym jedzeniem (mam nadzieję, że nikt nie przyrządzał na Wigilię karpia z proszku) z okazji zbliżającego się Nowego Roku może warto zastanowić się nad równowagą i harmonią naszych powinności kobiecych z powinnościami zawodowymi i spróbować zrobić coś by je ze sobą skorelować. Nie ma sensu biec z motyką na słońce, wystarczy zacząć od 2 dni w tygodniu z domowym zdrowym obiadem. Bez konserwantów. Co wy na to?














